SCENA VIII
Na podwórze zamkowe, jasno światłem księżyca oblane, jak również łuną rzęsiście oświetlonej sali biesiadnej, po schodach portalu wychodzą Leszek i Halszka, strojni, urodziwi, rozpromienieni i podnieceni.
LESZEK
Widziałem setki pięknych dziewic w tem państwie: Jedną urodziwszą od drugiej, ale równie pięknej, jak wy, cudna Halszko, nie widziałem...
Kinga w cieniu, niewidziana z podwórza, zrywa się, jakby się rzucić chciała. Wita przerażona chwyta ją za ręce — Kinga opada ciężko i przyciska rękoma piersi.
HALSZKA
Książę! raczycie mi mówić słowa miłe i słodkie dla ucha niewiasty, ale uwierzyć w nie nie mogę.
LESZEK
Skromność przystoi mowie niewieściej, jest nawet cennym klejnotem jej duszy, ale cóż winno słońce, że blask swój na cały świat rozpościera?
HALSZKA
Jakże odurza mnie woń tych kwiatów w tej parnej nocy, ale więcej jeszcze odurzają mnie wasze słowa, książę...
LESZEK
Błogosławiona zaiste ta parna noc, która wzbiera uczuciem i żarem miłości wybucha.
HALSZKA
(poruszona).
Miłości? O jakiej wy, książę, miłości mówicie?
LESZEK
O jakiej? patrzy jej głęboko i miłośnie w oczy i całuje jej rękę. Raczcie pójść ze mną, cudna Halszko, do tego cienistego ogrodu, tam wśród woni różanych krzaków, w mroku pachnących lip będę mam mówił o tej miłości, której jesteście ciekawą...
schodzą przez krużganek do ogrodu.