SCENA XI
Wchodzi Leszek.
LESZEK
staje przy wejściu i kłania się ceremonialnie.
MŚCISŁAW
wybiega ku niemu z udaną serdecznością.
Co widzę? Książę Leszek?!
LESZEK
Wybaczcie, bracie!
MŚCISŁAW
Co? co? może się przesłyszałem? Bratem mnie nazwaliście?
LESZEK
Tak kazaliście się nazywać miłościwy książę, i mocą tego tytułu zdawało mi się, że bez oznajmienia heroldów i giermków mogę stanąć przed wami.
MŚCISŁAW
rozgorączkowany.
Witaj mi, witaj — miły bracie — ponoć cię przykrość spotkała — jakaś służebna twej stryjecznej siostry popełniła zamach na życie twej oblubienicy, a siostry Zygwarta, pięknej Halszki... właśnie o tym zdarzeniu niemiłem mówiliśmy tu długo i szeroko z umiłowanym mym Zygwartem — ale racz usiąść, proszę! zapobiegliwie ot! tu obok mnie — Co cię tu sprowadza Leszku miły? Czyżbyś i ty jakiejś sprawiedliwości odemnie żądał?
LESZEK
Nie o sprawiedliwość i pomstę przyszedłem was prosić, ale o miłościwe zezwolenie na poślubienie Halszki, pięknej siostry Zygwarta. A spieszno mi wobec ostatniego zdarzenia, czujną pieczę nad przyszłą małżonką mą roztoczyć...
MŚCISŁAW
do Zygwarta.
A ty co na to?
ZYGWART
zimno i spokojnie.
Większy zaszczyt i honor rodu mego spotkać nie mógł, jak ten, który w tej chwili mnie i siostrę moją spotyka.
MŚCISŁAW
Jak się cieszę — jak się cieszę — zaciera gorączkowo ręce, ale wobec tak niesłychanego zaszczytu chyba już nie wymagasz, bym na Wicie dokonał zemsty — z naciskiem Szczęśliw jestem, że mogę Wicie wrócić wolność — a i książę Leszek, brat mój miły, w swojej wspaniałomyślności uzna i pochwali łaskę moją okazaną jakiejś dziewce, która w zapamiętałej zazdrości o piękną Halszkę na jej życie się targnęła — przecież znam, Leszku, twoje wielkie serce — bije pałką w tarcz wiem, żeś nie przyszedł tylko po to, by prosić o zezwolenie na poślubienie pięknej Halszki, ale w podarunku ślubnym pragniesz uwolnienia Wity...
LESZEK
jakby nie słyszał, milczy.
MŚCISŁAW
Milczysz — nie chcesz zdradzić pięknych porywów twego serca — widzisz, jak cię przeniknąłem, i szczęśliw jestem, że się na tobie nie zawiodłem.
Leszek, jakby myślał o czem innem, milczy.