SCENA DZIESIĄTA
GOŚĆ zwolna nadchodzi.
BELA
Cóż chcesz? Cóż? Przeklęty! — ty straszny!
GOŚĆ
To tylko życie straszne. To tak niezmiernie śmieszne, że ludzie tak życie kochają: śmierć dobra i cicha... To trochę głupiego szczęścia — to mamidło, ten majak szatański. To upojenie się swoją siłą, celami, to przeświadczenie, że jest się wielkim, że ma się jeszcze tyle do zrobienia: to wszystko głupstwo, to lep, na który życie ludzi bierze. Śmierć, śmierć, to jedyne — pluje się życiu w twarz i mówi się: mnie nie omamisz! I idzie się z wielką powagą i pogardą w śmierć!
ADAM
do Beli
Chodź, chodź — pójdziesz zemną?
BELA
Tak się lękam, tak się lękam!
ADAM
łagodnie do gościa
Kobieta się zawsze lęka błędnie. he, he... Więc pójdę sam... A, trudno... zostań — jeszcze masz życie przed sobą — jesteś jeszcze silna i młoda...
BELA
Adam! Adam!
Stoi jak przykuta do ziemi.
ADAM
idzie, ogląda się za nią, ale nic nie mówi.
GOŚĆ
Pójdę z tobą. Będzie ci łatwiej. A już czas, już czas...
Kurtyna.