Rozdział XXII

Kilka słów o Nigrze. — Dawne o nim pojęcia. — Zbadanie Nigru. — Mungo Park, René Caillé, Lander, Ekspedycja Nigru. — Ostatnie dnie żeglugi naszej. — Tornado.

Droga nasza, która od przylądka Cape Mount w Liberii wiodła wzdłuż brzegu, by o ile możności poznać charakter jego w całości, musiała odtąd odmienić kierunek, gdyż tu zatoka Benin, wrzynająca się w ląd pomiędzy Złotym Brzegiem a ujściami Nigru, posuwa linię lądową na ENE, podczas gdy kurs na Fernando Poo wypada na ESE. Kierunek ten powinien nam był odkryć na chwil kilka na horyzoncie ujścia Nigru, lecz minęliśmy przylądek Formosa w nocy tak, iż nie widzieliśmy sławnej rzeki, której odkrycie trwało przeszło wiek cały i życia ludzkiego niemało kosztowało. Po olbrzymiej rzece Kongo jest to największa arteria handlowa drogą wodną w głąb tego lądu, po której europejskie parowce i kanonierki różnych państw (kursujące dość często dla często zdarzających się potrzeb interwencyjnych) płyną teraz już ponad ujście rzeki Binue345.

To zwycięstwo cywilizacji, z którym łączy się szereg podróży i imion, nigdy niezapomnianych ani na falach majestatycznych Rzeki Świętej, ani wśród geografów północy, nie może nam pozwolić, byśmy choć w tym pamiętniku nie poświęcili kilku chwil rzece Niger, chociaż około ujść jej przepłynąć tylko kazała potrzeba białym żaglom naszej „Łucji” bez zatrzymania się. Z rzeką tą albowiem związane są podania i historia całego prawie Sudanu, którego czarni mieszkańcy zachowali dla niej pewną głęboką cześć religijną, a wśród niej snują na tle jej wód mnóstwo przesądów i bajek. Ten, kto by się odważył czerpać wody Nigru z jego źródła, utrzymują, ujrzałby naczynie swe wyrwane z rąk przez niewidzialne siły, przez które straciłby świętokradzkie swe ramię — i długo olbrzymia rzeka drzemała w cieniu afrykańskiej nocy.

Już Herodot346 daje nam pierwsze wieści o Nigrze, wielkiej rzece Sudanu, twierdząc, iż rzeka ta płynie ze wschodu na zachód i wpada w ocean pomiędzy 10 a 20 stopniem szerokości północnej347. Następnie przez długie lata brano Senegal za ujście Nigru i jako identyczny z Nigrem Herodota. Mniemanie to utrzymywało się przez długie lata i było bronione przez wielu geografów. Przeciw niemu jeden z wybitniejszych występował Edrisi, twierdzący, że Senegal i Niger są dwie rzeki odrębne, że każda bierze początek w jednym z dwóch sąsiednich jezior, lecz że jedna płynie na zachód, druga zaś na wschód.

Na mapach ukazało się to twierdzenie jednakże dopiero w roku 1714, a mianowicie na Mapie świata Delisla, wydanej owego roku. Mimo to długo jeszcze utrzymywano, że istnieje komunikacja pomiędzy górnym Senegalem a Nigrem — i dopiero sławnej pamięci Mungo Park348 dowiódł, iż mniemanie to jest mylne. Wysłany w r. 1795 przez Afrykańskie Towarzystwo angielskie dla rozwiązania tego zadania349, popłynął podróżnik ten w górę po Gambii i przybył wkrótce do miasta Medina. Opuszczając tam rzekę tę i przechodząc przez Talehme — ramię Senegalu, a następnie przez sam Senegal, dotarł do miejsca Jarzah (czytaj Dżarza), gdzie napotkał na ostatnie ślady nieszczęśliwego majora Houghton, który zamierzając to samo, zginął tu w r. 1791.

Stąd obrał kierunek na południo-wschód i po ciężkich przejściach dotarł do celu, nad Niger, przy miejscowości Sego, stolicy kraju Bambarra. Tu wreszcie ujrzał, czego pragnął: wody Nigru. „Patrząc przed siebie — pisze Mungo Park w swym pamiętniku — ujrzałem wielki cel mej misji, majestatyczny Niger, którego szukałem od tak dawna. Szeroki jak Tamiza przy Westminster, błyszczał on ogniem słońca i płynął powoli na wschód. Pobiegłem do jego brzegu i napiwszy się z jego wód, podniosłem ręce do nieba, składając dzięki Rządzącemu wszechświatem, że uwieńczył me zabiegi zupełnym zwycięstwem”.

Ta podróż Mungo Parka oznajmiła światu, że z tych samych gór, w których biorą początki Senegal, Gambia, Rio Grande i inne płynące do Atlantyku — wypływa Niger jako olbrzymi potok, dający wstęp daleko na wschód w głąb lądu.

By dalej odkryć tę drogę wodną, rozpoczął się cały szereg podróży. Pierwszym był sam Mungo Park, który w r. 1805 na nowo puścił się w drogę, mniej więcej tą samą linią, jaką był obrał w swej pierwszej podróży. 2 października 1805 r. popłynął on z Sego na dół po rzece, niestety więcej z niej nie wrócił. Później dopiero dowiedziano się od krajowców, że spoza Timbuktu przybyli w owym czasie biali z prądem rzeki, lecz zginęli zdradziecko na wodach Dżoliby350.

Śmierć Mungo Parka nie wstrzymała innych. Wkrótce potem major Laing351 dotarł do Timbuktu, do owej tajemnicą okrytej metropolii wewnętrznej Afryki, o której mówi już Leon Afrykanin352. Dążył on właśnie z Timbuktu do Europy z bogatymi odkryciami, gdy wstępując w obszary Sahary, został zabity. Wreszcie René Caillié353 dotarł do Timbuktu nad Niger w tym miejscu i pierwszy powrócił szczęśliwie z owocami swymi do Europy (1824–1828). Podług niego Niger około Dżeime (blisko Timbuktu) ma szerokość Sekwany przy Pont-Neuf w Paryżu (a więc nie tak szeroki jak nasza Wisła między Warszawą a Pragą).

Środkowej części Nigru do dziś dnia w całości nie znamy. Najdalej sięga tu marszruta Bartha354, która przecina bieg Nigru przy miejscowości Say. Część jednak pomiędzy Yaurie i Komba nawet na najnowszych mapach Afryki oznaczona jest tylko punktami.

Co do dolnego biegu olbrzymiej rzeki, położyli tu największe zasługi bracia Ryszard i Jan Lander355, którzy w roku 1830 zbadali główne ujście, co przy sieci krików, jakie tworzą delty Nigru, nie było łatwym zadaniem, tym bardziej że krajowcy tych delt należą do najdzikszych na całym tym brzegu, a ich kula czy strzała spowodowała śmierć Ryszarda Lander, który leży pochowany w Fernando Poo, dokąd płyniemy.

Ważnym rokiem dla eksploracji Nigru jest też 1859, rok działań smutnej pamięci Ekspedycji Nigru (Niger Expedition)356, która tyle kosztowała życia ludzkiego. Niestety, przedsięwzięcie to miało za wiele w sobie, jak słusznie zauważył Burton357, wpływów i ideałów z Exeter Hall i to było jej zgubą. Niejeden z czytelników będzie się dziwił tym mym opiniom, wypowiedzianym już raz obszerniej; niestety, mogę tylko powiedzieć: „Idź i przekonaj się”.

Oto w krótkości historia odkrycia i zbadania biegu Nigru. Sto lat już się ciągnie ono, a jeszcze nie jest skończone! Afryka niełatwo odkrywa swe tajemnice, tylko po wielkich ofiarach otworzy ona swe drogi, a do chwili, w której odsłoni się zupełnie, wieleż jeszcze zgonów oświeci słońce południa!

Lecz powróćmy na pokład naszego okrętu, gdzie każdego wieczora tej ostatniej dłuższej żeglugi „Łucji-Małgorzaty” zbierało się całe grono jej mieszkańców do wspólnej gawędy. Czym bliżej byliśmy kresu żeglugi, tym niecierpliwiej wyglądano lądu — nie wiedzieliśmy, niestety, wiele złego miało nas spotkać na nim zaraz na wstępie! Dzięki ci, Opatrzności przezorna, która zakrywasz przyszłość przed oczami śmiertelnych!

Pogoda była zmienna, jak zwykle w czasie tornadów. Częstokroć panowała cisza na morzu zupełna. Żagle obwisły, linami nawet nie poruszała fala kołysząca, morze, okręt i załoga zdawały się uśpione. Tak 8 kwietnia nie odbyliśmy więcej nad mil kilkanaście. W dniach następnych, dziewiątego i dziesiątego, letarg natury stał się jeszcze bardziej martwy, nastąpił zupełny calm plat, podczas gdy gorąco stało się nadzwyczajne. „Łucja” stała na miejscu. Wreszcie jedenastego zawiał lekki, stały wietrzyk, lecz jakże stały! Jak wszystko na południu (a czasem i na północy) na 24 godziny. Dwunastego nad ranem zawarczało w linach, „Łucja” zaczęła pędzić jak szalona, morze zaszumiało złowrogo, a gdym wyszedł na pokład, zastałem horyzont czarny, groźny, straszny. „Tornado” — rzekłem do przechodzącego po pokładzie wicekapitana Boutes i za chwil kilka zawył huragan z taką siłą, że wszystko drżało w przyrodzie. Zapanowała prawie zupełna ciemność dokoła — maszty zdawały się nie wytrzymywać dłużej szamotania i parcia wichru, podczas gdy bałwany, jak pijana zgraja średniowiecznych najemników zdobywających mury nieprzyjaznego miasta, wdrapywały się na pokład i wpadały do kajut. Wkrótce żywioły doszły do apogei358 w swej walce; pioruny uderzały po piorunach, grzmoty i błyskawice ścigały się nawzajem. Wreszcie zaszumiała gwałtowna tropikalna ulewa. Lecz w niej też powoli słabły grzmotów tony i przechodząc powoli w diminuendo359, ustały około południa, ukazując znów niebo z wypogodzonym obliczem.

Jeszcze trzy dni żeglugi, a byliśmy u celu.