Spleen

Smutek w sercu moim mieszka

I tak gryzie mnie jak weszka.

Gryzie duszę moją biedną

O co? to już wszystko jedno.

Przyczyn jest ogromnie wiele

Na duszy jak i na ciele.

Coraz rzadziej mi się zdarzy,

Bym uśmichnął się na twarzy,

Ciągle myślę aż do skutku

O moim dotkliwym smutku.

O, jak mnie to czasem nudzi

Patrzyć na cierpienia ludzi.

Czasem się nieszczęście stało,

Że dzieciątko robi biało.

Ja się na to krzywię troszki

I daję skuteczne proszki,

Po których, mówię, że ono

Będzie robiło zielono.

Jeszcze bardziej bez nadziei

Pędzę życie przy kolei.

Z tą koleją bywa różnie:

Czasem komuś członki urżnie,

To znów dadzą znać o zmierzchu,

Że ktoś flaki ma na wierzchu;

Wielka bywa rozmaitość

Rzeczy, które budzą litość.

Ja się znowu troszkę krzywię,

Jadę na lokomotywie,

To znów, naśladując giemzę28,

Skaczę sobie w lot na bremzę29,

Myślę często tylko przy tem,

Żeby już być emerytem.

Innych zmartwień też jest sporo:

Lewą nogę rok mam chorą,

Choć czyniłem to i owo,

Żeby ona była zdrową.

Ale najcięższa choroba

Jest dla mnie. . . . . . . . . .

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 30