Noc listopadowa

Sceny dramatyczne

Rzecz dzieje się w Warszawie 29. listopada roku 1830.

Korytarz w Szkole Podchorążych,

przez całą sceny szerz1 szeroki,

do pół drugiego planu w głąb.

Z lewej księżyca zieleń wpada

przez okna ścianę szklaną;

pośrodku brama, nad tą bramą

chorągwi czworo w pęk złożono;

giwery2 w rzędów dwa pod ścianą.

Noc — wieczór — pusto; — szum od pola,

z Łazienkowskiego Parku...

Warta gdzieś stąpa — słychać kroki.

Na kozłach bębny, dwa moździerze

i kopczyk kul i szpada.

Podziemu prysną wraz3 ościeże:

w tym korytarzu wstaje Dziewa,

hełm z kitą na jej karku,

prawicą włócznia, tarcz4 jej lewa;

jej pierwszy głos i rola.

Ze spiżu czerwony kask kryje jej lica

a oczy jej gorą w przyłbicy;

jej szata się łyska w odblasku księżyca;

tarcz wielka na złotej pętlicy:

Egida5 śrebrzysta, przez ramię rzucona,

wężami szeleści żywemi.

Wężami ciążące podźwiga ramiona

i spisę6 wbija do ziemi.

I głosem zawoła, aż gromem uderzy,

że ku niej skrzydlatych chór dziewek nadbieży

a każda na skrzydłach niesiona.

PALLAS7

Do mnie! Do mnie! Do mnie!!

Zwycięskie duchy w orli lot

powietrznym szlakiem

biegajcie we wichrowym szumie;

potrząsam władnym znakiem!

Wy wszystkie razem,

mężobójczym8 sprzysięgłe żelazem,

co byt poświęcacie dumie;

na szczytach Hymetu9, Ossy10

Słońcu ślubujecie niezłomnie!

Ze szczytów Pelionu11

biegajcie, biegajcie tłumnie,

śmiertelnych żądne zgonu.

Oto stawiłam grot!

Hej ku mnie, ku mnie, ku mnie!!

gromy

Ty, co zwyciężyłaś pod Maratonem12,

że Ateny radośne nowiną;

ty, co zwyciężyłaś pod Salaminą13,

że Pers smagał morze rózgami,

że w złości nurzał się w pył;

ty co byłaś pod Termopilami14;

ty coś wiodła Aleksandra15 pod Tyr,

przydając mu Achillesowych16 sił;

ty, którą wieść wędrownych lir

pod Troją wsławiła Hektorem17;

ty, co wiodłaś Cezarów Romy18,

że świat zeszli taborem

wszerz i wzdłuż.

Gdy gasły gwiazdy Północy,

ty, coś Sławie przydała mocy19;

ty, coś zwyciężała Teutony20,

gdy Witołd21, jako Ares22, szalony,

odbywał kąpiel krwi;

coś wiodła Boży-Bicz23 w łunach

we chwałę przekleństw ognistą,

że zachwiał się krzyż

śród miasta siedmiu wzgórz,

gdyś we światło rzuciła miot lwi!

Do mnie sam! Do mnie w piorunach!

pioruny

Przyzywam was władnym znakiem,

na Egidy złoto, kość i spiż;

zaklinam przez Noc wieczystą,

kędy was siłą pchnąć mogę,

na Słońce zaklinam palące,

na Zewsa24 kędziory straszliwe,

na moc wężową Gorgony25,

w drogę!!!

Wy, którym nieśmiertelność dam,

stawajcie żywe, przytomnie26!

Powietrznym okrążajcie szlakiem!

Do mnie sam! Do mnie! Do mnie!

I otóż lecą ku niej, lecą

zwycięstwa dziwne Panie:

skrzydlate wielkim skrzydeł lotem.

Wielkim kołują wprzód zawrotem,

nim w kole która stanie.

PALLAS

Ten, co z zawrotnych szczytów

Olbrzymów pchnął w głąb Tartaru27

i włada w państwie chmurnym błękitów,

skąd gromem i błyskiem spada,

przeze mnie każe28!

Niechaj błysk piorunowy

zapala ognie-ołtarze!

Szał być ma Aresowy!!!!

Pobierajcie z bożego daru:

Zews nawołuje sług!

CHÓR

Ares!! Mój pan i bóg!!

PALLAS

Oto Ares, zwalony z pętów,

uleciał z Olimpu bram,

jako burza

i opadł nad miastem sam

a teraz przelatuje konny

i krzyczy i podjudza i podburza.

CHÓR

Powalim męże i poranim!

PALLAS

Lećcie za nim!!!

CHÓR

Hej! Skrzydła porozwijane

nad miastem szeroko rozprężem29,

aż one uzbrojone dosiężem,

dopadniem, pochwycim siłą;

rola się stanie mogiłą

narodom; przez krew zwyciężem!!

PALLAS

Nad ludami uderzą gromy,

chmury się zapalą pożarem,

w gruzy zapadną domy,

ogień z niebios wyleci widomy,

zaciąży Gniew!

CHÓR

Kto walczy — ?

PALLAS

Polska z Carem! — —

Powołane są i wysłane

Kery30, sine dajmony31,

z przeklętych nor Tartaru —

Harpije, co ssają krew

konających...

Znacie tę Nike32 Fidiaszową33,

jak sandał wiąże szybka,

jak ze zwróconą w górę głową,

(tej brak, gdyż dzieło jest fragmentem)

wstrzymana w locie, gibka,

sandał chce splątać rozplątany

a strój jej, taśmą niewiązany,

z polotnych fałdów tors odkrywa

i pierś na ciele wpół przegiętem.

Otóż to ona się odzywa

Jako:

NIKE NAPOLEONIDÓW34

Pod Moskwę, na gniazdo Carów,

wiodłam Cezara Franków35.

W orłowej leciałam chmurze,

nad lasem sztandarów,

w górze! w górze!

Szczęście unosiło skrzydła:

Rycerzy wiodłam kochanków...

PALLAS

Odzyszczesz36 rycerzy kochanków:

leć...

NIKE NAPOLEONIDÓW

Nad duszami zaciążę.

Zwycięzców ramiony37 uniosę

na bój.

PALLAS

Leć!

NIKE NAPOLEONIDÓW

Sandały zwiążę;

biegłam z Olimpu chyża,

na twoje zaklęcia zlękła;

o olimpijskie dźwirza38

uwadziłam39; — ażem uklękła —

zawiązuje sandały

Kto będzie im wrogiem?

PALLAS

Książę.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Oni jego pochwycą?!

PALLAS

Zdradą!!

NIKE NAPOLEONIDÓW

Nie!

PALLAS

Oni tam wlecą gromadą

i pochwycą książęcia w pół-śnie.

Pójdziesz za nimi!

NIKE NAPOLEONIDÓW

Nie!! — –

Niech walczą twarzą w twarz,

niech pierś o pierś ubroczą,

niech działa na się zatoczą,

tej nocy walce wydolę,

niech wyjdą w pole!

Uderzą miecz o miecz!

PALLAS

Przeznaczeniu ty nieposłuszna;

Rzecz ma się dopełnić już.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Ty wielka, a ty małoduszna!

Niechaj podejmą oręże

i idą walczyć, jak Bogi!

Olimpu zeszłam progi!

PALLAS

Spalę cię w ogniach rumieńca:

poznajesz Gorgony40 węże?!

NIKE NAPOLEONIDÓW

Nie zwolę41 wieńca!

PALLAS

Więc nie! — i bez ciebie poradzą.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Nie poradzą! — Zwycięża ten, kto z nami:

patrzaj, my ze skrzydłami.

PALLAS

Trojej42 dobyłam tą władzą,

wsławiłam Odysa43 nad męże;

Księcia pochwycę jeńca.

NIKE TROJAŃSKA

Dobywcom Trojej biada,

nie zwyciężysz.

PALLAS

Zwyciężę!!

Losów dopełnić muszę.

Kajdany zejmę i pokruszę!

NIKE NAPOLEONIDÓW

Orlico, nie zwyciężysz.

PALLAS

Orlico!

Gdy rzucę tarcz strasznolicą,

drży tron Zeusa skrzydlaty orłami;

gdy widmem zatrwożę duszę

i najmocniejszy pada.

NIKE SPOD TERMOPIL

Byłam pod Termopilami:

krocie bohaterów we krwi

zdradzieckimi zabiłam mieczami,

zdrada nie plami!!!

Gdy legną pobici zdradą,

te ręce wawrzyn pokładą.

Zamęczyłam je w zwycięskiej dumie;

padli, przykryci chmurą strzał,

w grotów zabójczych szumie,

w jarach niedostępnych skał.

Do czynu siostry, do czynu!

Jeśli podstęp przyspieszy wawrzynu, —

podstępem! —

NIKE SPOD SALAMINY

Narodom stanę się sępem;

byłam pod Salaminą!

Których losy dopełnione, niech giną.

Jeśliże44 za zaborem szli,

niechże je ziemia pochłonie;

Jeśliże ognie ma w łonie;

na cudzymże45 chcą orać zagonie

i cudze plony kraść — ?

Lepiejże trupem paść,

niżal46 dopuścić tę właść47! —

Czegoże48 to pragniemy?!

CHÓR

Krwi!

NIKE SPOD SALAMINY

Jak sięgniem po wawrzyny — ?

CHÓR

Przez krew!!

PALLAS

W krwi nie masz winy!

NIKE SPOD SALAMINY

Kto ludy powiedzie?!

CHÓR

Gniew.

NIKE SPOD SALAMINY

Kto weźmie wieniec róż — ?

CHÓR

Wódz!

NIKE SPOD SALAMINY

Kto on?

PALLAS

Chmurny, jak Noc.

NIKE SPOD MARATONU

Czyli będzie rówien49, jak mój,

któren50 wzeszedł w gaju Maratonu51,

we szczęku krwią płynących zbrój,

nim Helios52 z nieśmiertelnych dróg

przebieżał połowę skłonu.

Jego imię?

PALLAS

Wołane w skrach i dymie,

w mgławicy Napoleonidów.

On pierwszy i on jedyny.

CHÓR

Jakie jego imię — ?

NIKE NAPOLEONIDÓW

Czyny!!

Mnie jego daj i zwól53;

pożądaniem jemu krew rozpalę.

Jak poznać?

PALLAS

Chodzi w chwale;

wszyscy ku niemu drżą.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Gdzie jest?!

PALLAS

Satyry

bawią go śpiewem i grą

na teatrze.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Satyrom skruszę liry,

przy nim stanę i w oczy popatrzę

i krzyknę: w mieście bój!!

PALLAS

Leć, skrzydła nad nim sprząż54,

unieś go i skryj w arsenale.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Jest mój.

PALLAS

Chwytaj i wiąż!

NIKE SPOD CHERONEI55

Posępna weszła i cmentarna

i wiew przynosi grobów, blada

i wieńce niesie choinowe

i ciska — ręce składa —

to wznosi je tragicznie nad głowę

i jakby wieszczka rozpowiada

gestem,

wróżąca jedno słowo: biada.

Czarne welony, czarne chusty;

z zaciśniętymi idzie usty56;

że cała onych Bogiń gromada

przystanęła przycichła i bada.

NIKE SPOD CHERONEI

Oto wieńce wam niosę wiązane

z choin; przystanęłam w ogrodzie

i rwałam —

NIKE SPOD SALAMINY

Chcę wieńców z róż.

NIKE SPOD CHERONEI

Róż nie ma, róże pomarły;

badyle kwiatów suche

wichry przegonne w puch starły;

z liści złotych kobierzec na wodzie.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Chcę wawrzynu wieńców i dębu.

Jakoż zwycięstwo się ziści — ?

NIKE SPOD CHERONEI

Dęby odarte z liści.

Wichr przegnał zimną zawieruchę

nad ogrodem; — i liście opadły;

ogrody puste i głuche

a gałązki zmartwiałe i kruche;

ni ptaków świergoty letnie,

ni Marsjasowe57 fletnie;

zbłąkane dzieci Eola58

dmą mierzwę59 przegniłą z pola,

słomę dziergają na drzewa,

że drzewo, jak arfa śpiewa

we wichrze miotem gałęzi;

a krzewy, co najdroższe,

w zimowej słomianej uwięzi;

a krzewy, co najuboższe,

w łachmanach sczerniałych liści.

CHÓR

Jakoż zwycięstwo się ziści — — ?

NIKE SPOD CHERONEI

Uprzołek suchy jaśminu

i perły owocu, jako łzy

duże —

krwawe po jarzębinach korale —

NIKE SPOD MARATONU

Gdy zwycięskie proporce zawarczą,

po kierz60 bohatery nie sięgną.

NIKE SPOD SALAMINY

Nędzą zmartwiałe badyle;

oto je stopą podepcę —

i w pierwszym ogniu spalę.

Wstanąli61 to pieśniarze i ślepce

lirni — czy męże, jako spiż?!

NIKE SPOD CHERONEI

Onym te wieńce wystarczą

za róże —

NIKE SPOD SALAMINY

Pieśniarze!?

NIKE SPOD CHERONEI

Drwisz!

Będą jaśnieć przez chwilę.

NIKE SPOD SALAMINY

Jacyż ludzie?

NIKE SPOD CHERONEI

Wzrośli w mękach i trudzie.

CHÓR

Jacyż ludzie?!

PALLAS

Męże się lęgną?

NIKE SPOD CHERONEI

Na urwiskach jałowiec i sosna,

przygięta wichrem, drży...

NIKE SPOD MARATONU

Drzewa żałoby!

NIKE SPOD CHERONEI

Siostry!

Krzew zwarzył62 wicher ostry

i szron bieluchny mży.

Laurów nie ma, a róże pomarły.

CHÓR

Jakoż zwycięstwo się ziści — ?

NIKE SPOD CHERONEI

Niech giną, synowie moi —

kres hańbie, wstrętom, zawiści;

łza już się w oczach nie ląże63,

do lotu się skrzydła rozwarły...

CHÓR

Gdzie dążysz? —

NIKE SPOD CHERONEI

Oto po Śmierć dążę.

Obaczę ich znowu we krwi.

Pozwalasz mi znowu wstać,

poległym łoże słać.

O Pallas, Zewsowa dziewo,

jakożem dzisiaj szczęśliwą.

O Sławo, przecz64 znowu mogę

dziełami znaczyć drogę.

Widziałam Maciejowice65

i ległą zakłutą brać.

Na bój, na bój!

Podajcie ręce siostrzyce:

otośmy66 przymierze zawarły.

CHÓR

podają sobie ręce

Cyt! — — — Stój.

Krzew zwarzył wicher ostry;

wylękłe, wyschłe drzewa,

w nich Eol, jak w arfach śpiewa;

laurów nie ma, a róże pomarły — —

NIKE SPOD CHERONEI

Siostry!

Otośmy przymierze zawarły:

oto po Śmierć, po Śmierć dążę:

niech giną we chwale zbroi,

łza już się w oczach nie ląże.

ujmuje za ręce Chór

PALLAS

Ujrzycie bohatery i karły

i wojenniki i gachy67

i dumne, pychą pojęte

i podłe, jako gad liche

i wyniosłe i groźne i ciche

i zbrodnicze i jako cud: święte. —

Leć! leć! w puste, w ciemne ulice!

Wołajcie, tam Ares goni,

uderzcie o dzwon błyskawice,

niech trwogą przez miasto dzwoni!

Krzyczcie: do broni!!...

CHÓR

Do broni!!!

Chór odlatuje; — zaś Pallada

ze smugi świetlnej w cień wstępuje

i kęs68 przystaje, czatująca. —

I tejże chwili samej wpada

Wysocki Piotr69 do korytarza,

od prawej biegnąc strony.

Ku drzwiom środkowym prosto bieży;

płaszcz wielki kryje go po oczy;

biegnie — drzwi pchnął do sali;

dobył szpady — i tą koło zatoczy;

płaszcza odkrył — oni już go poznali;

do drzwi się cisną: chór młodzieży;

słuchają, a on nawołuje:

WYSOCKI

Hej bracia, dzieci, żołnierze

za broń, za broń, za broń!

Niech każdy za giwer70 bierze

i ustawia się w szeregu, w podwórze.

Hej bracia, oto budzą się burze:

za broń, za broń, za broń;

przyszedł czas, gdy zrywamy obroże,

co gardła i ręce porze71

i święcim noże!!!

Śmierć przywłaszczycielom,

tyranom,

co nasze kalają trony,

co brudem ołtarze ścielą!

Bóg wziął nasze obrony:

Śle wolność ludom i stanom!

Czas pomsty za bezprawie,

czas pomsty, lećcie żurawie,

roznieście po polach skry

z płonących chat!

Za łzy, za urąganie męce,

hej bracia, rycerze, dzieci,

młodzieńcze sprzęgajcie ręce.

Oto godzina wybija,

gnana tęsknotą lat:

do broni, Jezus, Maryja!

Do broni za Polskę, za krew,

za lata niewoli i nędz,

za widma, upiory jędz,

co nasz obsiadły dom,

niosąc srom72;

niech krzyż upiory wyżenie73,

spełniajcie przeznaczenie:

Czas przyszedł, zwyciężym dziś.

Hej dzieci, rycerskie łupy

dla was, czas iść!

Drogę zaścielą wam trupy;

to wam ratować się z toni,

wasz los od waszych dłoni,

wam serca! — Mężowie dzieła!

Już za nim Dziewa znów się zjawia

i słowem-ogniem go zaprawia

i słowem-ogniem go porywa,

płonąca wiedźma łun straszliwa:

PALLAS

Niech płoną grody i miasta!!

Do broni, do broni, do broni!

WYSOCKI

Tyżeś to koło mnie stanęła,

we wieńcu błyskawic niewiasta:

łuną palisz się jasną...

PALLAS

Oto jestem przy tobie siostrzyca;

błyskawice w mym ręku się palą

i gwiazdy w mym ręku gasną.

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Patrzajcie, gorą74 mu lica.

WYSOCKI

Hej, naszym krzywdom granica!

PALLAS

Opętańcze mieczowy, do dzieła!!

WYSOCKI

Poprzysięgam się tobie: miecz;

zgaduję cię, radosne widziadło;

tyżeś mnie za włosy ujęła,

Córo Zewsa, dziewo nieśmiertelna;

tysiące mężów pobladło,

przed tobą upadło w pył...

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Dla nas Sława, Sława niepodzielna!

Wyżeniem75 księcia precz!

PALLAS

Patrz, jak się prężą do sił;

patrz, lecą, ja z nimi orlica;

zapalę ich duchy, jak pochodnie;

niech lecą spełnić zbrodnię;

wężami osmagam twarze76.

Zaklinam je w wojennym gniewie;

zapalę, jako zarzewie;

duchy młodzieńcze obnażę,

rozedmę piersi okrzykiem,

każden wstanie skrzydlatym orlikiem

i wzleci w śmiertelnym śpiewie.

WYSOCKI

Przez krew, przez krew, wy w gniewie:

rycerze krwawego przymierza,

słuchajcie, piorun uderza

przez pierś, przez polskie serca.

Oto wszystko wam odebrał wydzierca!

Pallado! tyżeś z piorunów urosła,

potrząśnij tarcz gromowładą,

niechaj patrzą w płomień uniesieni,

niech się łuna nad nimi rumieni!

Rozedrzej77 piorunem mrok!

gromy

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Łuna się na niebie uniosła — !

WYSOCKI

Zapamiętajcie rok

trzydziesty,

dzień dwudziesty dziewiąty

listopada:

dzień wzeszedł dla was, ta noc!

łuna

PALLAS

Wam dana potęga i moc!

WYSOCKI

Wskrześnijcie mściwce78!

Krzepcie się, orężna gromada!

PALLAS

Zdobywce;

Tratujcie, depczcie Centaury!

WYSOCKI

Na moim stawajcie Słowie:

Do broni!

PALLAS

Jutro laury!!

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Każesz iść, o ty oczekiwany,

mówiono, że przyjdziesz k’nam79.

PALLAS

Na Słowo pękają kurhany.

Wam duch, latami wołany,

poima80 serca łańcuchem;

kto się oprze tej wolej81 serdecznej,

tego tarczy uderzę obuchem

i męce przekażę wiecznej.

Oto głos, co wam woła: Sława!

Hej, stado orłów szeleści,

powietrze skrzydłami porą82,

łuna tęczą ogniową je pieści.

Niechaj duchy płomieniem zagorą83!

Miecz świętość, miecz twoja Sprawa,

Los w wasze ręce dan84.

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Rozkazuj!

WYSOCKI

Bierzcie za giwery —

oto stoją rzędami u ścian;

chwyć w lot;

czas ucieka, trza nam chyżo do wrot,

nim was ubiegą.

Jest tu cała hurma Moskali,

co wrót strzegą.

Trza, by was nie poznali;

trza nam wpaść na koszary na Solcu;

to tam się pali szopa

opodal przedmiejskich kopców

i to jest umówiony znak.

Iluż was tu jest chłopców?

Stu sześćdziesięciu?

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Tak!

WYSOCKI

Są wszyscy?

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Wszyscy są.

Patrz, pełnią się85 korytarze...

WYSOCKI

Dostajecie do działania część lwią:

trza rozbroić trzy pułki ułanów,

most zająć, omylić straże.

Dam naboje, sam sprawię waćpanów.

Potem zejdziem na miejski szlak.

do nowych, którzy nadbiegli

Imać86 za broń!

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Za broń!!

WYSOCKI

Czas mija, nie trza dzieła odwlekać.

Przelecimy koło Belwederu ku miastu,

by przedostać się do Arsenału.

Zaliwski Arsenału dobędzie.

PALLAS

szeptem za jego uchem

Nie zazdrosnyśże87 jego udziału,

że i on sławę równą posiądzie — ?

WYSOCKI

W ogrodzie, koło mostu-posągu,

jest młodych, umówionych szesnastu;

wszystko z uniwersytetu studenty

i literaci,

Tym trza dać broń

i drogę do pałacu pokazać;

dwóch przydzielę i sam ich wyznaczę;

oni mają pochwycić książęcia,

gdyby zechciał ogrodem uciekać.

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Więc to dziś — to nie do pojęcia...

WYSOCKI

Dziś dzień wyzwolin braci!

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Leć z nami, jako orzeł z orlęty!

Już biegą, już biegą.

Już nic ich nie wstrzyma,

Już bronie mają w ręku;

do niego, do wodza przykuci oczyma,

śród gwaru, rumotu, śród szczęku.

Kurty w granat a żółte rabaty88;

białe spodnie i białe kamasze.

Na giwerach piętrzą bajonety89

przypasują do boków pałasze,

tornistry przytroczą na grzbiety.

na krzyż pasy przez pierśne kolety90.

Już się stawią we czwórki-kwadraty,

Już w rząd długi wyciągli91 się sznurem

a wesołym radują się chórem.

WYSOCKI

To dziś — do broni! za giwery!

Bajonety nasadzić!

W podwórzu się gromadzić,

przeć do wrot!

Żeby wrot wam nie zamkli92 — w lot!

Dostaniecie ładunki u bram.

Ja z wami — ja powiodę was sam!

Do broni, godzina wybiła,

przy nas Potęga, Siła.

Za wstyd, za lata niewoli,

za lata, lata łez

przywłaszczycielom kres!

Miecz wyoralim93 z roli,

Będziemy tym, co naszą łamali cześć,

grób grześć94,

na piersi kolanem sieść95

i łamać kości.

PALLAS

Będziesz nieśmiertelność mieć!

WYSOCKI

Wnijdziecie96 do nieśmiertelności!

Hej dzieci, męże, rycerze!

PALLAS

Niech każdy płomieniem płonie,

lećcie gorejące pochodnie,

ozwarte97 świątyni ościeże.

We światło przez mieczów zbrodnie!

WYSOCKI

Hej bracia, żołnierze, dzieci!

PALLAS

Gwiazda wam wzeszła i świeci!

WYSOCKI

Bóstwo przed nami goni!

PALLAS

Do broni!!

WYSOCKI

Do broni!!

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Do broni!!!

SALON W BELWEDERZE

Dwoje drzwi z prawej. Dwoje drzwi z lewej.

W głębi potrójne okno, aż do posadzki.

Za oknami ogród-park łazienkowski.

W oddaleniu nad stawem posąg konny biały.

JOANNA98

wchodząc

Patrzajcie, łuna pożaru!

W. KSIĄŻĘ99

wchodząc

Gdzie pożar?

KURUTA100

wchodząc

Miasto się pali.

GENDRE101

wchodząc

Nie miasto.

W. KSIĄŻĘ

Gdzie?

GENDRE

Tam, w oddali.

W dziedzińce lecą sygnały.

KURUTA

Dwa się szwadrony zerwały

i pędzą...

JOANNA

wychodzi

GENDRE

Konia dla księcia!

KURUTA

Już wiodą.

W. KSIĄŻĘ

Nie — pozostanę. —

Tam — po co? — Niech ogień płonie.

KURUTA

A co by książę powiedział,

gdy płomień drugi uderzy

i trzeci i czwarty wstanie,

i tak te czarne otchłanie

zaczną grać — ?

W. KSIĄŻĘ

Że to powstanie.

KURUTA

A tak — tak — ogień — bunt, ogień pożarny;

tak, jak rozpali się ten lud cmentarny;

tak świeże groby wystrzelą piorunem;

będziemy tańczyć trupy.

W. KSIĄŻĘ

Z złotym Runem102

na piersi; — jak kto nasze odkryje opończe,

pozna stróże carskiego słowa — wsio103 rycerni,

my nie będziemy umierać, lecz ginąć

albo zwyciężać; —

jak zechce Car, będziemy słynąć.

GENDRE

A jeśli Car nie zechce — ?

KURUTA

Będziem wierni.

GENDRE

wychodzi

W. KSIĄŻĘ

Postój104 sam!

KURUTA

Słuszajus105.

W. KSIĄŻĘ

Ot, ty durny.

KURUTA

Ja ludzki.

W. KSIĄŻĘ

A potrafiłby ty, jak jaki kniaź106 Zarudzki107,

porwać dziewkę? — i chcieć być Moskwie Carem sam?

KURUTA

Wy gospodyn108 — ja sługa.

W. KSIĄŻĘ

No ja znam109.

KURUTA

Wierny.

W. KSIĄŻĘ

Głupi zadość110.

KURUTA

Mudry po rozkazu111.

W. KSIĄŻĘ

Przebiegły Grek; na tonie pozna się do razu.

No — lubię gaworzyć...

KURUTA

Paplać swobodno112.

W. KSIĄŻĘ

Małczaj113 — — — no ruszaj won — — a służyć!

KURUTA

Niezawodno114.

W. KSIĄŻĘ

A potrafiłby ty w ogień za Carem skoczyć?

KURUTA

Choćby i carski brat —

W. KSIĄŻĘ

Nóż jemu w pierś — ubroczyć

i chresty115 wziąć — ty zbladł?

Car skazałby powiesić wprzód,

potem by chresty kładł. —

Paszoł!116 — — Adieu117 — — masz dłoń — po kamracku.

KURUTA

Wasza miłość...

W. KSIĄŻĘ

Filozof ja — tak po omacku

szukam ludzi; człowieka zwącham w grubej skórze.

KURUTA

Dar boski wasz.

W. KSIĄŻĘ

Tak ja wam się wynurzę,

Kamràt118 — — powiem słowo —

li nie zlękniesz się kar?

KURUTA

Diabeł bierz — cóże jest to — — ?

W. KSIĄŻĘ

...Że książę będzie Car.

KURUTA

zaśmiał się

Ha, ha ha.

W. KSIĄŻĘ

pchnął go

Precz! — czego ty się zaśmiał, jak czart?

KURUTA

milczy

W. KSIĄŻĘ

Precz — no nie trza służby mnie.

KURUTA

pozostaje

W. KSIĄŻĘ

Precz. Ruszaj do kart.

wypycha Kurutę za drzwi

został sam

puka do drzwi na lewo

z tychże drzwi wychodzi:

JOANNA

podeszła ku środkowi salonu

W. KSIĄŻĘ

zamyka wszystkie drzwi

idzie do biurka

Od samego rana

zwlekałem — i wczoraj, cały dzień i pozawczora119,

aże do chwili tej — gdy na zegarze

dziejowym taka znaczyła się pora

dla mnie i ich godzina ta.

uderza ręką o biurko

Tu — list Cesarza —

JOANNA

Cara!?

W. KSIĄŻĘ

Cara brata.

I nominacja.

JOANNA

Na zbawcę!

W. KSIĄŻĘ

Na kata!

JOANNA

Co to jest — ?!

W. KSIĄŻĘ

Car oszalał.

JOANNA

Co znaczy...?

W. KSIĄŻĘ

— Milczenie,

tajemnica — wsiowładztwo120 — komedia — skażenie!

Otom jest....

JOANNA

W ogniu cały...

W. KSIĄŻĘ

I we krwi się zjawię

i albo los podejmę i Polskę wybawię

i będę czymś — nie błaznem, nie kpem, nie dworakiem,

ale Carem Polski — przez krew.

JOANNA

Ty!!!

W. KSIĄŻĘ

Polakiem.

JOANNA

Łżesz.

W. KSIĄŻĘ

Małczaj!121

JOANNA

Ty łasisz się i klniesz — —

W. KSIĄŻĘ

Słuchaj — ty milcz — ja mówię świętą rzecz;

ja się zbudził od dziś — ja będę lew,

ja chcę krwi, walczyć chcę — ja poczuł krew

w powietrzu. — Będę Bóg przez ciebie.

JOANNA

Łżesz.

W. KSIĄŻĘ

Ty piękna — ciszej ty, bo ty mnie słowem gniesz.

Słuchaj mnie ty. — Jak była wielka wojna,

tak będzie teraz znów — a ty dostojna

Carowa; — — ja każę kuć koronę

dla ciebie — jako wziąłem cię za żonę.

Wojna, wojna — Polaki to są lwy.

Oni zdobędą wsio122 — jak lodowcowe kry,

przebojem wzdłuż i wszerz! Co? Napoleonidzi

przeszli?! A co, Polkà!?

JOANNA

A serce moje widzi.

Ty śnisz — ty — co ty knujesz — —

W. KSIĄŻĘ

Zblednie Car.

JOANNA

Przeciw bratu — ty brat — —

W. KSIĄŻĘ

Wot123 rzucił na cię czar.

Wiesz ty? — Jedyne słowo takie, jakom tu rzekł,

a Car by żywcem pasy darł i żywcem piekł,

zazdrosny Car — a ja będę nad Cara;

ja będę Polski król — i ze mną twoja wiara.

Wot co? ty zrozumiała — ?

JOANNA

Zamach.

W. KSIĄŻĘ

Wsiej124 czas — mój los.

A co — ja poszedł gdzie mnie wiódł twój głos.

Polkà.

JOANNA

W obłędzie ty — chcesz mnie udaniem zwieść.

Daj list — czytać mi daj...

W. KSIĄŻĘ

otwiera biurko

podaje list

Czytaj. — Co wiesz?

Plein pouvoir125. — Co? — Znasz126! Ha, mów, ze słowem spiesz.

Wyrzec ty — krzycz — bo w tobie gore krew.

Ty w oczach moich, ty przede mną stoisz

zbrojna nożem — ty uderz — — co...?

JOANNA

Precz.

W. KSIĄŻĘ

Ty się boisz. —

A czego ty się lękasz? W blaskach ty polska dusza,

ty we świetle, w twych oczach skry i żar i zorza.

A chciałabyś ty — co — od morza, hej do morza?

No, skrzydła rozwiń twe — roztaczaj ty twój lot,

nie skrywaj się — ja znam — — a to katusza —

tam ogień święty wre — ty westalka127.

Ha, zgadnij moją myśl — ha — ?

JOANNA

Ty bankrot128.

Chcesz naigrawać się — pójdź precz.

Ze serca, z duszy drwisz.

W. KSIĄŻĘ

Ty lalka —

ty cud — ty świętość polska ukradziona,

ty z twoim rysem dumy i bladością lica,

ty u mnie niewolnica — no — ty u mnie żona —

kochaj — ot we mnie geniusz się obudził;

ty nie zapomnij mnie — patrz, ja się zbudził;

duchem ja był ugrzęzły w nędzy i rozpuście,

padlèc129 — ale mi świecisz ty sławo, urodo,

ty moja — ja cię miał, przygarnął świeżo, młodo;

moja ty służebnica — daj ust — pić, ja głodny

pić duszy czystość — w uścisku rozpalić

białą lilijkę do żaru płomieni —

daj ust —

JOANNA

Puszczaj —

W. KSIĄŻĘ

Krew, lice się rumieni.

JOANNA

Puszczaj.

W. KSIĄŻĘ

Czuj moc.

JOANNA

Precz.

W. KSIĄŻĘ

— Ty będziesz chwalić

za uściski — kobieta ty — legniesz...

JOANNA

Ty cham.

W. KSIĄŻĘ

Ha — ty słaba — ty kwiat, bierz rozkosz, lubość dam. —

— Dziewka! — Ruszaj!

JOANNA

oddala się

W. KSIĄŻĘ

Postój!130

JOANNA

staje

chwila milczenia

W. KSIĄŻĘ

opuszcza wzrok ku ziemi

stoi obezwładniony

JOANNA

zwraca głowę ku oknu

Czy nie wydaje się, że ot tam jacyś ludzie

stoją — ?

W. KSIĄŻĘ

nie poruszył się

Może to być — to i cóż? Myśl moja w trudzie.

Trzeba gwałtownie działać, rządzić, rozkazywać.

Tyle potrzeba umieć, wiedzieć, znać, przemóc na sobie,

przełamać podejrzenia — precz rozgonić cienie. —

Któż to jest moim wrogiem — ?

JOANNA

Spójrz no tam.

W. KSIĄŻĘ

Sumienie.

ostro

Czego chcesz?

czule

Pójdź no ku mnie. — Nie pragniesz się tulić?

miłość — sen — za marami gonisz po ogrodzie.

JOANNA

Spójrz no — patrz — jakieś smugi odbite na wodzie

i cień koło posągu.

W. KSIĄŻĘ

Ty marząca — luba —

ty patrzysz za cieniami — ot, mnie czeka zguba,

jeśli się duch nie wzmoże, w moc się nie rozpręży.

Dzisiaj przeczułem moc — nade mną cięży.

Innym dziś, niźli indziej131 — nie rozumiem siebie.

Widzę wielkość i drżę...

JOANNA

Krocie iskrzących gwiazd...

W. KSIĄŻĘ

Ty myślą w niebie,

za światem —

JOANNA

Chłód.

W. KSIĄŻĘ

Po oknach cienie gonią.

JOANNA

Tam jacyś ludzie są. —

W. KSIĄŻĘ

Przystępu straże bronią.

Czytujesz Lamartina132

JOANNA

Zaczęłam dziś rano.

Harmonijne harmonie w muzyce przestworów

i ten Bóg, objawiony w kształcie wszelkich stworów.

Religijne romanse duszy nad jeziorem;

jego myśli nad ranem, myśli nad wieczorem.

W. KSIĄŻĘ

Tak więc masz ideami duszę zadumaną

i ludzi tam dostrzegasz, gdzie ich cale133 nié ma134;

gdzie są żywi, nie widzisz.

JOANNA

Tak duszy oczyma

patrzę i wdzięczna jestem...

W. KSIĄŻĘ

Francuskiemu hrabi,

który ma sowi mózg i ma sentyment babi. —

Otoczony jest ogród sotniami żołnierzy.

Nie przejdzie nikt — no a ty myślisz, kto — ?

JOANNA

— Nikt — — Może drzewa tam gałęźmi trzęsą — ?

Tak wszystko kryje mrok. — —

W. KSIĄŻĘ

Łzy masz pod rzęsą.

JOANNA

To nic.

W. KSIĄŻĘ

Pokorny ja — bez gniewu — jużem rozczulony —

już całuję, przepraszam. —

JOANNA

Ten tam oddalony

posąg — coraz się bardziej uporczywie wbija

w oczy — i ciągnie ku sobie urokiem.

W. KSIĄŻĘ

Dosyć.

JOANNA

Na ogród pójdę. — —

W. KSIĄŻĘ

tupie nogą

Nigdzie krokiem.

Nie pójdziesz nigdzie.

JOANNA

To nie. — Już zostaję. —

O czym ty myślisz — ?

W. KSIĄŻĘ

To idź.

JOANNA

Tam. — A po co?

W. KSIĄŻĘ

Urok, czarodziej biały — świecący bohater.

Słyszysz — — ?

JOANNA

Szept.

W. KSIĄŻĘ

W gałązkach szemrze wiater135.

Wszystkie się cienie na ogrodzie razem

zakołysały.

JOANNA

Cicho znów.

W. KSIĄŻĘ

Tym głazem

ty rozkochana... — ?

JOANNA

Może.

W. KSIĄŻĘ

Ja go każę zrzucić z konia!

JOANNA

Już nie patrzę. — — —

W. KSIĄŻĘ

Wysadzić go każę.

JOANNA

Ech. —

W. KSIĄŻĘ

Każę ozłocić — blachą okuć złotą.

Zmierzym się oko w oko — bohater...

JOANNA

Z hołotą.

W. KSIĄŻĘ

Małczaj!

chwyta ją za rękę

JOANNA

Ot żeś co jest — ?

W. KSIĄŻĘ

Ty dumą i pychą

karmiona duszo — patrz — ty bańką lichą,

skrzysz się w kolorach twych żądz niedościgłych,

jak tęcza rzucasz farby przez obłoki,

a lada wicher je zdmuchnie — pogrzebie;

roślino wiotka — polskiej oderwana glebie —

czar ciebie polski owiał — pojęły uroki — —

tak ja złamię. —

JOANNA

Ty wstrętny.

W. KSIĄŻĘ

Ot, ty kochanica.

A już krwią, już purpurą rozgorzały lica.

Pójdź.

JOANNA

Puszczaj.

W. KSIĄŻĘ

Pójdź.

JOANNA

Precz.

W. KSIĄŻĘ

Suko! Ruszaj!

JOANNA

Najświętsza Panno! — Nie — ty nie wymuszaj.

W. KSIĄŻĘ

Zapomnisz. — Czego chciałaś? Tam — już ciebie widzę,

pół omdlałą w mym ręku — z wstrętów, doniu136, szydzę;

będziesz pieścić i tulić, hołubić i wołać,

ha, ha — co będziesz wołać...

JOANNA

Najświętsza Panienko. —

W. KSIĄŻĘ

Precz ręce!

JOANNA

Łamiesz. O wstydzie, o męko.

W. KSIĄŻĘ

Znaj rozkosz. — Ty kobieta — jak panna wstydliwa —

godna tronu. Carowa będziesz ty...

JOANNA

upada

Ja nieszczęśliwa.

W. KSIĄŻĘ

Nie klnij — nie płacz — milcz! — cicho — cicho!

JOANNA

Precz.

W. KSIĄŻĘ

Gniewna, żałosna.

JOANNA

Odejdź; — ja szalona.

W. KSIĄŻĘ

Ty głupia. — Ty obłędna. — Obłęd moja siła.

Ja dziś w obłędzie lew. — Gdyby ty się paliła.

Gdyby żar — gdyby ogień, płomienie i skry

ogarnęły twą twarz — twą postać w ogniów mgły,

gdyby ty twoje ręce zarzuciła na szyję

mnie — gdyby ty...

JOANNA

Ja się w męczeństwie wiję,

mój rozum mi się mąci — krzyczysz — ty jak burza.

W. KSIĄŻĘ

Jak wichr — ja byłbym wichr, huragan...

JOANNA

Jak z podwórza

słychać — ? czy jęk? — czy drzew to łoskot — ?

W. KSIĄŻĘ

Czar.

Ty śnij — w objęciach moich śnij — oczarowana wróżka.

Spokojność duszy daj — — daj ust...

JOANNA

Ty...

W. KSIĄŻĘ

Chodź do łóżka.

JOANNA

Daj ust — ty mój — — — o bierz tę twoję moc —

podtrzymaj mnie — na oczach, w duszy noc;

w obłędzie myśli moje — splątane myśli, chmura,

nie widzę nic — łyskanie — szum —

W. KSIĄŻĘ

To miłość — ura!

Pocałuj —

JOANNA

Ha —

W. KSIĄŻĘ

Pocałuj.

JOANNA

Cyt...

W. KSIĄŻĘ

To nic. — —

JOANNA

Co to? — po oknach śwista — zgrzyt —

zgrzyt szyb — brzęk — szept — ktoś jęczy — czy kto łka — ?

W. KSIĄŻĘ

To wiatr północny dmie. —

JOANNA

Wichr wyje.

W. KSIĄŻĘ

W oczach łza —

ty płaczesz, łza miłośna — lubość, ty poddana,

ty kochanka — miłośna ty. —

JOANNA

Ja obłąkana —

ty mój. — — ty mój. — — Kto jęczy tam na dworze?

Kto z wichrem goni tam? Kto klnie? — Przeklina — może —

ciebie i mnie. —

W. KSIĄŻĘ

Daj ust —

JOANNA

Pocałuj — skon.

W. KSIĄŻĘ

Daj ust — pocałuj —

JOANNA

Tyś dla mnie rzucił tron.

W. KSIĄŻĘ

Dla ciebie tron zdobędę, koronę dam na skroń.

JOANNA

Ty mój — kochanku — panie —

W. KSIĄŻĘ

Dam tobie królowanie.

JOANNA

W kościele Świętego Jana.

W. KSIĄŻĘ

Carstwo.

JOANNA

Korona zmartwychwstana.

Nie od dziś to czuję i wiem

i pragnę, chcę i drżę — ty mój —

ty zadmiesz w róg — powołasz — ty na bój!

A oni z tobą rycerze; —

zwyciężą! — Szał mnie bierze. —

Kochanku — powstań ty, zdruzgotaj Cara, zgnieć!

Zapalaj burze, ognie nieć.

Kochaj — daj ust — tam pożar się rozpali:

Tam są gotowi wszyscy już! — — Powstali!!

W. KSIĄŻĘ

Co!? — wiesz!!

JOANNA

Wiem. Tam w sercach ogień wre.

Tam czekają i rwą się już. — —

W. KSIĄŻĘ

Tam?! — gdzie?!

Obłędna ty — co wołasz — ? Jaki bunt — ? Ty znasz?

Mów. — — Ty zdradziłaś się.

JOANNA

Ty patrzaj w twarz.

Cesarski szpieg. — — Mój sen — ty podły — kłam. —

Ty lękasz się — za tobą nikt — —

W. KSIĄŻĘ

odstępuje od niej

Ja sam...

To ja się zdradził — a z czym — czym ja to był?

Ty rzekła: carski szpieg: — ty żona,

ty miłość moja, mnie zabiła i zatruła,

ty z nóg mnie powaliła. —

A ja się rwał. —

Ja tam, tam, z orłami w loty chciał —

a ty — ty z duszy głębin wydobyła

podłość. — — — To ty mój wróg.

A ty zemdlała mnie u nóg

miłośna — nie — co ja wiem —

ty moja kaźń — ty boska —

dzwoni

JOANNA

omdlała

W. KSIĄŻĘ

otwiera z kluczów wszystkie drzwi

przenosi ją do innych pokojów

PANNY

wbiegają

otaczają zemdlałą

oddalają się

W. KSIĄŻĘ

wbiega

idzie ku jednemu z pokojów

rozmawia z kimś we drzwiach

po chwili wchodzi na salon

Obok W. Księcia wchodzi:

GENDRE

z pochyloną głową

W. KSIĄŻĘ

Ot, co ty mówisz? Na śmierć? — Generàł?

GENDRE

Ot, czemu by ja nie umieràł? —

Ja tchórz — a Wasza Miłość taki —

tak każdyj czełowièk137 tchórz — — a my łajdaki.

A niech bierze, kto chce — kto chciwy — choćby Bóg —

takoj ja rozrzutnik — niech każdy będzie syt,

czort, anioł, Boh138 i Car — — — a serce — cyt, cyt, cyt.

Ja serce miał — — ha, ha — dziś mundury i gwiazdy —

a książę gwiazdę masz — czoło mnie pali. —

opiera czoło o pierś W. Księcia

Daj ochłodzić kamykiem czoło. — — — — Carski dar —

piękny. —

W. KSIĄŻĘ

Biedny ty — duràk139 — —

GENDRE

Tak Carstwo czar. —

W. KSIĄŻĘ

Rzewny ty — czy pijany — ?

GENDRE

Wasza miłość? —

W. KSIĄŻĘ

Obraza — ?

No — no — rzewny — już ja widzę, że rzewny,

że ty się stał przede mną sercem śpiewny.

A dla kogo ty nucisz ten serdeczny żal — ?

No, generàł — tak masz tu przy boku stal,

szpada — co? — —

GENDRE

Tak kto mnie wydarł serce — ?

Ja serce miał — — czy naszli mnie morderce,

gdy ja się duchem chwiał...?

Wszystko wziął Car — niech wziął; — tak, gdy już u grobu,

kto dziś uwolni mnie wlec się do tego żłobu,

gdzie duszom dają pić — ? gdy pragnie dusza?

W. KSIĄŻĘ

Ty chcesz na tamten świat — ty brat — ? a co cię zmusza?

GENDRE

Duch. — Tak ja tu widzę wstyd — bezczelny wstyd;

a tak ja widzę tam za grobem jasny świt;

tak ja tu widzę podłość, brud i męt

a za grobem ja widzę czyste łzy a smęt...

W. KSIĄŻĘ

Tak ty urlop weź — poczekaj. —

GENDRE

Urlop duszy.

Daj ty zwoleństwo140 duszy, niech poleci

tam. — —

W. KSIĄŻĘ

Tak ty duràk — weź ty teorban141, dzwoń; —

ty się nudzisz. — A gdyby ciebie ja, jak Mazepę142, na koń,

w step? — uczyniłbym Centaura —

przez gąszcz leciałby ty, jak wichr — i jaka Laura

rozkochana by biegła z rozpuszczonym włosem

za kochankiem — — ?

GENDRE

Tak książę dziewkę rai...

KURUTA

wszedł cicho i szepce

Majestè143 — nadbiegł właśnie ów człowiek z donosem.

W. KSIĄŻĘ

Niechże wejdzie. —

do Gendra

Adieu144

do Kuruty

A przycienić światło,

niech ślepiami nie rzuca.

KURUTA

Wiem, kto jest.

W. KSIĄŻĘ

Co mnie to?

Niczym nie jest.

GENDRE

Addio145!

odchodzi

W. KSIĄŻĘ

Włóczęga, hołota,

człowiek podły — potrzebna nam jest jego cnota.

MAKROT

wchodzi

KURUTA

A ty masz dla mnie co — ?

MAKROT

Dla księcia słowo.

KURUTA

A czemu dla mnie nie — ?

MAKROT

Dla majestatu.

KURUTA

No tak, ja ci pozycję dał.

MAKROT

Więc za umową

działam — sekret.

KURUTA

Daj go katu — —

szepce W. Księciu

do Makrota

No tak, co ty wynalazł — ?

MAKROT

Słowa — gesta — cienie.

KURUTA

Któż co z tego odgadnie — he — kto?

MAKROT

Złe sumienie.

Kto się boi, dla tego gest jeden wystarczy

znaczący; — kto zgaduje — odgadnie z pół-ruchu,

z pół-słowa — co kto chowa utajone w duchu

i z tym straszydłem pójdzie w noc milczenia

a będzie tam ten potwór gospodarczy146

ten zatruje mu krew, przeźre147 rdzenia

i wejdzie, wpełznie jad w krwi uderzenia —

zatruje, zgnębi duszę — usiądzie na piersi,

aż przytłoczy i zaprze w noc. —

KURUTA

Tak my najszczersi —

daj rękę — no i gęby daj — a wypleć bajkę

cożeś wynalazł, zmyślił, odgadł....

MAKROT

Szajkę.

Może się co powiedzie? — Trzeba pójść posłuchać.

KURUTA

Można pójść — ?

MAKROT

Można.

W. KSIĄŻĘ

Jawno?

MAKROT

Niewygodnie.

W. KSIĄŻĘ

I cóż tam knują — ?

MAKROT

Oni — ? — Knują zbrodnie.

Trzeba, żeby sam książę podszedł, jak w romansie;

by mi zaufał, poległ...

W. KSIĄŻĘ

Jak na Sanszo-pansie148.

I dużo ich się schodzi?

MAKROT

Garść, partie — gromada.

To zależy. —

KURUTA

I gdzież to?

MAKROT

Kto przyjdzie, to gada

i można stan umysłu w dyjalogu czytać,

by tylko umiejętnie podsłuchać, pochwytać.

Słowa są urywane — lecz myśl jednolita.

W. KSIĄŻĘ

Tak gdybym ja tam poszedł sam...?

MAKROT

To nie wypada.

Mój ubiór wyszarzany, brudny, pfuj, jak szuja;

za dnia przyjść tu nie mogę, psami lokaj szczuje.

A żyć muszę dla dzieci — mam serce i czuję.

W. KSIĄŻĘ

I gdzież to — ?

MAKROT

Rzecz doniosła — niejawna, nietajna.

W. KSIĄŻĘ

Byłeś tam?

MAKROT

Wracam.

KURUTA

A, sprytna sobaka149!

W. KSIĄŻĘ

Gdzie to?

MAKROT

Na Świętojańskiej uliczna kloaka.

KURUTA

zaśmiał się

Ha, ha.

MAKROT

Spisek odkryłem — wyjawię dowody.

W. KSIĄŻĘ

Łajdaku, coś ty chciał — ja mam pójść w łajna?

MAKROT

Tam mówiono o księciu słowy szkaradnymi.

W. KSIĄŻĘ

I ty, podły, przychodzisz obrzucać mnie nimi?

MAKROT

Ja tam stałem na zimnie, o głodzie — z rozkoszą

chwytałem każde słowo; — powtarzałem duchu:

stój, postój — czekaj jeszcze, zapłaci dukatem,

dukatem płacą tym, co donos noszą.

W. KSIĄŻĘ

Co? I cóż? — Co przyniosłeś — co?

MAKROT

Ja cały w słuchu,

przy tym brudzie i wstydzie; — no ja z tego żyję,

Książę płacisz.

W. KSIĄŻĘ

rzuca pieniądz

Masz. Gadaj.

MAKROT

«Pojednał się z bratem

i że to jest udane — że jest list od Cara —

i że trzeba dziś jeszcze» — ot, patrz, krople z czoła...

W. KSIĄŻĘ

Gadaj.

MAKROT

«Dziś jeszcze trzeba w pysk tego Mogoła».

W. KSIĄŻĘ

Mnie!?

MAKROT

Ja tak myślę.

W. KSIĄŻĘ

Precz! — Mnie!?

MAKROT

To wyraźne —

bo oto tu są inne donosy ukaźne,

które wskazują — że się dziś — coś ma pojawić.

No i wiadomo co — gdzie — to trza zdławić.

W. KSIĄŻĘ

Ale co!? — Co?! — Precz-ty! — albo zostań jeszcze chwilę;

potem wydam rozkazy, ukaz150; — ja tu mile

przepędzam czas — tak wy mnie napędzacie strachu.

Tak ja spokoju nie mam — ciągle w szachu. —

A kto mnie trzyma? — wy — tak to błazeństwo. —

MAKROT

Oni się modlić przychodzą na groby

w dnie narodowej, tak zwanej, żałoby.

Wtedy ja idę i śpiew intonuję

razem wspólnie z innymi, nawet popłakuję.

A w notesie kryjomie imiona spisuję

osób, które tam klęczą. — I tak na trop spisku

wpadam z lekka, powoli — na ich cmentarzysku,

gdy na ich głowy liście spadają zżółkniałe.

Oto tu mam notaty.

dobywa papierów

Co — ? — Foliały całe?

Jeśli książę przypomnieć raczy w listopadzie...

W. KSIĄŻĘ

Listopad to dla Polski niebezpieczna pora — ?

MAKROT

Znacząca. — —

W. KSIĄŻĘ

A ty, widzę, jesteś zmora.

MAKROT

Tak teraz jest listopad — więc baczne mam słuchy.

Jest to pora, gdy idą między żywych duchy —

i razem się bratają.

KURUTA

wybucha śmiechem

Ha, ha, ha,

W. KSIĄŻĘ

śmieje się

Poeta.

Nowy Lamartine może? — Patrzaj — szpieg esteta.

Spisek — codziennie spisek...

KURUTA

Bo jest.

W. KSIĄŻĘ

Co dzień nowy.

KURUTA

Co dzień nowy.

MAKROT

Jest wszędzie.

KURUTA

W zawiązku.

MAKROT

Gotowy.

W. KSIĄŻĘ

A wszystko pierzchnie z rankiem — ze dniem — nocne mary.

Tak wy, strachy — puszczyki dwa — ja nie dam wiary.

KURUTA

Wasza Książęca Mość nie drży — człowiek wojenny,

no to dość; — trzeba, książę, wydać rozkaz dzienny,

że wsio151 ma być spokojno — spokojnie tam w duszy:

jak usłyszę w rozkazie — tak strach się rozprószy.

W. KSIĄŻĘ

Ty żartowny.

KURUTA

Tak ja się na wszystko zgotuję.

A kto to jutro będzie pan — ?

W. KSIĄŻĘ

Tu ja panuję.

A ty mnie przy mnie milcz — o innym panu.

KURUTA

Ja miał na myśli Cara.

W. KSIĄŻĘ

Milcz.

KURUTA

I zamach stanu.

Słyszałem pode drzwiami — rozumiem, miarkuję152.

Myśl genialna —

W. KSIĄŻĘ

Słyszałeś — ty — ja cię zakuję

w kajdany.

KURUTA

Tak się dowie Car.

W. KSIĄŻĘ

Car się nie dowie.

Ja się owinę szarfą — szpieg — wszyscy szpiegowie,

precz wy ode mnie, precz — krew mi wyssali,

krew moją carską żłopać przyszli tu i tu chłeptali,

duszę wy moją brali w szpon — piekła szatani

i wlekli w noc. — — —

wypędza obydwóch

Ja sam — — skąd czekać mnie zwiastuna?

i kto wyzwoli z mąk — — ? —

widać łunę

Co to? — — Pożarna łuna —

— gaśnie — zapada — — — znów snop iskier bucha.

Cisza. — — i coraz noc; — — i pustość głucha.

dzwoni

A co?

OFICER SŁUŻBOWY

wchodzi

salutuje

Raport złożony — pożar ugaszony.

Na Solcu płonie szopa pusta — trochę słomy.

W. KSIĄŻĘ

Słomiany ogień — zgasł —

OFICER SŁUŻBOWY

Cztery szwadrony

powróciły.

W. KSIĄŻĘ

Pożaru powód — ?

OFICER SŁUŻBOWY

Niewiadomy.

W. KSIĄŻĘ

Jak to — ? — Ha — nic — tak — nic nie wiadomo;

tak — że to wszystko nic — — kto ma łakomą

duszę — — — czego? — — co?

do oficera

Rozpędzić straże.

Niech idzie wszystko spać.

OFICER SŁUŻBOWY

salutuje

wychodzi

W. KSIĄŻĘ

klaska

LOKAJE

wchodzą

W. KSIĄŻĘ

Gasić lichtarze.