SCENA PIERWSZA
STARZEC I i STARZEC II.
STARZEC I
Jak to się wszystko zmienia na świecie. Pamiętam ten pałac, kiedy jeszcze żył stary hrabia. Panie, jakie tu serdeczne, a wesołe były bale... Ale odkąd go ci nowi przybysze kupili — wszystko się zmieniło. Mnie tu coś ciągnie, taki jakiś stary nałóg, ale mi tu już nie miło.
STARZEC II
Skąd oni się tu wzięli?
STARZEC I
Niewiadomo. Spadkobiercy hrabiego właśnie pałac wystawili na licytacyę — oni przyjechali — Bóg wie skąd, no — i kupili...
STARZEC II
W pałacu ukrywa się jakaś tajemnica.
STARZEC I
zamyślony
Jak tu było wesoło! Pamiętam, jak się przed trzydziestu laty tu bawiłem — och, to był inny dom, jak teraz — inny, inny...
STARZEC I
Bo było w nim czyste sumienie i szczęście i spokój.
STARZEC II
A teraz?
STARZEC I
Tam jakaś tajemnica na dnie się ukrywa. Jakaś straszna tajemnica. Mnie nie oszukają pozory, ani te ciągłe bale, ani ta sztuczna wesołość...
STARZEC I
Co się tam na dnie kryć może? Jaka tajemnicza zbrodnia? Co?
STARZEC II
Bo ja wiem? Zbrodnia — hm — wszystko jest zbrodnią — człowiek na to stworzony, by płodził zbrodnię.
STARZEC I
Tak, tak, wszystko może być zbrodnią.
STARZEC II
Życie samo, bo żyjesz kosztem innego.
STARZEC I
zamyślony
Ożenisz się z kobietą, o której nie wiesz, czy cię kocha...
STARZEC II
Przyjdzie dziecko na świat, którego wychować nie możesz...
STARZEC I
Udusisz wstrętnego skąpca, którego pieniędzmi mógłbyś świat cały uszczęśliwić...
STARZEC II
Przekroczysz prawo, które samo może być zbrodniczem...
STARZEC I
Tak! to wszystko może być zbrodnią...
Po chwili.
STARZEC II
Nie wińmy ludzi — oni na to stworzeni, by zbrodnie płodzić, a wszystko może być zbrodnią... Ach! ludzie tacy biedni, tacy biedni...
STARZEC I
I oni, ci nowi przybysze, zdają się być weseli, a taki dziwny lęk wyziera im z oczu...
STARZEC II
Ha, bo dziwni, dziwni goście zapełnili ich dom. Zwłaszcza ten jeden, co krok w krok wlecze się za Adamem: gdzie Adam się ruszy, jest przy nim — taki cień nieoderwany...
STARZEC I
Jakoś mi strasznie niemiło. To jest, jakgdyby jakieś nieszczęście zawisło nad tym domem.
Chwila milczenia.
STARZEC II
Tylko nie wińmy ludzi. Ludzie czasem bardzo biedni — a może nawet żadnej zbrodni nie popełnili. Natura dziwnie bywa czasem złośliwa. Karze za grzechy, która sama w serce człowieka wszczepiła.
STARZEC I
Tak, tak. Dziwnie się mści chwila szału i szczęścia...
STARZEC II
Czasami człowiek nie wie, że zbrodnię spełnił... Nagle w sercu powstaje mała ranka — rozrasta się w straszliwy sposób — człowiek nagle przejrzy, ale wtedy dopiero, jak go już obłęd chwyta... I to czasami nawet w chwili szczęścia jakieś nagłe wspomnienie — słaby jakiś wyrzut — z tym jednym wyrzutem kojarzą się tysiące — coraz silniejsze, coraz cięższe — rozpoczynają się poszukiwania, dochodzenia... najdrobniejszy szczegół, najmniejsza krzywda wyrasta do potwornych rozmiarów — i, ot! dom napełnia ci się dziwnymi gośćmi.
STARZEC I
Tak, tak, to ta tajemnicza ukryta sprawiedliwość wewnętrznego porządku rzeczy...
STARZEC II
Tego ludzie nie wytworzyli — oni znają tylko karę, a sprawiedliwość serce samo wymierza...
STARZEC I
Serce... he, he — za swoje własne złe podszepty i uwodzenia...
STARZEC II
śmieje się cicho
Tak, tak, tak...
Z pałacu dochodzi muzyka — pary się zbierają, wszystko gromadzi się tłumnie na werandzie pałacu.
WODZIREJ
klaszcze w ręce
Panowie i panie, taniec się rozpoczyna!
STARZEC I
do drugiego
Chodźmy i my, niech sobie przypomnę te piękne czasy, kiedy tu było tak dobrze i wesoło...
STARZEC II
I dobre sumienie...
Wychodzą.