[XII] NA POKŁADZIE OKRĘTU ODYSA

ODYS

wszedł na pomost okrętu

TOWARZYSZE

idą za nim

ODYS

usiada

Przedewszystkiem podajcie mi wór z winem; ci bowiem, którzy ugościli mnie, sobą byli zajęci i o skrzepieniu sił moich nie pomyśleli.

pije wino

Byli może wiedzeni przeczuciem, że sił moich wszystkich użyję na ich szyderstwo i umniejszenie ich potęgi, która wiele zmalała w mych oczach, którym niejedno zobaczył z bliska.

pije wino

Wracam z Troi.

TOWARZYSZE

posiadali na deskach i poręczach

ODYS

Przede wszystkim podajcie mi suchary z moich skrzyń, o których wiem pewno, że nie są zaprawne jadem żadnej trucizny, i które jedząc, przypomnę sobie domostwo moje i przeszłoroczne zbiory zbóż, i żonę moją. Wracam z Troi.

je suchar

Gdy wam opowiem wszystko, co zaszło dotąd, a poczęło się z wieczora dnia dzisiejszego, zasnę, a wy zbudzicie mnie dopiero wówczas, gdy wykonacie wszystko to, co wam przeznaczyłem do działania. I opowiadanie moje zacznę od tego, co uczynić wypada wam, abyście nie sądzili, że tylko umyśliłem chwalić się przed wami i że to, co wy macie zdziałać, już nigdy was nie uczyni mnie równymi.

pije wino

Weźmiecie powrozy grube i przygotujecie je tak, aby zarzucone na szyję i ściągnięte, śmierć łatwą dały tym, których z miasta wywiodłem, a którzy nad brzegiem morza odprawują obrzęd uroczysty.

Jest ich prawie tylu, co was. Więc pójdziecie wszyscy. I powoli, po jednemu się zbliżając, jakobyście niejako muszli a krabiów szukali, pochyleni podejdziecie ku nim i zwabiać ich będziecie pojedynczo ku sobie.

Jeden zaś niech patrzy z dala i bieg cały zdarzenia obejmie bystrze — i świstawką da znak, kiedy macie zarzucić powrozy. Księżyc ten będzie świecił jeszcze równie jasno, jak tej świeci chwili — a cichość i milczenie zależy jedynie od waszego rozsądku.

Wtedy zabierzecie wszystką porzuconą przez nich odzież i stroje, i przybory i wrócicie do mnie, i staniecie nade mną śpiącym.

pije wino

Dobranoc.

układa się do snu

zasypia

[XIII] W NAMIOCIE DIOMEDESA

DIOMEDES

siedzi skulony

TERSYSTES

wchodzi niosąc toboły

Cóż to? Czuwasz tej nocy?

DIOMEDES

milczy

TERSYSTES

Krwi moja rodzona.

Jestem twój krewny — w tym cześć moja cała.

Poza tym jestem niczym. — Ciebie to nie boli,

że ja w tłum szary wszedłem, że zginąłem w tłumie.

Myślisz, że jestem niczym i że nic nie umiem?

Wielki człowieku, pozwól przespać się w namiocie

gdzie w kącie...?

DIOMEDES

milczy

TERSYSTES

Lub gdy nie śpisz, na twoim posłaniu — ?

Spać muszę, bowiem mam się zbudzić na zaraniu.

kładzie się

Myśl, myśl, mój wielki bracie. Nie zdarza się codzień,

żebyś myślał. U ciebie myśl rzadki przechodzień.

Teraz czuję, gdy patrzę na twą dziwną postać,

żeś ty może mój krewny i możesz mi sprostać.

Gdyby nie to, żem śpiący, mógłbym długo prawić;

smutek twój bym rozprószył i zdołał zabawić.

Lecz jestem wyczerpany z sił w służbie narodu.

Jeźli masz jaki udziec, daj, bo łaknę z głodu.

Pozwól, sam sięgnę ręką. — Rozkoszuj się ciszą. —

W każdym namiocie wiem, gdzie połcie wiszą.

bierze połeć słoniny

Myśl, myśl. Myśl kształci ducha, rozwija, uzbraja.

Myśl, jak wino — opęta ducha i upaja.

Masz tu wino?

DIOMEDES

chrapie

TERSYSTES

maca za winem

Wór pusty. — Spił się niestatecznie.

Kiedyż ku temu wzrośnie duch, by żył społecznie.

znajduje inny wór

Jest drugi wór. Wysączę i tym go przygnębię,

że w samolubstwie służył własnej gębie,

że mu przez myśl nie przejdą ci biedacy, ludzie,

co przy jego namiocie tu pracują w trudzie.

Dzięki, żeś mnie oświecił, Zewsie dobrodzieju,

żeś mi nie dał zapomnieć, ktom jest.....

ONEIROS

unoszący się w powietrzu, potrąca go nogą

Pij złodzieju!

TERSYSTES

opuszcza wór z winem

pogląda ku Diomedesowi

DIOMEDES

śpi

TERSYTES

Przez sen gada.

ONEIROS

unoszący się nad Diomedesem

Morderco! Patrz, krwi rzeka płynie!

przyrzuca Diomedesa płachtą

TERSYTES

Wino go trochę mroczy. — Czuję się wzmocniony.

przykrywa się z głową na posłaniu

Zasnę z workiem, jak ojciec Zews obok Latony.

Kto wie, czy nie pochodzę od Zewsa? Być może.

Zews tak często do gustu zmieniał twórcze łoże.

zasypia

DIOMEDES

szarpie się, spętany płachtą Oneirosa

Trupie! Oderwać rąk....!! Masz! — Upadła!

ONEIROS

Podły.

Zepchnij ją na dno rzeki!

DIOMEDES

budzi się

usiłuje się uwolnić od Oneirosa

chce go zrzucić z siebie

ONEIROS

udaje jęki człowieka mordowanego

DIOMEDES

jakby kogoś ciskał w przepaść z wysoka

ONEIROS

ulatując w powietrzu

śmieje się

Cha, cha!

DIOMEDES

ockniony

Noc się sili.

Już nie pamiętam nic. — Jutrzejsze rano:

dla mnie słoneczny dzień. — Trupy nie wstaną.

Moc się Boża przez moje objawiła czyny;

tyleż, co mojej, boskiej w nich jest winy.

Lećcie straszydła precz. — Minęła trwoga.

Niech mnie ogląda dzień rzezańcem Boga.