SCENA I

Za oknami bieleje śnieg w mroku popołudniowym późnej zimy, na scenę wchodzi z wolna Bronka zbolała i jakby męką oszołomiona, trzyma w ręku zmięty list, podchodzi ku oknu, patrzy długo w park, a potem rozwija list, głaszcze go rękami i czyta, tyłem do publiczności odwrócona.

BRONKA

cichym szeptem czyta

„Moja ty jedyna, najukochańsza Bronko...”

„jedyna Bronka, mój Boże... A tak, tak, jedyna. Prawda, prawda, jedyna, jedyna na całym świecie.

Tak, to rzeczywiście prawda. Ja teraz rzeczywiście sama jedna na świecie... A! Makryna, Makryna!

Makryna, piastunka — siostrę też wypiastowała, potem do trumienki włożyła... och, ten staw, ten czarny staw...