Nieudany system

Nie chciałem się żenić, ale pewnego dnia, proszę wysokiego sądu, zadzwonił dzwonek od frontowego wejścia i w drzwiach stanęła jedna pani z płaską walizeczką. Już nazajutrz wyjaśniła, że chce zostać ze mną na zawsze.

Po roku miałem tego zupełnie dosyć. Jednak nie jest tak łatwo zerwać z kobietą, która nie jest twoją żoną. W takich wypadkach gentleman, aby rozejść się z przyjaciółką, zwykle najpierw z nią się żeni, a potem oboje rozwodzą się w zgodzie.

Ja zrobiłem inaczej.

Po prostu wynająłem sobie drugie mieszkanie i codziennie przenosiłem doń moje rzeczy. Tak, żeby nie zauważyła. Niebawem już najważniejsze papiery i najkosztowniejsze przedmioty znalazły się w moim nowym mieszkaniu.

Wtedy wziąłem piżamę, szczoteczkę do zębów i sam się przeprowadziłem.

Pierwszego dnia było bardzo przyjemnie. Drugiego dnia zacząłem myśleć o kobietach. A trzeciego zadzwonił dzwonek od frontowego wejścia i w drzwiach stanęła ona. W ręku trzymała płaską walizkę.

Już nazajutrz wyjaśniła, że zamieszka u mnie na stałe.

A po roku miałem tego wszystkiego dosyć.

Wynająłem więc trzecie mieszkanie i zacząłem przenosić tam po troszeczku moje rzeczy. Niebawem już najważniejsze papiery i najkosztowniejsze przedmioty znalazły się w moim trzecim mieszkaniu.

Wtedy wziąłem piżamę, szczoteczkę do zębów i sam się tam przeprowadziłem.

Na trzeci dzień zadzwonił dzwonek...

Po latach, kiedy już byłem właścicielem siedmiu mieszkań, doszedłem do wniosku, że aby pozbyć się przyjaciółki, należy zmienić system.

Wynająłem więc ósme mieszkanie, przeniosłem tam chyłkiem moje rzeczy.

Wtedy wziąłem piżamę, szczoteczkę do zębów, lecz zanim się przeprowadziłem, ożeniłem się z pierwszą lepszą spotkaną na ulicy kobietą i byłem bardzo nieszczęśliwy.

Tamta już więcej nie przyszła, ale okazało się, że to także nie jest system, bo moja żona nie miała nawet ćwierci zalet mojej byłej przyjaciółki.

Postanowiłem się jej pozbyć i wynalazłem inny system.

Po prostu przestałem zarabiać. Poskutkowało od razu.