XXVIII
ale nie kreślił znaku, — stał w milczeniu,
z oczyma w jakąś straszną dal pozamną,
jakbym w tem Jego nie istniał widzeniu,
przepaść otwierał straszliwą, rozłamną
pośrodku nas obydwu, — w rozdwojeniu
tem głębiąc moją duszę jako kłamną....
— że już leciałem na oślep przed siebie,
we krwawym wszystko nurzając pogrzebie.