SCENA TRZECIA

MLICKI sam, potem HELENA.

MLICKI

stoi niezdecydowany na środku pokoju. Idzie ku drzwiom, znowu przystaje, namyśla się, nagle otwiera drzwi i woła.

Hela!

Po chwili wchodzi Helena chwiejnym krokiem, wpatruje się w Mlickiego. Długa pauza, Mlicki w najwyższem wzburzeniu chodzi po pokoju i żuje nerwowo munsztuk papierosa.

MLICKI

Hela, rozejdziemy się jak przyjaciele.

HELENA

Jak chcesz.

MLICKI

Zmiłuj się moja droga: zechciej to wszystko zrozumieć!

HELENA

Wszystko zrozumiałam.

MLICKI

niepewnym głosem.

Nie chcę, abyśmy się rozstali w gniewie i żalu. Zanadtoś mi droga. Nie miej do mnie nienawiści. Ja nie mogę inaczej postąpić; chociażbym chciał, nie mogę się wycofać! Toby mi życie złamało. Będę ci bratem, będę ci pomagał — będę się opiekował tobą...

HELENA

milczy, naraz z tajoną rozpaczą.

I dasz mi dużo, dużo pieniędzy namyśla się. Ale cóż ja ci w zamian dam? Dałam ci moją duszę, moje ciało! patrzy na niego długo. Stefan, dałam ci czyste ciało! Tak czyste, jak u dziecka. Zaczem cię poznałam, nie wiedziałam, co to jest ciało...

MLICKI

patrzy na nią przerażony.

HELENA

Tak, Stefan, byłam czysta, byłam niewinna; wszystko było twojem, tylko twojem — myśli, serce, dusza, ciało — każdy nerw... naraz gwałtownie. Pogardziłeś! odrzuciłeś! Cóż ci dam za twoją pomoc, za twoją opiekę?!... Nie chcesz mnie, gardzisz mną! Więc co? co?...

MLICKI

Zlituj się Helo! zlituj się! Nie męcz mnie tak szalenie!

HELENA

prostuje się z hysterycznym śmiechem.

Precz z twoją pomocą! Nie chcę twojej pomocy! Idź do niej! Dziel z innymi ostatnie męty jej miłości!...

MLICKI

chwyta ją za ręce i szarpie ją.

Milcz! milcz! Bo... bo...

HELENA

wydziera mu się.

Nie szarp mnie! Czego żądasz odemnie? — Czego chcesz? ha, ha, ha!... Chcesz mieć spokojne sumienie, chcesz sobie powiedzieć: Hela zrezygnowała. — Hela zadowolni się przyjaźnią. Chcesz własne sumienie okłamać?!...

MLICKI

spogląda na nią przez chwilę, potem gwałtownie.

Tak, byłaś ze mną szczęśliwa, teraz ja dla siebie szczęścia zapragnąłem. Przy tobie go nie znalazłem!

HELENA

patrzy nań nieprzytomnie.

Nie znalazłeś szczęścia przy mnie?! Więc kłamałeś dwa lata, dzień po dniu kłamałeś!

MLICKI

Nie kłamałem! Wtedy myślałem, że to szczęście, bo innego nie znałem...

HELENA

porywa się.

Więc teraz ci dam szczęście... zostań przy mnie, a dam ci szczęście! szybko, nieprzytomnie. Dam ci rozkosze, o których nie śniłeś. Dam ci, dam taką rozkosz, taki raj, dam, dam, tylko nie gardź mną... zostań... Widzisz to strach mój krzyczy... Ja oszaleję bez ciebie — nie, nie, ty też oszalejesz, ona była kochanką innych — przechodziła z rąk do rąk...

Pada na kolana.

Pukanie do drzwi. Helena zrywa się i przytula do ściany. Mlicki przestraszony patrzy chwilę, a potem ochrypłym głosem.

MLICKI

Proszę!