[X] NAD SKEJSKĄ BRAMĄ
PARYS
siedzi na marach omdlały
CHÓR DZIEWCZĄT
tańcuje przed nim wśród nastawionych nożów
MUZYKA
grajkowie siedzą na ziemi, pod murami
ERYNNIS
przystanęła tuż za Parysem
szepcze mu
Rzuć miasto i przeklnij ojca.
PARYS
To nie mój ojciec ten stary.
ERYNNIS
To on z Hekabą niewiastą
ciebie niemowlę rzuca
na pustkowie, opodal grojca.
Tam ciebie naszli pastuchy
i wychowali mołojca.
PARYS
Z niebios przyniosły mię duchy.
O nie moi to bracia.
ERYNNIS
Bracia źli.
Za twoją urodę i potęgę
oni się nad tobą mścili.
Pomnisz, jak w ów dzień godów
z mieczami przeciw tobie szli
i już nad tobą siekiera ostra —
aż cię obroniła siostra?
PARYS
O nie moja to siostra, ta panna.
ERYNNIS
Zginą!
PARYS
Zejdzie gwiazda przedranna,
ostatnia Iljonu iskrzyca
a zgon im wyśpiewa ich siostrzyca
a ku mnie zejdzie Pani jaśniejąca.
ERYNNIS
Trzy zejdą ku tobie niewieście.
PARYS
Trzy niewieście ku mnie przychodzą.
Jedna cale mieczem zbrojna i tarczą,
zasię druga w królewskiej purpurze,
zasię trzecia w gwieździstej osłonie,
gołębie tuląca przy łonie.
ERYNNIS
Ty przedsię wybierzesz którą?
PARYS
Wybiorę we gwiazdach kobietę,
panią nad wszystkie najmilszą
królowę mórz Afrodite.
AFRODITE
zeszła
po promieniu księżyca stąpająca
w płaszczu z gwiazd iskrzących
PARYS
patrzy na nią
ręce ku niej wyciąga
postąpił ku niej
obejmuje ją
całuje
w uścisku przechodzą w kierunku grodu
[XI] W ŚWIĄTYNI ILIONU
LAOKOON
siedzi u stóp drewnianego konika
posłyszał kołatanie
wstaje niechętny
idzie w głąb
otwiera zasuwę we wrotach
wraca na dawne miejsce
PRIAM
wszedł
Czuwacie stary — ?
LAOKOON
— Odmawiam pacierze.
PRIAM
Wierzycie w siłę modlitw —?
LAOKOON
— – Nie wierzę.
PRIAM
Pilnujecie świątnicy.
LAOKOON
Starego śmietniska.
PRIAM
Nawykłeś czuwać nocą u świętego żłobu.
LAOKOON
W noc świętą tę komorę pełnią mi zjawiska.
Strzegę pamięci wiecznej dzieci moich grobu.
PRIAM
Dniem żyję i na synów żywych patrzę stary.
Nigdym słowem pogardy nie dosięgnął wiary.
LAOKOON
Gdy się synowie twoi na marach położą,
wtedy się oczy twoje szeroko otworzą.
PRIAM
Kiedykolwiek nieszczęścia piorun mnie przytłoczy,
klęski wszystkie przyjmuję — — otwarte mam oczy.
LAOKOON
Od lat nie przestąpiłeś progów tego domu.
Wiedz, że Bóg nie przebacza swej krzywdy nikomu.
PRIAM
Nie chcę litości Boga, co jej nie rozumie.
Chcę go uczcić, by mojej cześć przywrócić dumie.
LAOKOON
Cokolwiek byś uczynił, ten Bóg cię ukarze.
PRIAM
Zanim cios mnie dosięże, winę z siebie zmażę.
LAOKOON
Przestrzegać cię nie będę. Zbędę cię milczeniem.
A to pragnę, byś zgiął się pod losu brzemieniem.
PRIAM
Boga wyzwę do czynu i spełnię ofiarę.
LAOKOON
Na dniu tym samym Bóg spełni swę karę.
PRIAM
Niech dom mój runie, jeźli Bóg go sądzi.
Lecz człowiek rządzę ja — nie Bóg tu rządzi.
LAOKOON
Jeśli chcesz Boga przeżyć — każ spalić świątynię!
Wtedy Bóg ci przebaczy — żeś marnym był w czynie.
Lecz skoro chcesz ofiarą pojednać się z niebem,
powleczesz się, żebraku, za synów pogrzebem.
PRIAM
Com zamyślił, dopełnię. Za nic mi przestroga
Bóg mnie wyzwał — a teraz ja wyzywam Boga.
LAOKOON
Bóg cię oślepił w sądzie i rozumie.
Poznaję boskie dary.
Ja już mym wzrokiem rozeznać nie umię
wiary od niewiary.
Już wszystko we mnie żyjące umarło
w on dzień bezczelnej kary,
gdy w dzień świątalny dzieci moje giną,
święconych wężów zmiażdżone uściskiem. —
Dziś dawne modły powtarzam — niech płyną,
jako te kamienie do lądu,
rzucone wodą — —
i wiem, że nikt ich nie słucha;
i padają, jak padają kamienie
o skałę, gdzie przystań głucha.
A jeźli modlitwę mówię
i w dźwięk ją składam proszalny —
to, że się modlę ku sobie,
sam głuchy jak cios ten skalny,
jak sam Bóg.
szepce
Pozejdon to jestem ja — jestem wieczny. —
A tam w tym kamiennym obrębie
moi żyją synowie — te węże
i przyjdą po mnie — gdy otworzę —
wskazuje wieko studni
bo mnie, jak ich — wydało morze!
Więc gdy na srebrnej trąbie
kto zadmie, róg Pozejdona!
i gdy zaszczękną oręże
u tych wrót —
pokazuje na siebie
nędzarz skona.
Wtedy trwogę człowieczą zwyciężę
i ujrzycie mnie Laokoona
w oplotach wężów, mych dzieci —
w on czas gwieździca przyleci
w żywego człowieka zmieniona
i wszystko spadnie w popioły...
A ja i syny anioły
wpełzniem na gruz, na leżące przyczoły
twego domostwa, mocarzu,
i obaczym, jako ty legniesz przy ołtarzu
usieczon,
i obaczym, jako ród twój powleczon
na powrozach, rzezane sługi,
i będziem pić te strugi
krwi ciekące
śmieje się
my gady...
TROILUS
wchodzi
w otoczeniu jego wielu chłopców, równych mu wiekiem
LAOKOON
...A twój Bóg nam pozazdrości biesiady,
twój Bóg słoneczny. — —
Pozejdon jestem ja — jestem wieczny.
TROILUS
i jego orszak na znak Priama zatrzymuje się w głębi u wrót
LAOKOON
niespokojny
wciąż na miejscu swem siedzi
mówi, jakby sam te sobą
Nie powinni się trwożyć zginąć,
jako ja się śmierci nie trwożę
i wiem, że wiecznie będę słynąć
i żyć — — — jak wiekopłynne morze. —
Przez zieleń fal, na modrej wód ścieli
pan — — — pan —
ku temu mnie przekształcił ból,
gdym patrzył na dzieci chłopięta,
jak w splotach, wężym uścisku
giną na cmentarzysku.
O Boże! Świątynio! —
Gdybym jednym słowem
miał wstrzymać grom, co cię spali —
gdybym miał pewność tę,
że jeden ręki mej ruch
wstrzyma ten rum, co cię powali —
to stałbym niewzruszony duch.
Klnę, klnę, klnę,
wy ludzie — — mali.
nadsłuchuje
Słyszysz szept tych ścian,
słyszysz szept i jęk tych ziem?
Słyszysz — uprząż konika
potrząsa dzwonkiem korali?
A tam — patrz — skrzydło orlika
się chwieje. — — A! Księżyc świeci —
Ból — pierś starą pali:
Moje dzieci — moje dzieci!
Ten dzień, gdyście wy ofiarowali
w tańcach, śpiewie i śmiechu,
na ołtarzu woniące śmieci
rzucając Bogu — wy bez grzechu.
Gdzieżem ja oczy miał, że w to wierzyłem!?
O marność, ojcze-człowieku!
W zaraniu dni was straciłem
w różach i kwiatach, i śpiewie.
Świątynio! Spal cię zarzewie!
zatacza się
Świątynio! Spal cię piorunie!
ORSZAK TROILUSA
zdejmuje bogaty strój z konia świętego
Kapy i strój Pozejdona zwijają
Każdy chłopak dzierży inną część ubioru
LAOKOON
Bierzcie wszystko — a ja tu ostanę w trunie
z synami memi, wężami.
śmieje się
A ty wierzył-mi w to, że ja zapłaczę łzami.
Na mnie tu patrzy wieków sto, lat tysiąc,
i myślą, piersią mą, miłością mam im przysiąc
wierność na prochy.
Ja słyszę szum i szept tych drzew,
co kiedyś nad te lochy
wzrosną gajem —
jak słyszę szum tych mórz,
co skamandrowym ruczajem
podpełzły pod to cebrzysko.
Widzicie roje bóstw! — O, roje zmarłych dusz! —
pokazuje dookoła siebie
Otwarcie patrzę w śmierć, tam gwiazda wasza świeci.
O Śmierci! wszakże ty wrócisz mi moje dzieci.
O synku mój płowowłosy,
prawie twoje widzę oczęta
błękitne, jako niebiosy
O synku mój rumiany,
prawie twoje widzę usta rozchylone.
Ołtarza się chwytasz kolany,
wyginasz rozpacznie rączęta...
A! węże! — węże wplecione
w twoje ciało... Cha cha — — a wiesz ty, co zostało?
pokazuje na studnię
pochyla się ku studni
kładzie się na ziemi
nasłuchuje
Tam grają. — — — na dnie topieli
na dnie tej studni głębokiej
i wołają, nawołują ku mnie:
„Ojcze —- ojcze — my w trumnie —
chcesz ma obaczyć żywemi — —”.
ORSZAK TROILUSA
zabrawszy konika i przybory stroju i łuk i kołczan Pozejdona.
oddalił się poza wrota
i słychać jak idą przy fletach
LAOKOON
nasłuchuje
Wyrzekłeś — — żyjesz z niemi...
PRIAM
odchodzi
CHÓR CHŁOPCÓW
słychać z za wrót
Zielony wał, zielonych wód!
Przejdziem go w bród,
hej morze, falo, hej morze!
Pozejdon Bóg
potrząsa róg,
piorunem rwie przestworze.
Rumaku hej, koniku hej,
wstań z wód, wstań z wód, wstań z wód.
Zielony wał, pieniących fal,
hej morze!
Przejdziesz go w bród,
koniku hej,
wędzidło ci założę!
głosy giną w oddali
LAOKOON
podnosi się z ziemi
zamyka wrota
stoi chwilę u wrót, jakby w zapomnieniu
postępuje ku studni
zrzuca z pokrywy drewnianej głaz ciężki
pokrywa studni na sznurach dźwiga się sama ku górze
LAOKOOK
klęka
twarz jego mieni się trwogą
oblicze kryje do ziemi
leży stężały z trwogi.
Po długiej chwili
nad ocembrowaniem kamiennem studni kołyszą w ciemności dwa wielkie połyskujące łby: