[XXVI] NAD SKEJSKĄ BRAMĄ

PARYS

do gromady zbrojnych

Do broni! Nagotujcie łuki

i kamienie miejcie pogotowiu!

DEIFOBOS

patrząc ku księżycowi

Nie rozumiem, czemu bieg się inaczy,

czemu tarcza złocista przygasa — ?

PARYS

Czekać będziemy gwiazdy,

z mieczmi dobytymi w obronie.

Wiedzcie, że jeźli tych skroni

nie uwieńczy gałązka wawrzynu,

do trupów zlecą się kruki,

do trupów zlecą się sępy.

Do walk się gotujcie, do czynu!

Ten muru kawał obronny, te strzępy

Iljonu, ten gruz ostatni;

tu ostatnie nasze schronisko

i kres abo zwycięstwo nasze,

od waszych zależne dłoni,

i kres abo sława blisko!

DEIFOBOS

Tam wrzawa w uszy mi dzwoni.

Czy widzisz, jako biega pod mury

i jako całe nad Skamandrem błonie

pełne koni,

pełne koni i strojnych rycerzy — ?

PARYS

Albo ich złupim z odzieży,

abo Śmierć tu będzie władnąca.

klęka

O gwiazdo! O ty nieblednąca!

Znijdź ku mnie w ostatniej dobie.

Oto otoczon rycerzmi

w modły się skłaniam ku tobie,

jako modliłem się co dnia.

Zejdź ku mnie jak pochodnia,

ty, któraś miłość w mej piersi

miłością zapaliła płomienną.

Zestąp nad bramę tę, boska,

niech trud się mój złamie i troska,

trud i troska o moich!

O, dla tych zachwytów twoich

nie zapomnij twojego pasterza!

DEIFOBOS

Łuna się pożaru rozszerza.

Oto świątynia w czarnym dymie;

w kłębach, co jej czoła sięgły.

Patrz — na palące węgły,

ze wszech stron owite dymem pożaru.

PARYS

klęcząc w modlitwie

Ty mocą twojego czaru

daj moc piorunom!!

wstając

Do broni! — Stawajcie za mną!

DEIFOBOS

Bieży człowiek — zda mi się ze dworu

mego ojca, starego rodzica.

SŁUGA

który przybiegł od strony grodu

Rzeź sprawili! —

do Parysa

Wielki, przysloń lica.

Pasterzu, nakryj twej twarze.

Słowem cię strasznym uderzę.

Skonali pod toporem, pod nożem,

klnąc twoje imię przeklęte

i zwąc karaniem bożem

moce twych czarów nieświęte,

iżeś śmiał Bóstwo gwieździste

wlec w twoje łoże człowieka,

że kara dla cię już bliska,

że klątwa już niedaleka,

co sięże ciebie — przychodnia.

PARYS

Psie! — We krwie tej, co cię opłucze,

świeć mi się jak pochodnia

w pożarnej łunie.

zabija sługę

do rycerzy

Za tarcze!

Dzielnie bić! — Z wami wystarczę!

walka

DEIFOBOS

tuż obok Parysa walczący

godzi go z tyłu oszczepem

PARYS

pada ugodzony oszczepem

ATRYDZI

na czele swoich rycerzy wkraczają

mordują opornych rycerzy Parysowych

stoją chwilę, jako zwycięzcy

AFRODITE

zstępuje po promieniu

w szacie z gwiazd

idzie, jak senna

szuka kogoś przed sobą

przechodzi w kierunku grodu

JEŃCY TROJAŃSCY

patrzą na nią

1 CHÓR

Gdzie idzie?

2 CHÓR

Poszła w jego łożnice.

1 CHÓR

Czy widzicie, idzie jak senna —?

2 CHÓR

To ona jemu miłośnie życie

czyniła, Bogini gwiazd promienna,

że nocą szła ku niemu skrycie,

a gdy gwiazda zaświtała jutrzenna,

dom porzucała i łożnice,

unosząc w szatach tajemnicę

miłości.

1 CHÓR

Patrzcie, wraca.

2 CHÓR

Patrzcie, około siebie szuka.

AFRODITE

wraca

2 CHÓR

Czy widzicie, jak się uśmiecha —?

1 CHÓR

Pragnie; miłości snać niesyta.

2 CHÓR

Czy ona widzi?

1 CHÓR

Nie, nie widzi.

2 CHÓR

Jakaż to poza nią świta

gwiazd — świetlana droga.

1 CHÓR

Oto widzicie przed sobą Boga,

który postać bierze człowieka

i z błękitów podniebnych ucieka.

2 CHÓR

Błąka się.

1 CHÓR

Przystaje i czeka.

Zdaje się zawiedziona.

Jakże się dziwno uśmiecha.

Snadź nie wie, że kochanek jej kona.

2 CHÓR

Tu idzie — nie widzi trupa.

1 CHÓR

Postrzegła — ze wstrętem się cofa.

2 CHÓR

Znika za węgłem słupa.

1 CHÓR

We światłach groźna wraca.

2 CHÓR

Oczy jej błyskawice, górą!

Zemstą dysze! — Straszliwa.

Upadajcie do ziemi twarzą.

Jej oczy piorunem rażą.

1 CHÓR

Kochanka szuka, płonie.

z szat się rozdziewa nieskromnie.

AFRODITE

porusza ustami

Do mnie, do mnie, pójdź do mnie.

2 CHÓR

Słyszycie, jak się żali?

AFRODITE

porusza ustami

szept, ledwo dosłyszalny

Przyjdź, ciało mię pali.

Mężu, przyjdź — przeklnę Ziemię,

świat wasz cisnę w płomienie,

zabiję piorunami.

Moc moją Bożą odsłonię.

Kochanku, za jednę tę noc,

gdy duch mój ciałem płonie

przeklęty — bierz ciało

w miłosnym czynie,

bo świat ogniem zatopię,

bo wszelki żywot spalę....

WSZYSCY

w trwodze upadają przed Boginią

1 CHÓR

Szaty zdejmuje — zrzuca — lwica!

Okropne oczu błyski — porażą błyskawice.

Nie patrzcie w lica.

Bogini Afrodite!!!

AFRODITE

wpół odsłoniona z szat

MENELAOS

Ja was ocalę! —

biegnie ku niej z mieczem

by ją ciąć

spojrzał

miecz wypada mu z dłoni

AFRODITE

zwrócona ku niemu twarzą

patrzy nań

MENELAOS

w przerażeniu

Helena! Helena! Helena!

AFRODITE

jej oblicze znów się składa do uśmiechu

GRECY

Helena!!