Księga VIII

Gdy wojny znak z Laurentu zamczyska Turn srogi

Wywiesił i chrapliwym dźwiękiem wrzasły rogi,

Gdy wspiął konie, gdy chrzęsła na nim zbroja tęga,

Wnet wzburzą się umysły, w zgiełku się sprzysięga

Skwapliwie całe Lacjum, młódź sierdzi się srodze

Buńczuczna. Messap oraz Ufens, pierwsi wodze,

Z Mezentem, wzgardzicielem bóstw, zewsząd dobrany

Huf kupią708, wielkie z żeńców ogołocą łany.

Wenula ślą do grodu wielkiego Diomeda

Z wieścią, że w Lacjum Teukrów wtargnęła czereda,

Że Enej flotą przybył ze zwyciężonemi

Penaty, prawym królem się mieniąc tej ziemi;

Że pośród wielu ludów Dardańcowi dano

Posłuch; szeroko w Lacjum słynie jego miano.

Co knuje, czego dopiąć chciałby w swojej dumie,

Gdy wygra bój — to lepiej on sam wyrozumie,

Niźli obaj królowie: Turn i Latyn stary.

Tak sprawy stały w Lacjum. Widząc te zamiary

Bohater z Troi, miotan trosk wielkich nawałą,

Raz w tę, raz w tamtę stronę obraca myśl śmiałą,

Wszystko ważąc wśród deszczu trwożnych oszołomień:

Tak drżące światło słońca lub księżyca promień

Srebrzysty, w kotle z wodą odbity od brzega

Spiżowych warg, po wszystkich ścianach lekko biega

A wreszcie do najwyższych domu wzlata pował.

Noc była i głęboki sen już obejmował

Pomęczone zwierzęta ziemi z ptactwem społem,

Gdy ojciec Enej w chłodną noc, pod niebem gołem

Znużon rozterką myśli splątanych we wojnie,

Położył się i późnym snem krzepił spokojnie.

Natenczas sam bóg rzeki Tyberyn mu z bliska

Zjawił się wśród topoli, nad gąszcz uroczyska

Wstając, w płaszczu leciuchnym, żółtawym — na głowie

Wplecione we włos bujne się wiło sitowie.

Wraz tak mówi i troski słowami tak koi:

«Synu bogów, co z ręki wroga gród nam Troi

Wracasz i zachowujesz wciąż Pergam sędziwy,

Czekany wśród laurenckiej i latyńskiej niwy!

Tu dom twój i penaty! Nie ustawaj w drodze,

Niech wojny cię nie trwożą: gnębiący cię srodze

Gniew bogów ustał.

Byś nie sądził, że złudne sny twoją myśl mącą.

Maciorę ujrzysz wielką, pod dębem leżącą,

Przy niej płód głów trzydziestu, białych jak ich matka,

Ssać będzie jej wymiona. Kres trudów ostatka

Tam znajdziesz, tam gród przyszły swe mury pomieści.

Gdy od tej chwili pełnych lat minie trzydzieści,

Askań miasto założy z głośnym Alby mianem.

Pewne rzeczy obwieszczam; jak będzie ci danem

Osiągnąć cel ten, w krótkim pouczę cię słowie:

W krainie tej Pallasa plemię, Arkadowie,

Co za królem Ewandrem szli i jego znaki,

Obrali łan i w górach gród nie lada jaki

Stawili: Pallanteum od Pallasa dziada709

Zwie się. Tych z Latynami ciągła dzieli zwada.

Z nimi złącz się przymierzem na każdą przygodę.

Ja sam cię do nich rzeką wzdłuż brzegów powiodę,

Byś zmógł wiosły710 przeciwny prąd wśród żmudnej jazdy.

Powstań, synu bogini! — Zanim zajdą gwiazdy,

Junonie zanoś modły — gniew, groźby niemałe

Pokornymi zmiękcz śluby. Mnie później dasz chwałę,

Zwycięzca. Jam jest, który nurt rzeki wezbrany

O brzeg miotam i bujnych niw przecinam łany:

Modry Tyber, najmilsza dla niebiosów rzeka.

Tu dom mój — źródło w górach wysokich, z daleka».

Rzekł i w nurtów głębokich skryje się czeluści,

Na dno dążąc. Eneja sen nocny opuści.

Wstaje i patrząc w niebo, co brzaskiem zórz płonie,

Zaczerpnie wody z rzeki w złączone wraz dłonie,

Jak zwyczaj chce, i takie do nieba śle słowa:

«Nimfy, nimfy Laurentu, skąd rzek kryształowa

Mknie fala, i ty Tybrze ze świętymi wody,

Weźcie mnie w swoją pieczę, brońcie od przygody

Gdziekolwiek cię, pełnego litości nade mną,

Topiel kryje, gdziekolwiek twarz jawisz przyjemną,

Zawsze sławę i hojne odbierzesz obiaty,

O rzeko, hesperyjskich wód królu rogaty711,

Jeno broń mnie i bliżej twe określ wyrocznie!»

Tak mówi; dwuwiosłowce dwa z floty niezwłocznie

Wybiera, zbroi druhów i opatrzy żagle.

Wtem oto przed ich okiem dziw zjawi się nagle:

Pod lasem biała, białe karmiąca prosięta,

Na zielonym wybrzeżu świnia rozciągnięta. —

Zbożny Enej wnet tobie, Junono, ją w darze

Zabija i z prosięty kładzie na ołtarze.

Bogini nurty Tybru, co wprzód się wzdymały

Przez całą noc, ukoi; ucichną wód wały,

Niby staw lub zatoka; fal błysną zwierciadła

Pogodne, praca wioseł mozolna odpadła.

Zaczem z pluskiem pomyślnym mkną dalej wytrwale:

Kraje toń smolna jodła, w krąg dziwią się fale,

Dziwią się gaje, widząc tarcze, co migocą

Z dala, i zdobne statki, prące naprzód z mocą.

Oni dzień i noc płyną po spokojnej toni,

Mknąc przez wielkie zakręty: raz rząd ich zasłoni

Drzew różnych, to wśród lasów zielonych nurt sieką.

Ogniste słońce stało w górze, gdy nad rzeką

W dali mur ujrzą, zamek z domy712 niewieloma,

Które w niebo spiętrzyła dziś potężna Roma,

Wtedy zasię Ewander z biedną dzierżył rzeszą.

Raźno w bok zwrócą dzioby i do grodu śpieszą.

Przypadkiem w dniu tym z rodu Arkadów król stary

Alcydowi713 i bogom sprawował ofiary

Przed grodem w gaju; Pallas, syn jego, z młodzieżą

I z ubogim senatem kadzideł woń świeżą

Słali — ciepła krew, dymiąc, broczyła ołtarze.

Gdy ujrzą wielkie statki w cienistym wiszarze

Wśród gaju i w milczeniu poruszane wiosła,

Zlękli się nagle, wszystka rzesza się podniosła

Od stołów. Lecz przerywać uczt Pallas ochoczy,

Nie daje — sam z oszczepem naprzeciw poskoczy

opodal z pagórka: «Chłopcy! Co w te sioła

Nieznaną gna was drogą? Gdzie mkniecie — zawoła —

Skąd ród? Gdzie dom wasz? Pokój czy bój was przywodzi?

Więc ojciec Enej, stojąc na wysokiej łodzi

I gałązkę oliwy wznosząc, tak zaczyna:

«Trojan widzisz, lud wrogi zastępom Latyna,

Co w pysze odtrąciły nas, znękanych srodze.

Do Ewandra dążymy. Odnieścież, iż wodze

Dardańscy przyszli szukać u druhów obrony».

Osłupiał Pallas, takim mianem uderzony:

«Ktośkolwiek jest, pójdź — rzecze — i z rodzicem pomów

Do woli; gościem będziesz pośród naszych domów».

Po tych słowach prawicę mu żywo uściska;

Rzucają brzeg i wchodzą w gaju uroczyska.

Wtedy Enej do króla z przyjazną rzekł twarzą:

«Najlepszy z Grajów! Ciebie dziś losy mi każą

Błagać, wstęgami pęki spowiwszy gałązek.

Nie zląkłem się, żeś z Grecji, wódz Greków, że związek

Pokrewieństwa z Atrydy714 cię łączy oboma.

Mnie męstwo, wola bogów z wyroczni wiadoma,

Wspólny ród nasz i odgłos twej sławy niepodły

Łączą z tobą i tutaj chętnego przywiodły.

Dardan, pradziad, co Troi pierwsze wznosił mury,

Z Elektry — mówią — zrodzon, Atlasowej córy,

W Teukrii osiadł. Elektrę, matkę bohatera,

Atlas rodzi, co niebo barkami podpiera;

Waszym przodkiem Merkury, któremu na szczycie

Cylleny chłodnym piękna Maja dała życie,

Ta sama Maja, twierdzą, jest córką olbrzyma

Atlasa, co gwieździsty strop na barkach trzyma:

Tak ród nas obu z jednej krwi początek bierze.

W to ufając, nie słałem posłów o przymierze

Ni pism — siebie i głowę własną tu bez trwogi

Stawiam i z tymi prośby wstępuję w twe progi:

Nas lud Dauna715, co ciebie srogim trapi bojem,

Nęka; gdy nas odpędzi, ufa, że pod swojem

Jarzmem całą Hesperię ugnie bez przeszkody,

Zawładnąwszy obydwóch italskich mórz wody716.

Przyjm i daj nam prawicę. Są u nas ku wojnie

Chętne serca i młodzież ćwiczona przystojnie».

Tak rzekł Enej. Ów, długo w mówiącego lice

I oczy wpatrzon, utkwił w nim bystre źrenice,

W końcu krótko rzekł: — «Jakże oglądam cię chętnie,

Najdzielniejszy wśród Teukrów! Poznaję w lic piętnie

Anchiza lica, w głosie — głos, któremu sprzyjam!

Pomnę: na Salaminę gdy wybrał się Pryjam

Do siostry swej, Hezjony, także chłodną srodze

Arkadię wraz z druhami nawiedził po drodze,

Mnie wtenczas pierwsza młodość rumieniła lica...

Wodzów Teukrów, Pryjama, ich tronu dziedzica,

Podziwiałem; nad wszystkich przecież wyżej skronie

Niósł Anchiz. Wnet młodzieńcza chęć we mnie rozpłonie

Uścisnąć mu prawicę, przemówić doń z bliska;

Przystąpię i w Feneja go wiodę siedliska.

Z licyjskimi on strzały pyszny kołczan potem

Zostawił mi, płaszcz cudny dał, przetykan złotem,

I dwie uzdy ze złota — dziś Pallas je bierze. —

Więc, jak pragniecie, z wami zawieram przymierze

I skoro brzask rozbłyśnie jutro, z hufcem w drogę

Wesołych was wyprawię i skarby717 wspomogę.

Tymczasem, gdyście przyszli jako przyjaciele,

Dorocznych świąt wraz z nami obchodźcie wesele

I dziś już przywykajcie do druhów zastawy».

To rzekłszy, każe wnosić uprzątnięte strawy,

Stawia czasze i mężów na darni sadowi.

Przed innymi uprzejmie wskaże Enejowi

Klonowy tron, lwa skórą zaścielon kudłatą.

Rześcy chłopcy i kapłan, piękną zdobny szatą,

Pieczone wątpia718 niosą, kosz, co się ugina

Pod darami Cerery, i wyborne wina.

Spożywa Enej z młodzią trojańską pospołu

Smaczne uda i combry719 ogromnego wołu.

Gdy już zaspokoili głód, tłumiąc chęć jadła,

Rzekł król Ewander: — «Ucztę, która nam wypadła

Ze zwyczaju, te bóstwa wielkiego ołtarze,

Nie zabobon bóstw starych niepomny nam każe

Poświęcać: z wielkich, gościu trojański, wyrwani

Niebezpieczeństw, obiaty niebianom ślem w dani.

Przypatrz się tym zwieszonym w górze skalnym bryłom:

Strzaskane leżą głazy, opuszczony wyłom

Kryjówki, ległych grani olbrzymie brzemiona.

Jaskinia była wielka tam, w gąszczu tajona,

Srogiego półczłowieka, Kaka720, skryte leże,

Niedostępne dla słońca; krwi strugi wciąż świeże

Wilżyły wokół ziemię. Nad bramą wysoką

Wisiały głowy, ciemną zbroczone posoką.

Wulkan ojcem potwora był; jego to żary

Z pyska ziejąc, wlókł cielsko swe wielkie bez miary.

Przyszła nam jednak w końcu pomoc upragniona

Ze strony boga: bowiem zabiwszy Geriona

Trójkształtnego721 i z łupu wielkiego wesoły,

Nadszedł Alcyd722 zwycięski, pędząc tędy woły

Ogromne: jar i rzekę zajmowały całą.

Lecz Kak dziki, by zgoła nic już nie zostało,

Na co by podstęp jego nie czyhał i zdrada,

Cztery byki ogromne ze stajni wykrada

I tyleż równie pięknych jałowic. By śliski

Grunt zwykłymi się racic nie znaczył odciski,

Za ogony wlókł bydło po urwistej drodze,

Myląc ślady, i w jamie ukrył ciemnej srodze.

Żadne znaki nie wiodły do groty tej z bliska.

Tymczasem, kiedy Alcyd wypędzał z pastwiska

Swe stada napasione w drogę, zaryczały

Odchodzące już woły; i zaraz gaj cały

Rozebrzmiał rykiem, wzgórza ślą gromkich ech krocie,

Razem i woły w wielkiej ukrywane grocie

Zaryczą: podstęp Kaka od razu się wyda.

Wtedy ból i gniew w piersi rozpłonie Alcyda:

Sękaty dąb porywa w dłonie i bez zwłoki

Szybkim pędem na góry zrąb wbiega wysoki.

Pierwszy raz wtedy Kaka ujrzano z daleka,

Jak z trwogą w oczach, szybszy niż Eurus723, ucieka

Do jaskini: strach skrzydła mu przypnie u nogi.

Gdy zamknął się i łańcuch rozerwawszy srogi

Strącił skałę, co kunsztem ojcowskiego młota

Wisiała na żelazie, i zaparł nią wrota,

Nadbiegł oto Tyryntczyk i wśród stromych stoczy

Dostępu śledzi, wokół pilnie zwraca oczy,

Zgrzytając zębem. Trzykroć, płonąc gniewu szałem,

Bada stok Awentynu, trzykroć z sercem śmiałem

Podważa głaz — i trzykroć siadł w jarze znużony. —

Niebotyczna grań, z każdej niedostępna strony,

Nad grzbietem się jaskini wznosiła pochyło;

Drapieżne ptactwo chętnie swe gniazda tam kryło.

Tę skałę, jak na lewo od strugi się spiętrza,

Z prawej strony prąc, wstrząsnął silnie i od wnętrza

Z posad wyrwał, a potem z nagła mocno pchnie ją: —

Zagrzmiały od łoskotu przestwory nad knieją,

Rwą się brzegi, przelękły strumień w bok odpłynie.

Odsłaniają się Kaka ogromne jaskinie

Do wnętrza, pełna mroków pieczara głęboka.

Nie inaczej, gdy ziemia pęknie i dla oka

Podziemnych siedzib wnętrzne odsłoni tajniki,

Kraj cieniów, bogom wstrętny, przepaści głąb dziki

Widnieje, drży rój Manów724, kryjąc się w otchłanie...

Zaczem przychwyconego w świetle niespodzianie,

Ryczącego okropnie z wklęsłej jamy wnęka725,

Strzałami Alcyd praży, wszelką bronią nęka,

Ogromne głazy miecąc726 i grube konary.

Ów, nie mogąc uciekać, przerażon bez miary,

Z paszczęki dym potworny (okropne zjawiska!)

Wyrzyga, na dom cały gęste chmury ciska,

Kryjąc widok dla oczu, i mroki olbrzymie

W grocie skłębia: noc z ogniem, błyskającym w dymie.

Nie ścierpiał Alcyd, ale przez płomień do głębi

Na oślep skoczył, kędy najsrożej się kłębi

Fala dymu i ciemną mgłę z jamy dna żenie727.

Tam Kaka, zionącego w mroku czcze płomienie,

Oburącz chwyta dłońmi za szyję i tłoczy

Suche gardło, aż na wierzch wystąpią mu oczy.

Wraz odsłonią się domu wnętrza tajemnicze

Przez drzwi rozbite: woły, złupione zdobycze

Ukażą się na światło; za nogi tłum ściąga

Potworne cielsko, groźnym oczom dziwoląga

Przygląda się do syta, oblicze, kark spasły

Podziwia i gardziele, gdzie ognie zagasły.

Odtąd cześć dajem zbawcy, w potomnych pamięci

Radosny dzień ten. Potyt nasz pierwszy go święci

I Pinariów ród, starzy Alcyda wieszczkowie.

On w gaju wzniósł ten ołtarz, co wielkim się zowie728

I wielkim go na zawsze kraj będzie zwać cały.

Więc, młodzieńcy, tak wielkiej obchodząc dzień chwały,

Uwieńczcie liściem włosy i czasze do ręki

Z winem biorąc, wspólnemu bogu czyńcie dzięki!»

Rzekł, Alcyda topolą wieńczy729 uroczyście

Swą skroń, we włos dwubarwne wplatając jej liście,

I w puchar wino wlewa. Z nim wszyscy pospołu

Radośnie wielbią bogów libacją730 u stołu.

Tymczasem słońce już się chyliło ku ziemi.

Już kapłani i Potyt, pierwszy przed wszystkiemi,

Ubrani w skóry, śpieszą niosąc żagwie żwawo.

Wznowią uczty, powtórną nakryją zastawą

Stoły i półmiskami obarczą ołtarze.

Przy ogniu ich tłum Saliów731 rześki się ukaże,

Gałązkami topoli wieńczący swe czoło —

Tu chłopców, a tam starców chór.

Sławią wesoło Alcyda, jak w kolebce już, dziecina mała,

Dwa węże zdusił, które nań Juno nasłała.

Jak w boju zburzył do cna dwa grody kwitnące,

Troję i Echaliję, jak trudów tysiące

Pod królem Eurystejem, za sprawą Junony,

Ponosił: — «Tyś chmur dzieci, o niezwyciężony,

Hyleja oraz Fola732, prawicą zmógł śmiałą,

Dziw Krety i lwa zwalił pod nemejską skałą;

Ciebie Styks i stróż Orku zląkł się, w głębokości

Jamy leżąc na stosie wpół zgryzionych kości;

Ciebie żadne straszydło, ni Tyfej niezmierny

Nie przeraził swą bronią, ni groźny smok Lerny733,

Co gromadą głów wokół siepał nastroszoną.

Witaj, synu Jowisza, wliczon w niebian grono,

W święto twoje racz ku nam raźną zstąpić nogą!»

To w pieśni sławią. Kaka jaskinię też srogą

Wspominają i z pyska miotane płomienie.

Grzmią gaje w krąg, wiatr echa na pagórki żenie734.

Spełniwszy obrzęd święty, do miasta się rzesza

Udaje zaraz cała. Król stary pośpiesza

Wraz ze synem, Eneja prowadząc na przedzie,

Rozmowy różne w drodze wespół z nimi wiedzie.

Dziwi się, żywo oczy swe zwraca dokoła

Enej, a każde miejsce w nim zachwyt wywoła;

Wiele pyta, spraw dawnych ciekaw niewymownie,

Król Ewander, co Romy założył warownię,

«Fauny — rzecze — i nimfy dzierżyły te kraje,

I ród mężów, co z twardych pni dębu powstaje.

Obcą im była roli uprawa rozumna

I sprzężaj wołów; plonów nie zwozili w gumna —

Owoce ich i łowy mozolne żywiły.

Pierwszy Saturn, Olimpu rzuciwszy szczyt miły,

Uchodząc jako tułacz przed gniewem Jowisza,

Lud szorstki, rozprószony w górzyste zacisza,

Zgromadził, dał mu prawa — Lacjum kraj on zowie,

Ponieważ łacno w ono się ukrył pustkowie735.

Wieść niesie, że pod królem tym nastał wiek złoty:

Tak w pokoju swym berłem wiódł naród do cnoty.

Lecz z wolna wiek podlejszy ludziom się wyłania:

Szał wojny i niesyta żądza posiadania.

Auzońce potem przyszli, Sykańce olbrzymie,

I nieraz kraj Saturna nowe przybrał imię736

Nastali króle: szorstki Tybr wielkiego ciała;

Od niego potem Tybrem Italia nazwała

Albulę, dawne miano odmieniając rzeki.

Mnie, z kraju wygnanego w mórz odmęt daleki,

Los i Fatum, któremu ludzie ujść nie mogą,

Tu przywiodły, tu matka nimfa swą przestrogą,

Karmenta737, mnie przyzwała i boski Apollin».

Tak rzekł, ołtarz mu wskaże wśród zacisznych dolin

Bramę Karmentalską, w Romie czczoną święcie,

Gdzie z dawna chwałę nimfie oddają Karmencie,

Wieszczce boskiej, co pierwsza przyszłe wielkie dzieła

Teukrów i Pallanteum piękne sławić jęła.

Gąszcz też wielki, co w miejscu Azylu wysterkał738

Wskazuje i pod chłodnym urwiskiem Luperkał739,

(Który tak się od Pana licejskiego740 zowie),

I gaju Argileta zaciszne pustkowie;

Wskaże plac, gdzie gość Argus z rąk zginął czeladzi,

Na tarpejską grań i na Kapitol prowadzi —

Dziś złoty, wtenczas puszczą zarośnięty srogą;

Już wtedy nań wieśniacy spoglądali z trwogą

Religijną, las straszył ich i głazy duże.

«Ten gaj — rzecze — to lasem porośnięte wzgórze,

Nie wiedzieć który dzierży bóg. Wierzą Arkadzi,

Że widziano Jowisza, jak burze gromadzi

I prawicą Egidy krąg741 wstrząsa ponury.

Tam dwu grodów oglądasz rozwalone mury,

Zabytki mężów dawnych, cenne niewymownie:

Tę — Janus, tamtę — Saturn zakładał warownię,

Tu Janikuł742, tam zasię Saturnia743 jest nasza».

Tak gwarząc, pod ubogie się zbliżą poddasza

Ewandra; tu i ówdzie usłyszą ryk stada,

Gdzie dziś Forum jest Romy i Karyn osada.

Gdy doszli do domostwa, ów rzekł: «W te to progi

Alcyd wstąpił, ten domek go przyjął ubogi.

Śmiej, gościu, gardzić zbytkiem, wnijdź śladem Alcyda

I niech ci niedostatek przykrym się nie wyda!»

Rzekł, wielkiego Eneja w ciasne wiedzie ściany,

Na tapczan suchym liściem suto podesłany

I skórą niedźwiedzicy z puszcz libijskiej ziemi.

Noc padła, ziemię skrzydły objąwszy ciemnemi,

Gdy matka Wenus, zdjęta niedaremną trwogą,

Laurentu groźby słysząc oraz wrzawę srogą,

Na złotym łożu męża Wulkana wśród troski

Tak zacznie, w słowa uczuć wlewając żar boski:

«Kiedy wojną nękali argoliccy wodze

Pergam, co zasłużonej miał ulec pożodze,

Nie prosiłam o pomoc ni oręż — twej siły

I sztuki nie wzywałam, nie chcąc, mężu miły,

By cię darmo nużyła praca tak niełatwa —

Choć wiele czci Pryjama świadczyła mi dziatwa

I płakałam, klęsk syna twarde widząc brzemię.

Dziś z rozkazu Jowisza na Rutulów ziemię

Wstąpił; błagam więc, ufna, że głos mój coś wskóra,

O broń dla mego syna. Wszak Nereja córa744

I Tytona małżonka745 łzami cię zjednała...

Patrz, jakich ludów zewsząd zbiera się nawała,

Wśród murów ostrząc miecze na Teukrów mych zgony!»

Rzekła, ociężałego śnieżnymi ramiony746

Obejmie, wśród rozkosznych pieszcząc oszołomień.

On zwykłe żary przejął zaraz, znany płomień

Wszedł mu w tętna i przebiegł przez bezwładne kości.

Nie inaczej, gdy grzmoty huczą wśród ciemności,

Ognistej błyskawicy smug w chmurach się błąka.

Odczuła to świadoma swej krasy małżonka —

Zaś rodzic, wieczną zmożon miłością, tak powie:

«Czemu z dala zaczynasz w oględnym tak słowie?

Czy nie ufasz mi, boska? Dla takich twych pieszczot

Już wprzódy Teukrom w dłonie tarcz dałbym i brzeszczot.

Ani Jowisz, ni losy nie broniły wcale,

By Pryjama gród dziesięć lat dalszych stał w chwale,

I teraz, gdy wojenną chcesz wzniecić pożogę,

Czegokolwiek po sztuce spodziewać się mogę,

Co się zrobić ze stali da, co ulać ktoś by

Ze spiżu w ogniu zdołał, to... Zaprzestań prośby

I ufaj swojej mocy...» Tak rzekł; upragniony

Uścisk oddał, i chyląc skroń na piersi żony,

W głębokiego snu błogie zapadł ukojenie.

Po północy, gdy rzednąć zaczynają cienie

Płosząc sen, gdy niewiasta biedą przyciśniona,

Co żyje z prac Minerwy drobnych i z wrzeciona,

Krząta się, zgasły ogień roznieca z popiołu

W noc pracę ze służebnic swych gronem pospołu

Wszczynając, tak iż czystym męża swego łoże

Zachować i dziateczki swe wyżywić może —

Tak właśnie Ogniowładca747, rzuciwszy posłanie

Miękkie, do rzemiosł swoich ochotnie powstanie.

Jest wyspa przy Sycylii, tuż obok Lipary

Eolskiej, gdzie ze szczelin skał bucha dym szary.

Pod nią huczy Cyklopów jaskinia zapadła,

Groźna jak czeluść Etny, gdzie jęczą kowadła

Tęgo bite, stal chrzęści, rozpalona w głębi

Wielkich pieców i ogień ze sykiem się kłębi:

Wulkana dom, Wulkanią zwana skalna gleba.

Tam zstąpił Ogniowładca z wysokiego nieba.

Cyklopi tam żelazo z wielkimi mozoły

Kuli: Brontes, Steropes i Pyrakmon goły;

Rękoma ich już wokół była wygładzona

Część gromu, jaki rodzic, ująwszy w ramiona,

Miota w ziemię; część była niedokuta jeszcze.

Do niej trzy strzały z gradu, trzy nawalne deszcze

Dodali, trzy z błyskawic i wichru promienie,

A teraz straszne błyski, huk i przerażenie

Mieszali, oraz płomień niezbłagany zgoła.

Opodal rydwan Marsa i dwa wartkie koła

Kuli, którymi w grody ów niesie strach blady,

I egidę okropną, broń gniewnej Pallady,

Na wyścigi zdobili łuskami ze złota,

Dwa węże i Gorgonę, co dziki wzrok miota

Ze ściętej głowy, dłutem gładząc z każdej strony.

«Złóżcie wszystko — rzekł — rzućcie trud nie­dokończony,

Cyklopy Etny, bacząc na zlecenie z nieba:

Mąż dzielny o broń błaga, teraz sił potrzeba,

Teraz sztuki mistrzowskiej — teraz zwinnej dłoni!

Nie zwlekajcie!»

Nic nad to nie wyrzekł, zaś oni

Szybko porwą się wszyscy i wnet się robota

Zaczyna. Płyną strugi spiżu oraz złota,

Śmiercionośna stal w piecu wre. Ogromnej tarczy

Krąg kują, co sam jeden na wszystkie wystarczy

Latynów strzały — siedem blach zbijają społem

Potężnych. Inni miechy stłaczają, z mozołem

Dmąc w ogień. Reszta spiże syczące zanurza

W wodzie. Szczękiem kowadeł jaskinia grzmi duża.

Oni z mocą ogromną podnoszą ramiona

W takt kując stal, co zgrzyta w obcęgach kręcona.

Gdy tak w Eolii Wulkan kwapi się co siły,

Ewandra w skromnym domu budzi ranek miły

I ptactwo, co pod strzechą świegotać zaczyna.

Wstaje zaraz, przywdziewa szaty starowina,

Tyrreńskie łapcie rześko nakłada na nogi

I przy boku tegejski748 zawiesza miecz srogi,

Pantery skórą ramię osłaniając prawe.

Przed nim stróże domostwa, dwa psy biegną żwawe.

Z wysokich progów śpiesząc tuż za krokiem pana.

Do komnaty, co była Enejowi dana,

Szedł, słów swych i obietnic pamiętny bohater.

Lecz i Enej już rankiem próg rzucił swych kwater.

Ten Achata ma obok, ów Pallasa, syna.

Spotkawszy się, dłoń ścisną; wśród domu się wszczyna

Rozmowa, której wprzód się zagaić nie dało.

Pierwszy zaczął król:

«O wielki wodzu Teukrów! Gdyś ty wyszedł cało,

Nie przyznaję, iż Troja do cna legła w dymie!

My, by pomoc nieść w boju za tak wielkie imię,

Zbyt słabi: stąd zamyka nas Tybr, stamtąd Rutul

Ze szczękiem broni ciśnie. Przecież troskę utul:

Ja tobie wielkie ludy i bogate kraje

Sprzymierzę w bój, bo pomoc niespodzianą daje

Przypadek; same losy cię tutaj wezwały...

Jest opodal, zbudowan na urwisku skały,

Agilliny gród stary749, gdzie wsławion we wojnie

Lud Lidów750 wzgórz etruskich jary zajął zbrojnie.

Ziemię, długo szczęśliwym kwitnącą pokojem,

Pyszny król Mezent w końcu berłem owładł swojem.

Wspomnęż mordy i zbrodnie, jakie tyran srogi

Spełniał? Weń i w ród jego obróćcie to, bogi!

Umarłych wiązać społem ze żywymi każe,

Z rękoma łącząc ręce, a z twarzami twarze

Ku długiej męce: ropą i krwią zlane ciała

Śmierć powolna w uścisku strasznym zabierała.

Znękane rzesze oręż chwycą po kryjomu

I oblegną zbrodniarza w jego własnym domu,

Mordują druhów, ogień na dachy miotają.

On wśród rzezi uchodzi przed wzburzoną zgrają

Do Rutulów, gdzie Turn go swą bronią osłania.

Więc Etruria, słusznego pełna zagniewania,

Żąda, by wydał króla na pomstę w tej dobie.

Nad wojskiem jej, Eneju, ja władzę dam tobie.

Nad całym brzegiem z łodzi stłoczonych grzmią gwary,

Każą nieść znaki; kapłan wstrzymuje ich stary,

Los wieszcząc: «O Meonii751 chlubo, młodzi droga,

Kwiecie męstwa! Ból słuszny cię wiedzie na wroga,

Gniew prawy na Mezenta uzbraja twe ramię;

Lecz wiedz: Italczyk ludów tak wielkich nie złamie:

Obcych wodzów szukajcie! — Te bogów przestrogi

Słysząc, hufce Etrusków zdrętwiały od trwogi.

Sam Tarchon mi przez posłów berło i koronę

Przysłał, błagając, abym między zgromadzone

Wszedł szyki i tyrreńskie w mą władzę wziął włości.

Ale mnie zimna starość już berła zazdrości

I siły nie dostaje752 na żaden czyn wielki.

Wezwałbym syna, ale ten z matki Sabelki753

Italską krew dziedziczy. — Tobie starość czoła

Nie marszczy, ród nie broni, a bóstwo cię woła:

Śpiesz, Teukrów i Italii wodzu, pełen sławy!

Z tobą chluba i szczęście moje, Pallas żwawy,

Złączy się. Niechaj śpiesząc pod wodzą twą w boje,

Wdraża się w dzieła Marsa, niechaj czyny twoje

Oglądać i podziwiać przywyknie od młodu.

Dwustu jeźdźców arkadzkich, kwiat mego narodu,

Przydam ci — tyleż Pallas od siebie wieść każe».

Gdy to mówił, schylili zamyślone twarze

Enej i wierny Achat pod twardym mozołem

Troski — i wiele ważą w sercu niewesołem,

Gdy nagle Cyterejka754 widomy znak dała:

W czystym niebie piorunu błysk nagle zapała

Wśród grzmotu, świat się walić zdaje niespodzianie

I w powietrzu tyrreńskich surm ozwie się granie...

Spojrzą — znów przestwór gromkim zahuczy łoskotem

I na niebie pogodnym, w obłoku, wnet potem

Szczękną bronie, od zbrojnych się hufców zaroi...

Zdrętwieli wszyscy z lęku, lecz bohater z Troi

Poznał dźwięk, obietnice matki uroczyste;

Zaczem powie: «O druhu, nie badaj zaiste,

Co znaczą te zjawiska: mnie to Olimp woła!

Ten znak matka przyrzekła zjawić, gdy dokoła

Bój grozić będzie, mówiąc, że Wulkana bronie

Z nieba w pomoc mi ześle.

Och! Jaki bój w nieszczęsnym Laurencie zapłonie,

Jak skaran będziesz, Turnie! Ileż do twej fali

Tarcz mężów, przyłbic oraz ciał dzielnych się zwali,

Ojcze Tybrze! Niech depcze Turn sojusz, niech rwie go!»

Te słowa rzekłszy, z tronu wstaje wysokiego,

Żar ze stosu Alcyda, jak zwyczaj chce stary,

Roznieci na ołtarzu, penaty i lary755

Wesół uczci; wraz owce na ofiarę świeżą

Ewander bije społem z trojańską młodzieżą.

Enej łodzie nawiedza i druhów pozdrowi.

Spośród tych, co na boje ruszyć są gotowi,

Mężniejszych sam wybiera zaraz; pozostali

Bez pracy wioseł płyną rzeką z prądem fali,

By donieść Askaniowi o ojcu i sprawie.

Teukrom konie tyrreńskie król daje łaskawie:

Dla Eneja w dział rumak idzie przystrojony

Lwa skórą płową — złote błyszczą na niej szpony.

Wnet po małym miasteczku głoszona wieść hula,

Że ruszy huf ku brzegom tyrreńskiego króla.

Zdwajają śluby matki, wobec bliskiej trwogi

Drżą serca, większej grozy nabiera Mars srogi,

Ewander idącego w bój uściska syna

Nienasycon i ze łzą tak mówić zaczyna:

«O, niechby mi Juppiter miniony wiek młody

Wrócił, gdym u Prenesty756 bram szyki w zawody

Rwał, stosy tarcz podpalał i nieustraszenie

Erula tą prawicą w Tartaru słał cienie —

Dziw, któremu Feronia, matka757, trzy aż razem

(Straszno rzec!) dała dusze; po trzykroć żelazem

Powalony być musiał, przecież wszystkie społem

Dusze i tyleż mieczy tą ręką mu wziąłem. —

Nigdybym z twych uścisków słodkich, drogie dziecko,

Nie wyrywał się teraz, i Mezent zdradziecko

Drwiąc ze mnie, tak by wielu swym mieczem nie naciął

Wśród miasta, tylu moich nie zgubił przyjaciół!...

Lecz, o bogi! Jowiszu wielki przed wszystkiemi!

Zlitujcie się nad królem arkadyjskiej ziemi

I słyszcie ojca, który błagalne śle słowa!

Jeśli mi los Pallasa nietkniętym zachowa,

Jeśli znowu zobaczyć mam jego twarz młodą:

Pragnę żyć i przed żadną nie zadrżę przygodą. —

Jeśli zaś, o Fortuno, zdradę knujesz skrycie,

Dzisiaj już, dzisiaj gorzkie skończyć pragnę życie,

Gdy wątpliwa jest troska, co w pierś mą się wrzyna,

Gdy cię chłopcze, rozkoszy późna i jedyna,

W objęciu trzymam, gdy mi serca nie rozrania

Wieść gorsza...» Takie rodzic śle mu pożegnania; —

Do domu niosą słudzy bladego, bez siły.

Już przez otwarte bramy hufce wychodziły:

Pośród pierwszych rot Enej wraz z wiernym Achatem.

Potem przedni Trojanie; w odzieniu bogatem

Środkiem Pallas — tarcz barwna mu zorzą się pali:

Tak Jutrzenka skąpana w Oceanu fali,

Gwiazda, co ponad inne Wenerze jest miła,

Pojawia się wśród mroków i cudny blask zsyła.

Śledzą matki trwożliwe, wstąpiwszy na mury,

Błyszczące spiżem hufce pośród pyłu chmury.

Oni przez chaszcze, kędy prosta droga wiedzie,

Rwą pancerni; zgiełk dudni, za rotą na przedzie

Gna druga w trop i sypki piach trąca kopyto.

Jest wielki gaj nad Cery758 rzeczułką w jar skrytą,

Z dawna czczony szeroko; pagórki dokoła

Piętrzą się, ciemne jodły zwieńczają ich czoła,

Sylwanowi, co pola i trzodę swą darzy

Opieką, jak wieść niesie, Pelazgowie starzy

Gaj ten oddali, pierwsi władcy ziem Latyna.

Blisko stąd Tarchon oraz tyrreńska drużyna

Miała obóz; ze wzgórza można było okiem

Dostrzec legie stojące na polu szerokiem.

Tam ojciec Enej, a z nim dobrana młódź cała

Znużeni śpieszą, krzepią rumaki i ciała.

Tymczasem boska Wenus ze śnieżnych chmur spłynie

Z darami; kiedy syna w zacisznej dolinie

Ujrzy, gdzie chłodnej rzeki lśni toń kryształowa,

Przystąpi doń, witając, i rzecze te słowa:

«Oto męża mojego dar, sztucznej759 roboty:

W zbroicy tej Laurentów pysznych zwarte roty

Zmóc zdołasz i dzielnego Turna wyzwać z bliska».

Tak rzecze Cyterejka i syna uściska,

Pod dębem naprzeciwko broń kładąc wspaniałą.

On, ciesząc się podarkiem i tak wielką chwałą,

Nie może się nasycić — oczyma zdumiony

Po niej wodzi, rękoma pieści i ramiony760

Straszliwy szyszak z kitą, miotający płomię761,

Miecz śmiercionośny oraz potężną w ogromie

Spiżową zbroję, która się krwawo rumieni,

Jak chmura, z dala lśniąca od słońca promieni,

Nakolanka ze srebra i złota, i włócznie,

I piękną niewymownie tarcz, rzeźbioną sztucznie.

Na niej dzieje Italii i triumfy Romy

Wybornie wróżb i czasów następnych świadomy

Po Askaniu i wojny wszystkie nieprzerwanie

Wyrzeźbił Ogniowładca. Tam ród, co powstanie

Przedstawił: w grocie Marsa762, widać, rozciągnięta

Wilczyca leży, wokół jej wymion bliźnięta

Igrają, chłopcy, mleko ssąc zgoła bez trwogi;

Ona zaś, lekko ku nim zginając kark srogi,

Liże obu i gładzi językiem ich ciała.

Niedaleko tuż Roma potężna jaśniała;

Porywane Sabinki wśród świąt przez tłum zbrojny

Bezecnie, i stąd wszczęte z nagła nowe wojny

Przez Romy lud, Tacjusza763 i Kuretów społem

Surowych. Lecz wnet bitwy znużeni mozołem

Zbrojni króle maciorę składają w ofierze

Jowiszowi, ucztują i czynią przymierze.

Obok — Metta w dwie strony rwą w pędzie rydwany

(Obyś trwał, Albańczyku, w słowie niezachwiany!).

Wlecze zdrajcę Tul, w gniewie zacięty niezmiernie,

Przez las, a krwią dokoła zrosiły się ciernie.

Tuż Porsenna, gród z mocą oblegając, zmusza

Wygnanego na powrót przyjąć Tarkwiniusza.

Eneadzi za wolność porywają miecze;

On żywo zda się grozić; gniew widać go piecze,

Że rozerwać most Kokles odważył się młody,

A Klelia uszła, płynąc przez tybrowe wody.

Manliusz zamków tarpejskich i świątyni strzeże

Pilnie, dzierżąc wysokie Kapitolu wieże;

Strzechą ze słomy błyszczy Romulowa chata;

Tuż srebrna gęś w krużgankach wyzłacanych lata

Głosząc, że Gallów wojska czyhają za progiem;

W krzach pod zamkiem Gallowie siedzą z licem srogiem,

Głuchą nocą zakryci wśród ciemności ślepych;

Złote włosy ich, płonie złocistych szał przepych

I płaszczy prążkowanych; śnieżyste ich szyje

Spina złoto; z dwu włóczni alpejskich blask bije

Wokół, a długie tarcze osłaniają ciała.

Saliów764 też i Luperków765 nagich tam jaśniała

Gromada — czapy z czubem, tarcze niespodzianie

Spadłe z nieba; i matki w wygodnym rydwanie

Wiezione wśród obrzędów przez gród. — Tuż mrok siny

Tartarskich pól, Plutona głębokie krainy

Widać, kary za zbrodnie: przykuty do skały

Katylina, na twarze jędz patrzy struchlały;

Cnotliwi są osobno: tym prawa śle Kato.

W środku lśni morza obraz, rzeźbiony bogato

W złocie: błyska biel piany z tła ciemnej głębiny;

Ze srebra wyrzeźbione naokół delfiny

Wzburzone fale zwinnie w krąg sieką ogonem.

Z przodu flota w spiż strojna. Na morzu spienionem

Aktyjską widać bitwę; Leukate766 wre w szale

Wojennym; szczerym złotem połyskują fale.

Tu August Cezar wiedzie italskie w bój srogi

Zastępy — z nim lud, senat i potężne bogi.

On na statku wyniosłym stoi, obie skronie

Płomień zioną, rodowa gwiazda z czoła płonie.

Tuż z wróżby pomyślnymi Agryppa dostojny

Wiedzie zastęp potężny; mocarny znak wojny,

Okrętowy mu wieniec błyska wokół czoła.

Antoniusz barbarzyńców pod znaki swe woła.

Zwycięzca z krajów Wschodu, z Czerwonych Wybrzeży,

Z Egiptu hufce zbiera — lud Baktry z nim bieży;

Społem idzie (o hańbo!) Egipcjanka, żona.

Wraz wszyscy gnają, morza toń huczy spieniona

Od wioseł, dziobów, osęk. Suną nad głębiną;

Rzekłbyś, że to Cyklady oderwane płyną

Po morzu lub z turniami zbiegają się turnie:

Tak z mocą walą statki, piętrzące się górnie.

Lecą w krąg szybkie strzały i w kłębach płomieni

Pakuły — krwawą rzezią morze się rumieni.

Królowa w środku, hufce brząkadłem w bój woła,

Dwóch wężów za plecami niewidząca zgoła.

Przeróżnych bogów larwy i szczekacz zuchwały

Anub767 — w Neptuna, Wenus i Minerwę strzały

Miecą. Sroży się Mawors w okrutnej potędze,

Zakuty w stal, posępne lecą w górze jędze;

Ucieszona Niezgoda w rozdartej odzieży

Gna, a za nią Bellona z krwawym biczem bieży.

Widząc to, łuk Apollo aktyjski napina

Z wysoka: drży Egiptu i Indu drużyna,

I Arabi Sabejcy podają tył nagle.

Królowa sama każe w lot rozpinać żagle,

Puścić liny i z wichrem gnać morzem spienionem.

Ją, wśród rzezi blednący niedalekim zgonem,

Wyrzeźbił Ogniowładca jak z pędem Japyga768

Gna; ogromny Nil w dali od smutku się wzdryga,

Otwiera jej ramiona i na ciche łono

Swych modrych fal przyjmuje rzeszę zwyciężoną.

Potrójny tryumf święcąc Cezar, w mury Romy

Wiezion, bogom Italii w znak chwały widomy

Nieśmiertelny ślub czyni, wielkich świątyń trzysta

Wznosi w mieście. Lud z igrzysk wesoło korzysta;

W świątyniach tłumy matron, w zieleni ołtarze,

Przed nimi cielce, bogom poświęcone w darze,

On w śnieżnym chramie Feba siedząc, wybór czyni

Z darów, łupem obwiesza podwoje świątyni

Przepyszne. Długim rzędem idą zwyciężeni,

Różni mową — strój różny i oręż się mieni:

Tu Nomadów tłum, Afrów rzesza rozbrojona;

Lelegi, Kary, łowczych Gelonów plemiona;

Eufrates, już uciszon, szedł drżący od trwogi,

Szedł daleki Morynów naród, Ren dwurogi,

Dzicy Daje i Araks, który mosty zrywa.

Te na tarczy Wulkana oglądając dziwa,

Cieszy się obrazami, choć spraw nieświadomy,

Na barkach wznosząc sławę wnuków i los Romy.