SCENA X

Wchodzi ZygwartMścisław patrzy nań chwilę nieprzytomnie — po chwili.

MŚCISŁAW

A, a! to ty Zygwarcie — tyś ponoć jedyny, który mnie w całem mem władztwie ukochał — już zdala cię poznałem po twoim śmiechu.

ZYGWART

patrzy na niego badawczo.

Nie ośmieliłbym się mego wejścia i mej prośby ogłaszać śmiechem.

MŚCISŁAW

Doskonale — doskonale... to pewnie miasto się śmiało — jak ci się zdaje? śmiejące miasto? Miasto, które się w krwawym znoju zdobyło, a które teraz szydzi i śmieje się z zdobywcy swego?

ZYGWART

Ciemną i zagadkową jest osnowa mowy waszej — wydaje mi się, że raczycie, książę, żarty stroić z najwierniejszego swego sługi.

MŚCISŁAW

chwyta go za ramię.

Żarty? przypatrzże się: nie widzisz, jak te mury i baszty i wieże z posad ruszyły i idą i szyderczo do mnie w śmiechu zęby szczerzą? potokami i kaskadami światła śmieje się, a poza tym śmiechem skryło się złowrogo w czarnych kirach cienia, ruszyło z głębokich fundamentów i idzie — idzie... ale oczywiście ty tego widzieć nie możesz, boś ty mi oddany i umiłowałeś mnie — i... i... poufale wybacz mi — jestem istotnie zbyt dzisiaj wesoły, ale mam ku temu przyczyn, przyczyn nadto wiele...

ZYGWART

Miłościwy książę...

MŚCISŁAW

Wiem, już wiem — a raczej winszują ci z całego serca: serce siostry twojej Halszki skłoniło się ku Leszkowi...

ZYGWART

ostro.

Książę?

MŚCISŁAW

przerywa.

Aha! Wiem już o co chodzi — aha! co dopiero słyszałem: jakaś tam Wita, służebna księżniczki Kingi zrobiła skrytobójczy zamach na siostrę twą Halszkę... babskie historje...

ZYGWART

groźnie.

Książę, pohamujcie swe niewczesne żarty.

MŚCISŁAW

Żarty? Co ty dziś bezustannie upatrujesz w mej mowie żarty? Czyż to coś tak niesłychanego, że w urodziwym Leszku, miłościwym bracie moim, każda podwika się durzy, i jedna o drugą zazdrosna? Wita, ujrzawszy, że Leszek oddał swe serce pięknej Halszce, postanowiła pomścić się na niej. Klepie go poufnie po ramieniu. Daj spokój, to proste babskie historje, a winien temu wszystkiemu gładki i dworny Leszek, przecież, jak wiadomo dusi się śmiechem nawet księżniczka Kinga go miłuje.

ZYGWART

O tem wie cały dwór, jak również o tem, że Wita tylko za namową księżniczki Kingi w skrytobójczym zamiarze na moję siostrę się zaczaiła...

MŚCISŁAW

Dla tego Wita na wolność wypuszczoną zostanie.

ZYGWART

groźnie.

Nie zrozumiałem, co książę raczył powiedzieć...

MŚCISŁAW

Wita zostanie wypuszczoną na wolność.

Chwila ciężkiego milczenia — oczy ich złowrogo się mierzą.

ZYGWART

Książę raczy baczyć, że tu o moję siostrę chodzi.

MŚCISŁAW

Tę samą właśnie, którą wam radziłem dać Leszkowi za... żonę — i jestem szczęśliw, że małżeństwo się skojarzy — mam wiernego w tobie sługę i będę miał przy boku wiernego brata...

ZYGWART

Książę raczy baraszkować, a ja żądam sprawiedliwości!

MŚCISŁAW

Sprawiedliwości? Jakiej sprawiedliwości? jeżeli Wita była przez księżniczkę namówioną, to jest niewinna, a z Kingą co ja mogę począć? zresztą to mnie nic nie obchodzi.

ZYGWART

Bacz książę, byś nie pożałował swoich słów.

MŚCISŁAW

Coś powiedział?

ZYGWART

hardo.

Upominam księcia, by nie musiał pożałować niewczesnych słów swoich.

MŚCISŁAW

zbliża się do niego zwolna, jak pantera.

Coś ty odważył się mi powiedzieć?

ZYGWART

milczy.

MŚCISŁAW

patrzy bystro na niego.

Prawda — gdybyś miał fałsz w sercu, tobyś go tak jawnie nie okazywał — wybaczam ci twą hardą mowę — czego żądasz odemnie?

ZYGWART

Sprawiedliwości!

MŚCISŁAW

Jakie śmieszne żądanie! prowadzi go ku oknu, patrz — patrz! Całe miasto rechocze z naszych głupich zatargów, żądań, pragnień, chciwości władzy i zemsty — ha, ha, ha!