[XXIV] PRZED ŚWIĄTYNIĄ ILIONU

KASANDRA

oddaje Troilusowi łuk i kołczan

Tą bronią jeno i tymi grotami

może być Ilion zdobyty

i przeto łuk i groty, chowane w świątyni,

nigdy nie przejdą w ręce obce; są strzeżone.

TROILUS

Więc mają groty być w niebo puszczone

na znak przymierza z Bogiem?

KASANDRA

Łucznik tu stanie przed progiem

i po trzykroć ukłonem pozdrowi

Boży dom. — Ty wtedy zejdziesz ku niemu,

podasz mu łuk i kołczan przerzucisz przez ramię.

Przybędzie ustrojony Centaur konny,

na świętym Pozejdona rumaku,

będzie miał słońce na kołpaku.

I weźmie z twych rąk łuczysko Boga olbrzymie,

i grotem w niebo się zmierzy,

i cięciwy przygnie, i uderzy.

A gdy grot w niebo uleci,

ja bramę świątyni otworzę,

by orszak wszedł. I to będzie znaczyło,

że morski Bóg jest z nami w zgodzie.

A resztę dnia naród spędzi w gospodzie

na ucztach i wesołej zabawie.

TROILUS

Jeno to by mnie jedno cieszyło,

żebym to ja wyrzucał tę strzałę.

KASANDRA

Nie masz dość silnych rąk, ty jesteś dziecko.

TROILUS

Więc po cóż mam tu być?

KASANDRA

Boś ty niewinny i masz w oczach czystość,

i twój wzrok jest pogodnie patrzący,

i żeś ty niewiedzący.

Bo taki tylko może być wybrany,

by łuk podawał i groty

i patrzył w twarz łucznika,

a nie tknięty był grzechem sromoty.

Tak żąda narodu prawo.

Ty jesteś pośrednikiem Boga.

TROILUS

Wszyscy będą się na mnie patrzyli,

co ja zrobię — ? Ja jestem ciekawy,

jak wysoko strzała poleci?

KASANDRA

Laokoon dawnymi laty

łucznikiem bywał w tej zabawie.

Dziś Boga klnie i swojej straty

opłakuje, bo mu dzieci pomarły,

bo je węże święcone

oplotły uściskiem i pożarły.

TROILUS

Widziałem go wczora.

KASANDRA

Lat temu tyle, ile twego życia,

jak uroczystość nie była święcona,

odkąd węże wyszły z ukrycia

i Laokoon przeklął Pozejdona.

Nikt inny nie śmiał z koniem pójść

i nikt nie chciał pozwolić,

by jego dziecko łuk ten podawało

u bram rozwartej świątyni,

bo obawiano się Laokoona

losu.

słychać muzykę

POSPÓLSTWO

wbiega

otaczając

ORSZAK POZEJDONOWEGO KONIKA

muzyka

KASADRA

kołace do wrót świątyni

DIOMEDES

przebrany, ustrojony w orszaku Pozejdona

zbliża się ku Odysowi

Co ona robi?

ODYS

skłania się w ceremonialne ukłony

to znów trójzębem tłum przegania

ustrojony z medyjska, jako Pozejdon na drewnianym koniku

tak zaś jest, że jeździec dźwiga sam na szelkach ów tułów koński, na którym niby harcuje

Puka, by ten stary otworzył.

Upatruj sobie tych,

których trza, byś pierwszych położył

trupem,

skoro ja wezmę łuk z rąk chłopaka.

muzyka

KASANDRA

pod wrotami świątyni, zaniepokojona

Stójcie Trojanie!

WSZYSCY

Drzwi rozwalić!!

rozbijają drzwi świątyni

ODYS

kłania się trzykrotnie Troilusowi

TROILUS

zarzuca mu kołczan przez ramię

podaje mu łuk

ODYS

wyrzuca grot w niebo

KASANDRA

przerażona, we wrotach świątyni

Stójcie Trojanie!! — Węże!! Trup tam leży,

ujęty wężów okropnym uściskiem.

Nie patrzcie! zamknąć wrota!!

do Troilusa

Uciekaj dziecko!

ODYS

zmierza się; godzi grotem w Troilusa

ORSZAK POZEJDONA

rzuca się na Trojańczyków, mordując

ODYS

wyrzuca groty i od wrót świątyni mierząc, zabija mężów

KASANDRA

nad upadłym Troilusem

Kona! Kona! Kona!

Laokoonie, wróżba twa spełniona!

ucieka

z daleka jeszcze grają fletnie

ODYS

bije grotami w tłum.

[XXV] W DOMOSTWIE PRIAMA

PRIAM

w otoczeniu całej rodziny, pogrążony w głębokiej zadumie

REZOS

wchodzi

staje po chwili bezradny

PRIAM

po chwili dopiero dźwiga się z miejsca

podchodzi do Rezosa zdziwiony

REZOS

Raz oto pierwszy ręce twoje

ujmuję w uścisk powitalny,

witaj, monarcho.

PRIAM

Witaj mężu.

Miło mi twarz twą ujrzeć znowu

i znów do piersi mej przycisnąć

tę dłoń — wczorajszy gościu miły.

REZOS

nie rozumiejąc

Tak, to pragnieniem tylko było, by jeszcze wczora zajść w te progi;

lecz mnie inaczej darzą Bogi.

Namioty Greków mię więziły

po czas, aż Jutrznia weszła błysnąć.

PRIAM

zastanawia się

Dziwna dłoń twoja jest w ujęciu.

Witając, chwytasz w pół tułowu

i skroń ku mojej chylisz twarzy...?

REZOS

Gdy przyjaciela Bóg nadarzy,

to ojce moi we zwyczaju

tak go witają.

PRIAM

Czemuż wczora

z daleka tylko na kolana

padłeś przede mną, kryjąc lico — ?

REZOS

marszczy brew

Nie kryłem nigdy lica chustą

przed nikim — jeno w świętym chramie.

Przywiodłem świętość waszą w miasto

i tam ostawiłem przy bramie,

gdzie lud się zebrał wesoły

i będzie strzegł ofiary;

by jak było rzeczno,

ofiarą sojusz uświęcono.

PRIAM

niechętny

Weź miejsce twoje znajome, gdzieś z nami siedział wczora.

Ostaniemy tak w zadumie

do późnego gwiezdnego wieczora.

Niech nikt nie przerywa wrzawą

ani okrzykiem

spokoju i ciszy, którą Bóg zseła.

zasiada

REZOS

stoi

PRIAM

po chwili patrzy na Rezosa

REZOS

Wskaż mi miejsce.

PRIAM

Wskazałem je wczora.

Cóż głos się twój załamał?

Czyżbyś ty kłamał?

REZOS

Idę prawdą. Dla prawdy walczę.

Czemuż wy mnie podstępnie pytacie — ?

Czyż wy kłamiecie — ?

PRIAM

Zuchwalcze!

REZOS

Jedyny ty mąż żywy

na którego nie porwę za nóż,

choć mnie twój język lży.

PRIAM

Mącisz nasz spokój — —

I wszystko, co mówisz ty,

jest dziwne — inaczej zgoła

wydałeś mi się wczora.

Cóż dziś obejście twoje i ruchy

szorstkie i niehamowne,

i oczy takie błyszczące

niepokojem...?

REZOS

po długiej chwili

nagle

O wasze życie!!

po chwili

O kim, wy to, monarcho, mówicie?

Raz oto pierwszy dziś tu stoję

gościem wśród was.

PRIAM

Tę samą zbroję

miałeś na sobie wczora

i zapinki te same, i szaty.

REZOS

Te mi właśnie wczora ze mnie zdarto

i jako żebraka puszczono

przed namiot Agamemnona,

gdzie mnie jako waszego posła

i zakładnika ugoszczono.

A dziś rano — Achajów straże

złodziei onych wychwytały,

którzy moje ukradli ubiory

i ubiory moje mnie zwrócono.

I otom jest w szatach moich przed wami.

PRIAM

zrywa się

Oszuście!!

do swoich

Imajcie mieczów.

To nie on, co wczora był z nami.

Wszakże mamy w stajniach twoje konie

i wozy twoje złociste.

REZOS

O potęgi światła, wiekuiste! Wszakże konie me wczora skradziono

i to pewno z waszego rozkazu!

O królu! Tobie szedłem z pomocą

i ty na mnie wysłałeś zbrodniarzy,

którzy zdradą opadli mnie nocą,

mnie i dziewczę to o cudnej twarzy,

które zbójcę porwali przemocą.

Więc ci zbójce to wy, królowie — —?!

PRIAM

To jawne! — Z Atrydą jest w zmowie!

Otoczcie go mieczami!

To nie on, co wczora był z nami!

dobywa miecza

PRIAMIDZI

biorą za miecze

REZOS

dobywa miecza

nagle opanowuje wszystkich trwoga

długa chwila milczenia

nagle słychać:

KRZYK KASANDRY

Puszczaj! Puszczaj! Płomienie!!

WSZYSCY

stoją, jak skamieniali, słuchają

POLIKSENA

nieśmiało

Kasandry to zwodnicze wieszczenie.

KRZYKI

łuna pożaru

łomot za drzwiam

WSZYSCY

chowają się wylękli w kątach izby

PRIAM i REZOS

na swoich miejscach z dobytymi mieczami

ODYS

w zbroi ukazuje się we drzwiach

na czele swoich towarzyszów

w jednej chwili izba jest opanowana

REZOS

Odjętą będzie od was wieki ręka Boża,

żeście się zbójeckiego jęli wszyscy noża.

Łamiecie mir! W świadectwo wzywam. Boga wód.

Przeklęte wodze wy i naród wasz, i lud.

ODYS

Stawaj do walki!

REZOS

Nie walczę z podłymi.

Służalcze ziemi, rzeź spraw nad świętymi.

ODYS

Czas widzę zda się, byś zmilkł usieczony.

REZOS

Siłą wieczystą ostanę pomszczony.

Stawaj do walki. Niech się spełni dola!

ODYS

Ja z woli Bóstwa idę, gdzie mnie wola.

uchylił się przed włócznią Rezosa

Rzuciłeś włócznią! — Więc zmierz się na miecze!

DIOMEDES

zmierzył się łukiem ku Rezosowi

REZOS

ugodzony grotem Diomedesa

Grot!

ODYS

Łuk Posejdona! Ha, krew z rany ciecze!

pochyla się nad Rezosem

Śmierć twoja była konieczna... człowiecze.

Myślałem, że ty Boży — i już drżałem w lęku,

jeźli moc Boża zjawi się w twym ręku.

REZOS

Wiedz, że moc Boża jawi w mej duszy,

Przekleństwo Boga ciało twoje skruszy.

umiera

ODYS

Cokolwiek będzie, przyjmę mękę godnie.

Spełniłem dzieło. Wiem, że spełniam zbrodnie.

głosem podniesionym

Zarzezać męże! — Niewiasty ocalić.

Śmierć królem naszym! Mordować, ciąć, palić!!!

AGAMEMNON

staje we drzwiach na czele swoich

w głębi pożar

AGAMEMNON

wszedł na izbę

Dzięki Odysie u usługi twoje.

Dziś oto jako pan Iljonu stoję.

wskazując Priamidów

Biorę w opiekę tych ludzi.

MENELAOS

Spokojni,

przychodzim tutaj zwycięzcy. — Niech zbrojni

wszelką broń złożą. — Darzym was pokojem.

Przestać możecie na tem słowie mojem.

Orężne walki i zbójcza chuć syta.

Troja dziś twoja ogniami spowita.

Mocarzu-starcze. — Życiem was obdarzę.

Niech choć tym słowem zdrady zbrodnię zmażę.

PRIAM

milczy

ODYS

do Menelaosa

Zaiste wielkie słowa łatwo płyną. —

Ci na których nie patrzysz...

wskazuje ku miastu

Tam za ciebie giną.

MENELAOS

Których Bóg zechce, ocali lub zgnębi.

do Odysa

Mnie posłuszeństwo jesteście powinni.

Spryt wasz oceniam. — Ostańcie bezczynni.

Z wszelkich zdobyczy część wam się wyznaczy.

Lecz tu ja rządzę — głos wasz nic nie znaczy.

HEKABE

z niewiastami przypadła da nóg Menelaosa

Jesteśmy oto stado gołębi

błagalnice u twoich kolan.

Twoja wola nas ocali lub zgnębi.

Oto patrzaj na nasze dziewice.

Wszystkie zabierz złote skarbnice,

ostaw życie — niechaj z wami żyją!

do Priama

ciągnąc go za skraj szaty

Klęknij stary przed ich siłą...

PRIAM

nie poruszony

Przed czyją —?