SCENA XII
Do krużganku wchodzi stara Księżna Renata poprzedzona przez pachołka, który niesie pochodnię.
KSIĘŻNA RENATA
Szukam cię po całym zamku, a tu całkiem przypadkiem spotykam cię w tem zacisznem ustroniu.
KINGA
wstaje i składa głęboki pokłon.
KSIĘŻNA RENATA
A wiedz, jakie szczęście, żem zabrała z sobą pachołka z pochodnią — inaczej bym tu w cieniu twego oblicza poznać nie zdołała... przygląda się bacznie Kindze A — a... istotnie księżniczka Kinga...
pachołek tymczasem wtyka pochodnię w żelazną obręcz przytwierdzoną do filaru i odchodzi — światło płonącej pochodni i światło księżyca, oraz blask oświetlonej sali padający z portalu i okien sali biesiadnej, zlewają się w jeden upiorny akord.
KSIĘŻNA RENATA
siada — bierze Kingę za rękę i sadza ją obok siebie — patrzy na Witę.
A kto to ta dziewoja?
KINGA
Służebna moja i powiernica.
KSIĘŻNA RENATA
Wita... słyszałam o niej, słyszałam, ale może ją teraz odprawić raczysz.
WITA
dumnie.
Mnie odprawiać nie potrzeba, bo dawno przyszedł na mnie czas, by stąd odejść
kłania się i z przeciągłem spojrzeniem na Kingę wychodzi.