AKT II

Plac w Brynicy. Po lewej stronie stara drewniana bożnica zbudowana w stylu dawnej architektury. Przed bożnicą, nieco z boku, pagórek ze starym, kamiennym nagrobkiem. Na nim wyryty jest napis: „Tu pochowani są święci i czyści oblubieńcy, którzy ponieśli śmierć męczeńską za wiarę. Rok 5408 — czyli 1648. Oby dusze ich włączone zostały do związku wieczystego życia”. Za bożnicą — uliczka, kilka małych domków, które zlewają się z dekoracją. Po prawej stronie stoi dom Sendera. Jest to spory, drewniany budynek z gankiem. Za domem szeroka brama wiodąca na podwórze. Dalej uliczka, szereg kramów, które również zlewają się z dekoracją. Za kramami, na prawo karczma, duży dworski ogród i pałac dziedzica. Szeroka droga prowadzi w dół, ku rzece. Po drugiej stronie rzeki, na wysokim jej brzegu rozciąga się cmentarz. Na lewo — most, nad rzeką młyn, bliżej łaźnia oraz przytułek dla biedaków. W tle gęsty las.

Otwarta na oścież brama wiodąca na podwórze Sendera. Na podwórku ustawione są stoły aż do placu. Stoły są zastawione. Siedzą przy nich żebracy, kaleki, starcy i dzieci. Wszyscy jedzą łapczywie. Służba wynosi z domu i podaje do stołu półmiski pełne potraw i kosze pełne chleba.

Przed kramami i domkami siedzą kobiety i robią na drutach pończochy, nie spuszczają oka z domu Sendera. Solidni mężowie i młodzieńcy wychodzą z bożnicy, niosąc woreczki, w których są tałesy i tefilin.

Część rozchodzi się do domów i do sklepów, część pozostaje na placu tworząc grupki. Z podwórka Sendera dochodzą dźwięki muzyki tanecznej i gwar. Wieczór. Na środku ulicy, przed bożnicą stoi gość weselny. Jest to Żyd w latach, ubrany w atłasową żupicę12. Ręce założył za sznur opasujący biodra. Obok niego II Batlan.

GOŚĆ

ogląda bożnicę

Jest coś wzniosłego w waszej bożnicy. Jest okazała i piękna, a światłość boża na niej spoczywa. Chyba bardzo stara?

II BATLAN

Tak, bardzo stara. Najstarsi ludzie opowiadają, że nawet ich dziadkowie nie wiedzieli, kiedy ją zbudowano.

GOŚĆ

zauważył nagrobek

A to co? podchodzi i czyta „Tu pochowani są święci i czyści oblubieńcy, którzy ponieśli śmierć męczeńską za wiarę. Rok 5408 — czyli 1648”. Młodzi narzeczeni zginęli za wiarę?

II BATLAN

Kiedy okrutny Chameluk, oby imię jego zostało wymazane, napadł ze swoimi kozakami na miasto i wyrżnął połowę Żydów, zamordował także młodą parę idącą właśnie do ślubu. Pochowano ją w miejscu, w którym zginęli. Oboje w jednym grobie. Od tego czasu grób ten zwą świętą mogiłką... cicho, jakby w tajemnicy I za każdym razem, gdy rabin udziela ślubu, rozlegają się z mogiły westchnienia...

A u nas od dawna przyjął się zwyczaj, że po zaślubinach tańczą wokół tej mogiły, aby uradować pogrzebanych tam oblubieńców.

GOŚĆ

Piękny zwyczaj!

Z podwórza Sendera wychodzi Meir.

MEIR

gorączkowo

No, i uczta dla biedaków! Od kiedy żyję, jeszcze takiej nie widziałem.

GOŚĆ

Nie dziwota, Sender wydaje przecież jedynaczkę.

MEIR

z zapałem

Każdy dostaje kawał ryby, potem pieczyste, a na dodatek cymes. A przed samą ucztą poczęstowano wszystkich wódką i piernikiem. To musi kosztować krocie. Wprost trudno sobie to wyobrazić.

II BATLAN

Sender wie, co robi. Z jednym proszonym gościem można się nie liczyć. Najwyżej obrazi się. Jeśli jednak zlekceważy się biedaków, może być źle. Nigdy przecież nie można wiedzieć, kto ukrywa się w łachmanach biedaka: może to być zwykły żebrak, a może zupełnie ktoś inny. Na przykład ktoś z trzydziestu sześciu sprawiedliwych.

MEIR

A dlaczego nie prorok Eliasz? On przecież zawsze objawia się w postaci żebraka.

GOŚĆ

Trzeba być ostrożnym w postępowaniu nie tylko z ubogimi. Dotyczy się to każdego człowieka. Nigdy nie wiadomo kim jest i kim był w poprzednim wcieleniu, i w jakim celu przyszedł na świat.

Z uliczki po lewej stronie wychodzi Meszułach z workiem na plecach. Meir ujrzawszy go, podchodzi do niego.

MEIR

Szołem-alejchem! Pokój wam! Znowu do nas przyszliście?

MESZUŁACH

Znowu mnie do was posłano.

MEIR

Przyszliście w porę. Akurat na wesele bogaczy.

MESZUŁACH

O tym weselu głośno w okolicy.

MEIR

Może gdzie po drodze spotkaliście rodzinę i pana młodego. Spóźnili się.

MESZUŁACH

Narzeczony zjawi się w porę.

Podchodzi do bożnicy. Gość, II Batlan oraz Meir wchodzą na podwórze. Za stołami ukazuje się Lea, ubrana w ślubną suknię. Tańczy po kolei z żebraczkami. Pozostałe żebraczki zbliżają się do niej. Te, które skończyły tańczyć, wychodzą na plac i tworzą koło.

KOBIETA Z DZIECKIEM

zadowolona

Tańczyłam z panną młodą.

KULAWA

Ja też. Objęłam ją i tańczyłam. Hi! Hi!

GARBATY

Czemuż to panna młoda tańczy tylko z kobietami? Ja bym też chciał ją objąć i pokręcić się. He! He! He!

KILKU ŻEBRAKÓW

He! He! He!

Frade, Gitel, Basia wychodzą z izby na ganek.

FRADE

niespokojnie

Oj, niedobrze! Leinka wciąż jeszcze tańczy z żebraczkami. Dostanie zawrotu głowy. Córeczki moje, przyprowadźcie ją tutaj.

Siada na stołku. Gitel i Basia podchodzą do Lei.

GITEL

Dosyć Leo! Wystarczy. Chodź.

BASIA

Główka cię rozboli.

Biorą ją za ręce i chcą odprowadzić.

STARA NĘDZARKA

krąży wokół Lei z błagalnym, płaczliwym wrzaskiem

Jeszcześ ze mną nie tańczyła! Czym ja gorsza od innych? Już godzinę czekam, a ona nic. Puśćcie mnie. Po Elce kolej na mnie. Z kulawą Jachną dziesięć razy obróciła, a ze mną ani razu. W niczym nie mam szczęścia.

MEIR

wychodzi z podwórza, staje na stołku. Głośno niczym marszelik-wodzirej, śpiewa

„Nasz pan weselny Sender rzekł:

Dziś do mnie wstęp ma każdy człek,

Kto w progach moich stanie,

Dziesięć groszy wnet dostanie.”

ŻEBRACY

biegną szybko do dworu, popychając się nawzajem i krzyczą

Dziesięć groszy! Dziesięć groszy!

Plac pustoszeje. Pozostaje na nim tylko Lea, Gitel, Basia i ociemniała staruszka.

ŚLEPA

chwyta Leę

Nie potrzebuję jałmużny. Chcę tylko, żebyś zatańczyła ze mną. Choćby raz. Czterdzieści lat, jak nie tańczyłam. Ojej, jak potrafiłam za młodu tańczyć. To był taniec. Lea obejmuje staruszkę i wykonuje kilka obrotów. Ta nie puszcza jej, prosi Jeszcze! Jeszcze! obracają się znowu, staruszka z zapartym tchem, histerycznie Jeszcze! Jeszcze raz!

Gitel siłą odprowadza starą na podwórze, wraca i razem z Basią wyprowadzają Leę na ganek i ustawiają na krześle. Służba zabiera stoły i zamyka bramę.

FRADE

Leinko, jesteś blada jak ściana! Jesteś zmęczona?

LEA

z zamkniętymi oczami, z głową odrzuconą do tyłu, mówi jakby przez sen

Otoczyły mnie, objęły, przyciskały się do mnie. Wyciągały do mnie swoje zimne, kościste palce. W głowie mi się kręciło. W sercu miałam słabość. A potem ktoś uniósł mnie w górę i poniósł daleko, daleko...

BASIA

przestraszona

Leinko! Zobacz, jak ci pomięły i poplamiły sukienkę, co teraz będzie?

LEA

jak przedtem

Jeśli pannę młodą zostawia się samą w dzień ślubu, zjawiają się duchy i unoszą ją daleko...

FRADE

przerażona

Co ty mówisz, Leo? Złych duchów nie wolno nazywać po imieniu. Siedzą zaczajone we wszystkich kątach, norach i szczelinach. Wszystko widzą, wszystko słyszą i tylko czekają, aż ktoś wymówi ich plugawe imię. Wtedy z miejsca wyskakują i rzucają się na człowieka. Tfu! Tfu! Tfu!

LEA

otwiera oczy

To nie są złe duchy.

FRADE

Nie wolno im ufać. Jeśli okażesz im zaufanie, rozbisurmanią się i zaczną swawolić.

LEA

stanowczo

Babuniu! Nie złe duchy nas otaczają, jeno dusze ludzi, którzy zmarli przedwcześnie. Właśnie przyglądają się i przysłuchują wszystkiemu, co robimy i co mówimy.

FRADE

Bóg z tobą, córeczko! Co ty wygadujesz? Dusze? Jakie dusze? Czyste, jasne dusze ulatują do nieba i znajdują odpocznienie w świetlanym raju edeńskim.

LEA

Nie, babuniu! One są z nami. innym głosem Człowiek rodzi się przecież na długie, długie życie. A gdy umiera przed czasem, to gdzie podziewa się jego nie przeżyte do końca życie? Jego radość i jego cierpienie? Jego myśli, których z braku czasu nie zdążył przemyśleć, jego czyny, których nie zdążył spełnić? Gdzie wszystko się podziewa? Gdzie? zamyślona Żył sobie młodzieniec, a duszę miał wzniosłą i umysł głęboki. Miał przed sobą długie życie. I nagle, w jednej chwili urwała się nić jego życia. I przyszli obcy ludzie i pochowali go w obcej ziemi. rozpaczliwie Gdzież więc podziewa się reszta jego życia? Co się stało z jego słowami, które zamilkły, z jego modłami, które zostały przerwane? Babciu, gdy zgaśnie świeca, zapala się ją na nowo i wtedy pali się dalej, aż do końca. Jakże więc może zagasnąć na wieki nie wypalona świeca ludzkiego żywota? Nie może tak być!

FRADE

kiwa głową

Nie wolno, córeczko, dopuszczać takich myśli. Bóg wie, co czyni. Tylko my jesteśmy ciemni i nic nie wiemy.

Niepostrzeżenie zjawia się Meszułach i zatrzymuje się w tyle za nimi.

LEA

nie słuchając jej, stanowczo

Nie babciu! Życie człowieka nie przepada. Jeśli ktoś umiera przed czasem, jego dusza wraca na ziemię, aby przeżyć swoje dni. Aby dokończyć niespełnionego dzieła, aby przeżyć i odczuć nie zaznane radości i cierpienia. pauza Babciu, powiedziałaś, że o północy przychodzą do bożnicy zmarli, aby się modlić. Przychodzą właśnie po to, aby dokończyć modlitw, których nie zdążyli odmówić. pauza Moja matka zmarła w młodym wieku. Nie zdążyła przeżyć tego, co jej było przeznaczone. Dlatego pójdę dziś na cmentarz i poproszę ją, aby wraz z ojcem powiodła mnie pod baldachim ślubny. A ona przyjdzie i zatańczy ze mną... I tak się dzieje ze wszystkimi duszami, które przed czasem zeszły z tego świata. Są wśród nas, ale my ich nie widzimy, my ich nie czujemy. cicho Babciu, jeśli ktoś bardzo, bardzo pragnie, może je zobaczyć. Może usłyszeć ich głos i odgadnąć ich myśli... Ja to wiem. pauza, pokazuje na mogiłę Ta święta mogiła... pamiętam ją od dziecka, znam tę świętą parę, która leży w niej pochowana. Wiele razy widziałam ją we śnie i na jawie. Jest mi bliska, bardzo bliska... zamyślona W blasku młodości i piękności szli oblubieńcy do ślubu. Otwierało się przed nimi długie i wspaniałe życie. I nagle podbiegli okrutni ludzie z toporami i młodzi oblubieńcy zostali zamordowani. Pochowali ich we wspólnej mogile, aby nic i nikt już ich nie rozłączył. I zawsze, gdy tylko odbywa się wesele i ludzie tańczą dokoła ich mogiły, oblubieńcy wychodzą z niej i radują się szczęściem młodych. Podchodzi do mogiły. Frade, Gitel i Basia podążają za nią. Wyciąga ręce, głośno Święci oblubieńcy! Zapraszam was na moje wesele. Przyjdźcie i stańcie obok mnie pod baldachimem.

Rozlega się wesoły marsz klezmerów. Z piersi Lei wydziera się okrzyk strachu. O mało nie pada.

GITEL

podtrzymuje ją

Czegoś się przestraszyła? To zapewne pan młody przybył i przy wjeździe do miasta powitano go muzyką.

BASIA

podniecona

Pobiegnę cichcem, by go obejrzeć.

GITEL

I ja też. Powiem ci potem, jaki jest. Chcesz?

LEA

kiwa głową

Nie.

BASIA

Wstydzi się! Nie wstydź się głuptasku, nikomu nie powiemy.

Szybko odchodzą. Lea i Frade wracają na ganek.

FRADE

Narzeczona zawsze prosi swoje przyjaciółki, aby cichcem obejrzały pana młodego i powiedziały jej, jaki jest, blondyn czy brunecik.

MESZUŁACH

podchodzi bliżej

Oblubienico!

LEA

drży i odwraca się

Czego pan chce?

Uważnie mu się przygląda.

MESZUŁACH

Dusze zmarłych wracają na ziemię, ale nie jako duchy bez ciała. Są takie dusze, które nim osiągną oczyszczenie, muszą przejść przez kilka ciał. Lea coraz uważniej go słucha Grzeszne dusze w swojej wędrówce wstępują często w ciała zwierząt, ptaków, ryb, a nawet roślin. Same nie mogą się oczyścić. Muszą czekać, aż zjawi się mąż sprawiedliwy — prawdziwy cadyk, który je wyzwoli i oczyści. I są również takie dusze, które wstępują w nowo narodzone ciało i same poprzez własne czyny oczyszczają się.

LEA

drżąc

Mówcie! Mówcie dalej!

MESZUŁACH

I są również błędne dusze, które nie mogąc znaleźć odpoczynku, wstępują w obce, żywe ciało jako DYBUK i w ten sposób osiągają swoje oczyszczenie.

Znika. Lea pozostaje pod silnym wrażeniem. Z domu wychodzi Sender.

SENDER

Czemu tu siedzisz córeczko?

FRADE

Bawiła ubogich podczas uczty. Tańczyła z nimi i zmęczyła się, a teraz odpoczywa.

SENDER

Bawić ubogich to zbożny uczynek. patrzy w niebo Już późno. Rodzice i pan młody już przyjechali. Jesteście gotowe?

FRADE

Lea powinna jeszcze pójść na cmentarz.

SENDER

Idź córeczko, idź na grób matki. wzdycha Wypłacz się i zaproś matkę na wesele. Powiedz jej, że razem z nią poprowadzimy naszą jedynaczkę do ślubu. Powiedz jej, że wypełniłem wszystko, o co mnie przed śmiercią prosiła. Całe moje życie poświęciłem tobie. Wychowałem cię na uczciwą, porządną Żydówkę. A teraz wydaję cię za uczonego, bogobojnego i dobrze urodzonego młodzieńca. wyciera łzy i opuszcza głowę. Wraca do domu

LEA

Babciu, czy mogę oprócz matki zaprosić na wesele również innych?

FRADE

Tylko najbliższych krewnych. Zaprosisz dziadka Efraima, ciotkę Mirelę...

LEA

Chciałabym zaprosić kogoś spoza rodziny.

FRADE

Nie wolno, córeczko. Jeśli zaprosisz obcego, obrażą się pozostali zmarli. Mogliby ci jeszcze wyrządzić krzywdę.

LEA

On... nieobcy... w naszym domu był jak własny syn.

FRADE

cicho, przestraszona

Córeczko, boję się! Mówią, że zmarł śmiercią gwałtowną! Lea cicho popłakuje No, nie płacz, nie płacz. Zaproś go. Biorę na siebie ten grzech. przypomina sobie Ale nie wiem, gdzie jego grób, a pytać nie wypada...

LEA

Wiem, gdzie jest.

FRADE

zdziwiona

Skąd wiesz?

LEA

Widziałam we śnie jego grób. przymyka oczy, zamyślona I jego też widziałam. Opowiedział mi wszystko o sobie... i błagał, bym go zaprosiła na wesele.

Przybiegają Gitel i Basia.

GITEL i BASIA

razem, podniecone

Widziałyśmy go. Widziałyśmy!

LEA

wstrząśnięta

Kogo widziałyście?

GITEL

Narzeczonego! Brunecik! Czarniutki!

BASIA

Wcale nie! Blondynek! Bielusieńki!

GITEL

Chodź! Popatrzymy jeszcze na niego! szybko odchodzą

LEA

Babciu! Chodźmy na cmentarz!

FRADE

smutno

Chodź, córeczko.

Lea wkłada na ramiona czarny szal i wraz z Fradą podąża uliczką na prawo. Przez chwilę scena jest pusta. Słychać muzykę. Z lewej uliczki wychodzą: Nachman, reb Mendel i Menasze — mały, chudy młodzieniaszek, nieco przerażony, o dużych oczach pełnych zdumienia. Za nimi rodzice i powinowaci ubrani świątecznie. Sender wychodzi im naprzeciw.

SENDER

podaje rękę Nachmanowi

Szolem alejchem! Witajcie! Niech będzie błogosławiony przybysz. wymieniają pocałunki. Sender wita się z Menaszem, całują się. Wita pozostałych Jaką mieliście drogę?

NACHMAN

Ciężką. Zboczyliśmy ze szlaku i przez dłuższy czas błądziliśmy w polu. Potem wpakowaliśmy się w bagno i o mało co nie utonęliśmy. Ledwo udało nam się uratować. Już myślałem, że nieczyste siły maczały w tym palce, ale dzięki Bogu, zdążyliśmy na czas.

SENDER

Zapewne jesteście znużeni. Chcecie chyba odpocząć.

NACHMAN

Nie ma czasu na odpoczynek. Mamy jeszcze sporo spraw do omówienia, sprawę wzajemnych zobowiązań, posagu, prezentów ślubnych. Opłacenie rabina, kantora, orkiestry...

SENDER

Zgoda! Jak najbardziej!

Bierze go pod ramię i zaczynają chodzić tam i z powrotem po placu, rozmawiają cicho.

REB MENDEL

do Menaszego

Pamiętaj, że przy stole masz siedzieć cicho, oczy spuścić i nie ruszać się z miejsca. A natychmiast po wieczerzy, gdy tylko badchen zawoła: „A teraz Pan Młody wygłosi kazanie” — masz wstać, wejść na stołek i zacząć przemówienie. Masz mówić głośno i śpiewnie. Im głośniej będziesz mówił, tym lepiej! I nie wstydź się! Słyszysz?

MENASZE

mechanicznie

Słyszę. cicho Rabi, boję się...

REB MENDEL

przestraszony

Czego więc się boisz?

MENASZE

z wielkim żalem

Sam nie wiem... Jak tylko wyjechałem z domu, ogarnął mnie strach. Obce mi są miejscowości, przez które przejeżdżaliśmy. Nigdy nie widziałem tylu obcych ludzi... dreszcze mnie przejmują, gdy patrzą na mnie... boję się ich wzroku. drży Rebe! Przed niczym tak nie drżę, jak przed wzrokiem obcego człowieka.

REB MENDEL

Odczynię ci urok.

MENASZE

Rebe! Chciałbym zostać sam, zaszyć się w kąt, a tu otaczają mnie ze wszystkich stron obcy ludzie. Muszę z nimi rozmawiać, odpowiadać na ich pytania... czuję się, jakby mnie prowadzili na szafot. z lękiem Rebe! A najbardziej boję się jej... tej dziewicy!

REB MENDEL

Weź się w garść! Pokonaj strach, bo gotów jesteś, uchowaj Boże, zapomnieć przemówienia. Chodź, wstąpimy do gospody i tam jeszcze raz powtórzymy.

Idą.

MENASZE

zauważa przed sobą świętą mogiłę, przejmuje go dreszcz, chwyta Reb Mendla za rękę

Rebe, co to jest? Grób pośrodku ulicy?

Zatrzymują się. W milczeniu odczytują napis na nagrobku. Po chwili kierują się w stronę uliczki. Sender, Nachman i rodzice pana młodego wchodzą do dworu. Z podwórza wychodzą jeden po drugim, ubodzy z torbami na plecach i kijami w ręku. W ciszy i smutku przechodzą przez plac i znikają w uliczce. Niektórzy zatrzymują się na chwilę.

WYSOKA BLADA KOBIETA

No i skończyła się nasza uczta, jakby jej wcale nie było.

KULAWA

Mówili, że dadzą po talerzu rosołu i nie dali.

GARBATA

Chałki dali tylko kęs...

KULAWY

Taki bogacz! A niech go choroba... nie mógł ci to dać każdemu po bułce?

WYSOKA BLADA KOBIETA

Mógłby dać po kawałku kury na łeb. Nie ma co! Dla lepszych gości miał i kury, i gęsi, i tuczone indyki.

ŚLEPA

Wszystko jedno... po śmierci wszystko dostanie się robakom. Tak! Tak!

Powoli odchodzą. Scena na chwilę pustoszeje. Meszułach przechodzi powolnym krokiem przez scenę. Wchodzi do bożnicy. Robi się ciemnawo. Kupcy zamykają sklepy, odchodzą. W bożnicy i w domu Sendera zapalają się światła. Na ganek wchodzą Sender, Gitel i Basia.

SENDER

niespokojnie

Gdzie jest Lea? Gdzie Frade? Dlaczego nie wracają z cmentarza? Oby im się nic złego nie stało.

GITEL, BASIA

Wyjdziemy im naprzeciw.

Z uliczki na lewo spiesznie wychodzą Frade i Lea.

FRADE

Prędzej, prędzej, dziewczynki! Ojej! Spóźniłyśmy się! Czemuż cię posłuchałam? Boję się, żeby nas jakieś nieszczęście nie spotkało.

SENDER

No! Wreszcie są! Czemuście się tak spóźniły?

Z dworu wychodzą kobiety.

KOBIETY

Poprowadźcie pannę młodą. Niech zapali świece!

Wprowadzają Leę do domu.

FRADE

cicho do Gitli i Basi

Zemdlała. Ledwom ją ocuciła. Jeszcze teraz drży.

BASIA

Wszak pości, nie dziw, że osłabła.

GITEL

Czy bardzo płakała na grobie matki?

FRADE

macha ręką

Lepiej nie pytaj, co się tam działo... Cała jestem w dreszczach!

Koło drzwi ustawiają krzesło. Wyprowadzają i usadzają Leę. Z uliczki po lewej stronie wychodzą: Nachman, Menasze, reb Mendel, rodzice i powinowaci narzeczonego. Menasze trzyma w obu rękach chustę i zbliża się do Lei, aby zakryć jej twarz. Z bożnicy wychodzi Meszułach.

LEA

zrywa chustę z twarzy, zrywa się z krzesła, odpycha Menaszego i krzyczy

Nie ty jesteś moim oblubieńcem!

Zamęt, wszyscy otaczają Leę.

SEDNER

Córeczko! Córeczko! Leo! Co się z tobą dzieje?

LEA

wyrywa się, podbiega do mogiły, rozpościera ręce

Święci oblubieńcy, ochrońcie mnie! Ratujcie mnie!

Pada, podbiegają do niej, podnoszą. Ona rozgląda się niesamowitym wzrokiem i krzyczy nie swoim głosem, lecz męskim.

A-a-a! Pochowaliście mnie, a ja wróciłem do mojej przeznaczonej i nigdy jej nie opuszczę!

Nachman podchodzi do Lei. Ona krzyczy mu w twarz.

Chameluk!

NACHMAN

drżący

Zwariowała.

MESZUŁACH

W oblubienicę wstąpił dybuk.

Straszny zamęt.