SCENA IV

Wchodzi spiesznie Damian.

HALSZKA

z udaną radością i uprzejmością gorączkową.

O! wojewodzic Damian! Dawno was nie widziałam!

DAMIAN

z głębokim ukłonem.

Przezemnie, miłościwa pani i przyszła władczyni nasza, przysyła ci książę Leszek, pan nasz, radośną wieść o swojem walnem zwycięstwie nad księciem Mścisławem. Legł Mścisław w pojedynku z naszym księciem, a garstka jego rycerzy w błędnym popłochu rozsypana na wszystkie wiatry.

HALSZKA

Tu, z tych murów widziałam na własne oczy, to, o czem mi mówisz.

DAMIAN

Ale inną jeszcze wieść dostojna pani, wam przynoszę: po ukończonej bitwie książę Leszek w radosnym upojeniu zwycięstwa i tryumfu ogłosił wobec całego wojska, że jako jego przyszła wybrana małżonka, jesteście panią tego miasta i całego dostojnego rycerstwa.

HALSZKA

Jestem księciu Leszkowi całem sercem wdzięczna za jego gorliwą chęć okazania mi wobec całego rycerstwa swej miłości i pieczołowitości, oraz staraniu, by me serce rozradować — z duszą przyglądałam się z tych murów krwawym zapasom, które się pod murami tego miasta odbywały, a z których książę Leszek wyszedł zwycięsko i z chwałą, ale radość moją tryumfem mego przyszłego małżonka mąci troska o losy krewnej jego najbliższej i księżniczki Kingi.

DAMIAN

patrzy niespokojnie.

O kim, miłościwa pani, mówić raczycie?

HALSZKA

Przecież wyraźnie rzekłam, że o księżniczce Kindze, której krzywdę mi uczynioną dawno wybaczyłam. Słyszałam, że waszej opiece poręczoną została z tym wyraźnym rozkazem, aby ją wywieźć daleko za miasto do odległego zamku księżnej Renaty, aby nie potrzebowała być świadkiem krwawej rozterki między jej braćmi, aby niczem serca jej nie zasmucić, nawet skrytobójczynią Witę, powiernicę jej, na wolność puszczono... wpatruje się bacznie i z mocą w Damiana, podchodzi do niego. Wdzięczną wam jestem za waszą radośną wieść, ale rozumiecie, że pragnęłabym się dowiedzieć, gdzież w istocie przebywa tak bliska krewna mego przyszłego małżonka — by się z nią radośną wieścią podzielić i powołać ją na zamek do powitalnego orszaku.

DAMIAN

z hardą zaciętością.

Miałem rozkaz porwać księżniczkę Kingę i wywieźć i rozkaz ten spełniłem.

HALSZKA

zwraca się do Gniewosza.

A cóż? czy nie mówiłam, że to puste gadanie gawiedzi?

GNIEWOSZ

oparty o miecz, pewny siebie.

Mówiłem, że księżniczka Kinga jest tu na zamku — a jeżeli ktośkolwiek chciałby zadać kłam memu słowu, wyrządzi mi najcięższą obelgę.

HALSZKA

do Damiana.

Cóż ty na to, rycerzu?

DAMIAN

ściąga rękawicę żelazną i rzuca pod nogi Gniewosza.

Zdrajco!

HALSZKA

Ależ wojewodzicu — byłabym nieszczęśliwą, gdyby moje niebaczne pytanie miało być przyczyną waśni między dwoma tak zacnymi rycerzami...

GNIEWOSZ

zrywa swoją rękawicę.

Krzywoprzysiężco! Sługo podwiki, którą w ślepej żądzy ukrył tu na zamku i śmie mi kłam zadawać...

HALSZKA

śmieje się z przesadą i szyderstwem.

Ależ baczcie, godni rycerze, że tu niema powodu do jakiejś waśni — przeciwnie, tylko wdzięczną wam być muszę, żeście dobremi wieściami uspokoili moje serce, stroskane o losy księżniczki Kingi — jednego tylko nie rozumiem, dla czego was rycerz Gniewosz nazwał krzywoprzysiężcą?

DAMIAN

Za to krwią swoją odpowie.

HALSZKA

patrzy na Gniewosza, który się na głos roześmiał.

A może podchodzi bliżej do Damiana może nie spełniliście zaprzysiężonego księciu Leszkowi rozkazu? Mówcie mi szczerze, bo serce moje istotnie stroskane o losy księżniczki Kingi.

Damian milczy.

HALSZKA

z naganą.

Wyrwało wam się słowo zelżywe, jak ślina splunięta w twarz godnemu rycerzowi Gniewoszowi: zdrajca! jakieżby on mógł tajemnice zdradzać, gdyby ich nie było? śmieje się głośno. Ach — ach! Jakich niezręcznych powierników wybrał sobie książę Leszek! Tu Damian, który na zamku ukrył księżniczkę Kingę, chociaż wie, że największą radością dla mnie byłoby ujrzeć ją, uczestniczkę tryumfu księcia — udaje zastanowienie. Aha! teraz rozumiem, to wojewodzic chciwy łask księcia pozazdrościł mi tego szczęścia, bym pierwsza mogła księciu Kingę ukazać — prawda wojewodzicu? chciałeś ją sam w tryumfalnym orszaku poprowadzić?

Damian milczy.

HALSZKA

dobrodusznie.

A widzicie, że odgadłam wasze zamiary. Mieliście najlepsze chęci i za to was tamten wskazuje na Gniewosza nazwał krzywoprzysiężcą. Ha, ha, ha! Ale jakkolwiek wysoce cenię waszą miłość dla księcia, to przyznać musicie, że ja mam pierwszeństwo zgotowania mu tej niespodzianki żartobliwie. A żebyście mnie ubiedz nie mogli — pozostaniecie tu aż do nadejścia księcia Leszka.

Twarz i postać Damiana wyraża najwyższe przerażenie.

DAMIAN

Ależ, dostojna pani, książę kazał mi spieszyć z powrotem z wieścią o waszem zdrowiu.

HALSZKA

szyderczo.

Nie, nie! Lękam się, że zbytnią gorliwością moglibyście mi całą radość popsuć — a zresztą książę tu niebawem nadejdzie... patrzy wzgardliwie na Gniewosza. A ten, którego zdrajcą nazwałeś może nie wiedział o twoim zamiarze, a znając moją troskę o księżniczkę Kingę, mimowoli, nie w złej wierze, wszystko wygadał — a może chciał sobie moje łaski zaskarbić na przyszłość — no tego już mu za złe brać nie mogę — ale ja sądzę, że on się tylko chełpił, iż wie, gdzieście wy wojewodzicu Kingę ukryli... he, he, he! do Gniewosza Dajcie mi dowód gorliwy rycerzu, żeście zasłużyli na przyszłe względy księżnej: odszukajcie skrzętnie ukrytą Kingę, przywiedźcie ją do tej małej komnaty na wieży, przyległej do tego podwórca — ukażcie ją księciu na pierwsze moje skinienie — a szyderczo kto wie? może i kanclerzem zostaniecie?

GNIEWOSZ

nie traci pewności siebie.

Przykrą i nad wyraz bolesną dla mnie jest wasza mowa, pani, ale dam wam dowód, którego żądacie: niebawem wraz z księżniczką Kingą będę oczekiwał w tej małej komnacie na wasze dalsze rozkazy

chce odejść.

HALSZKA

wzgardliwie.

Raczcie spojrzeć na rękawicę, którą wam rycerz Damian rzucił, a którą podnieść zapomnieliście.

Gniewosz podnosi rękawicę i wychodzi.