SCENA V
Wchodzi Leszek — patrzy zdumiony i ogarnia oczyma Kingę i Mścisława, kłania się głęboko i przystaje z udaną pokorą.
KINGA
zrywa się.
Leszku! Leszku!
LESZEK
nieśmiało, głosem cichym przytłumionym.
To ty Kingo?
KINGA
Ja, Ja!
LESZEK
chyli się, by jej rękę pocałować.
KINGA
wyciąga do niego serdecznie obie ręce.
Zapomniałeś mnie? To ja — ja — Kinga!
Mścisław patrzy się na całą scenę z tajonym bólem.
LESZEK
nieśmiało.
Tak cię dawno nie widziałem — nie śmiem moim oczom wierzyć, że to ty — ty...
KINGA
prawie równoczesnie.
Tak dawno cię nie widziałam, że oczom moim nie wierzę... To ty Leszku?!
LESZEK
Ja — ja Kingo...
ogląda się niespokojnie na Mścisława, puszcza jej ręce — znowu w pokornej, nieśmiałej postawie. Mścisław patrzy bacznie na całą scenę i Leszka z jakimś złowrogim uśmiechem, cicho podchodzi do Leszka.
MŚCISŁAW
Jakże się wasza książęca mość czuje na moim dworze?
LESZEK
Niezgorzej, królu — wcale nienajgorzej. — Wybaczcie powściągliwe słowa moje, ale zaledwie tydzień upłynął, jak raczyliście mnie do siebie powołać.
MSCISŁAW
roztargniony — jakby myślał o czem innem.
Witam was serdecznie. Zbyt poważne i nie cierpiące zwłoki sprawy nie pozwoliły mi dotychczas was powitać, ale wieści, które mnie o was doszły, pozwalają mi żywić nadzieję, że staniecie się silną i pewną podporą mego — rozumiecie? — mego tronu. Cóż tak zdziwieni na mnie patrzycie?
LESZEK
Ja? zdziwiony? Słucham, królu, uważnie wszystko, co mi na wagę mego rozumu kładziecie.
MŚCISŁAW
Nie wymagam, ani chcę, byście... trzeba być w tych ważnych sprawach otwartym, bo... aha! cóż ja to chciałem wam rzec? przeciera czoło i siada. Wiesz — pewno, i wiedzieć musisz... no tak! Mamy wspólnego ojca... Wyczekująco patrzy, jakie wrażenie jego słowa na Leszka wywarły. — Z naciskiem wspólnego ojca!
LESZEK
kłania się i milczy.
MŚCISŁAW
z piorunem w oku.
Zanim tyś na świat przyszedł, już ja byłem jego synem!
LESZEK
znowu kłania się i milczy.
MŚCISŁAW
Ha, ha, ha... To ci może nie na rękę? Co? hamuje się O prawa pokrewieństwa ani z księżniczką Kingą ubiegać się nie mam chęci, ani czasu — prawo mnie nic nie obchodzi, bo ja — ja sam stanowię prawo i jestem prawem.
LESZEK
znowu ze spuszczonemi skromnie oczyma, kłania się.
MŚCISŁAW
patrzy długo to na Leszka, to na Kingę, która z zaciętym uporem patrzy na Leszka — potem wstaje uroczyście.
Tu ja panuję prawem mego pierworodztwa, jam tu królem. Cokolwiek odemnie, swego króla zażądacie, nie zaznacie hojniejszej ręki...
KINGA
nie mogąc się dłużej hamować.
Cokolwiek raczymy od ciebie przyjąć...
MŚCISŁAW
Milcz!
LESZEK
daje znaki Kindze, by się opanowała, Kinga cofa się, hamując gniew.
MŚCISŁAW
Jakeś to powiedział przed chwilą? Kładę słowa na wagę rozumu? tak powiedziałeś?
LESZEK
Tak powiedziałem.
MŚCISŁAW
Aczkolwiek mi przykro już na progu powitać cię słowem, które nie licuje z otwartem i szczerem obliczem mej gościnności, to jednakowo powiedzieć ci muszę, że będę ci najmiłościwszym panem...
i patrzy wyczekująco.
LESZEK
z pochylaną lekko głową, milczy.
MŚCISŁAW
Panem i bratem — rozumiesz?
LESZEK
kłania się, nie zmieniając wyrazu twarzy ni pozy.
MŚCISŁAW
z naciskiem.
O ile nie zapragniesz przekroczyć progu mojej władzy, mojej mocy i mych praw. Baczysz?
LESZEK
Baczę pilnie na każde słowo waszej mości.
MŚCISŁAW
Pamiętaj, że ja tu jestem władcą i panem.
LESZEK
jak echo.
Władcą i panem.
MŚCISŁAW
siada i wlepia w Leszka oczy, po chwili.
Leszku!
LESZEK
tym samym głosem.
Do usług twoich, panie.
MŚCISŁAW
patrzy coraz uporczywiej na niego.
LESZEK
po chwili.
Co wasza mość...
MŚCISŁAW
uśmiecha się.
Nic — zupełnie nic (mruczy). No tak — tak... patrzy na Kingę każę przygotować celę, Kingo — i klęcznik twardy i włosiennicę... patrzy przed się zamyślony, nagle, jakby ochłonął z ciężkiego snu: Teraz pozostawiam was samych — Dawnoście się nie widzieli... podchodzi do Leszka: Wybacz, jeśli z ust moich padło jakieś twarde słowo — wszak nie miałeś dotychczas powodu skarżyć się na mnie — przyznaj...
LESZEK
Nie, królu!
MŚCISŁAW
A ty Kingo?
KINGA
kłania się i uparcie milczy.
MŚCISŁAW
Czemu milczysz? Czym cię kiedykolwiek uraził?
KINGA
Milczenie moje najdoskonalszem świadectwem, że nie mam innego życzenia, prócz tego, by zostać razem z towarzyszem moich najrychlejszych lat, którego tak dawno nie widziałam.
MŚCISŁAW
patrzy na nią długo.
Stanie się według waszego życzenia do Leszka: Za chwil parę zawoła cię mój herold do sali tronowej, zwołałem tam możnych i panów mego grodu, by cię godnie uczcić i w poczet moich rycerzów zaliczyć.
wychodzi.