[II] WĄWÓZ SKALNY

REZOS

Znużony jestem.

PENTEZILEA

To czary wieczoru.

REZOS

Czar twoich oczu i ust twoich czary.

Rozkosz z nich piłem zeszłego wieczoru

i przypominam tę rozkosz, gdy patrzę.

PENTEZILEA

Spieszmy co prędzej, gdy napoją konie.

Spieszno mi widzieć Ilion i rycerzy.

REZOS

Wiem, pragną twoje to spełnić życzenie,

skorszy ku twojej naginać się woli,

niż ty ku mojej —

PENTEZILEA

Słuchałam cię wczora.

REZOS

Lecz dziś wróciła znów ta sama pora

i noc nam druga miłosna się zbliża.

Kędyż się spieszysz, jeżeli nie ku mnie?

Wszystkie pragnienia moje zwracam k’tobie.

PENTEZILEA

Tam nas czekają w Iljonie,

REZOS

Źle robię,

że zwlekam chwilę — wiem że to źle czynię.

lecz przez tę chwilę pragnę żyć dla ciebie,

twoją miłością i twymi ramiony

ujęty, w szczęściu, które wieczór niesie.

Słyszysz te głosy i szum ten po lesie,

i strumień, jak deszczem dzwoni.

Jutro ze świtem wstaniemy w rydwanie,

w złocistym moim wozie;

wóz zaprzęgniemy w czworo białych koni

i w pełnem słońcu będziemy w Iljonie.

PENTEZILEA

Mówią, że Parys jest piękny.

REZOS

Niech więc od jutra, gdy pięknym się zjawi,

swoją pięknością jak dziewka cię bawi.

PENTEZILEA

Że nikt nie sprosta mocy Achillesa.

REZOS

Niechże od jutra, gdy ujrzysz go w dali,

ogień cię żądzy ku niemu rozpali.

PENTEZILEA

Chwila nas dzieli od celu podróży.

REZOS

Chwila ta raz się drugi nie powtórzy.

PENTEZILEA

Wierzysz, że miłość moją tylko kłamie?

REZOS

Obecność innych miłość naszą złamie.

PENTEZILEA

Mówią, że Hektor życie swoje całe

jednej niewieście ślubował niezłomnie.

Mówią, że Parys gdy się na dziewczynę

którą przypatrzy, to już ona musi

przyjść sama w nocy do jego łożnicy;

że dar mu taki dała Afrodite,

więc, że są jego zaloty niezbyte.

REZOS

Mówią o tobie, że czyjej się mocy

poddasz raz jeden, to już każdej nocy

szukać go będziesz — oto noc zapada —

że czar ten tylko przez noc tobą włada.

PENTEZILEA

Ufam tej mocy, która wróci do mnie,

gdy noc się skończy — gdy w słońcu zasłynę.

[III] W NAMIOCIE MENELAOSA

W otoczeniu ofiarników czuwa:

MENELAOS

Uchylcie płócien — niech patrzę na morze,

na drogę ku mojej ojczyźnie,

gdzie dom mej żony, gdzie ona mię czeka.

Jakże mi smutno. — Toń jaka daleka.

Jak ciemno. Czy gwiazdy płoną?

Zda mi się, zgasły dla mnie.

Czy jest mój śpiewak? — —

Widzicie tam, w oddali

tę postać? Idzie przez odmęty,

stęskniona idzie ku mnie.

Gwiazd wlecze orszak święty,

uśmiecha się ku mnie z fali. — —

Jestem dotknięty chorobą tęsknoty.

Dopokąd jeszcze świeci się dzień złoty,

to w blasku światła i w złocie promieni

tłumi się żałość i lice rumieni,

i garnę się na wojnę.

Lecz gdy noc zajdzie i orszaki zbrojne

rozejdą się po namiotach,

myśl moja w lotach,

za temi biegnie mroki tajemnemi

strwożona —

snadź dusza moja znaki niebieskiemi

tym się miarkuje

i tęskni, ku czemu stworzona.

Czas kiedyś przyjdzie, gdy oręż odłożę

i okręt czarny spalę.

Aż ci wyginą, którym ja obrożę

mojego wództwa rzuciłem na szyję.

Ich pierś się w piasku pustynię zaryje,

goniących ku próżnej chwale.

O, nie daj Boże powrócić nikomu.

Niech giną, zginą przeklęci,

gdy żagiew kłótni wnieśli w pokój domu

i łup wydzierców ich nęci.

Ja pan zostanę przed Zewsa obliczem.

Daj trupom sławę — pozwól wrócić z niczem.

AGAMEMNON

wchodzi

MENELAOS

się nie zwraca

AGAMEMNON

Brat twój.

MENELAOS

Przychodzisz o niezwykłej porze.

AGAMEMNON

Chcę z tobą mówić.

MENELAOS

Mów. — Patrzę na morze:

jak fale lecą i dziwne skorpiony

cisną na brzegi, tu pod stopy moje.

AGAMEMNON

Takie przed chwilą usłyszałem słowa,

że jako skorpion wpełzły mi do głowy,

że pragną z tobą dzielić treść tej mowy:

Odys....

MENELAOS

Wiem. Sprawa ta dla mnie nie nowa.

W jego zwycięstwie jest sprawy połowa.

AGAMEMNON

W czemżeż spełnienie sprawy jest objęte?

MENELAOS

Gdy wąż, co splotem swym sidła ofiary,

sam zasłużonej doczeka się kary.

AGAMEMNON

Czyliż i ze mną myśl więzisz tę samą?

MENELAOS

Więc myśl mą wyjaw i ogłoś mi jawną, a padniesz pierwszy pod chmurą kamieni, bo nie uwierzy nikt, żeś ty jest inny, bo stanu twego słowo twe nie zmieni. — Posiędziesz Iljon. — Przeczekam spokojny czas tej wędrówki, czas tej wielkiej wojny, aż wszyscy wielcy, półboże olbrzymy we wichrze zdarzeń zwieją się jak dymy. — Skończyłem — resztę sam sobie rozważaj i śmiej się treścią słów, lub się przerażaj.

AGAMEMNON

Przestałeś być człowiekiem czynu.

MENELAOS

To tak z nocą.

Dzień moje czyny ogląda, noc myśli.

Noc patrzy się na moje myśli. — Twoja wina,

żeś przyszedł nocą. Już działać zaczyna

chwili tej świętość — Zagaście ognisko. —

Słyszysz jak fala szumi...?

szum fali

MENELAOS

daje znak bratu, by się zbliżył

AGAMEMNON

zbliża się i pochyla nad siedzącym bratem

MENELAOS

szepce pochylonemu

W ostępie kamiennej pustyni

spoczywa rycerz, człowiek prawy,

z pomocą idący w miasto.

Tego przyjmiesz — jako wódz łaskawy

i uraczysz winem i niewiastą.

Odys jest człowiekiem czynu.

Tyś jest człowiekiem, co rządzi,

a ja jestem ten, który sądzi

i czeka znaku — czeka na: zjawisko.

wzosi ręce

Ocal nas, Zewsie, ty, któryś sam zwalczył

plemię olbrzymów,

nas, którzy świątyń bożych domy białe

w oliwnych gajach zbudujemy

i opanujem przy twojej pomocy

śpiewem i pieśnią ziemie tych, co padną.

Dozwól im upaść, jak zwaliłeś syny

ziemi, co przeciw tobie szli w dumie.

Strąć je w noc ciemną, już strąciłeś tylu —

a nad naszemi domostwy świętemi

niech świt się płoni i jutrznia promieni.

do ofiarników

Wzywajcie cienie umarłych.

OFIARNICY

klękają nad brzegiem morza, ręce wznoszą i ku morzu ręce wyciągają

szum fal

AGAMEMNON

się oddala

[IV] W NAMIOCIE ACHILLESA

HIPODAMIA

Przez to ciebie lubiłam, żeś ty miał mnie za co

i zrozumiał, że jestem sierota,

i że ten człowiek, gdy mnie wziął ku sobie,

a mnie czekała zbrodnia i sromota;

to życie moje dziś zawdzięczam tobie —

żeś moje piosnki śpiewał przed Pelidą,

aż litość jego serce skruszyła

i miłością ku mnie zniewoliła.

nuci

miałam ci ja dwór i dom,

byłem jedną z siedmiu cór,

króle o mnie wiedli spór...

płacze

nagle urywa

Patrzysz, czy po mnie idą?

Jeśli mnie przyjdą wzięć i on pozwoli,

nóż ten położy koniec mej niewoli.

PATROKLOS

Ty się chcesz zabić?

HIPODAMIA

Nie mówiłam tego.

PATROKLOS

Cóżeś się odgrażała?

HIPODAMIA

Zabiję tamtego.

PATROKLOS

To pomyśl o tem, by nóż nie był tępy.

HIPODAMIA

Dzieciaku.

PATROKLOS

Jak cię goźdźmi wywleką na puszczę

będą miały biesiadę z ciała twego sępy.

HIPODAMIA

Wyjdę pojrzeć, czy idą...?

PATROKLOS

Czekaj tu.

HIPODAMIA

Pies — zginie!

ACHILLES

wchodzi

HIPODAMIA

rzuca się ku niemu

ACHILLES

Nie nudź mię!

HIPODAMIA

oddala się w bok

PATROKLOS

podchodzi ku Achillesowi

ACHILLES

Daj mi pokój.

nagle zwrócił się ku Hipodamii

Odejdź precz — pieścidło.

Już mi ujęcie ramion twych obrzydło.

Pójdziesz innym w uciechę.

HIPODAMIA

Nie kłam!

ACHILLES

Milcz!

HIPODAMIA

Rozumiem.

Umiałam kochać i pomścić się umiem.

ACHILLES

Mścij się — niewolną jesteś — dzisiaj cię oddaję.

Pójdziesz precz, coś więziła mnie czarów urokiem.

HIPODAMIA

Nie pójdę ani krokiem stąd, nie pójdę krokiem.

ACHILLES

Wypędzam cię — służebni ciebie odprowadzą.

HIPODAMIA

Czy to o mnie królowie na sejmie tym radzą?

ACHILLES

Zostaw mnie moje myśli — caleś mną owładła.

Teraz widzę, jak wszystko wiesz, języku składny,

i jak dobrze, że ciebie biorą.

HIPODAMIA

Czy on ładny?

PATROKLOS

wybucha śmiechem

HIPODAMIA

usiłuje śmiech pokryć

ACHILLES

patrzy na nią

HIPODAMIA

Pójdę. — Jutro obaczysz, kto jestem, ktom była;

czylim ja go przyjęła, czylim pogardziła?

ACHILLES

Co? Ty byś pogardziła? Marna niewolnica.

HIPODAMIA

Kochanka Achillesa! Wstyd bije mi w lica.

Jabym miała pójść w łoże z innym?

ACHILLES

Ruszaj sobie.

HIPODAMIA

Oto wiedz, że ja miłość ślubowałam tobie.

I że jeśli się waży król mnie wlec do łoża,

rzuca nóż na ziemię

zamorduję.

PATROKLOS

zasuwając zasłony namiotu

Już idę.

HIPODAMIA

biegnie ku drzwiom

ACHILLES

uśmiechnął się

Zapominasz noża.

HIPODAMIA

Podnosi nóż i chowa a patrzy w twarz Achillesowi

WYSŁANNICY

wchodzą

przystają w milczeniu u skraju namiotu

HIPODAMIA

owija się cała zasłoną, że głowę i twarz kryje i wychodzi

WYSŁANNICY

idą za nią

ACHILLES

nie poruszony

TERSYTES

wchodzi

O najmożniejszy królu świata, o człowieku,

któryś godzien królować królom...

ACHILLES

Psie, co szczekasz?

TERSYTES

O łaj mnie; krzycz, co zechcesz, ty podobny Bogu;

jeno mnie tu od stopy twojej precz iść nie każ.

PATROKLOS

Wynoś się.

TERSYTES

do Patroklosa

Czy ty chłopcze umiesz to ocenić,

że to jest człowiek wielki?

do Achillesa

Myśl tę samą miałem,

jak ty. Już dawno precz stąd płynąć chciałem.

Bo co za zysk? Nie dla mnie bojowe te harce.

I cóż miał naród zyskać na tej gospodarce

kilku tyranów?

ACHILLES

do Patroklosa

Wyrzuć tego szpiega.

TERSYTES

Mówię to, że Atrydzi są łotrzy, bezczelni oszuści.

Powtórzę to — lecz jeno niech młokos mię puści.

PATROKLOS

puszcza go

TERSYTES

szeptem

Powtórzę to, coś mówił, synowi Pryama:

Hektorowi...

ACHILLES

To jako?

TERSYTES

Otworzy się brama

dla mnie, tam gdzie zamknione dla Atrydów zwory.

Wiem, że Priam wysłuchać wieści będzie skory,

gdy go ujrzę tej nocy...

klęka przed Achillesem

ACHILLES

Precz stąd niewolniku.

kopie go nogą

TERSYTES

Krzyczysz, wielki Pelido? — Poprzestań na krzyku

Idę. Zews mnie prowadzi. Myśl miałem tę samą.

ACHILLES

Wrócisz — jak psa cię każę powiesić pod bramą.

TERSYTES

wyszedł

ODYS

wchodzi

ACHILLES

legł na skórach i nie zwraca się ku Odysowi

PATROKLOS

legł w innym kącie namiotu

ODYS

ku Achillesowi

Byłeś niczym, dziewką byłeś. Tyle byłeś wart, co dziewka rozrośnięta i głupia.

Byłeś niczym i dopiero ja wywiodłem cię z domostwa niewoli głupoty i nieświadomości. Przybyłeś tutaj z nami.

Możesz być i nadal niczym i nie będę się silił, żeby cię dźwigać co parę staj drogi w górę i pchać, jak ciężki głaz nieociosany.

Trudził się nie będę tobą i twoimi myślami. Borykaj się z myślą sam i truj. Większa to dla takich głów zaraza, niźli ta Apollinowymi grotami przygnana. Z tej się nie dźwigniesz. A jeno kiedyś, gdy cię szaleństwo obejmie, śmiech mój posłyszysz

Przy mnie tylko i ze mną, i przeze mnie być możesz. Odchodzę. — Teraz rozumiem, że takim, jak ty, wyczytać można z oblicza ich przeznaczenie.

wyszedł

ACHILLES

do Patroklosa

Zobacz, czy odszedł?

PATROKLOS

Cóż on cię obchodzi?

ACHILLES

To jest ten człowiek, z którego oblicza

fałsz czytam zawdy, ilekroć fałsz knuje.

Ale to człowiek jest, co patrzy w duszę

i wzlot mój każdy jasno przewiduje.

Moja się dusza tak przed nim kształtuje.

Więc on potrzebny jest do mego lotu.

Rozumem idąc, daremno się trudzi.

Wzgardę zdobędzie u Bogów i ludzi.

Kiedyś się ocknie, żeby mnie wspominać.

Będzie już późno, by żywot zaczynać.

do Patroklosa

Podaj orfejkę.

PATROKLOS

podaje mu lutnię

ACHILLES

porusza struny

Nie. Dźwięk strón mię drażni.

lutnię położył

Tylu już ludzi zwodziło mię co dnia.

Twojej jedynej chcę ufać przyjaźni.

Gdy się przed tobą palę jak pochodnia,

czyli ty, dziecko, płomień ten rozumiesz,

czyli ty czujesz żar i poznać umiesz?

PATROKLOS

Od ciebie się nauczyłem wiązać zbroje.

Od ciebie się nauczyłem wodzić konie.

Od ciebie się uczyłem bełt rzucać.

Od ciebie się uczyłem imać tarczy.

Tyś pouczał, jak kierować wędzidło.

Tyś rękę ze strunami zapoznał,

Tyś me usta otworzył do śpiewu.

Ty mi dałeś dziewczynę i męstwo,

tyś się cieszył na pierwsze zwycięstwo.

Twoją sławą i prawdą twą żyję,

więc mi za nic są prawdy niczyje.

ACHILLES

Oni może będą tobie mówić,

żebyś śledził me kroki i myśli.

Będą może chcieli z ciebie dobyć,

co zamierzam uczynić, gdzie dążę?

Bo skoro wiedzą, że przyjaźń nas wiąże,

będą chcieli te węzły rozerwać,

bym ja sam był i ostał samotny,

żebym nigdzie nie dobył się serca

i bym uznał mój los za sromotny,

ja, tylu mężów morderca,

ja, mocarz Atrydów najemny,

którym przejrzał dziś — raz pierwszy poczuł,

że szczuto mnie jak psa;

że mordowani przeze mnie — niewinni

i że w tych czynach szlachetni bezczynni.

[V] W NAMIOCIE DIOMEDESA

ODYS

wchodzi

Hełm ten mój na to ofiaruję własny,

że ty o Achillesie myślisz.

DIOMEDES

biorąc hełm

Hełm za ciasny,

ODYS

Że jest skórzany, namknę ci rzemienia;

może rozumu przejmiesz co z odzienia.

DIOMEDES

Że myśl mą zgadłeś, broni się wyzuwasz?

ODYS

Chcę, byś rozumiał, że myśl twoją cenię,

gdy odpowiednie myśli dasz odzienie.

Przyszedłem pewny, że myślisz i czuwasz,

że ci spodobał się Achilles w gniewie

i że twój umysł, co myśleć ma — nie wie.

Tarczę tę moją przydałbym ku temu.

DIOMEDES

K’czemuż chcesz dzisiaj pchać dalej?

ODYS

Ku złemu.

Ty bowiem jesteś bystrzejszy o wiele

ponad Pelidę i wiele piękniejszy

w ruchach i barwie, żeś smagły na ciele.

DIOMEDES

Myślisz, że sławy jemu język zmniejszy — ?

ODYS

Nie tyle język, ile zmniejszą uszy

tych ludzi, którym język uwiązgł w duszy.

Weź jeszcze oszczep w dłoń i wyjdziesz ze mną.

DIOMEDES

Ja? W twoich znakach?

ODYS

Pozornie. Ja z tobą.

Sługą ci będę i miecz twój podźwignę.

Gdy miniem obóz i wszystkie namioty

gdy ostawimy daleko za sobą,

zgadniesz, że szliśmy obaj niedaremno.

Chcę cię o przyjaźń prosić – przez twe cnoty,

że biec tak umiesz, jak ani Pelida

nie biegnie — chyba złość gdy kogo ściga.

A musim obaj biec — nie możem zwlekać.

Włócznią uderzysz tych, których ci wskażę,

i potem...

DIOMEDES

Zabrać łup.

ODYS

Potem uciekać.

Nie patrzeć nawet na pobitych twarze

ani na znaki — Ja ich sam obnażę

i sam ich zwiążę.

DIOMEDES

Śpiących?

ODYS

Nie. Zabitych.

A ty się nagród spodziewaj obfitych,

jeźli twój język przyschnie i myśl zgaśnie.

Oto ku Trojej czworoprząg się zbliża

możnego króla, wielkiego rycerza,

którego dusza jest jak woda świeża

święconych źródeł, których nimfy strzegą,

i wiem, że król ten tam w pół drogi zaśnie,

gdzie w czystym źródle konie swe napoi.

Bo wodę źródła struli ludzie moi,

że kto zeń pije, zasypia... jak trzeba.

DIOMEDES

Skoro otruci, cóż ja się mam trudzić?

ODYS

Ty ich zabijać będziesz a ja budzić.

DIOMEDES

Cha, cha, cha.

ODYS

Śmiej się. Śmiech to jest dar nieba,

a nieświadomość celu szczyt rozumu.

Idź i licz kroki.

DIOMEDES

Cyt — fal słucham mumu.

ODYS

Idź i licz kroki — Woskiem zalep uszy.

DIOMEDES

Morze wre we mnie krzywdą mojej duszy.

Nie pójdę.

ODYS

Pójdziesz; wyrośniesz nad tłumem.

Ty jeden godzien zmóc litość rozumem.

DIOMEDES

To nie jest litość.

ODYS

Nie litość? — To trwoga.

DIOMEDES

To nie jest trwoga.

ODYS

Więc co?

DIOMEDES

Duch się budzi.

ODYS

Wiedz: Bogom dane jest zabijać ludzi.

Wiedz, że kto w sobie żal i litość skruszy,

takiego człowiek opowie za Boga.

[VI] W NAMIOCIE AJASA

AJAS

Spokoju mi nie daje Achilles.

Postawa jego

i to mówienie jego tak wyniosłe....

Co to myśl znaczy — jeźli się uwiąże

na czyim karku w węzeł? O Pallado!

Czemużeś ani nie pojrzała ku mnie?

Mówił wyniośle tak, mówił tak dumnie,

że słowo każde było, jakby wzięte

z tych głębin, kędy duch mój zaszedł senny

i skąd chce powstać kiedyś w szał płomienny.

Ja, który dotąd biłem się, jak zbrodzień,

mieczem i włócznią torujący drogę

żądności czynu — omdlewając co dzień

w pochlebstwie łotrów, którzy ze mnie drwili,

chwalby przydając mej ręce. —

Jakżeż ku niemu się zbliżyć — ze wstydem?

Jaka spokojna noc... Śpiew tu dolata.

Raz pierwszy słyszę śpiew i czyjeś granie.

Nie zasnę — Ducha pocznę bojowanie. —

Zabiłem tylu i duch się nie skrzepił.

I naraz, jak ten półbóg oczy wlepił

w Atrydę — naraz ja poczułem siebie,

że poły żyję na ziemi, pół w niebie.

Jakżeż mu sprostać, jak przeróść, jak zwalić?

Kogóż mam zwalczać, a kogo ocalić?

Duch mój zbudzony, lecz myśl precz ucieka.

Nie wiem, czym synem Boga, czy człowieka?

Kres zobaczyłem przed nim i tak blisko. —

On chyba w oczach miał jakie zjawisko?

Ku umie nie przyszła, sam ostałem z nocą...

NOC

Mścicielem będziesz krzywd, które się staną.

Z obłędów nocy wyjdziesz.

AJAS

Kiedy?

NOC

Rano.

AJAS

uchyla płócien namiotu i patrzy w pole

Któż ty jesteś?

MARSYAS

zbliża się zwolna ku Ajasowi

Sądzisz, żem ja powinien wiedzieć coś o tobie?

AJAS

Śmieszek jesteś i mowca?

MARSYAS

Szaleństwem rażony.

AJAS

Szaleństwem? Nieszczęśliwy zatem?

MARSYAS

Szczęśliw bardzo.

Nie pamiętają o mnie ci, którzy mną gardzą

i nie żądają ode mnie niczego,

więc ja się mogę zajmować spokojny

mojem szaleństwem.

AJAS

Nigdym cię nie widział.

MARSYAS

Koło namiotu twego grywam codzień.

AJAS

Nigdym nie słyszał.

MARSYAS

Boś nie słuchał nigdy.

AJAS

Dlaczogóż dzisiaj?

MARSYAS

Uszy masz otwarte.

AJAS

Chcesz wina?

MARSYAS

Owszem, jeśli łakniesz wina

i jeźli wino na myśl ci przychodzi w rozmowie ze mną; — widocznieś to uczuł, że to, co mówię do cię, ma smak wina.

AJAS

Wino jest w dzbanie.

MARSYAS

Patrz — noc się zaczyna.

Otwarte uszy masz, otwarte oczy.

Patrzaj i słuchaj, ile tu gra dźwięków.

Ile to czarów Słońce żarem tłumi

i jak bogaty ten — kto słuchać umie.

AJAS

Przychodź grać codzień u mego namiotu.

MARSYAS

Widzisz minie dzisiaj już po raz ostatni.

AJAS

Dlaczego?

MARSYAS

Boś mnie już posłyszał.

I teraz będziesz nadal duch mój bratni,

jak ja szalony i jak ja przeklęty,

wróg Apollina. — Bądź zdrów.

AJAS

Dziwne cudo.

MARSYAS

A skier tych dziwna chuć nienasycona,

która przez piersi twoje dziś przepływa,

jest klątwą Bogów i duszy ofiarą

i ogniem świętym wielkich się nazywa.

AJAS

się zrywa

MARSYAS

Zostań w tym ogniu. Żyj w szaleństwie duszy,

zbudzony mężu-rycerzu!

ucieka

AJAS

Znikł w głuszy.

gdy się zwraca, postrzega krzątającą się po namiocie niewiastkę

AJAS

Gdzieżeś się uchowała, luba dziewczyno?

NOC

Córką jestem wyrobnika, rybaka — a który też umacnia nadwątlone okręty wasze i łodzie.

AJAS

Mieszkasz przy ojcu?

NOC

Chowam się przy ojcu. A ojciec mój chaty nie ma ani płócien takich, jak w tym oto szałasie; ale rodzeństwo moje śpi pokotem śród nadbrzeżnych traw i ziół. A ja doglądam ubiorów waszych i w świętej morskiej wodzie szaty wasze płukam — a potem suszy je słońce.

AJAS

Nie widziałem cię nigdy.

NOC

Co noc przychodzę ku waszemu namiotowi i widzę was, jak znużeni pożywacie strawę wieczorną i potem kładziecie się na łożu.

AJAS

Byłaś codzień koło mnie i byłaś tak lubą i miłą?

NOC

Mówicie, żem jest lubą i milą?

AJAS

Czemużeś nigdy nie przemówiła do mnie?

NOC

tąpałam cicho, a piasek brzeżny tłumił stąpanie moich drewniaków; przemykałam się cicha po ścielonych skórach twego schronienia.

AJAS

I nie ciągnęło cię nic ku mnie? Nie zapragnęłażeś nigdy być ze mną?

NOC

Spałeś i to mnie cieszyło. Wiedziałam, że taka chwila przyjdzie, gdy mnie spostrzeżesz, bo taka przyjść musi; ale wiedziałam, że wtedy spokojność twoję utracisz.

AJAS

Możesz pozostać przy mnie?

NOC

Pozostanę.

[VII] W NAMIOCIE AGAMEMNONA

TERSYTES

wchodzi

Idę ku Trojej.

AGAMEMNON

Nie żądam po tobie.

TERSYTES

A przedsię pójdę i co zechcesz zrobię.

AGAMEMNON

Pójść więc pozwalam.

TERSYTES

Poszedłbym bez tego.

Pracuję dla narodu, nic ciebie jednego.

AGAMEMNON

Lecz naród nic nie płaci. Ja płacę, choć skromnie.

Po uznanie narodu przychodzisz tu do mnie.

TERSYTES

Więc nie dasz nic —?

AGAMEMNON

Chcesz chłosty? Pachołki czekają.

TERSYTES

Nie sztuka, gdy masz takich, co ślepo słuchają.

wyszedł

CHÓR DZIEWCZĄT

otacza Agamemnona

Gdzie Chryze, twoja dziewczyna?

AGAMEMNON

Bywała ze mną tych dni.

CHÓR DZIEWCZĄT

Gdzie Chryze, twoja dziewczyna?

AGAMEMNON

Pod ojca nożem, jedyna,

strugą oblała się krwi.

CHÓR DZIEWCZĄT

Więc ojciec Chryzę zabija?

AGAMEMNON

Więc miłość ojciec przeklina

i dziecko własne zabija.

Strugą oblekła się krwi

pod nożem ojca, jedyna.

CHÓR DZIEWCZĄT

Gdzie Chryze, twoja dziewczyna? — —

słychać szczęk

DZIEWCZĘTA

uciekają

STRAŻNICY

wprowadzają Hipodamię osłoniętą

AGAMEMNON

Kogóż to wiedą?

HIPODAMIA

Sługę.

AGAMEMNON

Gwoli?

STRAŻNIK

oddaje nóż Agamemnonowi

AGAMEMNON

Ty — zbrodniarka!?

patrzy na Hipodamię

Puśćcie jej więzy.

daje znak strażnikom, by odeszli

Precz.

do Hipodamii

Ty u mnie, jak mocarka

będziesz. — Nie zbliżę się cale ku tobie. Że cię więżę — to jeno to dlatego robię, żebym w Achillu bohatyra zbudził, któregoś ty uśpiła.

HIPODAMIA

milczy

AGAMEMNON

Odejdź.

HIPODAMIA

nie odchodzi

AGAMEMNON

Nie będę się trudził

dla cię.

wskazuje ku płótnom namiotu

Tam najdziesz dla siebie posłanie.

A jutro rano świtem, skoro słońce wstanie,

wyznaczą ci robotę przy tkackim rzemieśle.

Gdy Pelida zwycięży — wtedy cię odeślę.

HIPODAMIA

rzuca się ku otworowi namiotu

STRAŻ

widać, stojącą tuź koło płócien.

HIPODAMIA

wraca

idzie w bok pod namiot, gdzie znikły dziewczęta.

wraca

Ty mnie tu więzisz psa. A! będę ciebie strzegła.

A nie myśl sobie to, bym z tobą kiedy legła;

byś zdołał ująć mnie podarkiem lub rozkazem.

Z Achillem mnie tu żyć i z nim mnie ginąć razem.

AGAMEMNON

Zaprzysięgłaś się śmierci – bo stąd cię nie zwolę,

aż Achilles wypełni wszystką swoją dolę.

HIPODAMIA

znika za płótnem namiotu

OFIARNIK

wchodzi szybko

klęka przed Agamemnonem

Mocarzu, że przychodzę, trwoga mnie tu zwlekła.

Przynoszę wieść, wróżbita, o, czemuż tak zlękły?

Sam dziwię się zdarzeniu.

AGAMEMNON

Mów, słucham — ty w trwodze?

OFIARNIK

Wiem, iż tym, co wyrzeknę, serce twe ugodzę.

Że i ty czoło chmurą przywleczesz posępną.

AGAMEMNON

Miałażby twoja mowa być złą a występną?

Czy się stała rzecz jaka?

OFIARNIK

Nie, ale się stanie.

Lud żądał, abym wróżył przed słońca zachodem,

po onym deszczu ulewnym, gdy chmury

rozstąpiły się nieco przed słońcem z purpury.

AGAMEMNON

I cóż wróżby wyrzekły?

OFIARNIK

Że gdy słońce wstanie

I Jutrznia z fal wybiegnie różano-kolora —

ty już nie będziesz władał nad narodem;

zasię jutro największy dzień sławy Hektora.

AGAMEMNON

Łgarzu, oszuście!

OFIARNIK

Jestem równy tobie

i nic nie wierzę w guseł czar i moce;

ale wyjdzi sam pojrzyj, jakie się tam noce

chmurzysków rozpostarły nad korabiów rzędem.

Wiedz, grom daleki błysnął, gdy obrzędem

świętym zajęty, rzezałem jagnięta.

I myślę, że w zdarzeniu tym jest wola święta.

AGAMEMNON

Mamże więcej od ciebie posiadać rozumu,

gdy ty nad tłum wyrosły — sam schodzisz do tłumu?

OFIARNIK

Mocarzu, nie chcę walczyć z nieznaną potęgą.

Gdy mają paść pioruny, niechaj innych sięgą.

AGAMEMNON

Wróżba to mówi, że Hektor zasłynie;

lecz to nie mówi: zwycięży lub zginie.

OFIARNIK

To jest najgorsze, że wróżba wam sroga

jest z woli ludu, więc słowem jest Boga.

AGAMEMNON

Śmiałeś gawiedzi wyjawić rzecz tajną?

OFIARNIK

Królu, tym razem nie była przedajną

ofiara, a gdy ręka niosąca nóż drżała,

wraz poznałem, że siła tajna na mnie działa.

Że się coś dzieje, czego nie rozumiem,

i wybacz, że nie znajdę słów — mówić nie umiem.

AGAMEMNON

Uspokój się. — Ostaniesz dziś pod moją chustą,

w namiocie moim. — Rozkazy ogłoszę,

że Bogom pastwę łbów stu rzucę tłustą

i ucztę sprawię ludom i że sam ponoszę

z mego dostatku wszelką biesiady tej stratę.

Jeszcze są moje statki zadosyć bogate,

bym miał Bogów po myśli. —

woła na straż

Hej!

idzie w głąb namiotu, nawołując

Wołać po leżach,

że nie tracę ufności ja w moich rycerzach.

Lecz gdy wróżba, sprawiona o słońca zachodzie,

zda mi się zapowiadać klęskę w mym narodzie —

by się nikt nie wydalał z obozu dzień cały.

Dzień ten ma dla Hektora być dniem wielkiej chwały.

Więc niech Hektor swej sławy szuka na pustkowiu,

a wy wszyscy broń ostrą miejcie w pogotowiu.

STRAŻNIK

Czy pod namiot Pelidy pójść?

AGAMEMNON

Nie trudź się cale.

Pelida dawno zasnął w laurów pustej chwale.

oddala się za strażnikiem

DZIEWCZĘTA

wychylają głowy z pod płócien

wpełzają do namiotu

HIPODAMIA

szeptem do jednej z dziewcząt

Ponad Skamandru brzegiem namiot ten ostatni

jego jest.

Gdy nie będzie doma, druh tam jego bratni

Patroklos będzie czuwał. Temu rzec.

DZIEWCZYNA

Daremno.

Jeśli mnie rzuci chustę, będzie spał dziś ze mną.

HIPODAMIA

To się skrzyw, żebyś mu się wydała nieładną.

DZIEWCZYNA

Ja mam się wydać brzydką? To za cenę żadną.

HIPODAMIA

Ale tamten piękniejszy jest i młodszy wiele.

DZIEWCZYNA

Masz tu farbę i kreski namaż mi na. czele,

żebym się zdała starsza. Czy włosy ma jasne?

HIPODAMIA

Powtórz mu rozkaz wodza.

DZIEWCZYNA

Czy się ino zdarzy

wybiedz?

AGAMEMNON

wraca

HIPODAMIA

do dziewczyny

Weź moją chustę.

DZIEWCZYNA

okrywa się jej chustą

DZIEWCZĘTA

ustawiają się rzędem

AGAMEMNON

nie patrząc, rzuca chustę pierwszej z brzegu

i ta za nim idzie

DZIEWCZYNA

odziana w chustę Hipodamii wymyka się tymczasem

AGAMEMNON

do dozorcy dziewcząt

Policzyć dziewczęta.

Niech za próg jutro przez dzień nikt się wyjść nie waży.

Każesz im dziergać płótna.

DOZORCA DZIEWCZĄT

Wola wasza święta.

AGAMEMNON

odchodzi wsparty na wybranej dziewczynie

DZIEWKA

do Hipodamii

Byłam pewna, że tobie chusta się dostanie.

HIPODAMIA

No, toś się pomyliła. Sama będę spała.

DZIEWKA

Ułożymy się razem, mnieś się spodobała.

HIPODAMIA

Szmato!

DZIEWKA

Coś ty lepszego?

DOZORCA DZIEWCZĄT

Milczeć! Na leżyska!

HIPODAMIA

Zła, że ją pominięto i o to się ciska.

DZIEWKA

podsłuchując pod płótnami kędy się oddalił Agamemnon

Ale tam sobie jedzą i piją aż miło.

do Hipodamii

I powiedz, czy nie lepiej tam z nim by ci było?

Cożeś się tak już z jednym miłością zażegła,

żeby ci szkodzić miało, gdybyś z innym legła?

DOZORCA DZIEWCZĄT

przegania dziewczęta

MUZYKĘ FLETÓW

słychać przez chwilę

GŁOS

wywołującego echa pożegnalne, ginie, coraz z innej strony płynąc.

cisza

AGAMEMNON

uchyla płócien z boku i wkracza

stąpa ostrożnie

nadsłuchuje

oczekuje

wychodzi przed namiot

przed nim błyska światło księżyca

AGAMEMNON

wraca

skłaniając się przed kimś, kto dąży do namiotu

REZOS

wchodzi

jakby w obłędzie, niespokojny

obdarty z szat

AGAMEMNON

podchodzi ku niemu i rozszerza ramiona

całuje go

wskazuje miejsce na skórach

przynosi i podaje szaty

przynosi mu pić

pije sam wprzódy

klęka przed gościem

zdejmuje sandały Rezosa

kładzie rękę na sercu Rezosa

powstaje

palec kładzie na ustach swoich

palec kładzie na ustach Rezosa

REZOS

Jestem tu zakładnikiem? I z Priama woli?

Jak widzę z twojej twarzy i szczerości lica

podejmujesz mnie godnie.

AGAMEMNON

Strzegę. — Tajemnica.

Rozumiem. — Jesteś tego sojuszu poręką.

REZOS

Śle mnie Priam —?

AGAMEMNON

Król Troi wie, że cię przyjmuję.

Za jego to jest wolą — gościem się raduję.

Ktokolwiek jesteś, raduj się w mojej gościnie.

REZOS

Jam jest Rezos, a imię moje prawdą słynie.

Szedłem w obronę prawdzie i tamtym w ucisku,

gdy schwytali mię zbójcę, gdym spał w okopisku.

Z szat moich mię odarli — i wiedli — — ku tobie,

mówiąc, że z twoją wiedzą i z wiedzą Priama.

Dopiero u namiotu twego, gdy już brama

odemknięta poza mną chustami opadła,

z ust mi zdjęto wiązadła.— — — Konie....?

AGAMEMNON

...Są przy żłobie.

REZOS

Drużyna moja — — nie wiem, czyli żywa?

AGAMEMNON

Dawno pewno już w mieście zdrowa i szczęśliwa.

REZOS

Sądziłem, że ta zgraja konie mi wykradła

i mój skarb, który miałem.

AGAMEMNON

Słońce ci je zwróci.

Niech sen ciało pokrzepi i czasu bieg skróci.

oddala się

wraca

prowadząc Hipodamię

oddala się

HIPODAMIA

usiadła przy Rezosie na skórach

Kazano bawić was rozmową.

REZOS

Jesteś tu niewolnicą?

HIPODAMIA

W niewoli jestem, lecz czuję się wolna.

Jestem u tego zakładnicą,

co włada w tym namiocie.

REZOS

A czyjąże tu jesteś kochanką?

HIPODAMIA

Kochanek mój jest ten, co pierwszy przed innymi

mieczem i słowem. A tych nienawidzę.

Nie wierzcie im, bo to są psy podstępne.

REZOS

Nienawidzisz? — Posłuchaj. A przybliż się nieco,

bo może słucha kto, choć mówię cicho.

Złowiony jestem w sieć. — Spałem w miłości

w parowie górskim, wśród lesistej głuszy,

i kochanka moja była przy minie.

Czar nas opętał i błogość dał duszy,

i sań mój śniłem rozkoszy,

kiedym się zbudził, ockniony jej krzykiem

strasznym. — Ból czuję. — Związane mam oczy

mocnym rzemieniem, który ktoś zaciska.

I wlecze mnie wśród nocy,

wśród skał parowu — i, widać, wzdłuż rzeki,

bo chłód powiewu wody czułem.

Gdzie się mój orszak podział? Moje wozy?

Gdzie dziewczę? — Nie wiem. — Tu rzemień mi zdjęto

z czoła — u progu tego namiotu

i winem i ubiorem gościnnym przyjęto. —

Ten jej okropny krzyk dotąd mnie woła;

w uszach mi dzwoni wśród nocy. — —

Więc mówisz, że Achilles nie jest w zmowie

z rodem Atrydów — że jest im niechętny?

Więc także łupem i zdobyczą

z nim się nie dzielą...?

HIPODAMIA

Że tyle jeno ma, co sam zdobędzie

ze swymi ludźmi, gdy idą po nocy

na łup i zdobycz.

REZOS

Przyrzekł mi Atryda,

że sprawców zbrodni wykryje i skarze.

HIPODAMIA

Jak mnie porwano z domostwa rodziców,

gdy dam nasz spłonął i zapadł się w gruzy,

ostałam wtedy w namiocie zwycięzcy.

Był dobrym dla mnie.

REZOS

Więc ty?

HIPODAMIA

Dziś prócz niego

nie mam nikogo. On — właśnie zabronił,

bym, jako inne, szła przez ręce wszystkim,

i strzegł mej hańby, by mię po namiotach

co wieczór inny pieścił,

i on to słowem potężnym obwieścił,

że mnie jedyną chce pojąć za żonę,

gdy stąd odpłynie...

[VIII] W DOMOSTWIE PRIAMA

PRIAM

do domownika

Co jest za jeden, jaki, jak ubrany?

HEKABE

Przekupień, często przynosi świecidła,

które sprzedają nam tamci z obozu,

a w zamian bierze nasze.

PARYS

Szpieg, powiesić.

HEKABE

Znam go dobrze i z dawna; Grek pewien spokojny;

handluje drobnostkami, jest bardzo przystojny.

A miłyć zawsze widok człowieka grzecznego.

Dopuścić go bezpiecznie. Powie co nowego.

TERSYTES

wchodzi

rozkłada na ziemi, na środku izby mały dywanik i na nim usiada

rozwija przed sobą tobół i dobywa różnych przedmiotów

Ojcowie i synowie Ilionu, oto jest maść, którą się maści Achilles i ciało jego przepojone jest tą wonią. Kiedyś przyjdzie czas, gdy was posiecze. Ale oto niezawodny środek na nieśmiertelność.

Bodajbym się nie ruszył z tego miejsca, jeźli mi boski syn Tetydy nie dziękował wielokrotnie ze łzami wdzięczności i rąk tych moich nie całował, rąk tych kształtem pięknych i piękną cerą.

Matki i córy Ilionu, oto warkocze uplecione z włosów najmilszych kochanek, których lubością i czarem ciała cieszyli się Atrydzi po trudach mozolnych bojów z wami, o przesławni obrońcy świątyni Pozejdona.

Oto naszyjnik z potworków morskich suszonych na słońcu. Ktokolwiek go nosi, żywot jego wydłużon będzie o tyleż dni, ile łebków liczy ta święta obroża.

WSZYSCY

milczą

TERSYTES

zdejmuje z głowy sutą jakby czapkę z upiętych loków, niezmiernie długich, w której był przyszedł modą trojańską ubrany; znów jest tylko w swoich naturalnych lokach

potrząsa peruką w rękach

Taka różnica was jednych od drugich,

że Grecy w lokach krótkich, a wy w lokach długich.

Wy się z takich śmiejecie, co głowy nie zdobią;

a tam śmiech, że Trojanie pudło ze łba robią.

Minie we wszystkim do twarzy, wszędzie podejść umiem;

ku temu się naginam, czego nie rozumiem.

Tę zdolność Proteusza posiadłem tajemną:

mogę udać każdego, kto przestaje ze mną.

WSZYSCY

milczą

TERSYTES

Przyszedłem w koło rozumnych, jak sądzę. —

Precz ich odwiozę wszystkich — dajcie mi pieniądze.

WSZYSCY

milczą

TERSYTES

Wiecie, czemu Achilles popod mury Troi

nie zajeżdża swym wozem?

WSZYSCY

milczą

TERSYTES

Achilles sią boi.

WSZYSCY

milczą

TERSYTES

Chcecie wiedzieć, co będzie jutro, gdy dzień wstanie?

Oto odpłyną wszyscy i nikt nie zostanie,

prócz Atrydów i kilku małoznacznych osób,

i wiedzcie, że ja na to wynalazłem sposób.

WSZYSCY

milczą

TERSYTES

Ja i Achilles, który mi się zwierzył

i prosił mnie, bym wieść tę po obozie szerzył.

WSZYSCY

milczą

TERSYTES

Odpłyniemy, lecz trzeba nam złota na drogę.

Idź, rzekł, i przynieś złoto, gdy ja pójść nie mogę.

WSZYSCY

milczą

TERSYTES

Mocarze Troi, że wam to zależy

na tem — jak skoro naród swe króle odbieży,

wyłowicie je w sieci, jak rybak cierpliwy.

Zatęskniłem, by ujrzeć me ojczyste niwy.

WSZYSCY

milczą

TERSYTES

A wiecie to — w obozie wieść publiczna głosi,

że wśród was, choć najwyżej Parys głowę nosi,

najwięcej wart jest Hektor. Zresztą któż to zgadnie,

komu jeszcze najpierwsze miejsce dać wypadnie?

Często robaczek mały przypełznie do góry,

a orzeł zwichnie skrzydła i spadnie spod chmury.

Nie dziwcie się, że mądrość w słowiech zawrzeć umiem,

Odys mawia, że jeden ja jego rozumiem.

A Odys jest myśliciel głęboki i rzadki;

kogo zechce, do swojej tego chwyci klatki.

Więc Odysa się strzeżcie, choćby szedł z podarkiem;

miecz by jego niedługo zawisł wam nad karkiem.

ODYS

który siedzi w obozie Priamidów w stroju i sztach Rezosa

Pilnie go słucham i myśl mi przychodzi,

że gdy tu zręcznie tak wkradł się ten złodziej,

można by go przytrzymać tutaj jako zbiega

i do dalszych używać zleceń jako szpiega.

WSZYSCY

milczą

TERSYTES

który poznał Odysa po głosie

Nie wiem, czybym mógł sprostać? Szlachetne zadanie.

Sądzę, ku temu trzeba mieć już powołanie.

ODYS

milczy

TERSYTES

Chcecie wiedzieć, jakom się dostał tu za mury grodu,

mimo że bram tych strzegą wybrance narodu?

WSZYSCY

milczą

TERSYTES

Nie ma takich puklerzów zbrojnych żadne miasto,

których nie spętać winem, nie spodlić niewiastą.

WSZYSCY

milczą

TERSYTES

Dziewkim przywiódł i wasza straż na skejskiej bronie

niewiastkami się bawi.

wskazuje Parysa

Jak ty...

KRZYK KASANDRY

Iljon płonie!!

WSZYSCY

nie ruszają się z miejsc

ODYS i TERSYTES

zrywają się ze swoich miejsc

KASANDRA

wbiega

Płonie Ilijon, święte upadają Bogi

w duszącym dymie. Dym kłębem się wzbija! —

O Izis, święta Izis — u twego ołtarza

on leci z mieczem dobytym

i jako piorunnym grotem

uderza — siecze — poraża —

ojca mojego zabija!!

upada obok Priama, obejmując jego kolana

WSZYSCY

słuchają obojętnie

ODYS

zajmuje znów miejsce dawne, spokojny

KASANDRA

Patrzcie, wloką się starce, w trudzie,

w duszących dymów kłębie,

padają jako gołębie. — —

Gdzie Hektor?! — Zbudźcie Hektora!

wlecze się na kolanach ku Hektorowi

Hektorze!! — Wstań, ty umarły,

sępy twe ciało pożarły.

Hektorze! siostra cię woła!

Hektorze, siostra cię wzywa!

HEKTOR

odtrąca ją

Milcz głupia!

PARYS

Rzec: nieszczęśliwa.

HEKTOR

Biadaczko, z tobą zakończę.

Łeb tobie ten kruczy rozwalę,

że język szczekać przestanie.

PARYS

Cóż tobie wadzi krakanie?

HEKTOR

Niech zmilknie!

KASANDRA

Bóg we mnie woła!

HEKTOR

chwyta ją

zwraca głową ku ziemi i dzierży za włosy

PARYS

wstaje ze swego miejsca

Puść ją!!

KASANDRA

Niech mie zabije.

obejmuje stopy Hektora

A strzeż ty się człowieka,

co świętą obmyty wodą,

z wodnicy urodzony,

bo ten cię ujmie szpony

ostremi

i przywali i przybije do ziemi.

Strzeż się! — Konie mu wiodą!

Patrzcie!! — Hektor ucieka?!

śmieje się

wlecze się za Hektorem

HEKTOR

chwyta za nóż

PARYS

biegnie do niego z nożem

Ze mną będziesz miał sprawę przódzi.

HEKTOR

To czerw, krew naszą brudzi.

PARYS

To wasza krew — niech krzyczy.

Jeśli ma w piersi ból czy gniew,

niech wywoła,

a jeśli chce, to niech nam dnie nasze liczy

i straszy wężem u czoła.

Nie dbam o jutrzejszy dzień.

Niech przyjdą! Niech nas wytną w pień.

Patrzeć będę na Pożar Troi.

A to mówię: Hektor się boi,

Hektor przed hańbą drży.

HEKTOR

Gachu, imaj się noża!

rzuca się na Parysa

PRIAM

Psy!!

rozdziela walczących

WSZYSCY

rzucają się jedni ku Hektorowi, drudzy ku Parysowi i trzymają ich

PARYS

Zranił mnie — niech go zasiekę.

HEKTOR

Jako pan cię na mury powlekę

i rzucę.

PRIAM

do Hektora

Precz — ty coś na sławę naszą

podniósł dłoń — prostaku tępy.

Precz — zejdź mi z oczu mych i niech cię sępy

rozwłóczą. — Ani cię pożałuję.

I cóż mi z ciebie, że siedzisz bezczynny,

zazdrosny o to, że Parys króluje — ?

HEKTOR

nawołuje ku Parysowi

A że jesteś przybłęda, to w oczy ci powiem.

PARYS

Czytałem dawno to już z twoich oczu

a tum jest przeto siłą mego daru,

że nikt nade mnie.

HEKTOR

I obejść się może.

Już dawno żądam wyzwać cię na noże.

PARYS

Łatwiej mię uciąć, niźli zrównać głową.

Nie sięgniesz sprytem, a przygnieść chcesz mową.

HEKTOR

Snadź wszelkie słowo tak spływa po tobie,

Jako po wężu lub rybie.

Rozpanoszyłeś się w tym świętym grobie,

w tej mnie należnej sadybie.

PARYS

Jeźli ustąpię pola na dzień jeden,

dzień ten was wszystkich pogrzebie.

HEKTOR

I skąd ta wiara? Przybłędo, hołyszu;

nie dbam o życie przez cię ocalone.

Nie chcę, bym tobie zawdzięczał zwycięstwo.

Tyle chcę jeno, co ręce potrafią

te moje.

PARYS

Że nie do ciebie należy korona,

to nie ty rządzisz.

HEKTOR

Odmawiam twoim rozkazom posłuchu.

Sam walczyć będę za się.

PARYS

Znam cię duchu.

HEKTOR

Znaj umie — że z tobą rozbrat wieczny wziąłem

Tą ziemią żyję i gwiazd sięgam czołem.

PARYS

Gwiazdy ku ziemi przygnę do mej woli.

Bogi kreśliły bieg ziemskiej mej doli.

Dzień ten mój każdy miłością żebrany.

Ofiarę duszy niosę wam w ofierze.

Codzień miłosny dar Bogini bierze

i ciało moje oplata uściskiem.

Co dzień postaci ponętniejsze, świeże

i codzień nowym krasi się nazwiskiem,

i za tę miłość moją i kochanie

o dzień to moje wzdłuża królowanie.

Więc niczem wasze i bronie i miecze,

bo dawno Iljon, skazany na ognie,

padłby piorunem boskim porażony,

lecz Afrodyty ja palę pochodnię

i czekam na nią, przez nią ulubiony,

czy przyjdzie? — — Tyle waszego istnienia,

póki ta gwiazda wzlotów swych nie zmienia,

wschodząc co wieczór ponad skejską bramą

dla mnie i miłość niosąc mi tę samą.

Nie jestem synem twojego rodzica,

nie jestem twoim bratem;

z tych jestem, których strzeże tajemnica

i władztwo ich nad światem.

Po nic nie sięgam w zazdrości i pysze,

nie dbam o jutro, wczora.

Szept jeno jeden ten miłosny słyszę

i czekam dziś wieczora.

PRIAM

skinął był ku Tersytesowi

TERSYTES

podchodzi ku Priamowi

ładuje do swego toboła podarki Priama

PARYS

Jako na onym dniu, gdy wszyscy razem

przeciwko mnie jednemu szliście sprzysiężeni,

chcąc mnie porazić i usiec żelazem,

niepomni, jakich byłem pan płomieni.

Tak was rozumiem, bracia, że jesteście

ci sami, co na onym dniu zawiści.

Śmierć moja? Cha cha cha, alboż się ziści?

Nie jest to groźba dla mnie, jeno dziwo,

i chwilę zgonu zwać będę szczęśliwą,

gdy po mnie jeno zgliszcz ostanie w mieście.

To lubię, gdy ona wróżka wam skrzeczy,

bo czyn mój każdy tym jej wróżbom przeczy.

To wiem, moc czyja bieg dni wstrzymać może.

Żywoty ludzkie są igraszki boże.

Kto raz zrozumiał, że jutro jest niczem,

że żyje jeno dla tej jednej chwili,

ten Boga śmiałym powita obliczem;

bo owe same nieśmiertelne Bogi,

ilekroć wzięli na się ludzkie ciało,

żywot swój ziemski tak jak ja przeżyli,

wiedząc, że wrócą w olimpijskie progi,

że śmierć największą otoczy je chwałą.

TERSYTES

obok Odysa stanął

szepce

Ja wiem kto jesteś.

ODYS

szeptem

To się strzeż demonie,

bu pierwej zginiesz, niźli się zapłonię.

TERSYTES

Ja cię nie zdradzę, bom dorósł do dzieła.

które w mej głowie Bogini poczęła.

ODYS

Niech cię twe żądze k’temu zbyt nie spieszą,

bo nim co zdziałasz, wprzódzi cię powieszą.

TERSYTES

Rola ta nasza podobnoż jednaka.

Mniejsza: powieszą króla czy żebraka.

ODYS

Błaźnie.

TERSYTES

Oceniaj umysłu przytomność.

Jednako podli przejdziemy w potomność.

ODYS

Odpowiem kiedyś na obelgę czynem.

TERSYTES

Tymczasem sławą wyrosnę nad gminem.

Jeśli podstępem laur Odysej zyska,

niech tej podłości napatrzę się z bliska.

PRIAM

O dniu okrutnej rozpaczy. Postrzegam

kres mej wielkości i sławy mej przełom,

i synów moich w kłótni.

Darmo zdążałem ku wieczystym dziełom;

wstecz gnany burzą wydarzeń, odbiegam;

Bogowie mię ścigają okrutni.

Te się nieszczęścia darzą tego lata,

że nie jest Bóg wody poczczony.

Brat oto rękę podnosi na brata,

mój pierwszy w rodzie zhańbiony.

do Odysa

Królu Rezosie, gdy los cię nadarzył,

czas więc, byś słowem na radzie zaważył,

co czynić? co zamierzyć?

Możnali Achajom zawierzyć

i rozejm zyskawszy chwili,

Pozejdonowego rumaka

w morskiej kąpieli opłukać?

Nie sądziszli, że Achaje

w tym nas zapragną oszukać?

i rozejmu czas zaprzysiężony

złamać? Że Bóg niejako im daje

nas w ręce? — Czy oni zechcą kłamać?

ODYS

Mocarzu, oto ja się poświęcę.

Jakom jest pójdę i rzekę:

Zakładnikiem staję się waszym i sługą

niewolnym, ja Rezos, tak długo,

póki męże Ilionu

nie uczynią zadość swojej wierze.

Moich słów prawdy zaświadczę ciałem,

A gdy ujrzą, że się w niewolę podałem

dobrowolną — na rozejm przystaną.

Lecz jedno wiedz: — Pójdę tej chwili,

a wy czyńcie ofiarne posługi

natychmiast. — Gdy błyśnie rano,

możemy już być z powrotem.

PRIAM

Idź i niech Bogi cię strzegą.

ODYS

Przydaj mi rycerze i sługi.

PRIAM

Za tobą rumaka wywiodą.

A gdy uświęcim się zgodą

z Bogiem morskiej rozległej topieli,

wtedy rzekę losom: niech płyną.

I nie zadrżę w mym sercu trwogą,

choć i syny moje poginą.

Czyniłem, co czynić mogą

ludzie — błądziłem ludzką przewiną.

Możem zbyt ufność położył

w potędze sił nieśmiertelnych.

Czas ten minie.

A gdy Bóg mój będzie chciał, bym ożył

w wieków nieśmiertelnej gontynie,

to baczę, bym się nie zapłonił

pamięcią o podłym czynie.

[IX] W DOMOSTWIE HEKTORA

ANDROMAKA

nad kołyską

HEKTOR

wchodzi

Koniec mego spokoju, miejsca tu dla mnie nie ma,

jutro świtem wyruszę na bój.

Mir tam sposobią hańbą kupiony,

zniewagą tęgich rąk i zbrój.

Koń święty w morze zawleczony,

by zbłagać Pozejdonów gniew.

Zranion kochanek Afrodyty,

a do mnie przyschła jego krew.

ANDROMAKA

Zraniłeś brata!

HEKTOR

Wierzysz temu?

Przybłęda, pastuch leśnych gór,

co mnie przywództwo wziął starszemu,

co śmiał nad Hery ołtarz święty,

którego jestem prawym stróżem,

czcić Afrodyty nagą postać.

ANDROMAKA

Nie drżysz przed zemstą?

HEKTOR

Zemstą czyją?

ANDROMAKA

Bogini.

HEKTOR

Hera moją panią.

W tobie jej cześć oddaję ślubem,

za ciebie ginąć chcę i za nią.

ANDROMAKA

Chcesz ginąć?

HEKTOR

Chcę, bom jest przeklęty.

Bo dziś rozumiem to obłędem,

żem razem z tymi żył pospołu,

z którymi nic minie nie wiąże.

ANDROMAKA

A przecież twoi to rodzice.

HEKTOR

Wiek ich rozdzielił precz ode mnie,

więc ku nim szedłbym już daremnie,

gdy po mnie żądają pokory.

Ta myśl, co siadła u przyczołu

nad drzwiami mego domu,

żąda, bym szedł tam, gdzie zaciążę,

bym tu nie ustąpił nikomu.

Żywota mego tajemnicę

chcę zgadnąć. Dzień rozstrzygnie.

Albo zwycięzcą będę miecza;

walkę sam wbrew ich woli podejmę

i moc ta, którą mam od boga,

będzie wspierać me ramię i siły;

lub lepiej, że zakłuty przez wroga

polegnę — nim dłoń tę wzniosę

na zagładę straszliwą Iljonu.

Wytępić ślubuję brać i naród,

śmiertelną hańbą zarażony:

zburzę Afrodyty ołtarze.

Ani się ogniem nie strwożę,

który, trzaskiem głowni płonących,

świątynie obejmie Boże!

Gdy nowe wzrośnie pokolenie,

które sam stworzę,

grobów zaorzę w ziem kamienie

nad Afrodyty łoże.

ANDROMAKA

Powrócisz?

HEKTOR

Wrócę!

ANDROMAKA

Wrócisz!!

HEKTOR

Może.

Czy chcesz tych moich czynów?

ANDROMAKA

Cokolwiek rzekłeś w słowach klnących,

w czynach wspominaj synów.

HEKTOR

Dla moich dzieci nie chcę życia,

jeno to, które widzę zbożne.

Śmierć chcę nieść, kogo nienawidzę,

kto wdał się mieczem w cudze włości

lub kto chytrością mnie oszukał,

kto ręce swe podłością zbrukał,

zabiję, psom ich rzucę kości.

Kto w Afrodyty usłudze

śmiał Herę przy mnie poniżyć,

śmiał Hery posąg obalić —

śmierć temu ślubuję skorą

i stos pogrzebmy zapalić!/

ANDROMAKA

Może słońce, co przyjdzie ze dniem,

pogodę myślom wróci!

i wstaniesz rzeźwym mężem lwem.

Patrz się, jak mali śpią...

HEKTOR

nad kołyską

Sny ich pogodne, sny ich młode.

Obawą drżę o ich pogodę,

by jej nie spluto krwią.

Gdy mnie nie stanie, dzieci moje,

będziecież wy tak urodne;

będziecież wy się śmiać i bawić,

będziecie się weselić?

Tam oto, kędy ja pójść muszę,

szakale, sępy przyszły głodne,

by was w niewolne jarzmo wprząc

i czystą skalać duszę.

zdejmuje zbroję i spoczywa

ANDROMAKA

nuci nad kołyską, kolebiąc dziecko

1. Trójca dziewek przyszła do pasterza

w ustronie pod ciemny bór.

Jedna dała jemu kask żołnierza;

koralowy dała druga sznur.

Trzecia ino na niego pojrzała,

że był młodym pasterzem tych gór.

2. „Powiedz nam ty, chłopcze urodziwy,

bo wiedziemy z sobą o to spór,

która ci się najbardziej udała,

byś ją pieścił na łożu ze skór?”

3. Pastuch śmiał się na trzy tęgie dziwy

i na dary a gdy podniósł dłoń,

rzecze, która na niego patrzała:

„ty, co oczy masz modre jak toń”.