Shirley Temple
— Wiesz, mam straszne przeżycia z żoną.
— Co się stało?
— Chce zostać gwiazdą filmową...
— Ma talent?
— Nie...
— No to przecież nie zostanie... Czego się martwisz...
— Ba, ale ona pragnie zabłysnąć na srebrnym ekranie na przekór wszystkiemu. Mój drogi, ona się charakteryzuje na różne gwiazdy. To są doprawdy koszmarne rzeczy... Kiedy Greta Garbo była modna — to moja żona udawała Gretę Garbo. Później z łatwością godną pozazdroszczenia zaczęła się charakteryzować na Mae West68. Po prostu przez cały dzień nadziewała się czekoladami i uzyskiwała figurę jeszcze kulistszą od pierwowzoru...
— Przynajmniej masz rozmaitość...
— Ba, kiedy teraz jest moda na kogo innego.
— Na Shirley Temple69?
— Właśnie...
— I co? Zdziecinniała?
— Zupełnie. Pokój kazała przemalować na biało. Sypia w łóżeczku z siatką. Sprzedała wszystkie kosztowności i za te pieniądze kupiła sobie mnóstwo zabawek. Lalki, niedźwiadki, miniaturowe kuchenki, kolejki z szynami i tunelami. Straszne rzeczy! Wyobraź sobie, wracam do domu i patrzę, a tu żona siedzi na najwyższej szafie, w sukni obciętej tak krótko, że nie wiadomo, czy włosy ma krótsze od sukni, czy odwrotnie. Majta nogami w białych skarpetkach i bawi się w serso70. Rozumiesz, trzydzieści osiem lat ma kobieta i takie rzeczy wyprawia. Nasze dzieci nic nie mogą zrozumieć i straciły do niej cały szacunek. Bo niby jak. Mamusia, a dziecko zupełnie...
— Tak, rzeczywiście nieprzyjemne rzeczy.
— Ba, nieprzyjemne, ale strach pomyśleć, jak się na nią patrzą na mieście. Wyobraź ją sobie, kiedy z sersem albo z młotkiem od krokieta71 idzie sobie do Saskiego Ogrodu. Na głowie ma włóczkową czapeczkę, włosy związane ogromną kokardą, a lat trzydzieści osiem. W Saskim Ogrodzie dzieci nie chcą się z nią bawić i kiedyś zbiły ją nawet. Tak że musiałem wynająć mojej żonie niańkę. Niania jest od niej młodsza o piętnaście lat, ale ma duży wpływ na moją żonę i umie z nią się bawić. Mam teraz nieco więcej spokoju. Całymi dniami grają w klasy. Kredą na dywanach porobiły kratki i skaczą przez cały dzień. Ale najgorsze jest to, że moja żona chce się zapisać do przedszkola. Męczy mnie i męczy, żebym poszedł z nią na egzamin. Skóra mi cierpnie na myśl, jak nas stamtąd wyrzucą sromotnie... Ale to jeszcze nic... Czasem bawi się w Indian. Raz w salonie rozpaliła ognisko ze specjalnie porąbanego w tym celu kredensu i zaczęła tańczyć dziki, wojowniczy taniec... Potem chciała zdjąć ze mnie skalp. Całe szczęście, że jestem łysy. Rozmyśliła się, a potem zaprowadziłem ją do teatru Ortyma72 i jakoś się uspokoiła.
— No... widzę, że rzeczywiście masz ciężkie życie... Możesz pocieszać się tym, że moda na gwiazdy filmowe trwa krótko... Shirley Temple też nie jest wieczna...
— Dobrze, ale co ja zrobię, kiedy przyjdzie moda na King Konga73!