[XXII] NA POLU WALKI

ACHILLES

uzbrojony

w otoczeniu swoich domowników

nad ciałem Patroklosa

AJAS

uzbrojony

Synu Peleusa. Chciałem w twej obronie...

Za późnom przybył...

ACHILLES

rękę podaje i ściska dłoń Ajasa

Synu Telamona.

AJAS

Za późno, na nic była już obrona.

ACHILLES

Ty oszczędziłeś mu hańby po skonie,

żeś odbił ciało służalcom Hektora.

AJAS

I twoją zbroję. Tak bowiem sądzono,

żeś ty wybieżał wyzywać Hektora

i że to ciebie jego pocisk zwala.

ACHILLES

Mój przyjacielu, zejmij z niego stroje.

AJAS

zdejmuje części zbroi z Patroklosa, którego podtrzymuje Achilles

ACHILLES

Jak rany straszne i jakie okrutne.

O drogi bracie mój, o mój kochany,

jedyny synu, luby przyjacielu. —

Skłamałeś, dziecko szlachetne. —

Ojcze, mój ojcze, drogi rodzicielu,

i cóż mi zbroje twe świetne?

W nich to przyjaciel mój ginie.

I cóż mi, matko nieśmiertelna Boża,

że sławę do dom przywiozę zza morza,

gdy w strasznym zyskałem ją czynie.

Kogom ukochał, w krwi przede mną leży,

przyjaciel jedyny miły.

Kogom czcić pragnął i duchem doścignął,

ręce go mściwe zabiły.

Próżnom się myślą ku niebu wydźwignął,

lot prześcigł moje siły. — —

O, daj mi ciało, złóż tu na ramiona,

niech go poniosę pod płótna.

Młodości luba! O Śmierci okrutna.

O dolo ty moja stracona.

AJAS

Mogęż pójść z tobą?

ACHILLES

O czemuż nie z nami —?

Przyjm pocałunek wdzięczności za niego.

całuje ramię Ajasa

Zbroję weź dla się. — — My pójdziemy sami.

AJAS

Strój ten mnie dajesz — twój!?

ACHILLES

Za czyn szlachetny.

Staniesz się godny i daru godniejszy

niż ja. — Snadź dzieła skończyły się moje.

Żegnaj mi w zdrowiu. — O nic już nie stoję

i jedno w oczy te patrzę przymknione —

sam ci jemu powieki przywarłem

i widzę szczęście to moje zginione.

O dziecko! — W tobie umarłem.

odchodzi, unosząc ciało Patroklosa

AJAS

nad porzuconą zbroją

Te płaty żyją. — Jakoż wezmę na się?

Mówił, żem równy. — Stanę się godniejszy.

Dzień ten mnie zbliżył ku niemu dzisiejszy,

gdy nic już siła u niego nie waży,

gdy duchem boskich dosięga mocarzy.

Hej, za nim w pościg!

wiąże zbroję i zabiera

[XXIII] W NAMIOCIE ACHILLESA

PRIAM

u stóp Achillesa

ACHILLES

Gdyby na chwilę przede mną tu ożył,

raz bym go drugi tym mieczem położył.

PRIAM

Gdybyś na chwilę wskrzesić go był zdolny,

rzekłbym, że światem władasz, jak duch wolny.

ACHILLES

O władztwo się nie kuszę, nie głoszę się Bogiem.

PRIAM

Więc uznaj we mnie ojca, co kląkł przed twym progiem.

ACHILLES

Jesteś ojcem człowieka, co zabił mi brata.

PRIAM

Przed tobą gnę kolana, jak przed władcą świata.

ACHILLES

Chcesz ocalić od hańby syna.

PRIAM

A z nim ciebie.

ACHILLES

Coś rzekł?

PRIAM

Hektora sromem hańbisz siebie.

Wróć mu cześć bohaterską.

ACHILLES

Dam mu ją na stosie

Na stosie Patroklosa pozyszcze dym chwały.

PRIAM

Tak-że okrutne chcesz mieć bawisko w tym losie,

który mu zdradne Bogi z dawna przeznaczały.

Wiedz, że jeźli zgon jego z ich woli się zdarza,

klątwa dosięgnie tego, kto zmarłych znieważa.

Znieważyłeś i wlokłeś.

ACHILLES

Jako psa włóczyłem.

PRIAM

Na mękę moich oczu sam z wieżyc patrzyłem.

Nasyciłeś twą zemstę.

ACHILLES

Niestety zbyt łatwo.

Chciałbym cię płaczącego widzieć nad twą dziatwą.

Wszystko, wszystko, co twoje, zaorać i złupić.

PRIAM

Przychodzę mego syna łzami mymi kupić.

Ty sam przypomnij ojca i ludzkich dni koniec. —

Wiesz, jak jest szybki Śmierć, jak lotny goniec.

Nieszczęście nie zabiło mnie, ale mnie chowa

dla jeszcze większych gromów, które padną,

bym widział wszystko gruzem i popiołem

i poznał Śmierć jedyną wielką, siłowładną,

i z tą straszliwą Panią do uczty siadł społem

wśród trupów — ... gdy już ciebie nie stanie, mocarzu.

ACHILLES

Zabieraj twego trupa i idź precz, nędzarzu!

PRIAM

Oddałeś!!! — — O ty wielki. O wielki, szlachetny.

Niech tobie Bóstwo stokroć czyn ten twój nagrodzi.

Daj ucałować rękę.

ujmuje za rękę Achillesa i całuje

ACHILLES

Ach... starcze. — Całuje.

To jest ręka mordercy twojego Hektora.

PRIAM

Budujesz jego sławę, któryś zabił wczora.

ACHILLES

Puść mi rękę — ze wstydu krew bije do czoła.

PRIAM

Pójdziesz drogą, na którą Hektor cię mój woła!

ACHILLES

rozchyla szeroko płócien namiotu

woła do swoich

Niechaj mu dadzą ciało! —Królowi Iljonu

pokłońcie się do kolan! —

do Priama

Idź precz.

PRIAM

Godnyś tronu.

Dzisiaj tyś ponad innych wyrósł duszą Bogów.

patrzy chwilę na Achillesa

wychodzi

LUD

zebrany przed namiotem

bije pokłony Priamowi

ACHILLES

Nie mam przyjaciół już i nie mam wrogów.

LUD

zebrany przed namiotem rozstępuje się

ATRYDZI

wchodzą

MENELAOS

Król królów cię odwiedza.

wskazuje Agamemnona

ACHILLES

nie patrząc

Przyszedłeś Atrydo.

AGAMEMNON

Przyszedłem — a po za mną inne króle idą.

w pokłon przed twoją dolą i żalem.

ACHILLES

Za późno.

wchodzą wodzowie i rycerze mnodzy

MENELAOS

Chcesz mówić, że ci ulgę niesiemy na próżno,

że ciężko twemu sercu do nas nią przychylić

i widzieć naszą litość.

ACHILLES

Mógłbym się omylić.

Starcze — nie żądaj słowa — bo słowo mnie pali

i ogień do lic wraca. — Wy jesteście mali.

Może wy i mocniejsi — i ludy wam dane

może od mych liczniejsze — ale wy za marni.

Wyście przyszli nasycić wzrok wasz tych męczarni

widokiem, które łzami mnie w gardło się cisną. —

O, strzeżcie się — bo jedna moja złość, a miecze błysną.

Bom nie zapomniał jeszcze mych krzywd i ucisku.

Ulga mi jedna: w spólnym cmentarzysku.

AGAMEMNON

Przyznaję, żem pobłądził; przebaczysz, mój drogi.

ACHILLES

Wy przyjaciele moi — jedyne mnie wrogi

AGAMEMNON

Przecież z Troją nie pójdziesz, jeno pójdziesz z nami.

ACHILLES

Zginę, — bywajcie zdrowi — ostaniecie sami.

MENELAOS

Pytałem się wróżbitów i znam wróżbę twoją.

ACHILLES

A wiesz, jakie lekarstwa są, co rany goją

serdeczne — te, co dusza z nich wolna wieczyście

zapomina — i ciało rzuca, jako liście

swe zrzuca drzewo za jesiennym chłodem:

Że mnie tęsknota prze ku Śmierci głodem —

za moim przyjacielem, jedynym mym druhem.

Jego pomnę — i z nim się połączę mym duchem.

Bądźcie zdrowi. — Oddalcie się — widok wasz boli.

Oddalcie się... was nie chcę... na świadectwo doli.

WSZYSCY

stoją nieporuszeni

przybywają coraz nowi rycerze

ACHILLES

Walczyć z nikim nie będę. — Krwi już tyle piłem.

Nie chcę krwi. — Matko moja ty — za długo żyłem.

Być może, że na walkę wynijdę — by zginąć.

Już wiem dziś — że mym bólem najbardziej mi słynąć.

Tym, co cierpię. Gdy los mię okrutny ograbił,

gdy najmilszego druha mego Hektor zabił;

śmierć zabójcy nie dała mi zemsty spragnionej

i dziś widzę, że druh mój na próżno pomszczony.

Że nie wróci już nigdy — i krew nic nie może,

gdy dusza raz w tajemne zestąpi bezdroże

nad ciemny Styks. — O matko — i ja tam pójść muszę.

Tu mi tęskno. — Hektorze, zbudziłeś mą duszę! —

Iljon w płomieniach zgore! — Dusza we mnie płonie.

pokazuje po za namiot

Hej! — Tam stos przyjaciela zbudowan wysoko!

Hej! — Atrydo! Mykeński lwie! wytęż wzrok, oko

i patrz! — Hej! sługi moje, zaprząc konie!!

SŁUDZY

zaprzęgają konie

ACHILLES

Usługę oddam druhowi ostatnią,

a was na ucztę tę dziś spraszam bratnią.

Co mam i co posiadam, wam to ostawuję.

wskazuje po nagromadzonych w namiocie przedmiotach

Podzielcie się, jak wartość swoją każdy czuje.

Mnie już tych rzeczy nie trza. Tęsknię za czemś w dali.

tęsknię. — tęsknota ta pierś moją pali...

wóz zajeżdża

Hej! Wóz po mnie zajeżdża, tam w piasek się ryje.

Konie rżą. — — Przyjacielu, kogóż ci zabiję?

AUTOMEDON

gdy chce wstąpić na wóz, aby ująć lejce, jakaś siła nie da mu dostąpić

wybladły, wylękły przystępuje ku Achillesowi i całuje dłoń jego i uklęka...

ACHILLES

zwraca się i postrzega na wozie:

PALLAS

w czarnej zbroi ze srebrną egidą, z zapuszczoną przyłbicą

ACHILLES

O Pallas! O Bogini. Tyżeś przyszła ku mnie.

Będziesz wóz mój wodziła. Powiedziesz rozumnie.

Ponad tłum polecimy, szybciejsi niż błyski.

Prowadź mię. Teraz czuję, żem Bogom jest bliski.

głaska konie

Ksantus drży. Lot to będzie! jak lot Apollina.

O matko, patrz ty na mnie, na twojego syna.

wstępuje jedną nogą na wóz

Żegnajcie!

wstąpił na wóz, wesoły

Patrzę na was półbogiem z wysoka.

Naprzód. — Już przed oczyma świetlna zawierucha.

Pallas!! — O Pallas, ponoś mego ducha!!

PALLAS

zacina konie lejcami

wóz rusza

WSZYSCY

patrzą w przerażeniu, jak wóz pędzi; w szalonym biegu skręca kilka razy dokoła stosu i jak się rozbija.