SCENA PIĄTA
CIŻ — MLICKI.
MLICKI
wchodzi blady, chwiejny, wpół błędny.
OLGA
z wielką mocą.
Patrz! Patrz na tego człowieka. Był moim niewolnikiem, moim psem! Czy to prawda, że się teraz stał twoim panem? Prawdaż to, że zachwiał zaufanie do mnie? Prawdaż to, że nigdy nie byłbyś porzucił Heleny, gdybym nie była przyjechała tak nagle? Prawda to?
MLICKI
wściekły.
Kłamie nędznik, kłamie! Idź precz! precz!
ZDŻARSKI
patrzy na nich spokojnie.
Nie pojmuję, dlaczego tak się unosicie! Tobie, Stefanie, całkiem nie do twarzy z tą bohaterską pozą.
OLGA
do Mlickiego.
Nie pozwólże się obrażać.
MLICKI
trzęsąc się nerwowo, z wyciągniętą ręką — po chwili z trudnością.
Precz stąd...
ZDŻARSKI
Nie chciałbyś wprzód dowiedzieć się, co się z Heleną stało?...
MLICKI
patrzy nań błędnie.
OLGA
Chodź Stefanie! Chodź! Błagam cię, chodź! Zostaw go tu!...
MLICKI
Czekaj tylko, czekaj! — Niech wprzód powie! On ma coś strasznego do powiedzenia krzyczy do Zdżarskiego. Mów! Mów!...
OLGA
Nie pozwól mu tryumfować!... chwyta Mlickiego za rękę. Chodź! Sama ci powiem! Chodź! Chodź!
MLICKI
wyrywa się gwałtownie i woła ochrypłym głosem.
Mówże wreszcie przeklęty kacie!
OLGA
z mocą.
Sama ci powiem. Helena się zabiła!
ZDŻARSKI
Utopiła!
MLICKI
nie rozumiejąc.
Utopiła? Helena się utopiła?
OLGA
Tak, utopiła się!
MLICKI
patrzy nieprzytomnie to na Olgę, to na Zdżarskiego, potem rzuca się na niego.
Kłamiesz! Kłamiesz! Powiedz, żeś skłamał!
ZDŻARSKI
Sam się niedługo przekonasz. Ja w trupiarni podałem wasz adres, więc ją tu przyniosą...
MLICKI
Co mówi ten szatan? Tu ją zaraz przyniosą?...
ZDŻARSKI
Przecież ją trzeba pochować!
MLICKI
Tu ją kazałeś przynieść?! ze strasznym strachem. Tu! Tu! wpada w furyę i krzyczy. Precz, Precz! Bo... bo...
Stoi z zaciśniętymi pięściami.
ZDŻARSKI
do Olgi.
Pani! Nasz rachunek jeszcze nie wyrównany.
Wychodzi.
Pauza. Mlicki na środku pokoju z załamanemi rękami. Olga podchodzi nieruchoma przy ścianie — przez cały czas patrzyła z zastygłą twarzą na obu mężczyzn.
MLICKI
obraca się i podchodzi do niej.
Prawda? To prawda?
OLGA
cicho.
Tak, to prawda!...
MLICKI
nieprzytomnie.
A więc to prawda! Hela nie żyje!... pada na krzesło; po chwili zrywa się i podchodzi do Olgi. Myśmy ją zamordowali! My!... Ja i ty!... Ty też!... Ty też!... wybucha dzikim śmiechem. Zamordowałem ją dla ciebie. Ha, ha, ha. Dla szczęścia... dla naszego szczęścia... Zamordowałem... Ha, ha, ha! Dla szczęścia!...
OLGA
patrzy na niego z pogardą, potem wybucha spazmatycznym śmiechem. Mlicki podchodzi ku niej jak kot przyczajony. Olga cofa się bojaźliwie, naraz słychać hałas zewnątrz. Mlicki wypręża się i chwyta Olgę w strasznem przerażeniu.
MLICKI
Niosą ją, niosą! Nie wpuszczaj, zamknij drzwi! Nie wpuszczaj!
OLGA
porwana strachem drży — słychać mocne stukanie. Olga i Mlicki cofają się przerażeni. Chwila milczenia. Potem ponownie gwałtowne stukanie.
MLICKI
krzyczy dzikim głosem.
Nie wpuszczę! Nie wpuszczę!...
Rzuca się ku drzwiom.
Kurtyna.