Własność

Jakiż to widok okropny! Miejsce samego strachu i zgrozy. Nakoło wygląda tylko nieszczęście i śmierć. Nigdzie bezpieczeństwa, ani pokoju nie ma. Zburzone morze wije się w potężne góry, chcąc pochłonąć wszystko. Szumi, huczy — nagle spokoi się nakoło. Ale to cicho jeszcze tam okropniejsze od huku.

Razem596 słychać grom. Pukają597 się nad głową góry, drży pod nogami ziemia, niknie światło, biją w niebo kamienie. Leci z powietrza woda, ziemia, popiół, ogień i okrywa całe miasta. Ryczy, pędząc szeroko, żywego ognia żar, niszczy lasy i dojrzałem zbożem okryte pola. Ziemia, ustawicznie trzęsąc się, przewala równiny, doliny, wzgórki, rzeki i jeziora, pożera w swoich przepaściach zwierzęta, ludzi, wsie i miasta.

Przeklęta to ziemia. Wszystko, co czuje, stamtąd ucieka. Jeden człowiek jej opuścić nie może. Dziesięć razy widział, jak nieszczęsne miejsce pożarło żonę, dzieci, dom i całą krwawo-ciężką pracę jego. Przecież on, przynaglony, musi żyć koniecznie na tymże miejscu. Ledwo co się ulegną jeszcze się dymiące rozwaliska, a on już znowu wesoło na drżących, jeszcze świeżych i bezdennych pieczarach buduje, sadzi i sieje.

I któż tego człowieka na tym, że tak rzekę, dnie piekielnym żyć przymusza?

Własność.

Tak jest. Tylko jedna własność taką ma siłę. Własność najpierwszych sadowiła598 ludzi. Własność przełamała ów urodzony599 wstręt do pracy. Własność uczyniła człowieka roboczym. Dziedzictwo stało się nieskończoną jego staranności, kłopotu i pracy, nigdy skończyć się nie mogącej, pobudką. Kiedy mu wolność wydzierano, religia wstrzymała go od zabójstwa gwałtownika, a nawykły cień własności od uciekania z miejsca niewoli.

Własność odkrywa bogactwa ziemi. Ona jedna wie o tym niewyczerpanym skarbie w kraju, który wszystkie jego największe potrzeby opatrzać600 nastarczy. Niechaj kraj odda swoim mieszkańcom ziemi własność, a potem, aby tylko wszystkich równo, niechaj ich obarcza podatkami. Człowiek właściciel będzie mniej jadł, nie będzie sypiał, będzie dzień i noc pracował, a będzie siedział i płacił.

Zadumiewajmy się, słysząc, że dwieście, trzysta, pięćset, tysiąc milionów podatku składają kraje od naszego mniejsze, gdy doświadczamy, że u nas pięćdziesiąt milionów złotych wybrać601 nie można. Własność ona to jest tym wielkim narzędziem, z którym dzisiejsze jedynowładcze familie takie w swoich krajach dokazują cuda. Owszem, sama tylko powierzchowność602, sam tylko cień własności, sztucznie603 poddanym w jednowładnych krajach ukazany, czyni panujące domy wszechmocnemi i zsypuje im skarby niezmierne.

Powiedziałem: sama tylko powierzchowność własności, bo w despotyzmie być rzeczywistej własności nie może. Własności duszą jest prawo, despotyzmu zasadą partykularna wola604, czyli gwałt.

W teraźniejszych Europy rządnych jednowładztwach605 to wszystko, co tylko własność ma powabnego, co w niej łudzi i porusza zamysły, to wszystko przy poddanych zostało. Istotę zaś własności, to jest wszelki z własności pożytek, objęły samodziercze606 familie. Na tym sztuka. To jest wielka dzisiejszych dworów politycznej ekonomii nauka, aby tę ułudę własności, tak dobrze poddanym wystawić, iżby wszyscy ustawicznie pracowali, a pożytków z tej pracy używać mogły same panujące domy, podług ich potrzeby i żądzy. Związki polityczne wkładają na insze kraje podobnego urządzenia konieczność.

Prawdziwa własność607, jest to zupełna władza i wolność używania i stracenia nie tylko tego, co kto posiada, ale i korzyści z posiadania wypadłych. Takiej własności w żadnym kraju despotycznym nie ma, bo nigdzie dzisiaj właściciel swoich pożytków nie używa. Wszędzie partykularna wola, jeden człowiek, może samowładnie bez woli właściciela jego majątek uszczuplić i z tego majątku dochód w takiej części, jak mu się podoba, zabrać.

W dzisiejszych rządnych despotyzmach, równie jak w przeszłych feudalnych nierządach, nie ma własności istotnej, tylko własność uprzywilejowana. Ta, równie jak w przeszłych feudalnych krajach, tak w dzisiejszym despotyzmie, jest bezprawiem i gwałtem, z tą tylko różnicą, że dzisiejszy gwałt dzieje się rządniej i przemyślniej. Własność prawdziwa dąży do uszczęśliwienia rodzaju ludzkiego, a do uszkodzenia i do niszczenia innych rodzajów, własność zaś oddzielna, czyli własność uprzywilejowana — jaka tylko istnie608 w feudalnych krajach i w despotyzmie — dąży do uszczęśliwienia i do wzmożnienia kilku albo jednej familii, a do uszkodzenia i do powiększenia pracy, niedoli i kłopotu całego rodzaju ludzkiego. W dzisiejszych rządnych despotyzmach Europy tylko to, co jest w własności najdzielniejszą609 sprężyną do wzbudzania pracy w człowieku; to, co rzuca w jego umysł nieskończonej pracy, niepokoju i kłopotu nasiona, rozciągając jego starania i zamiar żądzy610 jego dalej, jak życie; to, co w własności ukazuje człowiekowi potrzeby nieskończone, bo potrzeby następnych wieków; to, co dostatki wnuków czyni już potrzebami dziada — chciałem powiedzieć — w mądrych despotyzmach dziedzictwo majątku jest wszystkim ludziom z jak największą starannością uwarowane.

Z porównania dzisiejszej pracowitości i płacy rolnika i mieszczanina w krajach despotycznych z jego pracowitością i z jego płacą w krajach feudalnych okazuje się, że chłop i mieszczanin nierównie więcej pracuje i więcej płaci w despotyzmie, niżeli pracuje i płaci szlachcicowi w feudalnym kraju. Cóż go w despotyzmie do tej większej pracowitości i do tak wielkiej opłaty sposobi? Dziedzictwo i obieranie takich w uciemiężaniu sposobów, które dosięgają równie wszystkich. W krajach zaś feudalnych, oprócz kilku rozsądnych panów, każdy prawie szlachcic nie ma i nie czuje tej użytecznej dla siebie polityki, aby starał się ułudzić swoich chłopów i zaszczepić między nimi tę opinią611, iż posiadalne612 ich grunta są ich dziedzictwem. Owszem, łatwo za najpierwszym podstarościego613 projektem, za postrzeżeniem jakiego bliższego pożytku zrzuca, przesadza — jeżeli grunt lepszy, do swojego folwarku przyłącza, a co podlejszego w niwach dworskich, to chłopu w zamianę daje. Dalej, rzadko który szlachcic ma tyle mocy nad swoją chciwością, aby, nie mogąc wszystkich, nie uciemiężał tych więcej, którzy się lepiej mają. Owszem, pospoliciej na każde zawołanie614, na najgorsze razy wyganiają takich, którzy są bogatszymi, którzy lepsze bydło, lepsze konie mają. Jeżeli chłopu dobremu gospodarzowi urodzi się lepsze zboże, niżeli na folwarku, szlachcic jego dobre zboże zabiera z pola dla siebie, a jemu wyznacza w swoich niwach do zbioru kawał, na którym nieurodzaj.

Przeciwnie, daleko więcej polityki mają teraźniejsze panujące domy. One z największym usiłowaniem starają się wmówić i ustanowić między swymi poddanymi opinią dziedzictwa615, a to tak dalece, iż gdy im się poddany zadłuży, sekwestrują616 tylko, nigdy nie niszczą dziedzictwa. Owszem, wytrzymawszy617 swój dług, znowu ziemię powracają familii. W każdym zaś uciemiężeniu najwięcej tego szukają sposobu, aby jak najrówniej wszystkich obarczyć. Taka jest natura człowieka, że to mniej czuje, co wszystkich boli.

Więc samą tylko ułudą własności, więc samym tylko nadaniem dziedzictwa wszystkim całego kraju mieszkańcom teraźniejsze panujące dwory budzą taką pracowitość w swoich poddanych, pomnażają tak wielkie urodzaje w swoich krajach, opatrują te niezmierne swojej familii potrzeby, zbierają te straszne miliony, których teraźniejsze bezpieczeństwo polityczne wyciąga618.

Cóż by własność nie zrobiła z tak wielkiej ziemi, jaką posiada Naród Polski? Na tę myśl zapuszczam się w rozległe Rzeczypospolitej kraje.

Jaki żal, jakie to umartwienie dla Polaka kochającego swoją Ojczyznę — czuć, że na utrzymanie przy Polakach tej ziemi trzeba wiele milionów, a widzieć tę ziemię niesprawiedliwym gwałtem zaklętą przed starannością człowieka Polaka! Kraj co do urodzaju w szczęśliwszym położeniu od krajów sąsiedzkich, a w porównaniu do nich dziki, opuszczały i nieludny. Ziemia najobficiej od natury udarzona, a ledwo w czwartej części rodzi. Oto szukać po niej właściciela trzeba. Owszem, jedna jej część ujęczona619 przebrzydłym monopolium620: ziemia samej szlachcie do nabycia pozwolona. Druga tak potępiona, iż nigdy właściciela mieć nie może621, jest tylko wystawiona chciwości, łakomstwu i drapieży tych, którzy przez nią przechodzą, podobna do owych miejsc nieszczęśliwych, na których przechodząc dzikie hordy swoje stanowiska miały: po ich ustąpieniu nie było znaku staranności ani rządu, same tylko leżały dzikości ślady — trawa wytarta, drzewa z owocami powyrywane, zgoła nic dla przechodzących nie zostało, chyba, co tymczasem ziemia znowu sama z siebie urodzi.

Czemuż się dziwujemy, że tak wielki kraj na utrzymanie stu tysięcy wojska podatku dostarczyć nie zdoła? Nieczuli, miłością własną zaślepieni, siebie gubimy! Jest przynajmniej dwa miliony familij622 mieszkańców na tej ziemi. Z tych tylko kilkadziesiąt tysięcy własności gruntowej nabyć ma wolność. Reszta, gdyby nie ludzie623, jak gdyby Bóg dla nich tej ziemi nie był stworzył, od nabycia ziemi odrzuceni. Z takim nierządem wieleż624 te kilkadziesiąt tysięcy familij właścicielów625 z ziemi dziesięć tysięcy mil kwadratowych rozległej złożą podatku? Oto, wstyd powiedzieć, ledwo sześć milionów626. Widzieliśmy z teraźniejszych związków politycznych, że kraj tak wielki, jak Polska, aby mógł mieć obronę i poważane w Europie jestestwo, najmniej sto milionów potrzebuje.

Przypatrzmy się bliżej, w jakich to ręku627 Rzeczpospolita zostawia swoją ziemię.

Polska dzieli się na starostwa, na dobra stołowe królewskie, na dobra duchowne i na dobra szlacheckie. Prócz tych, żadnego kawałka ziemi nie ma wolnego. Te cztery gatunki dóbr są cztery gatunki monopolii. Przeto wszystkie szkody, wszystkie krzywdy, które z monopolium wynikają, męczą tej ubogiej Rzeczypospolitej ziemię.

Starostwa, dobra stołowe, dobra duchowne i maltańskie blisko połowę Polski zabrały. Przez to wielka sztuka628 ziemi leży zaklęta. Nikt o jej własność pokusić się nie może. Te dobra staranności właściciela nie znają, bo tylko użycielów629 mieć mogą. One noszą z natury swojej ustawy pożytku niepewność, bo im dziedzictwo odmówione. Ani obiecują tegoż pożytku zupełność, bo tylko do niewiadomego czasu na nich korzyść używać jest wolno.

Stąd wypada: ksiądz nie o powiększaniu wydatków dla poprawy dóbr kościelnych, ale o chowaniu pieniędzy, albo o zbogaceniu swoich krewnych — najczęściej próżniaków — pomyśli. Starosta, jak tylko może, ciągnie intratę ze wszystkiego — i z Żydów, i z chłopów, i z mieszczan, choćby im i propinacją630 wydrzeć. On nie uczyni tych wielkich wydatków gruntowych, przez które by wydoskonalone rolnictwo następcy jego większe pożytki dawało; inaczej czyniąc, byłby nieroztropnym. Król, co się w jego ekonomiach631 dzieje, nie wie, ani tam mu się zatrudniać przystoi: on się cały na usługi towarzystwa632 poświęcił, a całe towarzystwo wszystkie potrzeby osoby jego opatrywać powinno. Mijam potoczne tych dóbr wady: że wszelkie majętności wielkie są ludności szkodliwe, bo co teraz jeden pan obsiada, tam by się kilka tysięcy właścicielów633 mieściło; nie powiadam, że są daleko mniej urodzajne, jak inne włości pomniejsze, bo jednego gospodarza staranność nigdy w nich tak pomnażać się nie może, jak by się pomnożyła natenczas, gdyby te dobra podzielone na kilkadziesiąt włości zostały. Ale zastanówmy się nad ich oczywistemi przywary634.

W tych wszystkich dobrach duchowni, starostowie, król bez oczywistego sobie szkodzenia ani na zapomożenie ludzi, na wystawienie i utrzymanie pożytecznych budynków, na karczowanie i dobywanie nowin635, ani na groble, na tamy i na rowy, ani na obsadzenie nowych kolonij636, na założenie fabryk, na sprowadzenie rzemieślników wielkich sum wyłożyć nie mogą, bo z takowych wydatków dopiero w kilka lat dochody powiększą, a dobra ledwie na rok pewności nadają. Przeto ta sierota ziemia, pozbawiona staranności właściciela, samych tylko opiekunów mająca, nie doznaje dobroczynnych skutków gruntowego wydatku. Jeżeli który tych majętności doczesny użyciel opatrzy się w potrzebne rolnicze narzędzia, skupi bydła dostatek, — to wszystko przez śmierć jego te dobra utracają637. Następca, chociażby dobrym był gospodarzem, przecież, dopokąd nie przysposobi podobnego narzędzia i tyleż bydła, mizerne gospodarstwo prowadzić jest przymuszony. Wreszcie, gdy już przez dobry rząd zasili gospodarstwo, znowu, przy odmianie jego, też638 dobra z wszystkiego ogołocone zostają, a rolnictwo w kilka lat do dawnego upadku powraca.

Więc w takich dobrach nie tylko wydatków powiększyć, ale wydatków gospodarskich nawet utrzymywać nie można.

Pamiętajmy: na wydatkach zasadza się rolnictwo. Z ich powiększeniem rolnictwo doskonali się, z ich zmniejszeniem rolnictwo upada. A ponieważ dzisiejsze gwałtowne, żadnej wymówki nie przypuszczające639, związki polityczne koniecznie potrzebują milionów podatku pod kraju niewolą; tych wybrać640 nie można bez poprawienia wewnętrznego rolnictwa, więc wniosek prosty: prawa własności gruntowej powinny zniszczyć wszystkie przeszkody, które doskonalenie rolnictwa tamują.