Noce warszawskie
Sprawa jest bardzo poważna. Na podstawie poufnych danych stwierdzono niezbicie, że Warszawa na noc odpływa. Po bliższym zbadaniu owego zjawiska, stało się powszechnie wiadomo, że odpływa na Bliski Wschód. Tam przez całą noc pławi się w namiętnym, pomarańczowym klimacie, po czym o świcie wraca i podczas dnia leży sobie niedbale rozwalona nad szarą Wisłą, w nizinnej, kartoflanej okolicy, gdzie przeżywa swe deszczowe nędze i prowincjonalne zawiści.
Dzień warszawski ma szaroniebieskie oczy. Kropla w kroplę podobne do oczu jej ubogich i jak owe słoty bezbarwnych mieszkańców.
Ale w nocy... Wystarczy zajrzeć do któregoś z dancingów, aby przekonać się, że Warszawa już odpłynęła z nad Wisły i oto żyje sobie w jakiejś wschodniej, zaczarowanej krainie, gdzie kryzys jeszcze nie dotarł, w krainie oszałamiających win i świateł, w krainie murzyńskiej, kędzierzawej muzyki. Nocna Warszawa pławi się w lepkiej zmysłowości. Wiadomo: jaki klimat — tacy ludzie. Toteż mieszkańcy tej czarnoksięskiej Warszawy są zupełnie inni. Czarni, nachalni, hałaśliwi, spleceni w namiętny tłum, rozdygotany ekstazą upalnych tonów, i wytarzani w rozdzierającej jaskrawości, którą chłepczą nubijskimi107 wargami, grubymi i czerwonymi jak surowe mięso.
Paru jasnookich turystów z tamtej dziennej, krajowej Warszawy dość niepewnie plącze się między rozgorączkowanym tłumem niby podróżni jadący na gapę. Są to bowiem rdzenni, słowiańscy pijacy. Trudno, żeby nie byli pijani tym pomarańczowym, obcym klimatem. Odurzeni, szepcą więc tajemniczo:
— Patrz! Warszawa już odpłynęła...
— Mhmm! Okropne gorąco...
— Zdejmij kołnierzyk i marynarkę...
— Teraz jest mi znacznie lepiej... Proszę o jeszcze jedno whisky!
— Bardzo szanownych panów przepraszam, ale w Adrii nie wolno się rozbierać.
Przygotowania do podróży wyglądają bardzo prosto. Wieczorem, kiedy wybije siódma godzina, w Warszawie panuje elektryczny świt i neony zakwitają jak zwariowane, tropikalne kwiaty. We wszystkich mieszkaniach natomiast telefony przestają dzwonić. Zaczynają śpiewać.
Opowiadał mi pewien znajomy telefon, że jego życie byłoby szczytem nudy, gdyby nie ta zbawienna siódma godzina. Przez cały dzień musi nasłuchiwać cyfr i handlowych słów, tworzących nudną, telefoniczną rozmowę dnia pracy Dopiero o siódmej te same głosy nabierają słodyczy, a słowa koloru. Przeważnie koloru miłości...
Tymczasem na ulicach w obawie przed niebezpieczeństwem owej dalekiej podróży już się ryglują sklepy, już tłum, który leniwie dyszał na trotuarach, odpływa do mieszkań, żeby kluczami, łańcuchami i zatrzaskami bronić się przed jej tajemnicą. Ale Warszawa tai teatry, kina, koncerty i kawiarnie, niby kolorowe pułapki.. O, łatwowierni ludzie!... Przed pójściem do domu zachodzicie „na chwilę” do cukierni lub idziecie „do kina, a potem na pewno do domu”... Wielu z was już nie umknie tej nocy, co nadpływa jak czarna burza. Warszawa potrafi przerzucić z kawiarni do kin, a z kin do barów, żebyście tylko nie zauważyli jak i kiedy znajdziecie się pod inną szerokością geograficzną, w innym klimacie i pod innym niebem. Wtedy spróbujcie wracać do domu. Dom już jest o trzysta, o czterysta, o tysiąc kilometrów od was, w dalekiej, smutnej Polsce...
Zerknijmy na zegarek. Jest dopiero dziesięć po dziesiątej, a już na przedmieściach zaczynają pękać trotuary, rysują się bruki i place rozdzierają na dwoje. Mokotów oddziela się pierwszy i ginie w ciemności. Potem Powiśle, Wola, Muranów. Warszawa odrywa się od swoich przedmieść. Odpływa z wolna, a one toną w mroku, zrośnięte z nieprzeniknioną nocą okolicznych wsi i lasów i czekają na powrót tej dziennej stolicy, która ruszyła już z czarnym pluskiem, holując za sobą Sielankę108 niby świetlisty jacht uwiązany u cienkiej, napiętej jak lina, szosy wilanowskiej.
Czy podróż będzie uciążliwa?
Ludzie zamknięci na klucze i rygle czują się niespokojnie. Zasuwają firanki i story, żeby noc nie chlusnęła im w oczy. Trzeba ich ratować przed niebezpieczeństwem owej podróży, bo mogą jeszcze wyjść z domu, a tam, po ulicach, zaczną przewalać się fale nocy, jak przez rozkołysane pokłady okrętu. Mogą zmyć spóźnionego przechodnia, porwać za burtę życia i strącić na dno. Punktualnie o jedenastej z kilku tysięcy suteryn wychodzi kilka tysięcy dozorców i człapie, niosąc przed sobą klucze niby rewolwery wymierzone w tę noc niespodziewaną jak każda noc powszednia.
Świat dnia oddziela się jeszcze jedną zaporą. Bramy zostały zamknięte.
Jest jedenasta.
Warszawa już odbiła od brzegów. Jest już na pełnym morzu... Tramwaje — to głupie bydło — zaczynają zdradzać wyraźny niepokój. Jak wiadomo, tramwaje nie piją wódki i nie mają żadnego życia seksualnego. Toteż czerwone ze złości, zgrzytające na zakrętach z pasji niepohamowanej i wiecznie dzwoniące obolałymi zębami, natarczywie gonią pijaków i zakochanych, starając się przejechać ich jak najwięcej. Naturalnie z zazdrości. Na domiar złego głupota, która nie pozwala im zjeżdżać z szyn i każe zatrzymywać się na przystankach, doprowadza niektóre bardziej nerwowe egzemplarze do tego, że wreszcie wpadają na siebie i wtedy ślepną z brzękiem tłukących się szyb. Niektóre znowu, zbłąkawszy się w swych najnudniejszych podróżach, nie mogą na noc trafić do remizy. I potem do trzeciej nad ranem fruwają jak oszalałe, szukając czegoś po pustych ulicach, gonią, wariują, nie zatrzymując się na żadnym przystanku. Te byłyby groźniejsze dla zakochanych i pijanych, gdyby nie pocieszający fakt, że mają oni w nocy o wiele przyjemniejsze rozrywki od głupiego łażenia po szynach.
Właśnie pierwszy nocny tramwaj zaczyna się awanturować, mijając stado kolegów grzecznie wracających do remizy. W tej samej chwili autobusy, niby leniwe, zasapane tapiry, zapadają w miękkim błotku mroku, bezpowrotnie... Teraz nocna, mechaniczna fauna miasta zaczyna buszować. Pierwszy wyjeżdża żuk-samochód o wielkim, sześciennym szarym cielsku, zatrzymuje się ciężko na skrzyżowaniu ulic, wysuwa mały łebek osadzony na długiej gumowej szyi i zanurza go w kratownicy ściekowej. Wygląda to jak żyrafa u wodopoju. Potem pojawiają się dobroduszne auta-polewaczki i muskają nawierzchnie swymi siwymi, mokrymi wąsami, a szumiąc jak gigantyczne chrabąszcze, znikają za rogiem, aby pojawić się znowu, nagle i niespodziewanie... Wreszcie wylęgają nie wiadomo skąd jakieś ciemne, masywne centaury — dyszące, nieruchome lokomotywy-samochody. Mają tam swoją ważną, nieodgadnioną robotę. Ale dzieje się to już wtedy, kiedy trotuary kołyszą się, a kamienice przewalają z boku na bok. Widać po owym rozkolebaniu, że Warszawa odbiła daleko od brzegów wieczoru. Światła uliczne zmrużyły się sennie. Z kolei pogasły neony kin i teatrów.
Ludzie oddają się żywcem w ręce kelnerów. Przepraszam — najpierw szatniarzy. Jak wiadomo różnica pomiędzy kelnerem a szatniarzem jest taka, jak pomiędzy samolotem a balonem na uwięzi. Kelnerzy to uosobienie lotności i ruchu. Szatniarze natomiast muszą przez całą noc sterczeć w jednym miejscu i pomagać gościom w nierównej walce człowieka z paltem czy kaloszami. W odróżnieniu od kelnerów, którzy ubierają się w stroje cywilne (od ubrania toreadora zacząwszy, a skończywszy na zwykłym kitlu), szatniarze muszą nosić się po wojskowemu. Sterczą więc w mundurach dawno umarłych armii, słynnych z dawno zapomnianych zwycięstw. Jakieś pikiety109 czerwonych huzarów, czy ciemnozielonych strzelców, które przetrwały stulecie. Ma się wrażenie, że za chwilę wejdzie na salę jenerał110 Dwernicki111 i zlustruje ten zbłąkany posterunek, ową dziwną wartę przed pękiem szubienic z martwymi płaszczami. Zresztą możliwe, że wejdzie. W nocy jest wszystko możliwe. Tylko jeszcze nie teraz. W barach i restauracjach odbywa się dopiero sortowanie pasażerów. Tu odrzuca się braki. Noc nie życzy sobie, żeby wszyscy dopłynęli do jej oszałamiającego kresu. Wybiera starannie materiał godny dalszej podróży. Ludzie o skwaśniałych humorach, wszelkie wybiórki, niedobitki i niedopitki muszą od paść. Tu bowiem jest pierwszy i ostatni przystanek podróżującej Warszawy. Jeszcze można wysiąść i wrócić do domu. Restauracje i bary gasną. Jest pierwsza. Godzina dancingów warszawskich...
Skrzydlate fortepiany już się szykują do melodyjnego odlotu. Orkiestra pali wielkie, srebrne fajki saksofonów. Płynie od tego durzący opar muzyki i owiewa pary. Zaczynają chwiać się, wydłużać, kołysać na parkiecie. Na stolikach rozkwitają cocktaile. Piękność znana z okładek pism ilustrowanych siedzi w towarzystwie popularnego przemysłowca. Dygnitarz i działacz społeczny nudzą milczeniem swoje wytworne towarzyszki. Tłum podangliczałych młodzieńców i rozwydrzonych pannic — blichtr — ondulowana nuda.
Druga godzina jest przełomową w dziejach warszawskiej nocy. Zaczyna się banał — koszmar — bzdura. Z odaliskami112 tańczącymi „jarmark perski”. Z Hiszpankami bijącymi w kastaniety. Z bananami, z winogronami, tanim winem i głupim, ponurym flirtem. Wydaje się, że już za chwilę pijana nawa113 osiądzie na mieliźnie. Na błyskotliwych łachach tandety. Dygnitarz w towarzystwie pań i działacz przeszedł na chwilę zatańczyć do coctail-baru. Przemysłowiec kupił róże swej towarzyszce. W kolorowych światłach wyje brednia pod marmurowe niebo dancingu.
I właśnie wtedy to się zaczyna. Idzie od coctail-barów jakimś zdaniem wypowiedzianym zbyt głośno, brzękiem szkła i tuszem orkiestry. I przychodzi ten moment, kiedy cały dancing wypił o jeden kieliszek za dużo. Sala zaczyna wirować. Nieznajomi piją ze sobą. Ludzie gubią się i odnajdują. Działacz z kieliszkiem ginu w ręku stoi na stole i przemawia do krzesła, które trzyma w wyciągniętej dłoni. Piękność z okładek pije wódkę szklankami z nieprzytomnym i absolutnie obcym pesymistą. Dygnitarz całuje się ze studentami i śpiewa. Popularny przemysłowiec tańczy solo jakiś fantastyczny taniec brzucha, a potem wybucha płaczem jak małe dziecko. Ucierają mu oczy krawatem i cucą go szklankami koniaku. Trzeźwiejsi uciekają do domów. Z szatni wyfruwają płaszcze i same znikają za drzwiami. Kłaniają im się portierzy. Teraz dancingi zaczynają przerzucać sobie pijanych. Z Café Clubu114 do Adrii i znowu do Adrii. Już tylko koniak i usta, coctail i światło, wino i dowcip, whisky i taniec, wódka i kłótnia, gin i zabawa. Warszawa wraca z podróży. W dancingach — panika.
Auta, taksówki i rozdygotane dorożki rozjeżdżają, rozwożą, rozrzucają na wszystkie strony. Jakiś samochód mknący po szosie wilanowskiej z trzaskiem wpada na słup telegraficzny. W podejrzanym, szoferskim szynku pijany młodzieniec we fraku pije wódkę z dorożkarzami. Przyjaźnie klepią się po ramieniu. Na Dworcu Głównym zjawia się dygnitarz i działacz. Są w towarzystwie bladych, nieprzytomnych, opuchniętych z bezsenności fortancerek115. Dygnitarz wyjmuje z kieszeni pudełko od zapałek, patrzy i mówi z przerażeniem:
— Już szósta! Musimy choć na chwilę jechać do Zakopanego!
Wobec tego działacz biegnie do kasy, kupuje bilet do Krynicy i całe towarzystwo wychodzi na peron Warszawa–Poznań, by wsiąść do posągu jadącego do Łodzi, a wysiąść na najbliższej stacji z potwornym kacenjamerem116.
Z Adrii wyszli dwaj ostatni goście i nie wiedzą, dokąd pójść.
— Cholera! Kiedy oni nareszcie wprowadzą te autobusy-bary. Będzie można, bracie, z dancingu do dancingu jeździć, nie przerywając pijaństwa.
— Nigdy! Zobaczysz, że nigdy! Gospodarz mojego domu od trzech lat głupiej coctail-windy też mi nie chce założyć!
Warszawa powraca. Ze świtu wyłaniają się przedmieścia. Dalekie zrazu. Nieosiągalne. Najpierw Mokotów. Potem Muranów, Powiśle, Wola. Z ulic znikają żuki-samochody, wąsate polewaczki, uciekają chyłkiem, szumią bocznymi ulicami. Na szynach już się indorzą pierwsze, czerwone tramwaje. Ludzie pracy czernią się na trotuarach. Jeszcze jakieś auto przemknie z nieprzepisową szybkością... Jeszcze w szatni jakiegoś dancingu ostatni gość szamoce się z własnym paltem i ani rusz nie może wyjąć prawej ręki z lewego rękawa, a tu już jacyś sprzedawcy z koszykami uciekają przed rowerowym policjantem. Rozwożą mleko. Ktoś tam jedzie w dorożce z nogami na koźle i spod kapelusza zsuniętego na czoło jednym okiem łypie na słońce. Zgrzytają klucze w bramach. Kuchty człapią po schodach. Nizinna, kartoflana okolica zaczyna przeżywać swe deszczowe nędzne i prowincjonalne zawiści.
Warszawa dobiła do brzegów.
Wróciła.
Z dworców gruchnęło tłumem przyjezdnych.
Kelnerzy, jak marynarze, co wreszcie znaleźli się w porcie, gwarzą teraz o minionych przeprawach i piją piwo Pod Cegiełkami117...
Przypisy:
1. pikling — lekko solony, wędzony śledź. [przypis edytorski]
2. trotuar (daw.) — chodnik. [przypis edytorski]
3. famuła (żart.) — familia, rodzina. [przypis edytorski]
4. Dom Towarowy Braci Jabłkowskich — wielki warszawski dom towarowy, otwarty w 1914 przy ul. Brackiej 25; w 1950 odebrany rodzinie Jabłkowskich i upaństwowiony, w 1996 firmę reaktywowano i zwrócono jej budynek. [przypis edytorski]
5. skonstatować — stwierdzić. [przypis edytorski]
6. Nowa Gospoda — dawny warszawski bar i restauracja przy ul. Jasnej 4. [przypis edytorski]
7. Adria — elegancki lokal funkcjonujący w Warszawie przy ulicy Moniuszki 10 w latach 1931–1944. [przypis edytorski]
8. Colombina — przedwojenny warszawski dancing przy ulicy Jasnej 3. [przypis edytorski]
9. Pod Setką — przedwojenny warszawski bar mieszczący się w nieistniejącej dziś kamienicy Pinkusa Lothego na rogu Alei Jerozolimskich oraz Marszałkowskiej. [przypis edytorski]
10. na szczot (ros. на счёт) — na rachunek. [przypis edytorski]
11. jak jest dzwonek, żeby jedna strona jezdni jechała — dawniej do regulacji ruchu na skrzyżowaniach używano sygnalizacji świetlnej z dzwonkami jako dodatkowymi sygnałami dźwiękowymi. [przypis edytorski]
12. dygować (pot.) — dźwigać. [przypis edytorski]
13. kazionny (ros. казённый) — służbowy. [przypis edytorski]
14. u Kleszcza — zapewne chodzi o Zakopiańską, warszawską kawiarnię z dancingiem na ul. Niecałej, częściowo w Ogrodzie Saskim, własność firmy Erazm Kleszcz i S-ka. [przypis edytorski]
15. Kokos — przedwojenny bar w centrum Warszawy, na ul. Nowy Świat 43. [przypis edytorski]
16. był się (...) ułożył — przykład użycia czasu zaprzeszłego, wyrażającego czynność wcześniejszą niż opisana czasem przeszłym; dziś: ułożył się. [przypis edytorski]
17. Fałat, Julian (1853–1929) — jeden z najwybitniejszych polskich akwarelistów; wśród jego obrazów dominują sceny myśliwskie, dzikie zwierzęta i pejzaże. [przypis edytorski]
18. kondel (gw.) — kundel. [przypis edytorski]
19. autochton — rdzenny mieszkaniec danego terenu. [przypis edytorski]
20. flower — karabinek małokalibrowy na tzw. naboje Floberta, przeznaczony do ćwiczeń i polowań na drobne ptactwo. [przypis edytorski]
21. tank (daw.) — czołg. [przypis edytorski]
22. HP — skrót od ang. horse power, oznaczający konia parowego, dawną jednostkę mocy, używaną w celu porównywania mocy maszyn parowych z mocą konia pociągowego. [przypis edytorski]
23. Garbo, Greta, właśc. Greta Lovisa Gustafsson (1905–1990) — szwedz. aktorka filmowa, jedna z największych gwiazd kina lat 20. i 30. XX w. [przypis edytorski]
24. budnik (daw.) — budzik. [przypis edytorski]
25. z powodu, który Napoleonowi na pewno wystarczyłby w zupełności — nawiązanie do anegdoty o cesarzu Napoleonie Bonaparte. Zapytał on burmistrza pewnego miasteczka, dlaczego przy wjeździe nie został powitany salutem armatnim. Burmistrz odpowiedział: „Powodów jest kilka. Po pierwsze, nie mamy armat...”. Napoleon przerwał: „Dziękuję, to mi zupełnie wystarczy”. [przypis edytorski]
26. rentować się (daw.) — przynosić zysk, opłacać się. [przypis edytorski]
27. obstalować — zamówić, zlecić wykonanie czegoś. [przypis edytorski]
28. subiekt (daw.) — sprzedawca w sklepie. [przypis edytorski]
29. Rebeka — polskie tango skomponowane w 1933 do słów Andrzeja Własta z muzyką Zygmunta Białostockiego. [przypis edytorski]
30. Twe serce — walc angielski Straciłam twe serce z filmu Wrzos (1938), z muzyką Władysława Szpilmana i słowami Henryka Herolda (właśc.: Szpilmana). [przypis edytorski]
31. Solec — dzielnica Warszawy między Powiślem a Ujazdowem. [przypis edytorski]
32. koroniarz — mieszkaniec Korony, tj. Polski, w odróżnieniu od mieszkańca Litwy w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. [przypis edytorski]
33. delirka (pot.) — od: delirium, majaczenie, stan zaburzenia świadomości, któremu towarzyszą halucynacje. [przypis edytorski]
34. feldfebel (z niem.) — stopień podoficerski, sierżant. [przypis edytorski]
35. Płaskie — dawna marka papierosów. [przypis edytorski]
36. impertynencja — niestosowne i obraźliwe zachowywanie się wobec kogoś. [przypis edytorski]
37. minóg — prymitywne zwierzę wodne podobne do węgorza, uważane za wielki przysmak. [przypis edytorski]
38. asocjacja — skojarzenie. [przypis edytorski]
39. materiały łokciowe (przestarz.) — tkaniny, wstążki itp. sprzedawane w sklepiku na łokcie, tj. odwijane z beli i przycinane do długości pożądanej przez klienta. [przypis edytorski]
40. metr ów znacznie się różnił od swego (...) platynowego pierwowzoru z Towarzystwa Miar i Wag w Paryżu — dawniej jeden metr był definiowany jako odległość pomiędzy odpowiednimi kreskami na wzorcu wykonanym ze stopu platyny i irydu, przechowywanym Międzynarodowym Biurze Miar i Wag w Sèvres koło Paryża. Od roku 1960 wzorzec ten ma charakter historyczny, metr definiuje się na podstawie stałych fizycznych. [przypis edytorski]
41. kamgarn — tkanina z wełny czesankowej, dosyć gruba i mocna; używana dawniej na galowe i wyjściowe mundury wojskowe i policyjne, rzadziej na ubrania cywilne. [przypis edytorski]
42. czeczuncza a. czesuncza — dziś popr.: czesucza, szorstka, ziarnista tkanina z surowego jedwabiu naturalnego; używana na sukienki, marynarki i płaszcze. [przypis edytorski]
43. marengo — gruba tkanina wełniana z ciemnej przędzy z jaśniejszymi nitkami. [przypis edytorski]
44. adonis — tu iron.: piękny mężczyzna, wzór urody męskiej; w mit. gr. Adonis był pięknym młodzieńcem, w którym kochały się boginie Afrodyta i Persefona. [przypis edytorski]
45. skarosowany (techn.) — o samochodach: wyposażony w odpowiedni typ karoserii. [przypis edytorski]
46. Wyszy — niestaranne skrócenie oznaczające zapewne butelkowaną wodę mineralną z Wysowej Zdroju. [przypis edytorski]
47. Łostromecko — popr.: Ostromecko, wieś w pobliżu Bydgoszczy; tu w znaczeniu: butelkowana woda mineralna z Ostromecka. [przypis edytorski]
48. burgund — francuskie wino z Burgundii. [przypis edytorski]
49. w lansadach — w podskokach. [przypis edytorski]
50. cercle (wym. [serkl], daw., z fr.: kółko, grono osób) — pogawędka w zamkniętym gronie. [przypis edytorski]
51. fasować (gw. wojsk.) — wydawać z magazynu. [przypis edytorski]
52. kapelusz stosowany (daw.) — bikorn (dwuróg), rodzaj kapelusza powszechnego w XVIII i XIX w., szczególnie w wojsku i w marynarce, kojarzonego często z Napoleonem Bonaparte. [przypis edytorski]
53. pludry — krótkie spodnie z bufiastymi nogawkami, element dworskiej mody męskiej od XVI w.; w daw. Polsce: każde krótkie spodnie. [przypis edytorski]
54. vis-à-vis (wym.: [wizawi], z fr.: twarzą w twarz) — naprzeciwko; osoba mieszkająca naprzeciwko. [przypis edytorski]
55. oficyna — niefrontowa, boczna lub tylna część kamienicy, bez bezpośredniego dostępu z ulicy, z wejściem przez podwórze, ze skromniejszymi mieszkaniami i oknami na podwórze. [przypis edytorski]
56. szantrapa (obelż.) — kobieta niesympatyczna, złośliwa a. niemoralna. [przypis edytorski]
57. nierządzić (rzad.) — uprawiać nierząd. [przypis edytorski]
58. jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]
59. jęła się — zaczęła się. [przypis edytorski]
60. kontrybucja — okup wojenny, który pokonane państwo musi zapłacić państwu zwycięskiemu. [przypis edytorski]
61. białogłowa (daw.) — kobieta. [przypis edytorski]
62. biber (gw.) — brodacz, mężczyzna z brodą. [przypis edytorski]
63. Prawo o wykroczeniach — z dnia 11 lipca 1932, ogłoszone rozporządzeniem Prezydenta Rzeczypospolitej, Ignacego Mościckiego. [przypis edytorski]
64. utrzymanka — kobieta na utrzymaniu mężczyzny jako jego kochanka. [przypis edytorski]
65. białogłowa (daw.) — kobieta. [przypis edytorski]
66. Białogłówka — marka dawnej wódki produkowanej w Grodnie, od koloru kapsli do butelek. [przypis edytorski]
67. dziwożona — demon słowiański o postaci szkaradnej kobiety, podmieniający dzieci na własne, brzydkie lub kalekie. [przypis edytorski]
68. Mae West, właśc. Mary Jane West (1893–1980) — amerykańska aktorka i piosenkarka; popularna szczególnie w latach 30. XX w., słynęła ze skandalizujących ról jako symbol niekonwencjonalnej i prowokacyjnej kobiecości. [przypis edytorski]
69. Temple, Shirley (1928–2014) — amerykańska aktorka filmowa, piosenkarka i tancerka, najpopularniejsza dziecięca gwiazda Hollywoodu lat 30. XX w.; sławę zyskała w wieku 5 lat. [przypis edytorski]
70. serso — gra rekreacyjna polegająca na rzucaniu i chwytaniu wiklinowego kółka na kijek. [przypis edytorski]
71. krokiet — gra dla 2–8 osób, której celem jest jak najszybsze przetoczenie drewnianej kuli z jednego końca boiska na drugi. Kula jest prowadzona przez wąskie druciane bramki za pomocą uderzeń młotka. [przypis edytorski]
72. Ortym, Tadeusz, właśc. Tymoteusz Prokulski (1898–1963) — polski aktor, reżyser, konferansjer, twórca polskiego teatru dla dzieci, autor kilkudziesięciu baśni scenicznych. [przypis edytorski]
73. King Kong — potworny, ogromny goryl wystąpił po raz pierwszy w filmie z roku 1933, w reż. M. Coopera. [przypis edytorski]
74. Wielka Warszawa — dawne określenie Warszawy w nowych granicach administracyjnych, jako miasta znacznie powiększonego o przyłączone w roku 1916 przedmieścia (m.in. Ochota, Mokotów, Czerniaków, Saska Kępa, Targówek, Bródno, Żoliborz, Młociny, Marymont, Powązki), z których dużą część stanowiły w momencie rozszerzenia obszary niezabudowane. [przypis edytorski]
75. spleen (ang.) — uczucie zniechęcenia, przygnębienia i apatii. [przypis edytorski]
76. Tak zaczyna się film (...) życie jest także udźwiękowione — autor zwraca uwagę na udźwiękowienie, gdyż filmy dźwiękowe pojawiły się dopiero na przełomie lat 20. i 30. XX w., dekadę przed powstaniem tekstu. [przypis edytorski]
77. Gronowski, Tadeusz (1894–1990) — polski grafik i architekt wnętrz, jeden z pionierów nowoczesnego polskiego plakatu. [przypis edytorski]
78. Hryniewiecki, Jerzy (1908–1989) — polski architekt, urbanista, grafik, projektant plakatów filmowych. [przypis edytorski]
79. girlsa (wym. [gerlsa], z ang.) — tancerka rewiowa. [przypis edytorski]
80. kurier — gazeta codzienna. [przypis edytorski]
81. krzywa (daw., gw.) — niechętna, urażona, zagniewana. [przypis edytorski]
82. Pod Karasiem — dawny szynk działający w narożniku nieistniejącego dziś pałacu Kazimierza Karasia w Warszawie, mający wyjątkowo złą reputację. [przypis edytorski]
83. a conto (wł.: na rachunek) — zaliczkowo. [przypis edytorski]
84. wojna japońska — wojna rosyjsko-japońska (1904–1905), toczona o panowanie na Dalekim Wschodzie, gł. w Korei; zakończona miażdżącym zwycięstwem Japonii, która dzięki temu awansowała do grona światowych potęg. [przypis edytorski]
85. pociąg przejechał po niewygodnym sędzim Prince’u — 20 kwietnia 1934 niedaleko Dijon znaleziono przywiązane do szyn kolejowych zwłoki paryskiego sędziego Alberta Prince’a (1883–1934). Badał on sprawę finansowej afery Stawińskiego, w którą zamieszani byli wysokiej rangi urzędnicy państwowi. Mordercy po zabójstwie pozostawili zmasakrowane zwłoki na torach, żeby upozorować wypadek kolejowy. Aferę i morderstwo szeroko opisywała polska prasa. [przypis edytorski]
86. Karol Stanisław Radziwiłł, zwany „Panie Kochanku” (1734–1790) — wojewoda wileński, znany z barwnego, hulaszczego trybu życia, popularny wśród drobnej szlachty. [przypis edytorski]
87. narcyz — człowiek skoncentrowany na sobie i bezkrytycznie uwielbiający samego siebie, zwłaszcza zachwycający się własną urodą. [przypis edytorski]
88. drętwa (poet.) — drętwota, odrętwienie. [przypis edytorski]
89. Rimbaud, Arthur (1854–1891) — francuski poeta, zaliczany do tzw. poetów przeklętych, wybitny przedstawiciel symbolizmu; autor m.in. poematu narracyjnego Statek pijany (1871). [przypis edytorski]
90. Hale — dwie bliźniacze hale handlowe położone w śródmieściu Warszawy, na osiedlu Mirów, wybudowane w l. 1899–1901, nazwane później Halami Mirowskimi. [przypis edytorski]
91. więcierz — pułapka na ryby, sieć lub kosz wiklinowy w kształcie długiego walca. [przypis edytorski]
92. jumping (z ang. balloon jumping: skakanie balonowe) — dawny sport polegający na wykonywaniu długich, stumetrowych skoków przez człowieka podwieszonego na pasach pod małym balonem; rozrywka popularna w latach 20. XX w. [przypis edytorski]
93. Trembecki, Stanisław (1739–1812) — poeta, szambelan królewski, członek Towarzystwa Przyjaciół Nauk, współtwórca klasycyzmu stanisławowskiego; przypisywano mu m.in. wydany anonimowo w 1789 wiersz pt. Balon, zainspirowany głośnym wówczas balonowym lotem Francuza Blancharda nad Warszawą. [przypis edytorski]
94. Ziemiańska — przedwojenna kawiarnia z kilkoma filiami w Warszawie, pierwszy lokal mieścił się na ul. Mazowieckiej 12. [przypis edytorski]
95. Zachęta — galeria sztuki w Warszawie, narodowa instytucja kultury; jej gmach został zbudowany w roku 1900 staraniem Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. [przypis edytorski]
96. Kossakowie — krakowska rodzina malarzy znanych z dzieł historycznych i batalistycznych. [przypis edytorski]
97. Matejko, Jan (1838–1893) — malarz, autor obrazów o tematyce historycznej i batalistycznej, ukazujących wielkość dawnej Polski, dyrektor i wykładowca Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie; twórca m.in. obrazu Bitwa pod Grunwaldem, od 1902 znajdującego się w zbiorach Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, od 1945 w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie. [przypis edytorski]
98. apoplektycznie — w sposób właściwy dla apopleksji, nagłego wylewu krwi do mózgu. [przypis edytorski]
99. sklep kolonialny — sklep sprzedający egzotyczne produkty spożywcze i przyprawy sprowadzane z Afryki i Azji (gdzie wówczas znajdowały się kolonie państw europejskich). [przypis edytorski]
100. Na Madagaskarze — powstała w 1930 Liga Morska i Kolonialna stawiała sobie za cel pozyskanie dla Polski kolonii zamorskich: jednym z rozważanym rozwiązań był zakup od Francji wyspy Madagaskar, u wybrzeży Afryki. W 1937 roku wysłano tam misję rządową, której celem było zbadanie przydatności wyspy jako przyszłej kolonii. Liga oraz środowiska narodowców głosiły w tym okresie hasło „Żydzi na Madagaskar!”, w grudniu 1938 i czerwcu 1939 podczas posiedzeń Sejmu zgłoszono interpelacje poselskie w sprawie przymusowej emigracji mniejszości żydowskiej. [przypis edytorski]
101. tapir — ssak nieparzystokopytny z krótką trąbą, żyjący w lasach tropikalnych Ameryki Śr. i Płd. oraz Azji Płd.-Wsch. [przypis edytorski]
102. Śródborów — osiedle założone w 1922 wśród lasów i wydm, zaprojektowane jako jako miasto-ogród, w 1932 włączone do podwarszawskiego Otwocka. [przypis edytorski]
103. W Berlinie (...) Rozenbaum (...) w porządku z rodowodem (...) jej co do babek nic nie mogą udowodnić — Rozenbaum (niem.: Różane drzewo) ma postać typową dla nazwisk, jakie administracyjnie nadawano Żydom w XVIII–XIX w. w Austrii i Prusach: przez niecodzienne połączenie dwóch niemieckich słów. We wrześniu 1935 uchwalono w Niemczech norymberskie ustawy rasowe, znacznie ograniczające prawa Żydów; do Żydów zaliczono w nich wyznawców judaizmu, także byłych, oraz ich dzieci i wnuki bez względu na wyznanie. [przypis edytorski]
104. numerus clausus (łac.: zamknięta liczba) — norma ograniczająca dostęp określonej grupie osób do studiów wyższych lub pewnych zawodów przez ustalenie maksymalnej liczby bądź procentowego udziału osób z tej grupy. W Polsce międzywojennej narodowcy postulowali ustawowe ograniczenia tego rodzaju dla ludności żydowskiej, część placówek wyższych nieformalnie stosowała numerus clausus. [przypis edytorski]
105. niech mają osobne ławki — odniesienie do getta ławkowego, formy dyskryminacji Żydów postulowanej przez endeckie młodzieżówki nacjonalistyczne i wprowadzonej na polskich uczelniach w latach 30. XX wieku, polegającej na wydzieleniu odrębnych ławek dla studentów pochodzenia żydowskiego w salach wykładowych. [przypis edytorski]
106. dublet — w łowiectwie: dwa oddane bezpośrednio po sobie strzały trafiające dwie sztuki zwierzyny. [przypis edytorski]
107. nubijski — przym. od: Nubia (kraina hist. w płn.-wsch. Afryce, obejmująca środkowy bieg Nilu pomiędzy Asuanem a Chartumem). [przypis edytorski]
108. Sielanka — przedwojenna restauracja w Świdrze na obrzeżach Warszawy. [przypis edytorski]
109. pikieta — dawna nazwa placówki wystawianej w celu obserwowania nieprzyjaciela. [przypis edytorski]
110. jenerał (daw.) — generał. [przypis edytorski]
111. Dwernicki, Józef (1779–1857) — polski wojskowy, generał, dowódca kawalerii w powstaniu listopadowym. [przypis edytorski]
112. odaliska — niewolnica w haremie sułtana. [przypis edytorski]
113. nawa (daw.) — statek, okręt. [przypis edytorski]
114. Café Club — dawny warszawski lokal z dancingiem, znajdujący się w kamienicy Istomina na rogu Alei Jerozolimskich i Nowego Światu. [przypis edytorski]
115. fortancerka — fordanserka, płatna partnerka do tańca, pracująca w lokalach rozrywkowych. [przypis edytorski]
116. kacenjamer (z niem.) — złe samopoczucie po przepiciu; kac, kociokwik. [przypis edytorski]
117. Pod Cegiełkami — dawny warszawski bar przy ulicy Chmielnej. [przypis edytorski]