SCENA ÓSMA
Pola wbiega, ogląda się trwożliwie na wszystkie strony.
ADAM i BELA
radośnie
Pola! Pola!
POLA
Cicho — cicho...
ADAM
Więc zostaniesz przy nas!
BELA
rzuca się jej na szyję
Zostaniesz teraz — już cię nie puszczę.
POLA
bezładnie
Nie zostanę — zostać nie mogę. Nie mam szczęścia w moim domu, ale mam spokój, a tu u was zaraza — przyczepi się do sukni i zawlokę to do domu męża, wszczepię jad w moje dzieci...
BELA
Zostań! zostań...
POLA
Nie, nie — uciekłam, skryłam się, ale gonili za mną, oni tam straszne rzeczy robią — Słyszysz? niema już muzyki — światła gasną — patrz! widzisz? ciemno w pałacu.
Pałac niknie w ciemności — tylko noc księżycowa.
POLA
Przybiegłam, bo was raz jeszcze widzieć musiałam. Och, och! coście wy zrobili? Jaką zbrodnię spełniliście?!
ADAM
twardo
Jaką? Żadnej! Milion ludzi to samo robi i są szczęśliwi...
POLA
I za co ta straszna pokuta?
ADAM
Za co, za co? nagle do Beli: Czemuś mnie nie odkupiła — czemuś mi chwili szczęścia nie dała?
BELA
Boś go mieć nie chciał — nie chciał — chowałeś się przedemną, odtrącałeś, gryzłeś szyderstwem, odpychałeś mnie — a ja, ja rwałam się do ciebie, pragnęłam cię... Tyś tylko chciał się zagłuszać, odurzyć, upoić i coraz bardziej dom nasz gośćmi się zapełniał.
ADAM
Dziwnymi gośćmi... Ha! bo na ścianach były czarne, czychające cienie — czarne zwierzę, co już się rzucić na mnie miało. Bo słyszałem krzyk i płacz, taki straszny rozdzierający płacz: coś jakby płacz dziecka, któremu się wielką, wielką krzywdę wyrządza za to, że było dobre, że kochało — ha, ha... nagle do Poli Idź, idź! To dom złego sumienia. To zaraźliwe.
POLA
chce mu się rzucić na szyję
ADAM
odpycha ją
Tu w tym domu zaraza — patrz, jaki straszny dom! — idź!
POLA
Boże — niema ratunku — a ja tak was kochałam a ja myślałam, że wam pomódz mogę...
Odchodzi.
ADAM
Zapóźno, Pola, zapóźno...