SCENA VII
Przeciwległym krużgankiem wchodzą Kinga i Wita i siadają w cieniu na kamiennej ławce. Księżyc tymczasem wschodzi i zaczyna oświetlać podwórze zamkowe.
KINGA
zakrywa dłonią oczy.
Nie zdzierżę, nie zdzierżę! Podczas całej dzisiejszej uczty ani razu na mnie nie spojrzał...
odkrywa twarz i chmurnie patrzy przed się.
WITA
chwilę bezradna, głaszcze jej ręce.
Księżniczko droga, rozchmurzcie na Boga wasze czoło. Serce mi się krwawi, gdy na was patrzę. Słyszę, jak płaczecie po nocach, i ja z wami porówno płaczę; gorliwie modły zanosicie do Boga, a i moje niemniej są żarliwe, by u Boga wyżebrać odmienienie waszego smutku...
KINGA
obejmuje ją za szyję.
Mów mi Ty, Wito, wszak nieraz ci mówiłam, żeś mi raczej siostrą, niż służebną.
WITA
Nie śmiem, księżniczko.
KINGA
uporczywie.
Mów mi Ty. Tyś sama na świecie, jam sierota, tylko stokroć nieszczęśliwsza od ciebie.
zasłania dłonią oczy.
WITA
Ja niczego nie pragnę, jak tylko ci służyć, księżniczko; nie znam większej rozkoszy, jak rozczesywać twoje cudne włosy, splatać ich przepych w długie warkocze, przebierać twą smukłą postać w kosztowne szaty — poić moje oczy twą pięknością, którejby nawet najwytworniejszy truwer opisać nie był w stanie.
KINGA
przerywa.
Na co mi się moja piękność zdała?!
WITA
Serce mi się kraje, gdy widzę, jak z waszych kwitnących jagód wszystka krew spełzła, jak gwiazdy waszych oczu blask tracą, i jakby mgłą zachodzą...
KINGA
Dla kogoż mam być piękną? Raz już miesiąc się obrócił, a przez cały ten czas, który wiecznością bólu i rozpaczy mi się wydaje, ani razu do mnie nie podszedł — unika mnie, usuwa się z mojej drogi; gdym raz w obłąkanym bólu wybiegła mu naprzeciw, by go zapytać, co jego serce odemnie odwróciło, udał, że mnie nie widzi i szybko znikł w zamku... Wito! Wito! Jak to boli!
WITA
ponuro.
Halszka go opętała.
KINGA
z nienawiścią.
Halszka!
WITA
powtarza.
Halszka, siostra przemożnego Zygwarta.
Chwila milczenia, podczas której Kinga uporczywie patrzy na Witę.
KINGA
Wito!
WITA
Słucham cię, pani.
W naprężonym oczekiwaniu.