SCENA TRZECIA
OLGA, ZDŻARSKI.
ZDŻARSKI
po chwili.
Prawdopodobnie wyjedziecie niedługo.
OLGA
Jak najprędzej!
ZDŻARSKI
Mlickiemu niemiło pozostawać tu dłużej. He, he, mocno wierzę!...
OLGA
wymijająco.
Niema już tu co robić! Pojedziemy do Paryża.
ZDŻARSKI
śmieje się.
Bardzo ładne miasto...
OLGA
drwiąco.
Nieprawda?...
Pauza.
ZDŻARSKI
Tam chyba przyjdzie do siebie.
OLGA
Z pewnością.
ZDŻARSKI
No, tak całkiem pewne to nie jest.
OLGA
naraz zimno i dumnie
Po coś właściwie tu przyszedł?...
ZDŻARSKI
z zjadliwą ironią.
Skądże nagle ten nieprzyjemny ton?...
OLGA
pogardliwie.
Chcesz wobec nas podjąć się roli złego sumienia?!...
ZDŻARSKI
Może...
OLGA
Właściwie nie spodziewałam się czego innego po tobie... Jesteś podły, chytry i podstępny jak sumienie.
ZDŻARSKI
parska jej w twarz śmiechem.
Wspaniale to powiedziane. Podłe, chytre, podstępne sumienie, to kapitalna rzecz. He, he! Jesteś dumna i harda; może twój umysł nie sięga tak daleko, by zrozumieć, że sumienie może być jeszcze czemś innem. Mlicki to lepiej wie od ciebie.
OLGA
mierzy pogardliwie Zdżarskiego.
I pomyśleć, że ja kiedyś dla tego człowieka miałam trochę sympatyi. Jak bezdennie naiwną byłam! Teraz dopiero widzę, jak nisko myślisz, jak ordynarnie odczuwasz.
ZDŻARSKI
Przedziwnie maskujesz twój strach i twoją rozpacz. Dziwna rzecz, że wy — wy — ludzie postępu i inteligencyi macie obawę — straszną obawę przed owem chytrem i podstępnem sumieniem.
OLGA
Obawę? Bynajmniej! Ale to niesłychanie komiczne, gdy pan Zdżarski pocznie kazać o sumieniu! Wstydź się tego niskiego kłamstwa! Tobie nie o sumienie chodzi, ale o zemstę. Chcesz się pomścić na mnie. Nie wiem za co. To mnie zresztą mało obchodzi... I w tym celu zakwaterowałeś się u Stefana i zacząłeś szczuć Helenę przeciw Stefanowi, a Stefana przeciw mnie.
ZDŻARSKI
cynicznie.
Jak widzę, jesteś o wszystkiem dobrze poinformowana. Skarżył ci się biedny Stefanek?...
OLGA
przerywa mu.
Chciałeś zachwiać miłością Stefana. Chciałeś w niego jad zaszczepić. Wiesz! Jesteś jak jadowity pająk...
ZDŻARSKI
Dziękuję — i cieszy mnie — że widocznie należycie oceniasz mój wpływ na Stefana — śmieje się dziko. Mówił ci o Pretwicu? Czy bardzo nad nim ubolewał!...
OLGA
wyniośle.
Proszę nie mówić mnie „ty”, to mi bardzo nieprzyjemnie.
ZDŻARSKI
A zatem pani! wybornie... Właściwie żal mi pani; jesteś pani dla mnie bardzo ciekawą tą swoją gorączkową tęsknotą za władzą, siłą i mocą... A co najciekawsze, że pani, coś całe życie goniła za tą hardą twardą dumą, co nie zna ani granic, ani przeszkód, wybrałaś sobie właśnie człowieka — miękkiego jak wosk, tkliwego jak rozpieszczone dziecko.
OLGA
przerywa.
Znam tylko jednę tęsknotę i jedno pragnienie za tem, co piękne... Możesz sobie zatem wystawić, jak mi przykro, że muszę się ocierać o coś tak brudnego...
ZDŻARSKI
Jak ja? Ha, ha, ha! Jak pani znakomicie umie za drzwi wypraszać... Przykro mi, że muszę jeszcze chwileczkę panią bawić poważnie mam pewne prawa pozostać tu — prawo i obowiązek.
OLGA
Aby pomścić Helenę. O! Boże!... Jakie to sumienie obłudne i nieuczciwe.
ZDŻARSKI
I to pani również dobrze powiedziała. Nie wiedziałem, że pani umie wygłaszać takie sentencye, ale pani wybaczy, że nie odejdę, póki...