SCENA XI
WITA
Pani moja, pani!
KINGA
KINGA
Mówiłaś, że ukochałaś mnie nad swoje życie — prawda to?
Wita milczy.
KINGA
porywczo.
Czemu milczysz?
WITA
Aż nazbyt głośne moje milczenie.
patrzy na Kingę głęboko i posępnie.
KINGA
przerażona.
Co? co?
WITA
Ukochałam ciebie nad życie moje.
KINGA
I to — brak jej tchu to byłabyś w stanie dla mnie uczynić?
WITA
Jeszcze tej nocy.
KINGA
okala ramieniem jej szyję.
Nie — nie — nie!
WITA
Słyszałaś pani moje myśli?
KINGA
Cicho — cicho — nie chcę ich słyszeć, chociaż aż nazbyt głośno się rozgadały, nagle porywczo Podejdź do ogrodu — zobacz, czy tam jeszcze są — Wita wychyla się z krużganka ku ogrodom Nie! nie! nie patrz! przysiada na kamiennej ławce Skradła — skradła mi jego serce...
WITA
tajemniczo.
Jeszcze nocy dzisiejszej...
KINGA
zrywa się.
Nie chcę! nie chcę! Rozumiesz? Nie chcę! On już moim i tak nigdy nie będzie!
WITA
po chwili.
Książę Mścisław miłuje cię, pani...
KINGA
patrzy na nią jakby nie rozumiała.
Nie chcę! nie chcę!
WITA
Tak cię miłuje, pani, że za jedno dobre słowo twoje, oddałby z rozkoszą wszystkie skarby świata.
KINGA
Nie chcę! walczy z myślami, nagle parno tu i ciężko — chwyta się za piersi pewno burza nadchodzi... całe niebo jakby rozżarzone — spojrzyj raz jeszcze w ogród — Wita wychyla się z krużganku w ogród Widzisz ich?!
WITA
Widzę, gdyby parę gruchających gołębi...
KINGA
Kłamiesz!
WITA
Przekonaj się sama...
KINGA
(nie rusza się z miejsca).
Coś powiedziała? Czym ja cię dobrze zrozumiała — dzisiejszej nocy jeszcze?
WITA
przeciągle.
Tak!
KINGA
jak w gorączce.
Bliżej, jeszcze bliżej do mego ucha...
WITA
nachyla się do jej ucha.
Tak — tak! bo was miłuję, pani, i na waszą mękę patrzeć nie mogę... ponuro dzisiejszej nocy jeszcze...