SCENA II

LOKAJ

wchodzi

Wielmożna pani dzwoniła?

BRONKA

Tak, każ niech ludzie zmiotą śnieg ze stawu...

LOKAJ stoi i milczy.

BRONKA

niecierpliwie

Czegóż czekasz?

LOKAJ

Wielmożna pani, była tak straszna zamieć przed paru godzinami, że śnieg leży na metr wysoki, robota parę godzin potrwa.

BRONKA

niecierpliwie

Co to ma znaczyć. Całą wieś zwołaj, staw musi być czysty jak szkło i każ przeręble wyrąbać, rybaka zawołaj, każ przygotować pochodnie, dziś będzie połów ryb.

LOKAJ

Zrobię, jak wielmożna pani rozkazała.

BRONKA

bardzo rozdrażniona

Ale to musi być zaraz, zaraz, zaraz!

LOKAJ kłania się i chce wychodzić.

BRONKA

Gdzie pan Kazimierz?

LOKAJ

Zamknął się w swoim pokoju i kazał powiedzieć...

BRONKA

Co kazał powiedzieć?

LOKAJ

Że dziś już nie zejdzie, bo musi pracować.

BRONKA

przeciągle

Ta-ak? Więc poprosisz go, żeby za chwilę zechciał tu zejść.

LOKAJ kłania się i chce znowu odchodzić.

BRONKA

A widziałeś pana?

LOKAJ

Wielmożny pan poszedł przed chwilą do lasu.

BRONKA

niespokojnie

Sam?

LOKAJ

Nie, z panią, która tu u nas jest.

BRONKA

patrzy na niego

Aha, no dobrze...

Poproś Makrynę, żeby do mnie przyszła, a pamiętaj, żeby jak najszybciej zmieciono śnieg ze stawu, wyrąbano przeręble i przygotowano pochodnie, a Makrynę poproś, niech zaraz przyjdzie.

Lokaj wychodzi.