SCENA CZWARTA

CIŻ, OLGA.

OLGA

wchodzi rozpromieniona.

A to niespodzianka...

Spostrzega Helenę, staje i patrzy na nią zdziwiona, potem na Mlickiego; chwila przykrego milczenia.

MLICKI

opanowuje się, bierze ją za rękę i chce ją wyprowadzić.

Chodź!

HELENA

rzuca się na nich, szukając słów, wyciąga rękę, wskazując na Olgę.

Ta! ta!...

OLGA

bardzo zdziwiona.

Czego chce ta pani?...

MLICKI

Proszę cię, Hela, nie rób już scen... do Olgi stanowczo. Chodź!

HELENA

Idź pani, precz! precz! Chcesz go pani zniszczyć, jakeś Zdżarskiego zniszczyła?!

OLGA

Ale czego pani sobie życzy odemnie? Ja przecież nie chcę nikogo niszczyć!...

HELENA

błagalnie do Mlickiego.

Zostań, zostań! Twoim psem będę, rób ze mną, co chcesz! Bij, zabij! — rób co chcesz, tylko nie opuszczaj mnie! do Olgi. Idź pani, idź! Ja z nim żyłam dwa lata, on mój... mój!... Pani dość ich znajdzie — ja mam tylko Stefana, zostaw mi go pani! Ja oszaleję!

OLGA

patrzy chwilę na Helenę, potem na Mlickiego i wychodzi. Za nią idzie Mlicki. Helena patrzy błędnie na niego, wyciąga ku niemu ręce i cofa je bezwiednie. Po wyjściu Olgi i Mlickiego ogląda się nieprzytomnie, rzuca się ku drzwiom i pada.

Kurtyna.