LVII
W sferze instynktu płciowego panuje pewne błędne pojęcie, robiące z tego instynktu taką siłę, która nieraz targa i niszczy życie. Samo uczucie, wskutek swoich właściwości, swojej powszechności, swojego ciągłego napięcia w mniejszym lub większym stopniu, jest zdradną siłą, która ogarnia niepostrzeżenie, która wypełnia świadomość, odrywa ją od innych zagadnień i daje przyjemne poczucie siebie, swojej siły — poczucie spełniania czynu — choćby człowiek siedział z założonemi rękami. Z drugiej strony ideologja miłości, wytworzona z tych pierwiastków psychicznych i społeczno-etycznych, staje się jakby nakazem pójścia za każdem poruszeniem uczuć, wytwarza pojęcie — nietylko, że można, ale że i należy, że jest dobrze, zaszczytnie, że jest konieczne poddać się doznanemu wrażeniu bez oporu i z wzajemnego posięścia się uczynić cel — jak się zdaje ludziom niemyślącym w życiu — definitywny. Otóż to jest pomyłka, pomyłka nieraz bardzo szkodliwa dla duszy i życia ludzkiego. Z powstającem uczuciem, bez względu na jego istotną siłę, bez względu na to, czy to jest przelotny «Rausch» zmysłów, czy sięgające głębiej uczucie, można, a często powinno się walczyć, tak jak się walczy z każdym nałogiem lub manjactwem. I walczyć człowiek obowiązany z jednej strony dlatego, że to uczucie może być zgubne dla jego duszy i nadewszystko — że może być zgubne dla szczęścia — drugich istot. Przyjemny stan, wesoła zabawa, bezmyślne palenie się zmysłów jednej istoty może być dla drugiej źródłem cierpień, rozpaczy i tragicznych zdarzeń.