SCENA III

HALSZKA

A to wy, Gniewoszu — w pierwszej chwili miałam oczy, jak porażone światłem podniecona książę Leszek zwyciężył!

GNIEWOSZ

z głębokim ukłonem.

Wiedziałem to, zaczem w bój ten wyruszył.

HALSZKA

Czemuż więc tak ponurem witacie mnie obliczem — nie radujecie się jego zwycięstwem?

GNIEWOSZ

Radość moja nie zna granic, ale i troska, jak ciężka chmura, spadła na mą duszę...

HALSZKA

Jakaż troska przygniata duszę tak chrobrego rycerza?

GNIEWOSZ

Nie wiem, czy mogę się ośmielić zamroczyć twą radosną duszę, dostojna pani, wyjawieniem przyczyny mych trosk i obaw.

HALSZKA

W laurowy wieniec zwycięstwa księcia Leszka, mego najukochańszego małżonka i miłościwego pana chcecie wpleść czarną wstęgę złowróżebnych przeczuć?

GNIEWOSZ

Nie to! jak najodleglejszym jest mi ten zamiar w tej radosnej chwili, w której porówni z wami, dostojna pani, uszczęśliwion jestem nowym władcą i miłościwym panem, prośbę raczej u stóp waszych złożyć pragnę...

HALSZKA

niecierpliwie.

Mówcie!

GNIEWOSZ

Doznałem ze strony księcia Leszka tej wielkiej łaski, że podczas swej wyprawy zwycięskiej przeciw księciu Mścisławowi, raczył poruczyć mojej właśnie pieczy bezpieczeństwo wasze, najdostojniejsza pani. A teraz, gdy książę Leszek wrócił z wycieczki, gdy książę Mścisław legł w pojedynku, czy wolno mi do ciebie, księżno, wnieść prośbę o łaskę?

HALSZKA

Nie jestem jeszcze księżną, więc nie mogę być szczodrą w rozdawaniu łask, ale słucham was, rycerzu, i pytam o co prosicie?

GNIEWOSZ

O nic innego, jak tylko o to jedno, byście wyjednali u swego dostojnego małżonka dla mnie tę łaskę, bym mógł i nadal nad bezpieczeństwem twem pani, czuwać.

HALSZKA

zdumiona.

Jakto? nie rozumiem Was — czyż teraz, gdy książę Leszek objął w posiadanie miasto i zamek, gdy za dni kilka przyjmie mnie za żonę i obok niego na tronie książęcym zasiądę — jeszcze nie będę bezpieczną? Jakiejże obrony potrzebuję, prócz jego silnego ramienia, jakiejże straży prócz tarczy jego miłości?

GNIEWOSZ

Przyznaję, dostojna pani, że ramię księcia Leszka jest chrobre i potężne, potężniejsze niż kiedykolwiek, bo wzmocnione potęgą waszego brata Zygwarta i kniazia Wyszomira — nie wątpię, że teraz jego miłości dość silne, by odbić wszystkie pociski, a jednakże... przyklęka na jedno kolano i pochyla kornie głowę błagam was, miłościwa pani, byście zechcieli u przyszłego małżonka wyjednać mi tę łaskę, bym i nadal mógł czuwać nad bezpieczeństwem waszego życia.

HALSZKA

zmącona w swej radości i spokoju.

Mnie grozi niebezpieczeństwo życia? Mnie, umiłowanej małżonce księcia Leszka?

GNIEWOSZ

wstaje z nagłem postanowieniem i śmiało.

Dopóki księżniczka Kinga pozostaje na tym zamku.

HALSZKA

przerywa porywczo.

Jakto? księżniczka Kinga tu — w tym zamku? Śnicie chyba, rycerzu — księżniczka Kinga została w odległym zamku księżnej Renaty osadzoną.

GNIEWOSZ

Nie śnię! księżniczka Kinga nie została z niego wywiezioną — syn Wyszomira, Damian, miał ten rozkaz pod przysięgą wykonać, ale go nie spełnił — wraz z garstką oddanych sobie towarzyszy wszczął w zamku popłoch i przestrach, wywabił tym fortelem księcia Mścisława za miasto — ale Kinga jest tu — na zamku...

HALSZKA

zrywa się.

To być nie może!

GNIEWOSZ

Klnę się na moją cześć rycerską.

HALSZKA

patrzy na niego i dyszy ciężko, chcąc się opanować.

A — a... urywa nagle książę Leszek wie o tem?

GNIEWOSZ

słania się.

Gdyby to było tajemnicą jedynie księcia Leszka pana mego miłościwego, toby ją chyba obcęgami z mego gardła wyrwać można — ale to wie całe miasto.

HALSZKA

w najwyższem wzburzeniu.

Pytam ci się, czy on o tem wie...

GNIEWOSZ

milczy.

HALSZKA

Odpowiedz — rozkazuję ci!

GNIEWOSZ

Skąd ja to wiedzieć mogę? Zwykle sam pan najgorzej jest obsługiwany, wszyscy wiedzą o wszystkiem, tylko pan nie wie nic!

HALSZKA

Odpowiadaj! Wie on, że Kinga na zamku?

GNIEWOSZ

wymijająco.

Pozwólcie mi pani czuwać nad bezpieczeństwem waszego życia, mimo silnego ramienia i obronnej tarczy miłości waszego przyszłego małżonka.

HALSZKA

nagle.

Kto dawał rozkaz porwania i uprowadzenia stąd Kingi?!

GNIEWOSZ

Nie wiem — to jedno tylko wiem, że bez księcia Leszka woli rozkaz ten nie mógł by być spełnionym.

HALSZKA

dziko.

I ona tu jest?!

GNIEWOSZ

Już wam to mówiłem.

HALSZKA

przeciera czoło.

A ta — ta...

GNIEWOSZ

Jej powiernica Wita? Ta, która was, pani, skrytobójczo zamordować chciała?

HALSZKA

Ta — ta? Cóż z nią?

GNIEWOSZ

Słyszałem, że książę Mścisław na prośbę księżniczki chciał ją uwolnić, ale niewiem, czy zdążył to uczynić w obłąkanym pościgu za porwaną Kingą — ale jej tu niema!

HALSZKA

opanowana.

Mówicie, że bez woli i wiedzy księcia nic by się w tem mieście i zamku stać nie mogło?

GNIEWOSZ

wykrętnie.

Tegom nie powiedział, ale sądzę, że książę Leszek musiałby coś wiedzieć o losach swej najbliższej krewniaczki i o tej, która nasłała morderczynię na przyszłą jego małżonkę.

HALSZKA

broni się podejrzeniom, ale w sobie drżąca cała.

Jad sączysz w moje serce!

GNIEWOSZ

kornie.

Pozwólcie, pani, bym mógł czuwać nad wami! Może natarczywą wydaje się wam moja gorliwość, z jaką wam me usługi i ramię ofiaruję. Wiem, że książę Leszek zwycięski teraz i wszechwładny pan tego miasta, aż nadto przed wszelkim wrogiem was obronić może, ale nie przed ukrytym dla niego — a ponieważ książę o tem nie wie, że księżniczka Kinga się w tym zamku ukrywa — a wiedzieć nie może, bo by z miłości i pieczołowitości o was, pani, tego ścierpieć nie mógł, więc rozkłada ramiona więc...

urywa.

HALSZKA

hamując się złowrogo.

Mów dalej, mów!

GNIEWOSZ

Nie śmiem, pani. Jestem wam najwięcej oddanym sługą, ale z chwilą, gdyście mi powiedzieli, że sączę jad w waszą duszę, słowa poprzez zęby nie wypuszczę.

HALSZKA

tracąc panowanie, gwałtownie.

Teraz musicie mi wszystko powiedzieć! Musicie!

GNIEWOSZ

Ulegam waszej woli, u stóp waszych się ścielę, pani, lękam się waszej niełaski, więcej, jak potępienia wiecznego, ale cóż ja wam powiedzieć mogę... pokątne gadanie... jakieś posłuchy... ciche szmery od ucha do ucha po mrocznych świetlicach — przebąkiwania o tem, że książę Leszek, zaczem was porwał, miłował księżniczkę Kingę...

HALSZKA

porywa się.

Kłamiesz! kłamiesz!

GNIEWOSZ

uroczyście.

Nie pojmuję was, pani. Zmusiliście mnie mówić, co wiem, a potem rzucacie na moją cześć rycerską największą zniewagę.

HALSZKA

nie słysząc, co mówi Gniewosz.

Aha! teraz rozumiem! teraz wiem... opanowuje się całą siłą, A! a... cóż ja to powiedziałam? Przecież ja co innego powiedzieć wam chciałam — opanowana z udaną swobodą jak doskonale się składa — jakie szczęście będzie pokazać księciu Leszkowi tą, którą mniemał być porwaną i daleko uprowadzoną... czyż większą radość sprawić bym mu mogła przy tryumfalnym powitaniu... jak wybaczeniem swych krzywd... Ty wiesz, gdzie się Kinga ukrywa?

GNIEWOSZ

pokrywając jowialnością cynizm.

Wiem!... Wyczytałem w starych księgach, że pewien król powiedział, iż niema tak ciasnej bramy, przez którą by osioł, obładowany złotem się nie przedostał — i tą samą drogą przedostałem się do serca najwierniejszego giermka Damiana — ależ otóż i Damian sam.