AKT I

I i II akt rozgrywają się w Brynicy, III i IV akt w Miropolu. Między I a II aktem mijają trzy miesiące, między II a III aktem — trzy dni, między III a IV — pół doby. Zanim kurtyna pójdzie w górę, w kompletnych ciemnościach słychać z daleka cichy, mistyczny śpiew.

Za jaką sprawą i czemu

Dusza ludzka spada

Z najwyższych wyżyn

W otchłań ciemną

Bo już w upadku drga

Wzlot duszy ku wyżynom!

Kurtyna idzie w górę. Drewniana bożnica, bardzo stara. Czarne ściany. Belka główna oparta o dwa drewniane słupy. Ze środka belki, nad bimą1, zwisa stary, miedziany kandelabr. Stół na pochyłej nieco bimie, przykryty ciemnym obrusem. Na wyższej części frontowej ściany widać malutkie okienka kobiecej części bożnicy. Długa ławka, a przed nią długi stół zarzucony książkami. Stoją na nim dwa gliniane lichtarzyki, w których płoną kawałki woskowych świec. Wydają się być niższe od leżących książek. Z lewej strony stołu małe drzwi prowadzące do wydzielonej izby. Przy końcu ściany szafa pełna świętych ksiąg. Przy ścianie z prawej strony: Arka Przymierza. Z lewej ambona, na której pali się gruba świeca postawiona przez kogoś, kto obchodzi rocznicę śmierci bliskiego. Z obu stron Arki Przymierza dwa okna. Wzdłuż całej ściany stoją ławki, po ich przeciwnej stronie stoi duży, kaflowy piec. Przy nim ławka. Przed ławką długi stół, również zarzucony książkami. Cebrzyk do mycia rąk i ręcznik na kołku. Szerokie drzwi prowadzą na ulicę. Za drzwiami stoi skrzynia, nad nią, we wnęce pali się znicz. Blisko ambony, przy pulpicie siedzi zatopiony w księdze Henoch. Dokoła stołu, przy frontowej ścianie siedzi w niedbałej pozie sześciu młodych jeszybotników.

Czytają po cichu z gemarowym, nieco sennym zaśpiewem. Przy bimie stoi pochylony Meir. Rozkłada woreczki z tałesami2 i tefilin3. Dokoła stołu, przy lewej ścianie siedzą: I, II i III Batlan. Oczy mają szeroko otwarte. Są w transie. Śpiewają. Na ławce przy piecu siedzi Meszułach. U wezgłowia ma worek. Przy szafie z książkami stoi Chanan, trzymając rękę na górnej półce. Jest zatopiony w myślach. W bożnicy panuje mistyczny nastrój. Po kątach snują się cienie. Batlani kończą śpiewać:

Za jaką sprawą i czemu

Dusza ludzka spada

Z najwyższych wyżyn

W otchłań ciemną.

Bo już w upadku drga

Wzlot duszy ku wyżynom!

Dłuższa przerwa. Wszyscy trzej siedzą nieporuszeni. Są rozmarzeni.

I BATLAN

jakby opowiadał bajkę

U rabiego Dawida z Talny, oby jego zasługi były dla nas tarczą ochronną, stało złote krzesło. I wyryte były na nim takie słowa: „Dawid, król Izraela, żyje i trwa”.

Pauza.

II BATLAN

w tej samej tonacji

Rabi Israel z Różan, oby jego pamięć była błogosławiona, prowadził się jak prawdziwy monarcha. Do stołu przygrywała mu zawsze kapela z dwudziestu czterech klezmerów. A kiedy wyjeżdżał, to nie inaczej, jak tylko w zaprzęgu sześciokonnym.

III BATLAN

z zapałem

A o rabim Szmulu z Kamińska opowiadają, że chodził w złotych pantofelkach... (pełen zachwytu) W pantofelkach ze złota.

MESZUŁACH

siedzi wyprostowany, podnosi się z ławki, głębokim, spokojnym głosem, jakby z daleka

Święty rabi Zusie z Annopola przez całe swoje życie był biedakiem. Zbierał datki, chodził w chłopskiej sukmanie opasanej zwykłym sznurem. A mimo to, dokonał nie mniejszych czynów od rabiego z Talny i rabiego z Różan.

I BATLAN

niezadowolony

Proszę mi wybaczyć, ale mówi Pan o rzeczach, o których nie ma Pan pojęcia. Czy mówiąc o wielkości rabiego z Talny lub Różan, mamy na myśli ich bogactwa? Mało to bogaczy jest na świecie? Trzeba się domyśleć, że w złotym krześle, w kapeli klezmerów, i w złotych pantofelkach tkwi jakaś głęboka tajemnica, zawarty jest głęboki sens.

III BATLAN

Jasna sprawa! Każdy to rozumie.

II BATLAN

Kto miał oczy otwarte, ten widział. Opowiadają, że rabi z Opatowa, kiedy po raz pierwszy spotkał się z rabim z Różan, rzucił się do całowania kół jego powozu. A kiedy go spytano, co to ma znaczyć, krzyknął: „Głupcy! Czy nie widzicie, że to pojazd z niebios!”.

III BATLAN

zachwycony

Aj, aj, aj!

I BATLAN

Istota rzeczy polega przecież na tym, że złote krzesło wcale nie było krzesłem, kapela nie była kapelą, a konie nie były końmi. Wszystko to było grą wyobraźni. Było odblaskiem. Było niczym ubiór, niczym futerał dla ich wielkości.

MESZUŁACH

Prawdziwa wielkość nie potrzebuje pięknego ubioru.

I BATLAN

Mylisz się! Prawdziwa wielkość potrzebuje stosownego ubioru.

II BATLAN

wzrusza ramionami

Ich wielkość. Ich potęga! Czy można to sobie wyobrazić?

I BATLAN

Nie ma się czego dziwić ich potędze. Słyszeliście może historię z kańczugiem4 rabiego Szmelki z Nikolsburga? Warto posłuchać. Pewnego razu przyszli do niego dwaj ludzie, aby rozsądził ich spór. Jeden był bogaczem, prawdziwym potentatem, blisko skumanym z władzą, drugi był zwykłym biedakiem. I rabi Szmelke, wyobraźcie sobie, wysłuchał obydwu stron i wydał orzeczenie na korzyść biedaka. Obraził się nasz bogacz i powiada: „Nie przyjmuję wyroku”. Na to dictum rabi Szmelke spokojnie rzecze: „Nie! Zrobisz tak, jak ci każę, albowiem polecenie rabina wykonać należy bezwarunkowo”. No i bogacz nie zdzierżył. Rozjuszył się i krzyknął: „Gwiżdżę na ciebie i na cały twój rabinat”. Wtedy rabi Szmelke podniósł się na całą wysokość i ryknął: „W tej chwili masz się podporządkować, w przeciwnym razie sięgnę po kańczug”. Bogacz rozsierdził się do reszty i zaczął przeklinać i złorzeczyć rabiemu. Ten zaś, powolutku wyciąga ze stołu szufladę. I nagle, z tej szuflady wyskoczył wąż. Prawdziwy wąż. Prawdziwy, powiadam wam, prawdziwy wąż z Sześciu Dni Stworzenia i w mig owinął się wokół szyi bogacza. No i zaczęło się. Bogacz jęczy i płacze: „Ratuj rabi!” krzyczy i błaga: „Zrobię wszystko, co każesz, ale zabierz węża”. „Dobrze”, powiada rabi, „Ale zapamiętaj to sobie raz na zawsze i przekaż swoim dzieciom i dzieciom swoich dzieci, że mają słuchać rabina i drżeć przed jego kańczugiem”. Rzekłszy to, zdjął z jego szyi węża.

III BATLAN

Cha, cha, cha, ładny mi kańczug!

Pauza.

II BATLAN

do pierwszego

Zdaje mi się, że coś tu nie tak. Rzecz może i wydarzyła się, ale nie z prawdziwym wężem.

III BATLAN

A to dlaczego?

II BATLAN

Nie mogło tak być, aby rabin Szmelke posłużył się prawdziwym wężem. Ten bowiem prawąż jest nikim innym, jeno Szatanem, Sitra Achra5, odwrotną stroną Anioła. Tfu! Uchowaj nas Panie Boże.

III BATLAN

Nie ma co! Rabi Szmelke wiedział chyba, co robi.

I BATLAN

obrażony

Nic nie rozumiesz. Ja opowiadam historię, która wydarzyła się na oczach ludzi, w obliczu świadków, a ty mi powiadasz, że taka rzecz nie mogła się wydarzyć. Austriackie gadanie!

II BATLAN

Broń Boże! Sądziłem tylko, że nie ma takich zaklęć i takich bogomianów, aby można było nimi wywołać Szatana. spluwa

MESZUŁACH

Wywołać Szatana można jedynie za pomocą wielkiego, dwojako wyrażonego Imienia Boskiego, które swoim płomieniem stapia najwyższe szczyty z najgłębszymi otchłaniami.

Chanan podnosi głowę i uważnie przysłuchuje się.

III BATLAN

niespokojnie

Nie ma niebezpieczeństwa w używaniu Wielkiego Imienia?

MESZUŁACH

zamyślony

Niebezpieczeństwa? Nie... Chyba, że iskra zbyt łakomie pożąda ognia, wtedy może pęknąć naczynie.

I BATLAN

W moim miasteczku mieszka pewien Bal Szem. Prawdziwy cudotwórca. Otóż za pomocą jednego bogomianu potrafi wzniecić pożar, by następnym imieniem ugasić go. Widzi rzeczy dziejące się setki mil od niego. Palcami dobywa wino ze ściany. Sam mi kiedyś opowiadał, że zna takie bogomiany, za pomocą których potrafi przywrócić życie zmarłym, stworzyć Golema6, uczynić siebie niewidzialnym i wywoływać siły nieczyste. Nawet samego Szatana spluwa Z jego własnych ust to słyszałem.

CHANAN

który przez cały czas stał nieruchomo i przysłuchiwał się, podchodzi do stołu, przygląda się Meszułachowi i I Batlanowi. Głosem jakby z daleka

Gdzie on?

Meszułach wbija wzrok w Chanana. Nie spuszcza go z oka.

I BATLAN

zdziwiony

Kto?

CHANAN

Ów Bal Szem.

I BATLAN

A gdzieżby miał być? W moim miasteczku, o ile jeszcze żyje.

CHANAN

Daleko stąd?

I BATLAN

Miasteczko? Daleko, szmat drogi. Na głębokim Polesiu.

CHANAN

A na piechotę jak długo?

I BATLAN

Na piechotę? Z miesiąc, może nawet więcej. Dlaczego pytasz, chcesz do niego iść? Chanan milczy Miasteczko zwie się Krasne, a owemu Bal Szemowi na imię Elchanan.

CHANAN

zdziwiony, do siebie

Elchanan? Elchanan? Bóg Chanana.

I BATLAN

do pozostałych Batlanów

Powiadam wam, to ci dopiero cudotwórca. Kiedyś, w biały dzień, usiłował z pomocą Wielkiego Imienia...

II BATLAN

przerywa mu

Dość! Nie mów mi o takich rzeczach w nocy. Zwłaszcza w Świętym Przybytku. Można jeszcze, nie daj Bóg, wyrwać się nieopatrznie z jakimś bogomianem lub zaklęciem i nieszczęście gotowe. Już takie rzeczy bywały.

Chanan powoli wychodzi. Wszyscy potem za nim. Pauza.

MESZUŁACH

Co to za młodzian?

I BATLAN

Ot, młodzian, student jesziwy.

Meir zamyka drzwi bimy i podchodzi do stołu.

II BATLAN

Wielce uczony. Geniusz.

III BATLAN

Tęga głowa! Pięćset stron Talmudu zna na pamięć.

MESZUŁACH

Skąd pochodzi?

MEIR

Gdzieś z Litwy. Studiował w naszej jesziwie. Zasłynął jako prymus. Otrzymał nawet dyplom rabina. Nagle zniknął. Przez cały rok niemal nie pokazywał się. Chodziły słuchy, że odbywa pokutną głodówkę. Niedawno wrócił. Zgoła nie ten człowiek. Jakoś ciągle zamyślony. Od soboty do soboty pości. Odbywa kąpiele rytualne w mykwie. Mistyk. Podobno para się kabałą7.

II BATLAN

Nawet w mieście o tym mówią. Już poniektórzy zaczęli prosić go o talizmany. On jednak odmawia.

III BATLAN

Kto wie, co to za jeden? A nuż to jeden z tych wielkich sprawiedliwych... Kto tam wie...

A podpytywać go — rzecz niebezpieczna.

II BATLAN

ziewa

Późno, pora spać. do pierwszego Batlana z uśmiechem Szkoda, że nie ma tu naszego Bal Szema, tego, co wino ze ściany dobywa. Przydałoby się kilka kropelek dla pokrzepienia. Od rana nic w ustach nie miałem.

I BATLAN

I ja przez cały dzień niemal pościłem. Nic, prócz jednego gryczanego placka.

MEIR

jakby w sekrecie, zadowolony

Poczekaj chwileczkę. Zdaje się, że wnet nadarzy nam się dobry napitek. Sender wyjechał na oględziny narzeczonego dla swojej jedynaczki. Niech tylko odbędą się zaręczyny, a nie poskąpi nam wódki.

II BATLAN

U wa! Ja tam nie wierzę, żeby kiedyś doszło do zaręczyn. Już trzy razy wyprawiał się po narzeczonego i wrócił z niczym. To mu narzeczony nie przypadł do gustu, to rodzina nie była zbyt nobliwa, tam znów posag za mały... Nie wolno tak przebierać.

MEIR

Sender może sobie na to pozwolić. Bogacz, bez uroku. Jedynaczka udana. Prawdziwa piękność...

III BATLAN

z zachwytem

Lubię Sendera. To prawdziwy chasyd, z tych miropolskich. Chasyd z biglem. Z ogniem.

I BATLAN

chłodno

Chasyd z niego dobry. Co do tego nie ma dwóch zdań. Ale jedynaczkę mógł wydać w inny sposób.

III BATLAN

To znaczy jak?

I BATLAN

Ongiś, przed laty, gdy bogacz, i to z lepszej rodziny, miał wydać córkę za mąż, nie oglądał się za bogactwem, ani za rodowodem narzeczonego. Ważny był sam narzeczony. Udawał się do jakiejś jesziwy. Zawoził przełożonemu piękny prezent, a ten wybierał mu z grona uczniów najlepszego z najlepszych. Sender też mógł tak postąpić.

MESZUŁACH

I w tutejszej uczelni znalazłby odpowiedniego kandydata.

I BATLAN

zdziwiony

Skąd wiecie?

MESZUŁACH

Tak mi się wydaje.

III BATLAN

szybko

No, no, tylko bez złośliwości o tutejszych ludziach. Małżeństwo zawiera się z tym, kto jest od Boga przeznaczony.

Drzwi otwierają się z hałasem. Wbiega Stara Kobieta, która prowadzi ze sobą dwoje małych dzieci.

KOBIETA W LATACH

podbiega do Arki Przymierza, głośno zawodzi

Boże Wszechmogący! Władco Świata! Pomóż mi! jeszcze bliżej podchodzi do Arki Dzieci! Otwórzmy Arkę. Przypadniemy do Świętych Ksiąg i nie odstąpimy od nich, póki nie wypłaczemy pełnego wyzdrowienia dla waszej matki. otwiera Arkę, wsuwa głowę do wnętrza i płaczliwie zawodzi Boże Abrahama, Izaaka i Jakuba. Spójrz na moje nieszczęście. Spójrz na ból tych dzieciątek i nie zabieraj im matki w kwiecie wieku. Święte zwoje Tory i wy, kochane pramatki, spieszcie do Stwórcy Świata i krzyczcie. Błagajcie, proście, aby to piękne drzewko nie zostało wyrwane z korzeniami, aby młody gołąbeczek nie został wyrzucony z gniazda, aby ta cicha owieczka nie została wyrwana ze stada! histerycznie Poruszę niebo i ziemię! Nie ustąpię ani na krok, póki nie przywrócisz mi tej, która jest ozdobą mojej głowy!

MEIR

podchodzi do niej, delikatnie dotyka i cichym głosem mówi

Chano Ester, a może by tak zebrać dziesięciu Żydów i odmówić psalmy?

KOBIETA W LATACH

wyciąga głowę z Arki. Patrzy na Meira. Nie rozumie, co do niej mówi. Nagle powiada

Dobrze, zbierzcie dziesięciu Żydów. Niech odmawiają psalmy. Tylko prędzej, szybciej! Każda chwila jest droga. Już dwa dni, jak odjęło jej mowę, jak walczy ze śmiercią.

MEIR

Już się robi! Zaraz będzie dziesiątka. prosząco Ale za fatygę trzeba im coś dać... Biedacy...

KOBIETA W LATACH

szuka w kieszeni

Macie tu złotówkę, ale uważajcie, żeby wszystko było jak należy.

MEIR

Jeden złoty... po trzy grosze na twarz... maluczko...

KOBIETA W LATACH

nie słysząc go

Chodźmy dzieci. Mamy jeszcze wstąpić do innych bożnic.

Szybko wychodzą.

MESZUŁACH

do III Batlana

Rano była niewiasta i otworzyła Arkę dla córki, która od dwóch dni rodzi i powić nie może. Teraz przyszła kobieta, aby otworzyć Arkę dla córki, która od dwóch dni walczy ze śmiercią.

III BATLAN

No i co z tego?

MESZUŁACH

zadumany

Kiedy dusza człowieka, który jeszcze nie umarł, ma wstąpić w ciało jeszcze nie narodzone, wywiązuje się walka. Umrze chora — to przyjdzie na świat żywe dziecko. Ozdrowieje — urodzi się martwe...

I BATLAN

zaskoczony

Aj, aj, aj! Jakże ślepy jest człowiek. Nie widzi, co się wokół niego dzieje!

MEIR

podchodzi do stołu

No i Pan Bóg zesłał nam poczęstunek. Odmówimy Psalmy, wypijemy sobie na zdrowie, a On zlituje się nad chorą i uzdrowi ją.

I BATLAN

do młodzieńców, którzy siedzą zaspani przy stole

Chłopcy! Kto chce odmówić Psalmy? Każdy dostanie po gryczanym placku. młodzieńcy podnoszą się ze swoich miejsc Przejdźmy do oddzielnej izby.

Trzej Batlani, Meir i młodzi jeszybotnicy przechodzą do drugiego pokoju. Po chwili dochodzą stamtąd błagalne słowa „I Psalmu”: „Błogosławiony mąż”. Meszułach pozostaje przy mniejszym stole. Siedzi przez cały czas nieporuszony. Nie spuszcza oka z Arki. Dłuższa pauza. Wchodzi Chanan.

CHANAN

bardzo zmęczony. Zamyślony. Porusza się jakby bez celu. Zbliża się do Arki. Spostrzega, że jest otwarta. Staje zdumiony

Arka otwarta? Któż ją otworzył? Dla kogo rozwarła się o północy? zagląda do wnętrza Zwoje Tory... Przytulone do siebie, nieruchome, milczące... A w nich ukryte są wszystkie tajemnice i wszystkie znaki. Wszystkie Imiona Boga i wszystkie zaklęcia od Sześciu Dni Stworzenia, aż do końca świata, aż po kres wszystkich pokoleń. I tak trudno jest dojść do jednej choćby tajemnicy, do jednego choćby znaku. Zaiste trudno. liczy księgi Tory Jedna, dwie, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć ksiąg. Liczba słowa Emet, czyli Prawda. A w każdej z nich cztery drzewce rodalne — cztery drzewa żywota. Dziewięć razy cztery to 36. Nie ma godziny, bym nie natknął się na tę liczbę. A co oznacza, tego nie wiem. Czuję tylko, że w niej zawarta jest cała tajemnica, 36 to liczba zawarta w imieniu Lea.... trzy razy 36 to Chanan. Lea oznacza również lo Haszem, nie Bóg... nie przez Boga drży Co za straszna myśl i jak mnie pociąga...

HENOCH

podnosi głowę i spogląda na Chanana

Chananie. Ciągle chodzisz zamyślony...

CHANAN

odwraca się od Arki, powoli podchodzi do Henocha zamyślony

Tajemnic i znaków bez liku, bez kresu... a prostej drogi nie widać... mała pauza Miasteczko zwie się Krasne... Bal Szem Elchanan.

HENOCH

Co ty mówisz?

CHANAN

jakby przebudził się

Ja? Nic! Zamyśliłem się.

HENOCH

kiwa głową

Zanadto pogrążyłeś w mistyce Kabały. Odkąd powróciłeś, nie wziąłeś księgi do ręki.

CHANAN

nie rozumiejąc

Księgi do ręki nie wziąłem? Jakiej Księgi nie wziąłem?

HENOCH

Też mi pytanie. Gemary8, rzecz jasna.

CHANAN

jeszcze się nie ocknął

Gemary, powiadasz? Do ręki nie wziąłem? Gemara jest sucha i zimna. Inne pisma Talmudu są również zimne i suche. nagle ożywia się Pod ziemią istnieje taki sam świat, jak na powierzchni.

I tam są pola i lasy, morza i pustynie, miasta i wsie. Tam na polach i pustyniach szaleją burze. Po morzach płyną wielkie okręty. W gęstych lasach panuje odwieczny strach. I biją tam pioruny i walą gromy. Jednej tylko rzeczy tam nie ma. Nie ma wysokiego nieba, skąd by się rozjaśniały ogniste błyskawice, skąd by promieniowało słońce świetliste. Taka też jest Gemara. Jest głęboka, wielka i wspaniała. Przykuwa jednak do ziemi. Nie pozwala wznieść się ku wyżynom. w ekstazie A Kabała? Podnosi człowieka do wyższych chramów. Otwiera przed jego oczyma wszystkie niebiosa, wiedzie prosto do raju, do Pardesu, do Nieskończoności. Uchyla rąbek Wielkiej Zasłony. słabnie Brak mi sił. Serce mdleje...

HENOCH

bardzo poważnie

Wszystko to prawda. Zapominasz jednak, że płomienne porywy ku wyżynom kryją w sobie największe niebezpieczeństwo. Łatwo można runąć w otchłań. Gemara wznosi duszę ku wyżynom, ale z wolna, niczym wierny strażnik, który oka nie zmruży, czuwa nad człowiekiem. Obejmuje go niby żelaznym pancerzem i nie pozwala zboczyć z prostej drogi. Ani w prawo, ani w lewo. A Kabała? Pamiętasz chyba ów fragment z Gemary intonuje: „Czterech weszło do Pardesu — Ogrodu Pańskiego: Ben Azaj, Ben Zoma, Acher i rabi Akiba. Ben Azaj wejrzał i skonał. Ben Zoma wejrzał i zmysły postradał. Acher wejrzał i podciął w sobie kwiat wiary. Jeden tylko rabi Akiba wszedł i wyszedł bez szwanku.

CHANAN

Nie strasz mnie nimi. Nie wiemy, jak i z jakimi zamiarami weszli. A może potknęli się, bo szli jeno obejrzeć, z ciekawości, a nie dla udoskonalenia duszy. Toć wiemy, że po nich poszli inni: święty Ari i święty Bal Szem Tow i nic im się nie stało.

HENOCH

Z nimi się mierzysz?

CHANAN

Wcale nie. Ja idę własną drogą!

HENOCH

A jaka jest ta twoja droga?

CHANAN

Ty tego nie zrozumiesz.

HENOCH

Zrozumiem. Moja dusza też rwie się ku wyżynom.

CHANAN

Powołaniem cadyków jest oczyszczanie dusz ludzkich. Mają zerwać z nich powłokę grzechu, ten czerep rubaszny, i przywrócić je do świetlanego Praźródła. Zadanie to trudne, gdyż „grzech czyha u bram”9. Oczyszczę jedną duszę i natychmiast pojawia się następna, jeszcze bardziej grzechem splamiona. Doprowadzę jedno pokolenie do skruchy, a wnet przychodzi na to miejsce następne, jeszcze bardziej harde i jeszcze bardziej krnąbrne. A pokolenia stają się coraz słabsze i grzech coraz silniejszy. A cadyków, a mężów sprawiedliwych coraz mniej.

HENOCH

Cóż zatem wedle ciebie należy czynić?

CHANAN

cicho, ale pewnie

Nie należy walczyć z grzechem. Trzeba go przetworzyć, zamienić w dobro. Tak, jak złotnik uszlachetnia w ogniu złoto, tak, jak rolnik odsiewa ziarno od plew, tak należy oczyścić grzech z jego nieczystości, by została tylko świętość.

HENOCH

Świętość w grzechu? Jak to możliwe?

CHANAN

Wszystko, co Bóg stworzył, ma w sobie iskrę świętości.

HENOCH

Nie Bóg stworzył grzech, jeno Szatan!

CHANAN

A kto stworzył Szatana? Także Bóg. Szatan — to odwrotna strona Boga, a skoro jest stroną Boga, musi zawierać w sobie świętość.

HENOCH

wstrząśnięty

Świętość w Szatanie! Nie! Nie mogę! Nie pojmuję! Daj mi pomyśleć!

chwyta się za głowę i opiera ją o pulpit

CHANAN

podchodzi, nachyla się nad nim, drżącym głosem

Jaki grzech jest najcięższy? Jaki grzech najtrudniej pokonać? Żądzę — pożądanie kobiety. Czyż nie tak?

HENOCH

nie podnosząc głowy

Tak...

CHANAN

A gdy grzech ten przepalić w wielkim ogniu, największa nieczystość zamienia się w największą świętość. Powstaje wtedy Pieśń nad PieśniamiSzir Haszirim.

wyprostowuje się i głosem pełnym ekstazy i zachwytu zaczyna śpiewać

„O jakże piękna jesteś moja przyjaciółko, jakże piękna.

Twoje oczy są jak gołębie spoza twojej zasłony.

Twoje włosy są jak stado kóz,

Które schodzą z gór Gileadu.

Twoje zęby są jak stado owiec,

Które wyszły z kąpieli —

Wszystkie one są bliźniętami

I nie ma między nimi niepłodnej...”

Z drugiego pokoju wychodzi Meir. Słychać ciche pukanie do drzwi. Otwierają się niepewnie. Wchodzi Lea trzymając za rękę Frade. Za nimi Gitel. Zatrzymują się w drzwiach.

MEIR

zdziwiony ich widokiem. Przymilnym głosem

Kogo ja widzę? Córka reb Sendera? Lejka?

LEA

zawstydzona

Pan pamięta, pan obiecał mi kiedyś pokazać stare, haftowane zasłonki zdobiące Arkę...

Na dźwięk jej słów Chanan przerywa swój śpiew. Szeroko otwartymi oczyma patrzy na Leę. To patrzy na nią, to zamyka oczy w ekstazie.

FRADE

Pokaż jej, Meirku, zasłonki. Pokaż jej te najstarsze i najładniejsze. Lea obiecała sama wyhaftować taką zasłonkę na rocznicę śmierci matki. Wyhaftuje ją najlepszym złotem na najlepszym aksamicie. Zgodnie z najstarszym zwyczajem wyhaftuje lwy i orły. A kiedy zawieszą ją nad Arką, czysta dusza jej matki będzie się radowała w raju.

Lea rozgląda się niepewnie dokoła. Spostrzega Chanana. Spuszcza oczy. Jest pełna napięcia.

MEIR

Z największą przyjemnością. A jakże? Jakże inaczej? Już się robi! Pokażę najładniejsze i najstarsze.

Podchodzi do skrzyni stojącej przy drzwiach wyjściowych i wyciąga stamtąd zasłonki.

GITEL

chwyta Leę za rękę

Lejko, nie boisz się przebywać nocą w bożnicy?

LEA

Nigdy w nocy nie byłam w bożnicy... chyba, że w święto Simchat Tora10. Wtedy jednak palą się wszystkie światła. Wtedy panuje tam radość i wesele, a teraz... jak tu smutno... Jakże smutno...

FRADE

Córeczki moje! W bożnicy powinno być smutno. O północy przychodzą tu na modły zmarli, zostawiają po sobie smutek...

GITEL

Babciu! Nie mów o zmarłych. Boję się!

FRADE

nie słuchając jej

O świcie każdego dnia Wszechmogący płacze nad zburzoną Świątynią Jerozolimską i wtedy jego święte łzy wpadają do bożnic. Dlatego ściany w starych bożnicach są zapłakane. Nie wolno ich bielić wapnem. Kiedy je się bieli, gniewają się i miotają kamienie.

LEA

Jakże stara jest ta bożnica. Z zewnątrz tego nie widać.

FRADE

Stara. Bardzo stara, córeczko! Powiadają nawet, że odnaleziono ją całkowicie zbudowaną pod ziemią. Ileż tu było zniszczeń. Ileż to razy miasto płonęło, a ona pozostała nietknięta. Pewnego razu ogień ogarnął jej dach. Wtedy nadleciały gołębie. Niezliczone chmary gołębi. Skrzydełkami zaczęły wymachiwać nad ogniem i ugasiły pożar...

LEA

nie słuchając jej. Jakby do siebie

Jak tu smutno i jak przyjemnie! Nie chcę stąd wychodzić. Chce mi się przypaść do tych zapłakanych ścian, objąć je i spytać: dlaczegoście takie smutne, takie zamyślone, takie ciche i takie zatroskane? Chciałabym... sama nie wiem czego, ale serce mi pęka z nadmiaru czułości i litości...

MEIR

wnosi na bimę zasłonki. Rozkłada jedną

Ta jest chyba najstarsza. Ponad dwieście lat. Zawiesza się ją tylko w święto Pesach.

GITEL

zachwycona

Popatrz, Leo, co za przepych! Na twardym, brązowym aksamicie wyhaftowane są grubym złotem dwa lwy. Trzymają w łapach Tarczę Dawida. Po bokach dwa drzewa, na nich gołębie! Dziś już nie uświadczysz takiego aksamitu. Nie ma takiego złota.

LEA

Jest też w niej smutek serdeczny i tkliwość.

Głaszcze ją i całuje.

GITEL

chwyta Leę za rękę, cicho

Popatrz, Lejko. Tam stoi jakiś młodzieniec i nie spuszcza z ciebie oka. Dziwnie jakoś patrzy.

LEA

jeszcze bardziej spuszcza oczy

To jeszybotnik, student jesziwy... Chanan... jadał w naszym domu.

GITEL

Patrzy na ciebie tak, jakby chciał cię wzrokiem przywołać. Widać, że chce do ciebie podejść, ale nie ma odwagi.

LEA

Chciałabym wiedzieć, dlaczego jest taki blady i smutny. Z pewnością był chory...

GITEL

Wcale nie jest smutny. Oczy mu się świecą.

LEA

Zawsze mu się świecą. Takie ma oczy. A kiedy rozmawia ze mną, dech mu zapiera. I mnie też... Nie wypada, żeby dziewczyna rozmawiała z obcym młodzieńcem...

FRADE

do Meira

Pozwoliłbyś nam, Meirku, pocałować te święte czystości. Bo jakże inaczej? Być z wizytą u Boga i nie pocałować jego świętych ksiąg?

MEIR

Ależ proszę. Bardzo proszę. Podejdźcie.

Idzie naprzód, Gitel prowadzi Fradę, za nimi Lea. Meir wyjmuje zwój Tory i podaje Fradzie do ucałowania.

LEA

przechodząc koło Chanana, staje na chwilę, cicho

Dobry wieczór, Chananie... już pan wrócił?

CHANAN

z zapartym tchem

Tak...

FRADE

Chodź, Lejko, ucałuj świętości! Lea pochodzi do Arki, Meir podaje jej zwój Tory. Lea przypada doń wargami. Całuje je namiętnie Wystarczy, córeczko. Rzeczy Przenajświętszych nie wolno długo całować. Są przecież wypisane czarnym ogniem na białym ogniu! raptem ogarnięta strachem. Ojej, jak późno! Chodźcie córeczki do domu. Chodźmy prędzej.

Szybko wychodzą. Meir zamyka Arkę i wychodzi za nimi.

CHANAN

przez chwilę stoi z zamkniętymi oczyma. Kontynuuje przerwany śpiew „Pieśni nad Pieśniami”

„Twoje wargi są jak wstążka purpurowa,

Twoja mowa pełna wdzięku.

Twoje skronie jak rozkrojone jabłko granatu

Spoza twojej zasłony.”

HENOCH

podnosi głowę i patrzy na Chanana

Chananie, co śpiewasz? Chanan milknie, otwiera oczy Twoje pejsy są mokre. Czyżbyś znowu kąpał się w mykwie?

CHANAN

Tak.

HENOCH

Czy w chwili zanurzenia wymawiasz jeden z bogomianów? Czy wgłębiasz się w sens Kabały według Księgi Razyela?

CHANAN

Tak.

HENOCH

I nie boisz się?

CHANAN

Nie.

HENOCH

I pościsz od soboty do soboty? I nie jest ci ciężko?

CHANAN

Ciężej mi jeść w sobotę, niż pościć przez cały tydzień. Straciłem ochotę do jedzenia.

Pauza.

HENOCH

łagodnie

W imię czego to robisz? Co chcesz przez to osiągnąć?

CHANAN

jakby do siebie

Chcę... Pragnę posiąść jasny, klarowny i skrzący się diament... Roztopić go we łzach i wchłonąć w duszę... Chcę dotrzeć do płomieni trzeciej sfery niebiańskiej, osiągnąć trzeci szczebel, któremu na imię Tiferet, Blask... Chcę... raptem zaniepokojony Tak! Muszę jeszcze zdobyć dwie beczki złotych dukatów... dla tego, co tylko dukaty potrafi liczyć...

HENOCH

zdumiony

Więc o to chodzi? Uważaj, Chanan! Strzeż się, wszedłeś na śliską drogę. Świętymi mocami tego wszystkiego nie osiągniesz.

CHANAN

patrzy na niego śmiało

A jeśli nie świętymi! To co! A jeśli nie świętymi?

HENOCH

przerażony

Boję się z tobą rozmawiać. Lękam się nawet stać obok ciebie.

Szybko wychodzi. Chanan stoi nieporuszony, jest pewny siebie. Od ulicy wchodzi Meir, a z osobnej izby I Batlan.

I BATLAN

Odmówiłem osiemnaście Psalmów i powiedziałem sobie: dość. A co? Miałem za złotówkę cały psałterz odmówić? I gadaj tu z nimi. Oni jak zaczęli, tak i skończyć nie mogą.

Wbiega zakłopotany Aszer.

ASZER

Dopiero co spotkałem krawca Barucha. Przybył z Klimówki, gdzie Sender spotkał się z rodzicami narzeczonego i opowiada, że nie doszli do ładu. Sender domagał się od nich utrzymania młodych przez dziesięć lat, a ci zgadzali się tylko na pięć. No i rozeszli się.

MEIR

Już po raz czwarty!

I BATLAN

To ci zmartwienie!

MESZUŁACH

do I Batlana z uśmiechem

Samiście powiedzieli, że małżeństwo zawiera się z tym, który jest przeznaczony.

CHANAN

wyprostowuje się. Z najwyższym przejęciem

Znowu zwyciężyłem! bez sił opada na ławkę. Na twarzy uśmiech szczęścia

MESZUŁACH

wyjmuje ze swego worka latarkę

Czas ruszyć w drogę!

MEIR

Czego wam tak śpieszno?

MESZUŁACH

Przeciem posłaniec. Panowie przekazują sobie za moim pośrednictwem ważne wiadomości i osobliwe sprawy. Muszę więc spieszyć. Czas nie do mnie należy.

MEIR

Zaczekalibyście chociaż do świtu.

MESZUŁACH

Do świtu daleko, a droga długa. O północy wyruszę.

MEIR

Na dworze ciemno, że oko wykol.

MESZUŁACH

Z moją latarką nie zabłądzę.

Z osobnego pokoju wychodzą II i III Batlan oraz jeszybotnicy.

II BATLAN

Mazl tow!11 Pomyślności! Oby Bóg wrócił chorej zdrowie.

WSZYSCY

Oby. Amen.

II BATLAN

Oddalę się teraz kupić za złotówkę gorzałki i placków.

MEIR

Już naszykowałem. wyjmuje butelkę Wyjdźmy do przedsionka, tam wypijemy Lechaim.

Drzwi otwierają się na oścież. Wchodzi Sender w rozpiętym chałacie. Czapka siedzi wysoko na głowie. Jest wesoły. Za nim trzech do czterech Żydów.

MEIR i BATLANI

O! Reb Sender! Witajcie!

SENDER

Przejeżdżałem właśnie mimo bożnicy i myślę sobie: „Warto by zobaczyć, co porabiają tam nasi przyjaciele”. zauważa butelkę u Meira Sądziłem, że ślęczą nad księgami, albo rozprawiają o wzniosłych rzeczach. A ci tu szykują się do wypitki. Cha! Cha! Prawdziwi chasydzi miropolscy!

I BATLAN

Pozwoli pan, reb Sender, z nami po kropelce.

SENDER

Głupcze! Sam postawię sznapsa i to jeszcze jakiego. Możecie mi powinszować. W szczęśliwej godzinie zaręczyłem córkę.

Chanan wstrząśnięty wieścią zrywa się z miejsca.

WSZYSCY

Mazeł-tow! Wszystkiego najlepszego!

MEIR

A nam dopiero co powiedziano, żeście nie doszli do ładu z ojcem narzeczonego, i że cała sprawa spełzła na niczym.

III BATLAN

Bardzo się tym zmartwiliśmy.

SENDER

Niechybnie spełzłaby na niczym, ale w ostatniej chwili ojciec narzeczonego przystał na warunki i spisaliśmy akt zaręczynowy.

CHANAN

Zaręczyny? Zaręczyny? Jak to? Jak to może być? w wielkiej rozpaczy Więc nie pomogły posty, ni kąpiele oczyszczające, ni bogomiany, ni umartwienia ciała! Wszystko na nic? I co teraz? Jaką drogą teraz pójść? Jakich jeszcze użyć mocy? chwyta się za serce, wyprostowuje się. Twarz promienieje A-a-a... Przede mną otwiera się tajemnica wielkiego dwoiście wyrażonego Imienia Pańskiego. Widzę ją. Ja... ja... ja... zwyciężyłem. pada

MESZUŁACH

otwiera latarkę

Świeca wypaliła się. Trzeba zapalić nową.

Długa pauza.

SENDER

Meir! Czemu tu tak ciemno? Zapal świecę!

Meir zapala świecę.

MESZUŁACH

podchodzi do Sendera

Doszliście do ładu z ojcem narzeczonego?

SENDER

patrzy na niego ze zdumieniem. Jest nieco przestraszony

Tak.

MESZUŁACH

Bywa, że rodzice młodych zbyt wiele sobie obiecują, a potem nie dotrzymują słowa. Czasami dochodzi nawet do Sądu Tory. Trzeba uważać.

SENDER

przestraszony, do Meira

Co to za człowiek? Nie znam go.

MEIR

Nietutejszy. Jakiś posłaniec.

SENDER

Czego chce ode mnie?

MEIR

Nie mam pojęcia.

SENDER

uspokaja się

Aszer! Skocz do mnie do domu i powiedz, by przygotowano coś do wypicia, jakieś konfitury i dobrą zakąskę. Ale szybko, na jednej nodze. Aszer wybiega A tymczasem sobie pogwarzymy. Może ktoś zna jakieś nowe powiedzonko naszego rabiego, jakiś cud, jakąś nową przypowieść. Każde jego słówko jest droższe od złota.

I BATLAN

do Meira

Schowaj butelkę. Przyda się na jutro.

Meir chowa ją.

MESZUŁACH

Opowiem wam jedną z jego przypowieści. Pewnego razu przyszedł do naszego rabiego chasyd. Był to człek bogaty, ale okrutnie skąpy. Wziął go rabi za rękę, doprowadził do okna i powiada: „Popatrz”. Bogacz spojrzał przez szybę na ulicę. Pyta go rabi: „Co widzisz?”. Na to on: „Widzę ludzi”. Bierze go rabi znowu za rękę, doprowadza do lustra i powiada: „Spójrz! A co teraz widzisz?”. A ten odpowiada: „Widzę siebie”. Wówczas rabi: „Słuchaj, a zrozumiesz. W oknie jest szkło i w lustrze szkło, z tą różnicą, że nieco posrebrzane. A skoro pojawia się srebro, to przestaje się dostrzegać ludzi, a widzi tylko samego siebie”.

III BATLAN

O! O! O! Znakomite!

I BATLAN

Święte słowa!

SENDER

do Meszułacha

Co? Do mnie pijecie?

MESZUŁACH

Broń Boże!

II BATLAN

Zdałoby się coś zaśpiewać. do III Batlana Podaj melodię naszego rabiego.

III Batlan zaczyna nucić mistyczną, chasydzką melodię. Wszyscy wtórują.

SENDER

zrywa się ze swego miejsca

A teraz w tan. Teraz w pląs. Jak to? Sender wydaje swoją jedynaczkę, a my nie mielibyśmy zatańczyć? Nie bylibyśmy chyba miropolskimi chasydami! Sender, trzej Batlani i Meir zakładają sobie nawzajem ręce na ramiona tworząc koło, śpiewają monotonną, mistyczną melodię i kręcą się w miejscu. Sender wyrywa się z koła i wesołym głosem A teraz zatańczmy coś wesołego. Wszyscy do mnie!

II BATLAN

Chłopcy! Chłopcy! Wszyscy do nas! kilku chłopców podchodzi Henoch! Chanan! Gdzie się podziewacie! W tan! W radosny tan!

SENDER

nieco zmieszany

A, a! Chanan! Mój Chananek przecież tu jest. Gdzie się podziewa? Gdzie jest? Dajcie go tu!

MEIR

zauważa Chanana na podłodze

A ten ci śpi na podłodze.

SENDER

Obudź go! Zbudź go!

MEIR

budzi go, przerażony

Nie reaguje!

Wszyscy podchodzą do leżącego, nachylają się, budzą.

I BATLAN

krzyk przerażenia

Nie żyje!

II BATLAN

Z ręki wypadła mu księga Razyel.

Wszyscy są wstrząśnięci.

MESZUŁACH

Padł rażony przez moce nieziemskie.