Hałajda

„Jaremo! hersz tu21? Chamie, świnio!

A idź, kobyłę z dworu weź,

Patynki22 podaj gospodyni,

Ta23 zamieć izbę, wody wnieś,

Do lochu24 zajrzyj, jeść daj krowie,

Posyp indykom, gęsiom daj,

Tylko nie zaśnij gdzie tam w rowie,

A narąb drew i sieczki skraj!

A prędzej, chamie!... do Olszany

Jejmości czegoś dzisiaj trza...”

Jarema mruknął coś, znękany,

Żydzisko wrzasło: „Cicho! sza!”

I Kozak nic nie odpowiedział.

Oj, tak to, tak, spadł Kozak nisko,

Poniewierało go Żydzisko.

Jarema giął się, bo nie wiedział,

Nie wiedział sierota, że skrzydła urosły,

Że gdyby podleciał, wysoko by wzniosły,

Nie wiedział — i giął się...

O Boże mój, Boże!

Tak ciężko, na świecie, a jednak żyć chce się,

I chce się ze słońcem popatrzyć wokoło,

I chce się posłuchać jak sine gra morze,

Jak płacze mogiła, topola powiewa,

Jak ptaszę szczebiocze, jak szumi liść w lesie,

Jak dziewczę żałośnie gdzieś w gaju zaśpiewa...

O Boże mój miły, jak żyć też wesoło!

Jarema — sierota, sam jeden, ubogi,

Ni siostry, ni brata, zamęcza się, trudzi;

Popychacz żydowski, zalega ich progi;

A nie klnie swej doli, nie szemrze na ludzi.

Bo za cóż ich łajać? Alboż oni wiedzą

Kogo pieścić trzeba, a kogo katować?

Niech sobie ucztują! Niech piją i jedzą...

Im dola — sierota sam musi pracować;

Czasami gdzieś w kątku cichutko zapłacze,

I to nie dlatego, że serce mu25 boli,

A wspomni co niebądź, albo co zobaczy...

I znowu do pracy... trza żyć po niewoli!

Przecz26 ojciec i matka i złote komnaty,

Jeżeli brak serca, by z sercem pogwarzyć?

Jarema — sierota, lecz jakże bogaty,

Bo jest z kim zapłakać, bo jest z kim pomarzyć!

Są czarne oczęta — jak gwiazdki mu tleją,

Są białe rączęta — w objęciu aż mdleją,

Jest serce jedyne, serduszko dziewicze,

Co śmieje się, płacze, jak on sobie życzy.

Ot, taki to mój Jarema,

Sierota bogaty,

I ja takim, czarnobrewki27,

Bywałem przed laty...

Przeminęło, uleciało,

I ślady zawiało.

Pierś zamiera, kiedy wspomnę...

Czemuż nie zostało?...

Czemu nie zostało, czemu nie potrwało?

Lżej byłoby jęknąć i zalać się łzami.

Ludzie mi odjęli, bo im było mało:

„Na co jemu dola? Podzielmy się sami,

On i tak bogaty....”

O! bogaty w łaty

I w drobne łzy krwawe — któż otrzeć je zechce?

Dolo moja, gdzie ty? Wróć się do mej chaty,

Albo choć się przyśnij... i spać mi się nie chce.

Wybaczajcie ludzie dobrzy!

Trochę zabłądziłem:

O przeklęte dni me czarne

Myślą zawadziłem.

Może jeszcze spotkamy się,

Póki nie przepadnę,

Za Jaremą w świat się wlokąc,

A może... nie zgadnę.

Oj, źle ludzie, wszędzie bieda,

Za nic nie ma wziąć się;

Kędy, mówią, chyli dola

Tędy trza i giąć się, —

Giąć się milczkiem i ze śmiechem,

Żeby nie poznali,

Co się w głębi serca dzieje, —

Żeby nie witali,

Bo ich łaska... kto szczęśliwy,

Niech ujrzy ją we śnie,

A sierocie, ubogiemu,

Niech się nigdy nie śni!

Ciężko mówić, a zamilczeć —

Nie w mojej naturze.

Lejcie się więc słowa łzawe:

Słonko gdzieś tam w chmurze,

Nie ogrzeje, nie osuszy...

Podzielę się łzami...

Lecz nie z braćmi, nie z siostrami —

Z niemymi ścianami,

W obcym kraju... A tymczasem

Spójrzmy na karczmisko.

Pochylony koło łóżka

Trzęsie się Żydzisko

Nad kagankiem: worki liczy,

Bestyja przeklęta!

A na łóżku... ach, aż słabo!.

Bialutkie rączęta

Rozrzuciła, odkryła się...

Jak kwiatek na błoniu

Czerwienieje; a koszulka...

Koszulka na łonie

Rozerwana... samej, jednej,

Gorąco w pierzynie;

Biedna szepcze, — gwarzyć chce się

Młodziutkiej dziewczynie.

Śliczna, śliczna niewymownie

Dziewka Izraelska!

Oto córka! a to ojciec —

Kieszenia diabelska!

Chajka stara leży dalej,

Cała w stosach pierza.

Gdzież Jarema? Wziąwszy torbę,

Do Olszany zmierza.

Konfederaci28

„Hej, odmykaj, podły Żydzie!

Będziesz bity...” — „W to mu graj!

Drzwi wywalić póki wyjdzie

Psisko stare!”

Żyd — „Aj waj!

Zaraz, zaraz!”

— „Nahajami

Juchę! Co to? Będziesz spać,

Czy żartować?”

„Ja? Z panami?

Chowaj Boże! Dajcie wstać,

Jasne pany (ciszej — głupi)!”

— „Co tam czekać! walże już!”

Drzwi runęły... nahaj wzdłuż

Po żydowskim karku łupi.

„A! Jak się masz, świnio, Żydzie!

Trzymaj psiego syna!”

Ta nahajem, ta nahajem.

Żyd kurczy się, zgina:,

„Nie żartujcie, mości panie!”

— „Dzień dobry, niezdaro!

Jeszcze parcha, jeszcze!... dosyć!

Wybaczaj, psia wiaro!

Masz dobrydzień! a gdzie córka?”

— „Umarła, panowie.”

— „Łżesz, Judaszu! pal go batem!

Na zdrowie, na zdrowie!”

— „Oj, panie mój, gołąbku mój,

Dalibóg nie żyje!”

— „Łżesz, łajdaku!”

— „Jeśli kłamię,

Niech mnie Bóg zabije!” —

„Nie Bóg, a my. Przyznawaj się!”

— „Na co bym ja chował,

Gdyby żyła? Bodaj mnie tak

Pan Bóg poratował!...”

— „Cha, cha, cha, cha!... Patrzcie, państwo,

Czart pacierze mruczy.

Przeżegnaj się!”

„Jakże ono?

Niech mnie pan nauczy.”

— „Ot tak, patrzaj!...”

Lach żegna się,

Za nim Żyd parszywy:

„Brawo! brawo! ot i ochrzcił.

No! za takie dziwy

Mohoryczu, mości panie!

Słyszysz? Ty ochrzczony!

Mohoryczu!”

— „Zaraz, zaraz!”

Każdy jak szalony

Ryczy, wrzeszczy, a po stole

Kufle postukują.

„Jeszcze Polska nie zginęła!”

Lachy wyśpiewują29.

„Dawaj, Żydzie!”

Nowochrzczeniec

To w lochu, to w chacie,

Miga, biega i dolewa;

A konfederaci

Znów hukają: „Żydzie! miodu!”

Żyd lata zziajany.

„Gdzie cymbały? Graj, psia wiaro!”

Aż trzęsą się ściany —

Odcinają krakowiaka,

Walca i mazura,

A Żyd spojrzy — tu pod nosem:

„Szlachecka natura!”

— „Dobrze, dosyć! śpiewaj teraz!”

— „Dalibóg, nie mogę!”

— „Nie przysięgaj się, psia jucho!”

— „Jakąż wam? Niebogę?

Była sobie Handzia,

Kaleka nieboga,

Bożyła się, prosiła się,

Że boli jej noga:

Na pańszczyznę nie chodziła,

A za parobkami

Po cichutku i ładniutko

Między burzanami.”

— „Dość! to jakaś schizmatycka30,

I słowa nieskromne!”

— „Jakiejże wam? chyba taką?

Czekajcie! przypomnę...”

„Oj, przed panem Todorem

Chodził Żydek ślad w ślad,

Oj, przed panem Todorem

Chodził w przód, chodził w zad.”

„Dobrze, dosyć! teraz zapłać!”

— „Żartujecie, panie;

Za co płacić?”

— „Że słuchali.

Nie krzyw się, bałwanie!

To nie żarty. Dawaj grosze!”

„Jakie grosze? Czyje?

U mnie nie ma ni szeląga,

Łaską pańską żyję.”

„Łżesz, sobako! przyznawaj się!

Hajże go tu znowu

Nahajami!”

Zaświstały,

Chrzczą Lejbę na nowo.

I ćwiczyli i łupili

Aż pierze leciało...

„Dalibógże, ani grosza!

Zjedzcie moje ciało!

Ani grosza! Gwałt! Ratujcie!”

„My tu tobie damy.”

„Poczekajcie, ja coś powiem.”

„Słuchamy, słuchamy,

Tylko nie łżyj, bo choć zdechniesz,

Łgarstwo nie pomoże.”

— „Nie, w Olszanie...”

— „Grosze twoje?”

— „Moje!... chowaj Boże!

Nie, ja mówię, że w Olszanie...

Olszańscy Schizmaci31

Po trzy domy i po cztery

Żyją w jednej chacie.”

— „My to wiemy, bośmy sami

Tak ich ociosali.”

— „Nie to, nie to... Bodajże was...

Biedy by nie znali,

Niech pieniądze się wam przyśnią...

Widzicie... Olszana...

Tam jest cerkiew... u starosty...

Jest córka Oksana.

Chowaj Boże! Jaka śliczna!

A jakie to mile!

A dukatów! Choć nie jego —

To co? Byle były!”

— „Byle były, jednakowo!

Dobrze Lejba radzi:

Lecz, by większa pewność była,

Niechże sam prowadzi.

Ubieraj się!”

Pojechali

Lachy do Olszany;

Jeden tylko gdzieś pod ławą

Konfederat pjany32.

Wstać nie zduża, lecz wesoły

Przyśpiewuje sobie:

........................

........................

Tytar33

„Oj w gaju, w gaju

Wietrzyk nie wieje,

A tam, na niebie

Gwiazdki migają,

Księżyc bieleje.

Serce jedyne, —

Wyglądam ciebie:

Wyjrzyj, rybeczko!

Choć na godzinę;

Wyjdź, gołąbeczko!

Wyjdź, pomarzymy,

I pogruchamy

I potęsknimy:

Bo ja daleko

Pójdę od ciebie.

Wyjdźże dziewczyno,

Serce ty moje,

Wyjrzyj ptaszyno,

Póki bliziutko,

To pogruchamy

We łzach i w smutku!...”

Tak to, błądząc popod gajem,

Zawodzi Jarema —

I wygląda, a Oksany

Jak nie ma, tak nie ma;

Gwiazdki płoną; wpośród nieba

Świeci białolicy;

Wierzba cieszy się słowiczkiem,

Patrzy sie w krynicę;

Na kalinie, ponad wodą,

Aż się rozbryzguje,

Jakby wiedział, że na dziewczę

Kozak oczekuje.

A Jarema na dolinie,

Niby martwa kłoda,

I nie patrzy i nie słucha...

„Na co mi uroda,

Kiedy szczęścia nie ma, gdy taka już dola?

Daremnie me lata młodzieńcze zmarnieją,

Ach, sam ja na świecie, jak trawka wśród, pola:

Stepowe ją wichry bez śladu rozwieją!

I mnie się tak ludzie i ty, o mój Boże,

Wyparli — a za co? I sami nie wiecie.

Było jedno serce, jedno w całym świecie,

Jedna dusza szczera, lecz i ta już może,

I ta się wyparła.”

I spłakał się srodze,

Pojęczał, serdeczny, łzy otarł rękawem:

„Bądź zdrowa, ptaszyno! Ja w drogę, odchodzę

Po dolę, jeżeli za Dnieprem sinawym

Nie złożę gdzie głowy... A ty nie zapłaczesz

A ty nie zobaczysz, jak kruk mi je poje —

Te oczy me czarne, te oczy kozacze,

Coś ty całowała, o serce ty moje!

Zapomnij łzy moje; ja tobie nie para,

Zapomnij sierotę; pokochaj innego,

Ja w szarej świcinie34, ty córka tytara.

Co tobie Jarema? Znajdź sobie lepszego, —

Ach, znajdź kogo zechcesz... taka mi już dola,

Zapomnij mnie, serce, i wyprzyj się smutku.

A kiedy posłyszysz, że gdzieś tam, wśród pola

Schowali Jaremę, — pomódl się cichutko,

Ty choć, ptaszko, w całym świecie

Pomódl się cieplutko!”

I oparłszy się na kiju,

Płacze po cichutku.

Płakał, płakał, biedaczysko,

Wtem... dola kochana!

Popod gajem, jak łasiczka,

Skrada się Oksana.

Pobiegł, porwał, objęli się,

„Serce!” i omdleli.

Długo, długo, tylko — „serce”

I znowu milczeli.

„Dość ptaszyno!”

— „Jeszcze trochę,

Jeszcze... mój sokole!

Duszę wyrwij!... jeszcze... jeszcze...

Aż serce zaboli!”

— „Odpocznijże, gwiazdko moja!

Ty z nieba mi spadła!”

Zasłał świtkę. Jak wiewiórka,

Zaśmiała się, siadła.

„Siadajże i ty koło mnie.”

I znów się tuliła.

„Serce moje, gwiazdko moja,

Komuż ty świeciła?”

— „Opóźniłam się dziś trochę:

Ojcam doglądała;

Stary czegoś zachorował...

— „A mnieś zapomniała?”

— „Jakiż bo ty, dalibóg że!”

I łezka błysnęła.

— „Nie płacz, serce.”

— „Ty żartujesz?”

Znów się uśmiechnęła,

Przytuliła główkę śliczną

I niby zasnęła.

„Widzisz, serce, ja żartuję,

A ty jeszcze płaczesz.

Nie płacz, luba, spojrzyj na mnie:

Jutro nie zobaczysz.

Jutro będę ja daleko,

Daleko, Oksano...

Jutro w nocy ja w Czehrynie

Święcony dostanę.

Ej, da mi on srebra, złota,

I da mi on sławę;

Ubiorę cię, obuję cię,

Posadzę jak pawę35,

Niby jaką hetmanową, —

Wpatrzę się jak w zorzę,

Patrzeć będę aż do śmierci.”

— „Ej, zapomnisz może?

Zbogaciejesz, gdzieś w Kijowie

Poznasz wielkie panie,

I zapomnisz przy szlachciankach

O biednej Oksanie!”

— „Jestże inna, jak ty piękna?”

— „Kto wie? — jest gdzie może...”

— „Co ty gadasz, serce moje?

O Boże mój, Boże!

Ni za morzem, ni za niebem,

Ani w samem niebie —

Nigdzie nie ma, rybko moja,

Piękniejszej od ciebie.”

— „Co ty mówisz?”

— „Prawdę, luba!”

I znowu, i znowu...

Długo oni słodką, rzewną,

Bawili się mową.

Całowali się, płakali,

Miłość przysięgali,

Przysięgali i płakali...

I znów przysięgali.

Jej Jarema opowiedział,

Jak to żyć im będzie,

Jak okuje w złoto całą,

Jak dolę zdobędzie,

Jak to Lachów Hajdamacy

Wyrżną w Ukrainie,

Jak on panem sobie będzie

Jeśli nie zaginie.

Ej, dziewczęta! zbrzydło słuchać

Jedno i to samo!

„Patrzcie jaki! Ktoś by myślał,

Że prawda!”

A mama

Albo ojciec gdy zobaczą

Że wy, moje lube,

Tak zawzięcie wczytały się

W grzeszne takie duby?...

„Wtenczas, wtenczas... ejże, nie pleć!”

A bardzo ciekawe?

Jeszcze bym wam opowiedział,

Jak Kozak czarniawy

Popod wierzbą, koło wody,

I świata nie czuje;

A Oksana, jak gołąbka,

Zamiera, całuje,

To zapłacze, to omdleje,

Tuli, co ma siły;

„Serce moje, dolo moja!

Sokole mój miły!

Mój!...“ aż wierzby schylają się

Posłuchać tej mowy,

Oto mowa! Ej, dziewczęta,

Zawracam wam głowy.

Niebezpiecznie słuchać na noc,

Spać, dziewczyno, chceszli36.

Niechaj sobie rozejdą się

Tak jak się i zeszli, —

Po cichutku i ładniutko,

— By nikt nie zobaczył

Ni dziewiczych łezek drobnych,

Ni szczerych kozaczych.

Niechaj sobie... może, jeszcze

Spotkają się oni,

Na tym świecie... Zobaczymy...

A tymczasem płonie

Światło w oknach u tytara.

Co się też tam robi?

Trzeba spojrzeć, a opowiem...

Ach, bodaj choć w grobie,

A nie być, nie widzieć! bo wstyd mi za braci,

Bo serce na widok okropny zaboli.

Ach, spójrzcie, popatrzcie: to konfederaci,

To ludzie, co bronić porwali się woli37.

Ach, bronią, przeklęci... I toż to są dzieła,

Do których powstali?... Przekleństwo i matce,

Przekleństwo godzinie, o której poczęła,

O której zrodziła i na świat wydała!

Popatrzcie, co robią — u tytara w chatce

Piekielne wyrzutki.

W piecu ogień pała

I światło rozlewa po chacie,

Zda się, że ludziom w oczy lży;

Rabusiów pełno; w kącie drży

Przeklęty Żyd; konfederaci

Do starca krzyczą: „Łotrze, mów,

Gdzie są pieniądze?”

Nie ma słów,

„Dawajcie sznurka! ręce wiąż.”

Nie ma ni słowa.

„Męcz go więcej!”

Pchnęli o ziemię — milczy wciąż.

„Dawajcie żaru! Smoły, prędzej!

Krop mi go! Tak! A co? Nie mięknie?

Zawzięta jucha! Żaru syp!

Nie powiesz?” — Tytar ani jęknie!

„To szelma twarda — stary grzyb!

Nasypcie mu w cholewy żaru...

Gwoźdź wbijcie w skronie! diabła zjadł!”

Stary nie wytrwał: jęknął — padł

Pod niewymowną bożą karą!

„Oksano! Córko!” tak i zmarł.

Ach, bez spowiedzi pójdzie w grób!...

W milczeniu Lachów tłum się zwarł...

„Panowie rada! pomiarkujcie!

Już nie zrobimy nic z nim — trup!

Zapalmy cerkiew!”

— „Gwałt! Ratujcie!

Kto w Boga wierzy! Krzyk kobiéty38

Przeleciał... Lachy marszczą brwi...

„To co?” Oksana wpada w drzwi,

I z całej siły: „Ach, zabity!”

I pada krzyżem w ojca krwi.

Dowódca skinął na gromadę.

Ponura zgraja, jak te psy,

Za próg się wlecze. A sam w ślady

Bierze omdlałą...

„Gdzież to ty,

Jaremo? Gdzie ty? Wróć się ptakiem39!”

On szedł i śpiewał — śpiewał w czas —

Jak Nalewajko40 bił się z Lachem...

Lachy przepadli; z nimi wraz

Przepadła także i Oksana.

Gdzieniegdzie szczeknie pies w Olszanie

I wszyscy we śnie z biedy kpią.

Bieleje księżyc; ludzie śpią,

I tytar śpi... Nie rano wstanie:

Na wieki sen świętego zdjął.

Światło iskrzyło się, paliło

I zgasło... Zmarły niby drgnął —

I smutno, smutno w chacie było.

Święto w Czehrynie41

Hetmani! hetmani! ach, gdybyście wstali,

Wstali i spojrzeli po owym Czehrynie,

Co wy budowali, gdzie wy panowali!

Ciężko byście łkali, bo by nie poznali

Kozaczej swej sławy w ubogiej ruinie.

Bazary, gdzie wojska, bywało, jak maku

Przed rojem buńczuków w purpurze się sypie,

A Jaśnie Wielmożny na karym rumaku;

Połyśnie buławą — i morze zakipi...

I zakipi i leje się

Stepami, jarami;

Licho zmyka gdzieś przed nimi

A za Kozakami...

Po co mówić? Przeminęło;

Dawno zapomniano,

Żaden z braci nie przypomni,

By nie podsłuchano!

I co z tego, że przypomni?

Przypomni — zapłacze.

Ej, choć spójrzmy na ten Czehryn,

Kiedyś to kozaczy.

Ponad borem, ponad mrokiem,

Księżyc w niebie tonie,

Czerwienieje, wielki, krągły,

Nie świeci, a płonie.

Może wiedział, że dla ludzi

Światła dziś nie trzeba,

Że pożary Ukrainę

Oświecą do nieba.

I zmierzchało, a jak w trumnie

Tak dzisiaj w Czehrynie

Smutno, smutno. (Tak to było

W całej Ukrainie,

Kiedy w noc przed Makowejem

Noże poświęcano).

Nigdzie człeka; środkiem rynku

Nietoperz kościany

Zaszeleszcze, albo puszczyk

Huknie nad kominem.

A gdzież ludzie?... W ciemnym gaju,

Nad rzeczką Taśminem42,

Zebrali się — wszyscy razem,

I starzy, i mali,

I bogaci, i ubodzy —

Na święto czekali.

Oj, w ciemnym tym gaju, w zielonej dąbrowie, .

Koniki na paszy okryły polanę,

Do jazdy gotowe, koniki siodłane.

Lecz gdzież to pojadą i pod kim? Kto powie?

Ot, pod kim, patrzajcie: pierś całą doliny

Jak gdyby pobici, zalegli bez głosu...

Ach, to Hajdamacy! Na gwałt Ukrainy

Orły naleciały: one to rozniosą

Lachom, Żydom kary;

Oni — Hajdamacy —

Za krew i pożary

Piekłem im odpłacą.

Pod dąbrową huk żelaza,

Taran przy taranie:

To serdeczny, hojny, szczery

Gościniec dla pani43.

Nic nie szkodzi; niech panuje,

Niech w cudze się wtrąca!

Pełno wszędzie, stać gdzie nie ma!

Bez liku, bez końca

Niby ptastwa44 się zleciało:

Czehryn, Smilańszczyzna45,

I siermiężni46, i Kozactwo,

I wszelka starszyna.

A Kozacy w kierezyjach47

Chodzą i nie dbają,

I na Czehryn spoglądając,

Z cicha rozmawiają:

I STARSZY

Stary Hołowaty coś bardzo chytruje.

II STARSZY

Mądra głowa, siedzi sobie na futorze48 i niby nic nie wie, a patrz tylko — wszędzie Hołowaty. „Kiedy sam, powiada, nie dokonam, to synowi przekażę.”

III STARSZY

Sztukaż bo to i synek! Spotkałem się wczoraj z Żeleźniakiem49; takie rzeczy opowiada o nim, że niech go licho nie zna! „Koszowym50, powiada, będzie i koniec, a może jeszcze i hetmanem, jeżeli tego...”

II STARSZY

A Gonta51 na co? a Żeleźniak? do Gonty sama... sama52 pisała: „Skoro, powiada...“

I STARSZY

Cicho no, zdaje się dzwonią!

II STARSZY

Ej nie, to ludzie tak gwarzą.

I STARSZY

Gwarzą, gadają, aż Lachy posłyszą. Oj, stare głowy, a rozumne; chymerują, chymerują i zrobią z lemiesza szydło. Do czego torba, kiedy rańtuch mieć można? Kupili chrzanu, niechajże jedzą; płaczcie oczy, choć powyłaźcie, widziały co kupowały, — a daremnie płacić nie można. Namyślają się, namyślają, ni to w głos, ni to milczkiem, a Lachy domyślą się — ot tobie i raz. Co tam za rada? Czemu oni nie dzwonią? Jakże ludowi przeszkodzić, ażeby nie gadał? Wszak to nie dziesięć dusz, a chwała Bogu, Smilańszczyzna cała, jeżeli nie cała Ukraina. Ot, czy słyszycie? Śpiewają.

III STARSZY

A doprawdy coś śpiewa: pójdę, zabronię.

I STARSZY

Nie zabraniaj, niech sobie śpiewa, byle nie głośno.

II STARSZY

A to musi być Wołoch53. Nie wytrzymał, stary dureń; trzeba, i koniec.

III STARSZY

A mądrze śpiewa! Kiedybyś nie posłuchał, zawsze inną. Podejdźmy no bracia i posłuchajmy, a tymczasem zadzwonią.

I i II STARSI

Cóż robić? Chodźmy.

III STARSZY

Chodźmy.

Starsi ukradkiem stanęli za dębem, a pod dębem siedzi kobzarz54 ślepy; naokoło, Zaporożcy i Hajdamacy. Kobzarz śpiewa z powagą i nie bardzo głośno.

„Oj, Wołochy, Wołochy,

Was zostało się trochę;

I wy Mołdawiany,

Teraz wy nie pany:

Wasze hospodary

Okuli Tatary,

Tureckie sułtany,

W kajdany, w kajdany!

Ejże się nie smućcie:

Ładnie się pomódlcie,

Bratajcie się z nami,

Z nami Kozakami;

Wspomnijcie Bohdana55,

Starego hetmana.

Będziecie panami,

I jak my z nożami,

Z nożami świętymi,

I z ojcem Maksymem56

W tę noc pohulamy,

Lachów pohajdamy,

I tak pohulamy,

By piekło się śmiało,

Niebo płomiemało,

Ziemia się zatrzęsła...

Dobrze pohulamy.

ZAPOROŻEC57

Dobrze pohulamy! Prawdę stary śpiewa, jeżeli nie łże. Ej, cóż by to za kobzarz był z niego, gdyby nie Wołoch!

KOBZARZ

Tać ja i nie Wołoch; tak tylko — byłem kiedyś na Wołoszczyźnie, a ludzie i ochrzcili Wołochem, sam nie wiem za co.

ZAPOROŻEC

A jużciż daremnie. Utnijże jeszcze co nie bądź. A no do ojca Maksyma urżnij58.

HAJDAMAKA

Ale po cichu, żeby starszyzna nie słyszała

ZAPOROŻEC

A co nam wasza starszyzna? Posłyszy — to i posłucha, jeżeli ma czym słuchać, ta i koniec. U nas jeden starszy — ojciec Maksym; a on, jak posłyszy, to jeszcze da karbowańca59. Śpiewaj, starcze boży, nie słuchaj jego.

HAJDAMAKA

Tać to tak, kumie, i ja to wiem dobrze; ale ot co: nie tak pany jak podpanki, albo nim słońce zejdzie, rosa oczy wyje.

ZAPOROŻEC

Et, łgarstwo! śpiewaj, starcze boży, jaką umiesz; a to i dzwonu nie doczekamy się — pośniemy.

RAZEM

Doprawdy, pośniemy; śpiewaj jaką nie bądź.

KOBZARZ

śpiewa

Lata orzeł, lata siwy

Ponad obłokami;

Hula Maksym, hula stary

Stepami, lasami.

Oj, lataż to orzeł siwy,

A za nim orlęta;

Hula Maksym, hula stary,

A za nim chłopięta:

Zaporożce ci chłopięta

I syny jedyne.

Pomiarkuje i powróży,

Do bitki czy pitki,

Czy do tańca — to i urżną,

Aż ziemia się chwieje;

A zaśpiewa — zaśpiewają,

Aż licho się śmieje.

Gorzałkę, miód, nie czarkami

A kuflami spija,

I zamknąwszy oczy, wroga

Wali, nie omija.

Ot taki to nasz ataman,

Orlisko nasz miły!

I wojuje, i harcuje

Ile starczy siły.

Nie ma on ani siedliska,

Ni sadu, ni stawu...

Step i morze — wskroś60 bity szlak,

Wskroś złoto i sława!...

Szanujcież się dobrze teraz,

Panowie Polacy!61

Maksym idzie Czarnym Szlakiem,

Za nim Hajdamacy.

ZAPOROŻEC

W to mi graj! Odwalił jak się należy: i do ładu, i prawda. Dobrze, dalibóg dobrze! Co chce, ta i utnie. Bóg zapłać, Bóg zapłać!

HAJDAMAKA

Ja coś nie zrozumiałem, co on o Hajdamakach śpiewa?

ZAPOROŻEC

Jaki bo ty kiep! Doprawdy! Widzisz, on śpiewał, ażeby Lachy ohydne pokutowali, bo Czarnym Szlakiem idzie Żeleźniak z Hajdamakami, ażeby ich rznąć...

HAJDAMAKA

I wieszać, i mordować! Dobrze, dalibóg, dobrze! Ej, dałbym karbowańca, jeżelibym nie przepił wczoraj! Szkoda! No, niech stara grzęźnie, mięsa więcej będzie. Poborguj62, bądź łaskaw, jutro oddam. Utnij co nie bądź jeszcze o Hajdamakach.

KOBZARZ

Na pieniądze nie bardzo ja łapczywy. Byle łaska była posłuchać, a śpiewać będę, dopóki nie ochrypnę, a ochrypnę — czarka jedna i druga pani Ladaco63, i znowu gotów. Słuchajcie panowie gromada:

Zajechali Hajdamacy

Na noc do dąbrowy,

Na polanie paśli konie,

Siodłane, gotowe.

Nocowali panki-Laszki

W budynkach z Żydami,

Popili się, pokładli się,

Ta i...

GROMADA

Cicho no! Zdaje się dzwonią. Słyszysz?... znowu... o!...

KOBZARZ

Zadzwonili, echo w gaju

Płynie między drzewa.

Idźcież i wy, pomódlcie się,

A kobzarz dośpiewa.

Powalili Hajdamacy

Aż jęczy dąbrowa;

Nie powieźli, a na plecach

Czumackie wołowe

Niosą wozy. A za nimi

Ślepy Wołoch znowu:

„Zajechali Hajdamacy

Na noc do dąbrowy” —

Dybie, śpiewa, przyśpiewuje

Różnemi głosami.

Ej że inną, starcze boży!”

Na plecach z wozami

Hukają mu Hajdamacy.

„Dobrze, sokolęta!

Ot tak, ot tak, dobrze, chłopcy!

Ej, razem chłopięta,

Ta urżnijmy!”

Aż drży ziemia —

A oni z wozami

Tak i walą. Dziad wygrywa64,

Pomaga słowami:

„Oj hop tak i tak!

Woła Handzię Kozak:

«Chodź no, Handziu, pożartuję,

Chodź no, Handziu, pocałuję;

Chodźmy, Handziu, do popa,

Do cerkwi troszeczkę;

Nie ma żyta ni snopa

Warz mi gorzałeczkę.»

Ożenił się, nie zmienił się,

I jak zawsze goły;

Pośród śmieci rosną dzieci

A Kozak wesoły:

«I po chacie ty-ny-ny,

I po sieniach ty-ny-ny,

Gotuj, żonko, liny,

Ty-ny-ny, ty-ny-ny.»”

„Dobrze! Dobrze! Jeszcze! Jeszcze!”

Krzyczą Hajdamacy.

„Oj, hop, tego dziwa!

Nawarzyli Lachy piwa,

A my będziem szynkowali,

Laszków-panków częstowali;

Laszków-panków poczęstujem,

Z panienkami pożartujem.”

Oj, hop, tak i tak!

Woła pannę Kozak:

„Panno, ptaszko moja!

Nie lękaj się, daj rączynę,

Chodźmy, pohulajmy,

Niechaj ludziom licho śni się,

A my zaśpiewajmy,

A my zaśpiewajmy,

A my posiadajmy,

Panno, ptaszko moja!

Panno, dolo moja!”

— „Jeszcze, jeszcze!”

— „Jakby tak, albo taki, albo siak,

Jakby taki zaporoski Kozak,

Jakby taki młody zuch, młody zuch,

Choć po chacie mnie pokręcił — ej, w duch!

Strach, jak mnie już nie chce się

Z dziadem starym męczyć się.

Jakby taki...”

— „Ej! a zamilczcie, wściekłe czarty!

Ot, w porę opętał ich bies!

A modlić się! Im w głowie żarty!

Och, ten bo jeszcze stary pies!”

Ataman krzyczy nad głowami.

Wszyscy ucichli — wyszedł chór,

Wyszli i popi z chorągwiami;

Gromada milczy niby mur...

A popi w rząd między wozami

Kadzideł blady szerzą dym,

Jak na Wielkanoc nad paschami65.

A Błahoczynny66 trzyma prym:

„O bracia, módlcie się błagalnie!

Ten gród nasz święty, Czehryn nasz,

Potrójnym rzędem, niewidzialnie

Anielska otoczyła straż.

Ach, nie dawajcie Ukrainy —

Najświętszej naszej — na krzyż wbić!

Czyż pozwolicie wy — jej syny —

Rodzicy waszej w pętach gnić?

Od Sahajdacznych67 lud w niewoli;

Nie gaśnie pożar; tam i tu

Konają w turmach68, bosi, goli...

Dziatwa kozacka nie zna chrztu;

A dziewic poczet, tak już liczny —

Kozackich krain kwiat prześliczny —

W objęciu Lacha z wolna schnie,

Warkocze jasne hańba tnie69,

W niewoli gasną ich oczęta:

A Kozak nie podniesie bark,

By siostrze własnej rozkuć pęta —

I sam nie wstydzi się giąć kark

W jarzmie u Lacha... Biada! biada!

Módlcie się, dzieci! Straszny sąd

Lach Ukrainie zapowiada —

Aż jęknie płaczem gór tych rząd.

Wspomnijcie sławne swe hetmany:

Gdzie Bohdan leży ukochany?

Gdzie Ostranicy70 widać grób?

Gdzie Nalewajki biedny trup?

Spalili wszystkich — śladu nie ma!

Gdzie Bogun71 ten, gdzie owa zima?

Co roku Inguł72 kryje lód;

Nie wstanie Bogun — głębi wód

Nakarmić szlachtą! Bohdan sławny

Nie poczerwieni Żółtych Wód73;

I Roś74 i Korsuń75 starodawny

Nie mają komu żalu zbyć,

I Alta76 płacze: „Ciężko żyć;

Ja schnę, ach, schnę... gdzie Taras mój?

Nie słychać... Nie po ojcu dzieci77!”

Nie płacz, o ludu! W górze świeci

Opatrzność boska... Ojciec twój

W pomoc ci ześle Archanioła;

Męczeńskie dusze bronią was.

Nie za górami pomsty czas.

Módlcie się, bracia!...”

Chylą czoła,

Gorąco błaga biedny lud,

Kozactwo uwierzyło w cud...

Ach, cóż się stało z ich nadzieją? —

Nad Kozakami chusty wieją...

Jedno dobro, jedna sława —

W białej tej chuścinie —

I tę zdejmą...

A diakon:

„Niechaj wróg zaginie!

Bierzcie noże! Poświęcili!”

Jęk dzwonów rozdziera,

W gaju ryczy: „poświęcili!”

Aż serce zamiera.

Poświęcili, poświęcili,

Ginie szlachta, ginie,

Rozerwali, zabłyszczeli

Po wszej Ukrainie.