V

Do Kijowa szedł ubogi,

Na spoczynek siadł u drogi.

A prowodyr129 z drugiej strony,

Torebkami oczepiony.

Na słoneczku małe chłopię

W żółtym piasku dołki kopie.

Stary kobziarz pieśnię pieje

O Jezusie z Galileje.

A kto idzie, ten nie zbacza,

Ten da grosza, ten kołacza,

A niewiasty kromkę sera

Dla młodego prowodyra.

Rozważają chłopca losy:

Chłopak piękny, nagi, bosy,

Wziął po matce wzrok sokoli,

Ale nie wziął dobrej doli.

Z szumem pańska grzmi kolaska,

A woźnica z bicza trzaska,

A w kolasce pan i pani,

A na drodze pył tumani.

Przy żebraku niespodzianie

Pozłocisty powóz stanie.

Dziecię bieży do kolaski,

Grosz dostało z pańskiej łaski.

Pan popatrzał na Iwanka,

Jakby jaka niespodzianka,

Jakby coś mu myśli mroczy...

I odwraca w stronę oczy.

Piękna pani wzrok wytęża

Na Iwanka, to na męża.

Och, zły ojciec poznał syna,

Z oczu matkę przypomina;

Ale milczy, rusza głową.

Pani spyta: «Jak cię zową?»

«Zwą mnie Jankiem» — «Ładnyś, mały!»

I rumaki poleciały.

Piękny powóz w żwir się kopie

I kurzawą przykrył chłopię.

I włóczęgi torby biorą,

Przeżegnali się z pokorą

I kijowskim bitym szlakiem

Kobziarz powlókł się z chłopakiem.