SCENA IX

Odchylają się ciężkie portiery prowadzące do przybocznego pokoju i w drzwiach staje Ewa. Patrzy, trupioblada, z wyrazem zaciekłego smutku na Tadeusza i Bronkę, którzy, zwróceni w stronę kominka, nie widzą jej.

BRONKA

Czy mam słuszność, Tadziu, co? Powiedz, wszak tak?

TADEUSZ

Ależ, dziecko drogie, skąd ci się takie myśli wzięły? Czyż może człowiek po całorocznym pożyciu więcej kobietę kochać, niż ja cię kocham, i więcej za nią tęsknić niż ja za tobą?

BRONKA

Tadziu, twoje listy, twoje najukochańsze, drogie listy... A ten ostatni — taki piękny, jeszcze go na piersiach noszę.

EWA

która się na chwilę wycofała za portierę przyległego pokoju stanowiącego zimową oranżerię, przechadza się tam i z powrotem w nerwowym niepokoju. Nagle:

Słyszę głosy w pokoju. Dywany wasze za miękkie, byście mogli moje kroki posłyszeć.

TADEUSZ

zrywa się

Co to? Kto to?

EWA

Można wejść?

BRONKA

Tadek, co ci się stało?

Ale chodźże, chodźże, Ewo, chodź. Och, jak Tadeusz się ucieszy!

Koniec aktu pierwszego.