SCENA VIII
KSIĘŻNA RENATA
siada na krześle, patrzy długo na Leszka — tajemniczo.
Leszku — bliżej — bliżej tu ku mnie — patrz! tymi palcami wystukiwałam minuty i sekundy, kiedy cię stęsknione oczy moje znowu ujrzą... A moje oczy słabły i ślepły, ale rozkazałam im jeszcze tyle mocy zatrzymać, by obraz twój pochwycić i już po całą wieczność wkuć w siebie mogły — słyszysz mnie?
LESZEK
klęka u jej stóp.
Czego żądacie odemnie, babko?
KSIĘŻNA RENATA
Ofiary, wnuku!
LESZEK
zrywa się.
Ofiary?!
KSIĘŻNA RENATA
Czas twój nadszedł — będziesz panem tego grodu i miasta, jeżeli spełnisz tę jedną ofiarę.
LESZEK
Jaką myślicie — babko?
KSIĘŻNA RENATA
ciszej.
Mścisław — ten bastard przeklęty, miłuje Kingę — ty zjednaj sobie Zygwarta, a Zygwart ma piękną siostrę, i pragnie, by jego piękna, dumna siostra zasiadła na stolcu książęcym.
LESZEK
przerażony.
Kinga ma być ofiarą — czemu? dlaczego?
KSIĘŻNA RENATA
Bo inaczej być nie może.
LESZEK
milczy w ciężkiej rozterce.
KSIĘŻNA RENATA
Mów!
LESZEK
milczy.
KSIĘŻNA RENATA
Będziesz niepodzielnie panował nad tem miastem — a ten bastard... zrywa się z płonącemi oczyma podstępem, fałszem, zdradą i zbrodnią przywłaszczył sobie po śmierci twego ojca, który zginął, broniąc wolności tego miasta, władzę i dziedzictwo i odebrał, na twoje życie czyhał, ale ja czuwałam — w tem świętem mieście zaklęta jest dusza twoich ojców i praojców przez wieki wieków — do odwiecznego łańcucha przyczepiło się niegodne z innego nieszlachetnego metalu ogniwo — skrusz je! skrusz na proch!
LESZEK
trwożnie.
A nadszedł już czas?
KSIĘŻNA
Nadszedł — tylko ofiary potrzeba! Ja wiem, że Kingę miłujesz — ale musisz się poświęcić — musisz ją ofiarować dla tego — co wieczne i nieprzemijające... Kinga tu jest zawadą — a on umyślnie tu ją sprowadził, wiedząc, że się od dziecka kochacie — i tem chciał odwrócić twoje oczy i serce od tego — co świętszem ci ponad wszystko być powinno — by miasto twoich ojców wziąść pod swoje panowanie — on chciał wam być swatem, by z swej drogi wszystkie usunąć przeszkody, a sam się nieopatrznie zaplątał w sieci, które na ciebie nastawił. Ogień żądzy go trawi, już mózg jego się mąci, a gdy Kinga ten dwór opuści... Coś się tak zatrząsł?
LESZEK
opanowany
Nic — nic — mów tylko dalej, babko.
KSIĘŻNA
twardo.
Kinga ten dwór opuścić musi — i skoro Halszkę pojmiesz za żonę...
LESZEK
zrywa się.
KSIĘŻNA
Tak być musi! Bez Zygwarta nic zdzierżyć nie zdołasz. Zygwart nie jedną, ale tysiąc rąk ci poda, jeśli siostrę jego poślubisz.
LESZEK
Babko! I to jeszcze Kinga znieść musi?
KSIĘŻNA
Wiem, że to wielka ofiara, którą ponosisz, ale byłbyś niegodnym twych ojców, gdybyś dla jednej dziewki miał poświęcić skarb najdroższy — miasto nasze! Tyle razy czułam się już tak chorą, że zdało mi się, iż nie dożyję tej chwili, w której mściciela krzywd rodu naszego ujrzę, ale zawszem zdołała ubiegające siły w sobie zakuć, by — wstaje — by prawdziwego władcę tego świętego miasta powitać...
LESZEK
wpatruje się w nią zamyślony.
KSIĘŻNA
Czemu milczysz? Serce twoje za słabe i za tchórzliwe, by ponieść tę ofiarę? Och, jak maleńką mi się ona zdaje wobec tego, co masz do spełnienia — co ci spełnić jest przykazanem.
siada w krześle.
Milczenie.