Dobra Duchowne

Ten każdy obywatel, który kocha swój kraj, wewnętrzną spokojność jego i biskupów cnotę, winien podziękowanie wiecznemu w dziejach naszych Sejmowi za porównanie intrat694 tych urzędników695, których dostojeństwo równe, za usunięcie pokusy złego od duchowieństwa, na które cały lud, gdyby na żywe cnoty obrazy patrzy. A gdy widzi po tej stronie biskupów, po której złe broją, po której cudzoziemskie, albo złych królów intrygi696, — lud pospolity, nie widząc skrytej przyczyny, sądząc, iż sama cnota świątobliwe męże697 prowadzi, rzuca się ślepo za szanownym przykładem w sidła swojej zdrady. Lud oświeceńszy gorszy się, znając powodem tej podłości brzydką chciwość bogatszego biskupstwa. Przez zrównanie intraty biskupów Sejm 1790698 z przyjaciół i niewolników Tronu powiększył liczbę poważnych przyjaciół i obrońców kraju.

Lecz przez urządzenie zabranych dóbr nie poprawił w nich tej drugiej wady, rolnictwu szkodliwej. Jak przedtem biskup, tak teraz i bardziej jeszcze sześcioletni posesor do wielkiej doskonałości tych dóbr nie przyprowadzi, wydatków gruntowych żadnych nie uczyni. Bez tych rolnictwa poprawa jest niepodobną. Przecież do tego koniecznie dążyć trzeba. Tak nam sąsiedzi każą.

Ta wada poprawioną zostanie, gdy równie i tym samym sposobem, jak starostwa, dobra stołowe, tak i dobra biskupów w wieczną dzierżawę puszczone będą. Niechaj tylko te spustoszałe dobra poznają staranie dziedzica, wkrótce one insze plony krajowi corocznie przynosić będą. Tym zaś sposobem Rzeczpospolita podwójnie zyska: fundusz na wojsko będzie trwał i co trzydzieści lat wzrastał, a kraj z tej ziemi corocznie większe odbierze urodzaje, o co nam się najusilniej starać potrzeba w wszystkich dobrach.

Nadto otworzy się włościanom droga do własności. Czego przykład najpierwej dobra królewskie, dobra narodowe dawać powinny.

Przestrzegam tu po drugi raz i niech to będzie pamiętnym dla Rzeczypospolitej od kochającego Polaka699 upomnieniem, aby nigdy nie pozwalała na sprzedanie wiecznie z prawem własności ani starostw, ani dóbr duchownych, albowiem straci fundusz stały swojej obrony. Zawsze niepożytecznie dla towarzystwa700 sprzedawać te dobra, których właścicielem towarzystwo. Albowiem suma za nie wzięta tak się prędko rozejdzie, jak podczas wojny tureckiej znikła suma Kasy Religii701 w państwach Cesarza. Ani Rzeczpospolita nigdy nie pozwoli na rozdanie rzeczonych dóbr w dzierżawę wieczną z wyprowadzeniem raz na zawsze intraty pieniężnej, bo z czasem więcej by trzeba biskupom, królom płacić, niżeliby intrata z dóbr stołowych i biskupich wynosiła.

Rozkazało prawo, aby dobra zakordonowanego702 duchowieństwa703 były wiecznie sprzedane z prawem własności, a suma za nie ma pójść na zapłacenie długu zaciągnionego na wojsko. Cena tych dóbr wynosi do trzech milionów złotych, intrata roczna około stu pięćdziesiąt tysięcy. Więc gdyby Rzeczpospolita te dobra z intratą na miary zboża wyprowadzoną była rozdała w wieczną dzierżawę z prawem dziedzictwa, przez takie urządzenie byłaby w lat szesnaście, z prowizją704 rachując, wybrała cenę tych dóbr, trzy miliony, na zapłacenie zaciągnionego długu, a zostawałoby się sto pięćdziesiąt tysięcy intraty rocznej na fundusz wojska.

Ojczyzna nasza jest uboga. Zbierajmy zewsząd fundusze! Jeszcze te dobra nie są sprzedane. Jeszcze Rzeczpospolita ma czas sobie na wojsko i ten fundusz zapewnić!

Pod tym słowem: dobra duchowne — nie tylko dobra biskupów, ale dobra całego w Polsce duchowieństwa rozumiem.

Niechaj prawo zakaże czynić kompozyty705 wieczne za dziesięciny z plebanami, bo na tym kraj traci. Albowiem Rzeczpospolita zawsze będzie musiała utrzymywać plebanów, gdy teraz czyniona kompozyta z czasem niewiele znaczyć będzie. Ale niechaj Rzeczpospolita sobie zabierze wszystkie dziesięciny in natura706 i niechaj puszcza je corocznie w dzierżawę. A ona sama niechaj z duchownymi uczyni wieczną kompozytę na pieniądze. Przez to w kilka lat zyska kilka milionów na wojsko.

Prócz plebana i biskupa, każdy inny duchowny jest niepotrzebny, a tym samym szkodliwy; bo tylko z cudzej pracy je i pije. Takiego wydatku utrzymywać Rzeczpospolita nie jest w stanie, kiedy związkiem politycznym przymuszona utrzymywać i żywić wojsko.

Pleban jest urzędnikiem krajowym. Ten ksiądz, i z powołania, i z obowiązku, i z swojego urzędu w kraju, jest wszelkiego poszanowania godzien. Pleban jest rolnikowi i rzemieślnikowi, a tak całemu krajowi potrzebny. Więc całe towarzystwo, równie jak innych urzędników, tak potrzeby jego opatrywać powinno. Poprawy losu plebana w Polsce jest wielka potrzeba. Ale pod świętem tego kapłana nazwiskiem, zalęgło się czasem próżniactwo.

Niechaj rząd nieużyteczne klasztory, wszystkie prebendy707: altarie, kanonie i doktory708, kolegiaty709, infułaty710, opaty711, prałaty712, — i tych, co to są gdzieś w Turczech713 biskupami714, a chleb w Polsce zjadają, te wszystkie honory zyskowne, ale osoby nieużyteczne, a dzisiaj, z przyczyny potrzebniejszych wydatków na wojsko, szkodliwe, — w swoim kraju poznosi, z zapewnieniem posesji tym wszystkim, których prawo zastanie. Lecz po każdego długiem życiu, Rzeczpospolita dobra tym sposobem, jak starostwa, rozda w wieczną dzierżawę z zapewnieniem pensji tym, których zostawi, a resztę obróci na fundusz dla wojska.

Bóg tu widzi czystość myśli, że nie piszę tego z jakowejsiś715 niechęci ku temu świętobliwemu stanowi. Ale tak mi sądzić i mojemu krajowi radzić każe rozum, miłość narodu i te nieszczęsne, ale potężne zewnętrzne krajów Europy związki, do których niebaczne duchowieństwo wiele despotom dopomogło, a które teraz, pod niewolą i pod zniszczeniem, do siebie stosować się wszystkie kraje przymuszają. Owszem, podług mojego sposobu myślenia, lepiej by było dla rodzaju ludzkiego, aby towarzystwa, jeżeli koniecznie mają stan jaki żywić, żywiły spokojne i od krwi ludzkiej czyste duchowieństwo, niżeli te straszne, zawsze w zabójstwie człowieka ćwiczące się gotowe wojska. Lecz taki dzisiaj jest polityczny związek. On nad wszystkie czucia ludzkości silniejszy. Kto chce żyć, tak żyć musi, jak ten związek każe.

Dziś kanonik niepotrzebny. Żołnierz kraju jest obroną. Gdzie gwałt, tam nie ustami, ale bronią ratować należy. Trzeba rzucić wzgardę na kapituły i chóry. Niechaj z daleka od nich stroni młodzież. Niechaj karabin i harmata ciągnie wszystkich do siebie: w tych jednych zbawienie kraju!

Dobra Kawalerów Maltańskich716

Cóż ten gatunek ludzi w Polsce robi?

Polska straciła morze. Polskę nie morskie, ale lądowe rozbójniki łupieżą. Poganie są Rzeczypospolitej najwierniejszymi przyjaciołami717 i obrońcami718. To są chrześcijanie, którzy ją rozszarpali i którzy ją chcą zniszczyć.

Chociażby nasze dzisiejsze podatki przewyższały ten wydatek, jakiego wyciągają719 teraźniejsze Rzeczypospolitej potrzeby, jednakowoż nie radziłbym ich zbyteczności trwonić między ten prawdziwie śmieszny gatunek próżniaków720. Ale radziłbym to lepiej nędznemu rolnikowi powrócić. Kiedy już skarżymy się na podatek, kiedy wolimy krzywo przysięgać, aby tylko mało podatku zapłacić, kiedy ledwo Rzeczpospolita może wybrać połowę tego rocznego dochodu, jakiego na utrzymanie stu tysięcy wojska potrzeba, — jest nierządem, jest marnotrawstwem721, rozrzucać kilkakroć sto722 tysięcy, jedynie dla czczego imienia Kawalerów Maltańskich.

Niechaj te dobra będą rozdane także w dzierżawę wieczną z prawem dziedzictwa. Intrata miarą zboża oznaczona będzie, a cena co trzydzieści lat odmieni się. Taż intrata do funduszu wojska należeć powinna.

A ponieważ widziałem, jak na Sejmie marnie trawiła czas Polski rzecz Kawalerów Malty, nasłuchałem się z żywym czuciem, iż więcej mógł w głosach posłów zwyczaj i stosowanie się do cudzoziemców w utrzymywaniu Kawalerów Maltańskich, niżeli rozum i stosowanie się do tychże cudzoziemców w utrzymywaniu równie licznego z nimi żołnierza, przeto następujący sposób uspokoi jeszcze i tych niemyślących, co więcej imienia, niżeli rzeczy szukają:

Niechaj na tym funduszu ustanowiony będzie reiment723 pod nazwiskiem724 Kawalerów Maltańskich. Rozum, sprawiedliwość, rząd dobry wyciąga725, aby Polska płaciła tym, co ją bronią, a Kawalerom Maltańskim płacili ci, których oni bronią.