SCENA PIĄTA
MLICKI, HELENA
MLICKI
po chwili milczenia bardzo poważnie, patrzy ku ziemi.
Nie bierz mi za złe Hela, jeśli ci coś przykrego powiedziałem.
HELENA
z głębokim smutkiem.
Właśnie cię też o to chciałam prosić. Uniosłam się, przebacz mi. To wszystko tak niespodziewanie się na mnie zwaliło. Głowa mi pęka.
MLICKI
Nie mówmy o tem — zostanę teraz przy tobie, i o wszystkiem zapomnę.
HELENA
Nie, nie! Między nami wszystko skończone. Teraz wiem, że mnie nie kochasz, żeś mnie nigdy nie kochał. Nie, Stefanie, jesteś zupełnie wolny, ja cię nie zatrzymuję.
MLICKI
gwałtownie.
Ale ja chcę pozostać! opanowuje się. Nie, nie, tam szczęścia dla mnie nie ma! Zapomnę o wszystkiem.
HELENA
wybucha płaczem.
Nie męcz mnie! Nie męcz! Ja nie pragnę twej miłości, ja brzydzę się tą rezygnacyą, wolę już, byś mnie bił, pogardzał mną... nie chcę!... nie chcę!
MLICKI
Nie płacz Hela, nie płacz! Wszystko będzie dobrze! Będę pracował, zapomnę. Tyś taka dobra, nieczegoś nigdy odemnie nie wymagała. Będziemy żyć obok siebie. I tyś była moją, tylko moją — niczyje ręce nie dotknęły ciebie; zamyślony. Zdżarski ma słuszność!
HELENA
Zdżarski? co mówił Zdżarski?
MLICKI
Nic, nic... Będziemy żyć obok siebie spokojnie.
HELENA
wybucha nagle spazmatycznym śmiechem.
Ha, ha, ha! Nie opuszczaj mnie Stefanie! Nie opuszczaj mnie! Na litość boską nie gub mnie! rzuca się na jego szyję. Patrz tu, tu mój wyrok. — Patrz, tu jej telegram, ona przyjeżdża osuwa się na krzesełku; szuka nerwowo po kieszeniach. Patrz tu... tu...
Mnie kurczowo telegram i daje mu go, patrząc nań wpół błędnie.
MLICKI
rozrywa depeszę, czyta raz i drugi z wyrazem najwyższego przerażenia, potem zwraca się ku oknu.
HELENA
zrywa się z krzesła z dziko rozwartemi oczyma; ochrypłym głosem.
No i co? Co? Co?
MLICKI
Przyjeżdża...
Kurtyna.