SCENA 7

OJCIEC

Troska o syna: jego maska.

Syn przed nim już niemłody.

I obaj idą w zawody,

że starość się w nich pośród waży:

u którego z nich więcej jej w twarzy.

Czy w tej młodości, co zlękniona,

w okrutnym jakimś marsie czoła;

czy w tej, która los zgadnąć chcąca,

czuje, że wstrzymać go nie zdoła.

Synu mój najmileńszy, nie poglądaj ku prawej stronie, ani ku lewej nie patrz. Źli oni, jedni jako drudzy; — i sercem chcę, byś wyrósł ponad onych, za moją idąc myślą i słowem.

SYN

Słyszę ojcze.

OJCIEC

Jeno przedsię idź i patrz przedsię, a we swej duszy się wpatruj widziadło, które pocznie się przed tobą z myśli mojej i ze słowa mojego.

SYN

Słyszę ojcze.

OJCIEC

Niechaj nie zatrzyma cię na drodze twej żadna ręka zbrodnicza, ani ręka skalana brudem i podłością, lecz przejdziesz wskroś podłych i nikczemnych ty jeden uświęcony, szlachetny, wierzący w prawdę myśli mojej i w prawdę słowa mojego.

SYN

Słyszę ojcze.

Tu na scenę wchodzi Harfiarka zatrzymująca się wśród różnych grup.

Widzę ją, oto idzie ku mnie i struny trąca: