LXXVII

Cóż to za mary, zjawiska, złudzenia

natrętną jawą przedemną się tłoczą

i tańce i widowiska — —?

I ty z młodziuchną dziewczyną uroczą

idziesz przed ołtarz, — do błogosławienia,

którem cię biskup znaczy, — —

i tuż przy tobie już morderce kroczą

i zamieniają podstępne spojrzenia

najętych siepaczy...

i ja niemocny, — a patrzą się oczy,

jak tobie dziecię śmierć bliska.