Psalm XV

Ut quid Deus repulisti in finem245.

Psalm 73246

Lament kościoła bożego na imwazją247 turecką

Przecz248 żeś nas Boże odrzucił do końca? Rozgniewała się zapalczywość Twoja na owce pastwiska Twego.

Aleć trudno pytać, czemuś odrzucił? Złości bowiem nasze uczyniły rozdział między Tobą, a pycha nasza jako silny wiatr rozdęła ogień gniewu Twojego.

Wytrzymawałeś249, groziłeś, i napominałeś; aż widząc zatwardziałość upornych250, siedmiorakie plagi jak na Egipt spuściłeś.

Zrebelizowana czerń251 zesromociła252 nas, a dzicy Geloni253 zabierali plon z obfitej Roksolanii254 naszej.

Wdarł się aż do serca zamorczyk255, a od Hiperboru256 trzech liter Pan wydarł nam Antemurał północny.

Naprzykrzył się zza Tatrów wicher, aleć domowe zawieruchy czy nie byłyż karzącym nieprawości biczykiem?

To ich sześć, siódma następuje, plaga wojny tureckiej; pod którą (jeżeli Bóg gniewu nie odwróci) pewnego upadku czekać Polsce potrzeba.

Żarłok państw, potop świata, łakoma krwi chrześciańskiej257 Charybdis258 i bestia z samego nieba gwiazdy pożerająca, Turczyn.

Już gotowością jego zaburzył się Euksyn, wspienił się Dunaj, a pograniczny Dniestr misternemi przysiodłany mostami.

Gotuj konie, Polaku, wsiadajcie jezdni, wychodźcie pieszy, ostrzcie żelaza, składajcie kopie, uzbrójcie się w pancerze.

Podnoście krzyżem znaczone chorągwie, a nie czekając tego gościa u siebie, przejmujcie mu drogę w pobliższych Multaniech259.

Ale jakoś fatalny to mocarz, co z niego siły nie mamy, bo nie masz Pana zastępów z nami, który by wojował za nami.

A zatem ściśniony gwałtem Kamieniec, gdy wytrzymać nie może poganinowi się poddaje, ona przez tak wiele lat obcej ręki niewiadoma, litewskiego Koriata osada.

O żałośny widoku! Już pyszny sułtan w bramy jego z tryumfem wjeżdża; już na wieżach miejskich bisurmańskie księżyce tkwią, już z wierzchu kościołów pozrzucano krzyże na wzgardę.

Jako w lesie drzewa, siekierami rąbał i ołtarze, toporami i oskardami burzyli groby umarłych.

Brano żałosnym ojcom, gwałtem, kwiat młodości urodziwe syny; a udatne dziewoje od matek, stadem pędzono do szaraju.

Grono rycerstwa bitnej prowincji mieczem wygubili, insze stany miejskie pognali precz, jako bydło na paszą260.

Ale to większa, znak zbawienny, krzyże zrzuciwszy deptali; a Ciało Pańskie pod osobą chleba zawarte, z przybytku ołtarzów zelżywie wyrzucili.

I mówili: «Uczyńmy, że ustaną wszystkie święta gaurów261 w ziemi tej, a obrzędy ich zatarłszy, sama jedna muzułmanów wiara rozpostrze się po świecie».

Wyprowadźmy lud krzyżem znaczony za Propontydę262, a na to miejsce od dalekiego Kairu naprowadźmy mieszkańców.

Dokądże, o Boże, naród ten urągać będzie? Iżali tak zawsze rekutyt263 ten Imię Twoje święte bluźnić i sromocić będzie przybytek Najwyższego?

Czemuż, Panie, zatrzymujesz rękę od posiłku wiernych? Czemu nie wyciągniesz prawice264 Twojej na ratunek w tobie ufających?

Powstań, o Boże! Rozsądź sprawę naszę265; wspomnij na hańbę ołtarzów Twoich, która Cię od tych kajmanów potyka266.

Nie podajże bestiom dusz chwalących Ciebie; i dusz ubogich Twoich nie zapominaj do końca.

Tyś utwierdził mocą Twoją morze; tyś pokruszył głowy smoków w wodach.

Tyś jest Pan, który ukarawszy, wrócisz nam dziedzictwo nasze; i będziesz pamiętnym na zgromadzenie Twoje, któregoś nabył od początku.

Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi świętemu etc267.