Czerwone imieniny

Wielka jest radość w domu, w którym „mamy dzisiaj imieniny”. Bo to gości się nazłazi, wódy przyniosą, a nad ranem wszyscy karetką pogotowia odjadą.

Różne bywają imieniny. Od osoby zależy i od jej pozycji we świecie.

Z punktu widzenia naukowego należy rozróżniać następującą klasyfikację imienin: oficjalne albo szczere. Bywają także imieniny miłe albo rodzinne. Bywają nieudane i takie, gdzie wszyscy się pobili.

Przy sposobności, że to już o imieninach się zgadało, pozwolę sobie z własnego doświadczenia przytoczyć spis prezentów, które wywołują największe wrażenie na solenizantach.

Burżuazyjne, banalne kwiaty należy wycofać z obiegu. Żyjemy pod znakiem większej samodzielności!

I tak, młodziutkiej panience zamiast storczyków, gałązki mimozy czy pęku ponurych, purpurowych róż znacznie wytworniej jest przysłać na imieniny po prostu butlę wódy, paczkę płaskich35 i talię kart, żeby i monopol zarobił sobie przy święcie.

Często duma się nad wyborem prezentu dla pięknej pani w kwiecie wieku. Prezent w postaci kwiatów jest w danym wypadku nieznośną impertynencją36. Zwiędną po paru dniach i będą nasuwać myśl o starości i zbędności rzeczy zwiędłych. Znacznie taktowniej będzie przypomnieć pięknej solenizantce czasy jej dzieciństwa. W tym celu zdobywamy odpis metryki jej urodzenia, oddajemy cenny dokument do fotografa, żeby dokonał portretowego powiększenia, po czym dobieramy kosztowną ramę i jako portret przesyłamy ten upominek w taki sposób, żeby został doręczony owej pani, kiedy już jest pełno gości w salonie. Pani rozpakowuje intrygującą przesyłkę przy wszystkich i... śmiechom nie ma końca...

Natomiast osobom zupełnie starym lub bardzo chorym należy przesyłać na imieniny trumnę. Naturalnie dobrze dopasowaną. Taki upominek świadczy o wielkiej pieczołowitości i przywiązaniu prezentodawcy do solenizanta. Że to niby ma przyjaciół serdecznych, iż nawet jeśliby umarł, zapewnią mu zaraz dach nad głową.

Politykom, jeśli należą do partii rządzącej w danym kraju, należy przesyłać komplet farb i pędzli w najlepszym gatunku, żeby przy najbliższym publicznym wystąpieniu mogli znowu odmalować przyszłość kraju w pięknych barwach.

Jeśli zaś należą do opozycji, należy im nadsyłać kwiaty. Zawsze to miłe dla oka, a pomóc — i tak nie pomoże...

Studentom na imieniny trzeba kupować mocne laski. Należy je nabyć w tej żydowskiej firmie, która ogłosiła, że „laski i zielone wstążki nabywa się u Arona Pinkiertona. W razie zatarasowania wejścia z powodu bojkotu — wejście przez podwórze”.

Jednak na imieninach pana Fortunata Kółko dnia 21 stycznia znalazły się zgoła inne prezenty. Przyszli goście, a każdy coś przyniósł. Wyborowa i piwo lały się strumieniami, bo zakąska była obfita. Minogi37, parówki, golonka i różne jeszcze subtelniejsze delikatesy.

Ktoś nawet solenizantowi przyniósł trzy cygara w prezencie.

Pan Fortunat, rozczulony tak kosztownym upominkiem, zaraz obrzezał jedno i zabrał się do palenia.

Dostojnie wyglądał nasz Fortunat z cygarem w ustach. Miał coś z wielkiego finansisty w sobie, kiedy buchnął niebieskim kłębem dymu ponad biesiadnym stołem. Mało finansista — minister, można powiedzieć. I właśnie przy tej asocjacji38 dokonano nań zamachu stanu. Coś trzasnęło w cygarze, nastąpił wystrzał. Całą twarz mu sparzyło. Cygara bowiem były „strzelające”.

— Cóż ty, mydłku zielony, imienin nie odróżniasz od pierwszego kwietnia? — zagaił solenizant ofiarodawcę owych maszyn piekielnych.

Nie czekając odpowiedzi, od słów przeszedł do czynów. A wiadomo: od czynów do pogotowia jest tak blisko, jak od pogotowia do komisariatu i od komisariatu do sądu grodzkiego.

Sąd grodzki skazał Fortunata Kółko na dwa tygodnie aresztu za pobicie swoich gości łóżkiem żelaznym. Zawsze mówiłem, że w mieszkaniu trzeba mieć tylko tapczany.

Miara i umiar

Pojęcie umiaru i miary płynna to rzecz. Czasem jednak można przesadzić.

Aleksander Dumas kiedyś drukował swoje poczytne powieści w pewnym paryskim kurierze porannym. Płacono mu honorarium od wiersza.

Po pewnym czasie redaktor pisma zauważył, że Dumas zapełnia całe odcinki krótkimi dialogami.

Na przykład:

— Co słychać?

— Nic!

— Nic?

— Tak!

Nic więc dziwnego, że redaktor przy najbliższym spotkaniu z Dumasem powiadomił mistrza, iż odtąd będzie mu płacił honorarium za każde słowo.

Wtedy do następnej powieści Dumas wprowadził dwóch... jąkałów i sentymentalną pannę, która co drugie słowo mówiła „ach”...

Odtąd sprawa płacenia „od wiersza” i „od słowa” przynosi wiele kłopotów redakcjom, niejeden bowiem młody pisarz z dumą naśladuje Dumasa.

Nie każdy jednak w ogóle jest artystą. Mam na myśli tych kilku ludzi na świecie, którzy nie piszą, nie malują i nie śpiewają, a u których pojęcie umiaru i miary jest także nieuchwytne.

Pan Aron Pikuasik, właściciel sklepiku z materiałami łokciowymi39, to jest takimi, które zaraz przecierają się na łokciach, kiedy zrobić sobie z nich ubranie, stosował miarę ze zbyt wielkim umiarem.

Miał facet drewniany metr, którym odmierzał towary, jednak metr ów znacznie się różnił od swego arystokratycznego, platynowego pierwowzoru z Towarzystwa Miar i Wag w Paryżu40.

Po pierwsze, metr Pikuasika nie był z platyny, o co nikt nie rościł doń żadnych pretensyj, a po drugie był znacznie krótszy. Wytarł się widocznie od ciągłego nieprania lub, jak wszystkie interesy handlowe, skurczył się z powodu kryzysu.

Tym oto przyborem Aron Pikuasik odmierzał „prawdziwy angielski kamgarn41”... prosto z Tomaszowa, lub „japońskie czeczunczej42 autentycznoje” z fabryki sztucznych jedwabi, a ludzie kupowali, płacili i wychodzili...

Dopiero trzeba było karzełka, żeby zdemaskował pana Pikuasika.

Pan Julian Kapelek, karzełek, lat 56, jest człowiekiem wytwornym. Stroi się jak dandys, ale na cały garnitur dla siebie potrzebuje metr towaru. Właśnie metr na garnitur marengo43, w którym miał zamiar oświadczyć się o rękę pewnej korpulentnej akuszerki. Jak się okazało, nie starczyło już towaru na kieszenie, a całe ubranie było tak ciasne, że pękło w jednym miejscu, kiedy pan Kapelek z bukietem róż w ręku klęknął przed obliczem swej oblubienicy.

Przykra sytuacja: trzyma facet bukiet róż i — ani rusz! To groteskowe wydarzenie zniweczyło matrymonialne marzenia sentymentalnego karzełka, bowiem korpulentna akuszerka przerwała dość brutalnie tok jego wyszlifowanych miłosnych słów.

— Oświadczać się pan Julian przychodzi, a portki na nim pękają! Pętak jeden.

Nic dziwnego, że moralnie zrujnowany parterowy adonis44 udał się na swych nisko skarosowanych45 nogach do sklepu Pikuasika i sprawdził autentyczność jego miary.

W związku z tym Pikuasik stanął wczoraj przed sądem grodzkim, który skazał go na 300 złotych grzywny.

Podczas badania personaliów głównego świadka, pana Juliana Kapelka, miało miejsce małe nieporozumienie:

— Imię i nazwisko?

— Julian Kapelka.

— Lat?

— Pięćdziesiąt sześć.

— Zawód?

— Karzełek do wszystkiego.