LXXXVIII

I znów te orły moje, znów zbiegnięte

w chmurę, szeleszczą zawieszone nademną

a drogi pośród łomów strome, kręte

i ja tę Sławę rojący podziemną,

gdy śmiałem wierzyć w ludu Słowo święte,

dla baśni trudy podjąłem daremno;

wszędy przepaście; skaliste pustynie,

pół-dnia w odrzutach pogłos wśród skał płynie.