SCENA XII

Wbiega Kinga.

KINGA

w gorączkowym niepokoju.

Co ci księżna mówiła? Czemuście kazali mi odejść podczas waszej rozmowy? coraz niespokojniej i szybciej: Coś się tak zmienił — czemu twoje czoło takie poorane? Jaką tajemnicę chowasz przedemną na dnie twojej duszy?

LESZEK

wymijająco.

Nic — nic — ważyłem tylko w moich myślach przyszłe losy tego miasta.

KINGA

patrzy na niego z rozpacznym smutkiem.

Nie — nie — Leszku! Tyś o czem innem myślał — moje oczy stały się w długiej samotni jasnowidzące — nagle znowu porywczo: Co ci księżna mówiła? powiedz mi!

LESZEK

zmaga się z sobą — a potem wybucha nagle i chwyta ją za ręce.

Chcesz wiedzieć, co mi księżna, babka moja, powiedziała?

KINGA

Chcę i muszę!

LESZEK

To samo, coś i ty posłyszała twardo. Są rzeczy, które tylko z ust do ust iść mogą — które jednemu tylko z rodu powierzyć i zdradzić można, — jednemu tylko... a wola mej babki jest świętą.

KINGA

Powiedz mi, co ci powiedziała!

LESZEK

mnie jej ręce w swoich i milczy.

KINGA

Mów, mów!

LESZEK

Są rzeczy, które tylko z ust do ust iść mogą.

KINGA

stoi chwilę jak skamieniała, potem, jakby w jasnowidzącem przeczuciu przed czemś uciekać chciała — chce wyrwać ręce z uścisku dłoni Leszka.

Nic nie masz mi do powiedzenia?!

LESZEK

nie puszcza jej rąk — ochrypłym głosem.

Nic!

KINGA

Nic?! nic!?

LESZEK

teraz już stanowczy i opanowany.

Nic!