SCENA VII

Drzwi się zwolna rozchylają — w drzwiach staje siwowłosa, surowa, majestatyczna stara matrona i zwolna i tajemniczo wchodzi do komnaty.

KSIĘŻNA RENATA

zwrócona do Leszka.

Szczęśliwe oczy moje, że danem im było ujrzeć raz jeszcze swego wnuka.

LESZEK

cofa się zdumiony.

KSIĘŻNA RENATA

Nie dziwię się, iż mnie nie poznajesz — dzieckiem byłeś wówczas... spostrzega Kingę A — a... i ty tu jesteś — patrzy długo na Kingę. Wszystko przedemną ukrywali, ale wojewoda Wyszomir tajemnicę mi wyjawił. Do Leszka zwrócona że tu jesteś... zamyślona do Kingi. A po co ciebie, dziecko, tu więżą? śmieje się cicho pewnoś im na coś potrzebna... No — chodźże, Leszku, stare moje oczy tęskniły, by cię ujrzeć.

LESZEK

idzie ku niej, ale lękliwie, jakby widmo widział przed sobą — całuje jej ręce.

KSIĘŻNA RENATA

głaszcze jego głowę i coś niewyraźnie mruczy, nagle łagodnie do Kingi.

Oddal się stąd, dziecko, tyle — tyle lat nie widziałam mojego jedynego wnuka na — dworze Mścisława — mówiono mi, że on daleko, ale ja od kilku dni już czułam, że on tu jest.

KINGA

strwożona.

Czemuż mnie oddalacie — czyż nie należę i ja do waszego rodu?

KSIĘŻNA RENATA

Są rzeczy, które tylko z ust do ust iść mogą, które tylko jednemu z rodu powierzyć można — ja sama związana jestem tajemnicą, którą tylko jedynemu z rodu powierzyć mogę.

KINGA

bezradnie.

Leszku!

LESZEK

spokojnie ale stanowczo.

Trzeba uszanować wolę tej, która była matką mego ojca.

KSIĘŻNA RENATA

wyniośle.

Więcej nad to!

urasta nagle do siły majestatu i władzy.

KINGA

cofa się ku wyjściu, składa głęboki pokłon i wychodzi.

LESZEK

chce ku niej podejść, ale księżna przykuwa go rozkazującym wzrokiem.