Dziwny fach
Wszystko, proszę wysokiego sądu, było tak: ja jestem fachowiec od noszenia transparentów z napisami, z afiszami. Plakat na deseczkę się przybija, deseczkę na kiju się umieści i ja to wszystko noszę po ulicy, ale chlebodawca nie ma nijakiej pewności, czy gdzie po bramie nie odpoczywam. Znakiem tego w kilku barach kredyt mi otwiera czasowy i ponktualny.
— Jak to „ponktualny”?
— Ano, kredyt ponktualny, to jest taki, że jak ponkt o jakiejś godzinie przyjdę do baru Pod Setkę9, to mi jedną większą na szczot10 chlebodawcy wolno wypić. Jedne takie knajpę mi wyznaczyli na Placu Teatralnym, drugom naprzeciwko dworca, a trzecią na Nowem Świecie. Co godzina z wybiciem zegara mam prawo wypić jedne czystą, na Teatralnym. Trzydzieści minut potem, czyli jak pół godziny bije, mam prawo wypić naprzeciwko dworca, a w tej trzeciej knajpie to wolno pić dopiero, jak do następnej godziny brakuje kwandransa.
— No, dobrze, ale może pan przy tym systemie pić tylko w jedinej knajpie co godzinę i wcale nie chodzić z transparentem.
— E... nie. Pracowity jestem człowiek. Nie ma obawy, żebym opuścił którą kolejkę. Dziesięć lat pracuję w tym fachu. Nawet tak się do tego przyzwyczaiłem, że jak czasem bez pracy jestem, to przez cały dzień od baru do baru chodzę i piję po jednym kieliszku w każdej knajpie. Muszę także dodać, że nie umiem pić w knajpie, która nie znajduje się na rogu ruchliwej ulicy. Bo ja piję pod dzwonki. Czyli jak jest dzwonek, żeby jedna strona jezdni jechała11, to ja piję i już żadnej innej zakąski nie potrzebuję.
— Niech oskarżony się streszcza.
— Wychodzę ja z tego baru i patrzę, a tu przede mną inny z afiszem dyguje12. „Odsuń się, konkurencjo — powiadam — bo nie możemy tak jeden za drugim iść, a ja pod Setkę muszę zdążyć”. A on na to powiada, że także samo pod Setkę idzie i też ma afisz kinowy, tylko innego kina. „Ta sama branża jesteśmy, to chodźmy się razem napić”. Wypiliśmy najpierw te kazionne13 wódki, a po tym częstowaliśmy się sami, aż wieczór się zrobił, więc poszliśmy każdy do swojego kina. Przychodzę, a mój chlebodawca, od bydlaków mi nawymyślał i dniówki nie chciał zapłacić. Więc obiłem go transparentem i dopiero wtedy zauważyłem, żeśmy w knajpie pomylili się z kolegą i każden nie swoją reklamę nosił. Jego też wyrzucili za to z tamtego kina.
Pan Zygmunt Wańtuch został skazany za obicie w stanie nietrzeźwym właściciela podmiejskiego kina.